poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TADEUSZ DĄBROWSKI
Wiersze
Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)

- dla Simone Weil -


Erotyk do włosów Agnieszki

Tak wolno rosną Ci włosy; gdybym zrobił z nich zegar,
mógłbym kochać spokojniej, śmierci bym się nie bał.

Mówisz, że ten, kto śmierci nie pokocha, niewiele
wie o miłości; ubóstwiam Twój włos zgubiony w pościeli.

Że śmierć to otchłań, nicość, cuda niestworzone?
Potrafię, kiedy się czeszesz, patrzeć w drugą stronę.
 


id

Ten, pomagający mamie nieść zakupy,
i ten, który siedzi przed blokiem i sączy browar.

Ten, mówiący rodzicom „dobranoc” pocałunkiem,
i ten, kochany za stypendium naukowe
przez fantastyczną mulatkę z agencji towarzyskiej.

Ten katolik, co marzy podczas podniesienia,
by podnieść sukienkę klęczącej przed nim mężatce.

Ten, odwiedzający pornograficzne witryny,
i ten, posyłający do sieciowego nieba
kilka do bólu otwartych koleżanek ze studiów.

Gdyby na siebie wpadli w sklepie, kinie lub windzie,
przestraszyliby się śmiertelnie. Na szczęście świat

jest na to o wiele za mały a z każdą godziną,
minutą, sekundą, podobno jeszcze bardziej się zmniejsza.



Modlitwa (plik roboczy)

Obdarz mnie cierpieniem.

Daj łaskę zrozumienia,
że cierpienie jest łaską.

Niech będzie niezawinione,
bo zrobię wszystko, żeby

przyjąć je jako karę.
Spraw, bym mówił do Ciebie

bez lęku, że Cię usłyszę.
I nie bał się tego wiersza,

a jednocześnie drżał
przed nim tak, jak teraz.

I żeby to wystarczyło.



Niewidomi

Dwoje niewidomych
spotkało się laskami
na ruchliwej ulicy

zasztyletowali
ciemność i zalała
ich jasność a właściwie

biel ta sama biel
ich lasek o której teraz
po pięćdziesięciu latach

nadal nie wiedzą nic
poza tym co poczuli.



Wiara

polega na tym,
by wiedząc, że piekło jest
puste, że nie ma piekła
i wąż jest dobry, tak dobry
jak owca czy osioł, uparcie
w to nie wierzyć.



Rozdzielczość

Dzisiaj z twojego aktu wybrałem sobie oko
i powiększałem je aż do granic ekranu, do
granic rozdzielczości (a ta jest na tyle wysoka,
 że można już w ciebie uwierzyć). Powiększałem

twoje prawe oko, chcąc za ostatnim kliknięciem
przeskoczyć na drugą stronę, obejrzeć duszę
albo przynajmniej siebie rozklikanego. W
pobliżu czterdziestego czwartego powiększenia

zobaczyłem swoją niewyraźną sylwetkę,
przy sześćdziesiątym szóstym zarys aparatu
fotograficznego, czytelny tylko dla mnie. A
dalej już nic więcej nad szare prostokąty

poukładane ściśle jak cegły w murze, jak
kamienie w ścianie płaczu, przed którą staję
w dzień i w nocy, aby wytrwale rozsadzać spojenia
karteczkami z moimi wierszami.



Traktat zoologiczny (społecznie zaangażowany)

Zeznania sprawców przypominały opowieść o filmie,
w którym mieliby oni grać główne role.
Wiadomości

Małpami opiekuje się Kredyt Bank.
tabliczka w zoo

1.

Przyglądam się uważnie ujawnionym w prasie
twarzom bestialskich morderców i ponownie
dochodzę do wniosku, że Bóg wie, co robi.

W ich rysach szukałem usprawiedliwienia
dla stwierdzenia: „Źle wam z oczu patrzy, zło
macie tępą stalówką wypisane na twarzy”.

- nie znalazłem. Pod tymi portretami mogliby
 równie dobrze kryć się młodzi klerycy, więc
 katecheta nie kłamał: „Wszystkich niebo czeka,

jeżeli się potępia zło, a nie człowieka”.

 2.

Nazajutrz idę z rodziną do zoo.
Jak zwykle przy małpach kłopotliwe poczucie bliskości,
gdy wzrok spotyka się ze wzrokiem szympansa,

kołysanego transowym rytmem samotności.
Jakby sam diabeł stworzył małpy, by zwodzić nas
podobieństwami, chociaż można inaczej: małpa

to boczna (gorsza) gałąź ewolucji człowieka.
Tylko czy szympans zastrzeliłby pięcioro
pracowników Kredyt Banku? Nie sądzę, chyba

że dla zabawy i w ogrodzie zoologicznym.



Wyprawa po pieluchy

Najpierw patrzymy na swoje usta jak głuchoniemi
a potem naturalnie stajemy
się niewidomi. Na resztę życia. Idę grudniową

ulicą. Mijam latarnie które niegdyś o tej
porze sypałyby śniegiem. Na stoiskach
z tanią książką okładki poradników dla kobiet

i tomików poezji produkowałyby
wiatr. Samemu trudno mi w to uwierzyć:
nie słyszę i nie widzę. Mama myliła się mówiąc

że im dalej w las tym więcej drzew. Im dalej
w las tym coraz bardziej tyle samo
jest drzew. Kiedyś wszystkie formowały się

w proste drogi a teraz rosną jak popadnie.
Czy jest jakiś sposób na błądzenie? Pytać?
Wytrwale iść przed siebie aż zabraknie tchu?

Opuszkami palców szukam odpowiedzi

w szorstkiej korze. Czasami natrafiam na usta.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas