poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ RÓŻYCKI
Wiersze
Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)




5.



Front musiał przejść już dawno, sądząc po programie

tutejszej telewizji trwa już okupacja.

Cokolwiek mi się przyśni, za chwilę powraca

znów do mnie w innej formie, ocenzurowanej



w postaci zawirowań na wściekłym ekranie.

Jeśli spojrzeć przez okno, widok ciągle traci

kolejne barwy, kształty, i coraz wyraźniej

przypomina pustynię, tę, która powstaje



po atomowym grzybie. Od zawsze wiedziałem,

że żyję w szarym kraju, z którego ucieka

powoli to, co może, nawet miasta, rzeki,

bociany i bogowie, a zostaje cały



rejestr ubytków, braków, cała księga strat

otwarta właśnie po to, żeby wpisać „ja”.



6.



Na zachodzie bez zmiany. Drzwi na domofony

i płatne toalety. Na wschodzie od rana

nikt się już nie chce zgłosić, mimo wybierania

kolejnych nazwisk z listy czułych telefonów.



Zupełnie jakby na nich zeszła ta lawina,

o której wszyscy mówią na naszej ulicy,

że zabiera bez śladu i bez ważnych przyczyn,

tak, jak się stało, w domu lub w drodze do kina



i pozostawia puste miejsce, białe plamy

w papierach i na zdjęciach. Jedyne, co można

zrobić w takich warunkach, to się upodobnić

powoli w swych nawykach i w kwestii działania



do kamieni wyplutych rano przez lodowiec

i nie wymawiać słowa, nie wymawiać słowa.



7.



Wciąż bez zmian na zachodzie. Ze wschodu nie dzwonią,

Poczta się nie odzywa. Listonosz porwany.

Z pewnością jest to jakiś niewypowiedziany

dotąd w ludzkim języku rodzaj nowej wojny



i sąsiednie mocarstwo, w którym wciąż panuje

jeszcze epoka nagłych zlodowaceń, rankiem

przeszło wszelkie granice w ramach niespodzianki

i wzięło ich w obronę, znowu dokonując



swojej misji dziejowej. Teraz są w niewoli

pękniętych rurociągów, braku ogrzewania,

zamarzniętych przewodów i przerw w odśnieżaniu

dróg krajowych oraz tych spoza kategorii,



tak jak ta wokół stołu, wydeptana w nocy

przez stado głodnych zwierząt, które świt zaskoczył.



8.



Odkąd świat nam się zepsuł, naprawiamy w domu

z pomocą czarodziejskich ruchów.

W taki sposób wytwarzane jest ciepło i ono podnosi

nieznacznie słupek rtęci. Odwilż. To ona pokona



wkrótce ściany i wyjdzie z mieszkań na ulice

paląc swoje sztandary, póki nie przeminie

epoka lodowcowa i na dnie doliny

między łóżkiem a ścianą zostanie odkryte



wyżłobione przez nasze ciała tajne pismo.

Tylko ten archeolog, który sam przyłoży

swoje ciało na miarę, będzie mógł odtworzyć

rytm i pozna krój liter. I w jednym przebłysku



zobaczy świat na nowo: chmury bardzo nisko,

tak nisko, że naprawdę trzeba się położyć.



10.



Aż któregoś dnia światło niby laser

przebije te pęcherze, rybie błony w oknie

a potem swoim mieczem rozetnie zasłonę,

która zarasta oko. Wszystkie jedenaście



pięter przebije promień. Po nim, ciągle we śnie,

wymkniesz się jak po linie z dymiącej pościeli

i pójdziesz na południe, w stronę Dardaneli,

gdzie mają tyle słońca, że można z nim grzesznie



obcować jak z haremem, gdzie z rozgrzanej ziemi

unoszą się obrazy, zbyt pijane, niestety,

żeby czytać napisy. Na plaży kobiety

używają oliwki z pierwszego tłoczenia



do smarowania piersi. I nie ma znaczenia,

czy żyjesz, czy umarłeś, czy idziesz wzdłuż brzegu.



 

Trzeci hipotyk




Polecieliśmy samolotem, ledwie zamknąłem oczy.

Polecieliśmy od podwórka, nad śmietnikiem,



drzewami i Katowicką, daleko, nad czarny ocean.

I wtedy zrozumiałem właśnie, jak to jest.



Po prostu się unosisz i widać z góry gazetę, stół,

okruchy, klocek domu, sieć ulic, groszki oraz paski.



Prostokątne zielone, owalne błękitne. Lekko

obracają się światełka i to jest koniec Europy,



Boca do inferno. Nic nie mogłem zrobić

i nic zabrało miejsca, które zostawiłem.



Nic w kieszeni, nic w rękawie, pusto na siedzeniu.

Siedem tysięcy metrów pustki. Świat w dole



układa się w figury, znika, pojawia się z pocierania figur,

z figur obcowania. Polecieliśmy samolotem,



nic nie mogłem zrobić, było daleko, właściwie

skończyła się ziemia i zaczął ocean, obroty,



nurkowanie, markowane figury bez końca.




marzec 2003



 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas