poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z MICHAŁEM ZABŁOCKIM rozmawia Robert Ostaszewski
Poezja ze spotkania
Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)

*Przygotował Pan Program Rewolucji Poetyckiej MULTIPOEZJA. Na czym zasadza się jego rewolucyjność?

Na odwróceniu się od książki jako głównego nośnika tekstów poetyckich. Wyszedłem od tego, że książka jako medium komunikacji mnie nie interesuje. Uświadomiłem to sobie i przyjąłem za punkt wyjścia. Szukam innych sposobów na przekazywanie wierszy, dotarcie do odbiorców.

*Jakich?

Realizacje mojego programu są - i mam nadzieję, że będą - różne. Jego istota tkwi właśnie w konkretnych realizacjach. Niektóre z nich są nowe, inne - nie. Wiersze na plakatach już były, podobnie jak od dawna istnieje tak zwana poezja śpiewana. Ale na murach domów nikt jeszcze wierszy nie wyświetlał, a już na pewno nie w centralnych punktach miast i nie w tak systematyczny, zorganizowany sposób (mówię o projekcie „366 wierszy w 365 dni” w Warszawie i Krakowie). Ciągle szukam takich form, które z jednej strony pozwoliłby odpowiednio zaistnieć tekstowi, z drugiej dawałyby szansę na maksymalne wykorzystanie możliwości danego medium.

*Czy te realizacje mają wzmacniać tekst wiersza poprzez nową formę prezentacji, czy też kreują całkiem nową jakość, nowe zjawisko?

Właściwie trudno w tym przypadku mówić jedynie o chęci wzmocnienia tekstu. Chodzi mi o to, żeby znaleźć nośną formę pokazania i przekazania tekstu poetyckiego, ale czasem wiąże się to wręcz z interpretacją. Każda forma może wzmacniać, albo osłabiać wiersz. Wszystko zależy od tego, jaką przygotuje się formułę, jak się ją wymyśli i zrealizuje. Wizualizacje wierszy w „Telepoemacie” (mojej autorskiej propozycji na „uwierszowienie” medium telewizyjnego) nie tylko wzmacniają przekaz, ale go ukierunkowują, zwracają uwagę na jakieś jego aspekty, a nawet do pewnego stopnia go właśnie interpretują. Tak samo jak teledyski, które nakręciłem do piosenek Grzegorza Turnaua z własnymi tekstami (takie jak „Cichosza”, „Bracka”, „Między ciszę a ciszą”) czy Agnieszki Chrzanowskiej („Cały świat plonie”, „Nic bój się nic nie robić”). Tam zapętlenie było wręcz podwójne. Najpierw tekst, potem muzyka i piosenka, a potem teledysk.

*Jednak czy nie dzieje się tak, że w tych medialnych realizacjach i wydarzeniach ginie trochę sam tekst, stając się jednym z wielu elementów - nazwę to umownie - widowiska, elementem nie zawsze najistotniejszym?

Staram się, aby to tekst był ośrodkiem, czy może raczej, to chyba lepsze słowo, „źródłem” danej realizacji, aby to właśnie on określał formę dalszych działań. Ale przecież tekst nigdy nie jest wolny od jakiejś domieszki medium wykorzystywanego do jego prezentacji. Nawet w książce wiersz jeśli do pewnego stopnia funkcją kartki papieru, jej rozmiarów, układu typograficznego... Poza tym moje pomysły nie zmierzają tylko i wyłącznie do wplątywania wierszy w sytuacje, powiedzmy, technologiczne, ale są także próbą powrotu do tego, co było wcześniej, przed książką. Do używania poezji jako środka komunikacji między ludźmi. Na przykład aranżuję spotkania („Wiersze pisane w Dobrym Towarzystwie”), w trakcie których piszę wiersz na podstawie wcześniej przeprowadzonej rozmowy ze zgromadzonymi osobami. Albo wykorzystuję możliwość występowania w Piwnicy pod Baranami, w Kabarecie, po to, by napisać wiersz najpierw wylicytowany, wręcz zamówiony przez kogoś spośród publiczności, i by potem go odczytać pod koniec programu. I to wszystko w trakcie trwania jednego wieczoru. Dla mnie największą przygodą staje się wciąganie ludzi do aktywnego odbioru wiersza, a czasem nawet do jego współtworzenia, tak jak to się dzieje na internetowym czacie „Multipoezja w Onet.pl”. Jest to doświadczenie obce poetom, którzy prezentują swoje wiersze jedynie w mediach papierowych. Bo tak naprawdę w książce przeszkadza mi to, że izoluje ona od siebie ludzi ...

*Pana program ma - jak rozumiem - zmierzać do uczynienia z poezji środka komunikacji między ludźmi?

Wiersz był, jest i będzie sposobem komunikacji, ale środki przekazu używane przez ostatnie kilkaset lat do jego przenoszenia okazują się dzisiaj nie-drożne! Chodzi o odnowienie „komunikacji wierszem” na dwa sposoby: po pierwsze przy pomocy różnych nowoczesnych mediów, po drugie przez powrót do bezpośredniego kontaktu z odbiorcą. Czyli z jednej strony przez środki technologicznie zaawansowane, a drugiej - przez powrót do tego, co pierwotne. Telewizja, radio czy Internet z jednej strony, a „Wiersze Pisane w Dobrym Towarzystwie”, w Kabarecie, czy na czacie „Multipoezja w Onet.pl” - z drugiej strony. Oczywiście tworzę też własne media, kreuję je „od zera”, tak jak projekcje wierszy na murach czy „stemplowanie” tekstów na chodnikach. Sposobów jest w tym przypadku właściwie nieskończenie wiele. Przy tym dla mnie liczy się nie tylko sam wiersz, ale również sytuacja, w której on się pojawia. Przykładowo, jeżeli piszę wiersz licytowany w Kabarecie, to wprawdzie cieszę się, jeśli ten tekst uda mi się wykorzystać gdzieś indziej, ale tak naprawdę ma on wybrzmieć, „zdarzyć” się i w pełni zaistnieć właśnie w tej, kabaretowej, sytuacji, w określonym miejscu, w obecności tych właśnie ludzi. W ramach mojego projektu aranżuję nowe sytuacje, w których powstają wiersze. Choćby właśnie „Wiersze Pisane w Dobrym Towarzystwie”, czat na portalu Onet.pl czy wiersze kabaretowe. W każdej z tych sytuacji może powstać ciekawy wiersz, ale wcale nie musi. Interesująca jest sama sytuacja i proces wykluwania się wiersza z rozmów, wymiany zdań. Czasem taki wiersz ma szansę przetrwać, a czasem realizuje się tylko tam i wtedy. Ale to już i tak dużo.

*Czy jest to coś w rodzaju „burzy mózgów”, która ma wyzwolić bodźce do tworzenia wierszy?

Tak. Człowiek jest, jak sądzę, z natury leniwy, więc czasem trzeba go zmuszać do aktywności, popychać. Tak jak ja popycham siebie. Temu między innymi służą aranżowane przeze mnie sytuacje. I nie idzie w tym przypadku tylko i wyłącznie o pisanie wierszy. Przykładowo, na spotkania „Wiersze Pisane w Dobrym Towarzystwie” ludzie przychodzą zapewne z różnych powodów, ale myślę, że jednym z ostatnich jest przeczytanie wiersza. Przede wszystkim chcą ze sobą pogadać, bo w innych przypadkach albo nie mają takiej możliwości, albo ciężko im pokonać barierę oddzielającą ich od innych osób. Wiersz tylko dopełnia całą sytuację, puentuje ją. Ostatnio jedna z osób powiedziała, że trzyma sobie te wiersze, bo każdy kojarzy jej się z innymi twarzami, innymi wypowiedziami, z innymi porami roku, z innymi okolicznościami. Jest grupa, która przychodzi tam stale, niektórzy nawet przyjeżdżają specjalnie ze Śląska po to tylko, abym ich zachęcał do mówienia, wyciągał coś z nich, po to, żeby uczestniczyć w sytuacji, która się nigdy nie powtórzy, która wprawdzie wiąże się z powstawaniem wiersza, ale dla nich polega głównie na rozmowie.

*Zamiast jednego poety, który skrobie wiersze w samotności, mamy tutaj kilka czy kilkanaście osób układających tekst.

Z tym jest różnie. Czasem ludzie jedynie dostarczają mi materiału, z którego ja tworzę wiersz, albo - jak w kabarecie - zamawiają konkretny tekst. Ale na czacie faktycznie go współtworzą. Zawsze staram się aranżować takie sytuacje, aby dzięki zainteresowaniu i zaangażowaniu odbiorców mógł powstać „żywy” wiersz. A robię tak między innymi dlatego, że nie wyobrażam sobie, abym przez całe życie miał pisać tylko przy biurku i przeżywać to pisanie sam ze sobą, ewentualnie wyobrażając sobie tzw. czytelnika wirtualnego. To na dłuższą metę staje się autodestrukcyjne. „Żywość” tych wierszy polega na tym, że są natychmiast konsumowane, „zjadane”, odbierane. Nie czekają w kolejce na publikację, na druk w gazecie, czy książce. Poza tym wynikają z konkretnej sytuacji i to właśnie w niej się realizują.

*Tworzy wiec Pan poezję ze spotkania - z nowymi ludźmi, różnymi sytuacjami, rozmaitymi środkami przekazu.

To jest chyba dobre określenie, bo wiele moich pomysłów zasadza się właśnie na idei spotkania. I nawet jeżeli wiersze nie powstają w trakcie samego spotkania, to istnieją właśnie po to, aby mogły się ono zdarzyć. Bo ja zawsze staram się wykonać ruch w kierunku odbiorcy, nie chowam się wcale za moimi tekstami. Miałem wprawdzie taki czas w życiu, chyba jak każdy młody człowiek, że bałem się reakcji czytelników, więc ukrywałem się za tekstami. Zawsze jestem zadowolony jeżeli wiersze funkcjonują i trafiają do ludzi bez aktywnego udziału z mojej strony. Ale tak dzieje się rzadko. Jeśli chce się w pełni żyć pisaniem, trzeba samemu wykonywać ruchy i gesty w kierunku czytelnika. Szczególnie dzisiaj, kiedy literatura jest w defensywie, a wiersz - co tu dużo mówić -w fazie całkowitej klęski medialnej.

*Mówił Pan o wierszach tworzonych na czacie. Ostatnio bardzo dużo jest „poezji sieciowej”, tworzonej w Internecie. Niektórzy uważają nawet, że Internet stanowi idealne medium dla poezji. Co Pan o tym sądzi?

Oczywiście, Internet może stać się dobrym medium dla poezji i w wielu krajach nim jest, ale powinien u nas ktoś wreszcie zadbać o przejrzystość i reprezentatywność internetowych prezentacji poetyckich. Póki co każdy sobie rzepkę skrobie i zawłaszcza ogólne hasła do partykularnych celów. Muszę przyznać, że sam nie pozbyłem się jeszcze oporów przed umieszczaniem moich wierszy na stronach internetowych. Zastanawiając się nad wykorzystaniem Internetu w moich działaniach, szukałem w nim raczej czegoś, co pozwoliłby mi na szybki i aktywny kontakt z odbiorcą. I znalazłem formułę czatu, który, jak sądzę, jest świetnym medium dla powstawania wiersza.

*Ale na czacie wszyscy są w gruncie rzeczy anonimowi. Nie ma wiec możliwości sprawdzenia, czy uczestnik czatu poetyckiego traktuje tworzenie wiersza poważnie.

Nie jest tak źle. Prowadzę czat moderowany, jako moderator od razu odrzucam wszelkie niepoważne wypowiedzi i zostawiam tylko te propozycje, które wydają mi się interesujące, które można potem rozwinąć. Poza tym anonimowość umożliwia absolutną szczerość. Dzięki temu na czacie często padają zdania nie przewidywalne, zaskakujące i inspirujące. Zresztą, ten czat w Onecie nauczył mnie samego bardzo wiele. Przede wszystkim uprzytomnił mi jedną sprawę, o której niby wiedziałem, ale nie zwracałem na nią większej uwagi, otóż że pisanie wierszy składa się z dwóch niezależnych etapów: proponowania i akceptowania. Proponowanie musi być bardzo świeże, otwarte, trochę szalone, a akceptowanie - porządkujące i oparte na pewnej wizji całości. Pisząc samemu, spełnia się obie funkcje niejako automatycznie, ale właśnie na czacie widać ten proces doskonale. Oni proponują, ja wybieram i akceptuję.

*Czy wiersz powstający na czacie jest w takim razie bardziej dziełem Pana, czy całej grupy uczestników?

Każdy, kto wchodzi na czat, zapoznaje się z jego regulaminem, w którym jest zaznaczone, że uczestnicy wyrażają zgodę na wykorzystywanie, opracowanie i przerabianie własnych tekstów. Propozycje uczestników służą mi jako materiał do tworzenia wiersza. Ale gdy go gdzieś przedstawiam, to zawsze zaznaczam, kto jest autorem danego wersu. Można więc powiedzieć, że jest to tekst zarówno mój, jak i ich.

*Jaka jest literacka wartość takich wierszy?

Normalnie: raz są gorsze, a raz lepsze. Można to łatwo zweryfikować, wchodząc na stronę www.multipoezja.onet.pl, gdzie jest ich archiwum. Ale podam taki przykład. Nigdy nie wysyłałem wierszy na konkursy literackie. Uważałem tę formułę za nadmiernie sportową. Sam byłem wprawdzie sportowcem, ale konkurs i poezja w jednym jakoś mi się ze sobą kłócą. Ale raz jeden, za namową jednego z czatujących, wysłałem kilka wierszy napisanych w Onecie - oczywiście anonimowo i bez opisania twórczej metody - na konkurs literacki. I dostaliśmy nagrodę.

*Czy jednak nie ma Pan poczucia ulotności realizacji Pana programu. Książka jest bardziej trwała, można postawić ją na półce, mieć cały czas pod rękę, wracać wielokrotnie do lektury. W przypadku sytuacyjnych realizacji jest to o wiele trudniejsze.

Dla mnie książka jako medium ma głównie walor dokumentacyjny, podsumowuje jakiś etap pisania, ale najczęściej gonie współtworzy. Nie piszę z myślą o kolejnej książce. Kolejna książka będzie wtedy, kiedy uznam, że można podsumować coś, co się wydarzyło; utrwalić to przynajmniej w części. Wydawanie książki ma dla mnie sens tylko wtedy, jeżeli zawiera się w niej coś, co wcześniej zaistniało, zrealizowało się w rzeczywistości. Książki dzisiaj rzadko są wydarzeniami same w sobie. Czy się chce, czy nie - taka jest aktualna sytuacja tego środka przekazu. Są poeci (może nawet większość), którzy traktują książkę jako własne medium, „myślą książką”. Ja wybrałem inne media i inny sposób myślenia o poezji.

*Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Robert Ostaszewski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas