poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [Dekada Literacka 2003, nr 7-8 (199-200)]


Ze zdziwieniem czytamy w „Słowniku literatury dziecięcej i młodzieżowej” pod redakcją Barbary Tylickiej i Grzegorza Leszczyńskiego, że Agnieszka Osiecka, autorka piosenek i sztuk scenicznych nazywała się właściwie - Hanna Chrzanowska. „Qui pro quo” stąd się wzięło, że pseudonimem „Agnieszka Osiecka” posługiwała się przed wojną Hanna Chrzanowska (1902-1973), córka profesora UJ, z zawodu pielęgniarka, ale także autorka prozy i wierszy. (hm)

Zygmunt Kałużyński („Polityka” nr 20) twierdzi, że Don Kichot był dla współczesnych wzruszającym romantycznym marzycielem, dopiero dla czytelnika nowoczesnego stał się komiczną ofiarą samozłudzenia. W rzeczywistości - przeciwnie: dla współczesnych bohater Cervantesa był postacią komiczną dopiero właśnie romantycy dostrzegli w nim wzniosłego marzyciela. (hm)

„Kujon polski” („Gazeta Wyborcza” z 13 maja) wśród „pytań z hakiem” dla maturzystów umieszcza m.in. pytanie: „Ilu synów miała lady Makbet?”, a to dlatego, że „lady Makbet nie miała dzieci i to w dramacie jest kluczem do jej psychiki”. I polonistka, która pytanie to (podobne do tytułu słynnego eseju L.C. Knightsa „How many children had lady Macbeth”? z r. 1933) postawiła, i redakcja „Kujona” mylą się. Lady Makbet miała przynajmniej jedno dziecko, skoro mówi wyraźnie: „Byłam karmicielką. I wiem, jak to jest słodko kochać dziecię, które się karmi” (a. I, sc. 7). A poza tym - gdyby istotnie bohaterka Szekspir nie miała dzieci, to takiego pytania, zawierającego fałszywą presupozycję, nie należy zadawać. (hm)

I jeszcze jedna uwaga do „Kujona polskiego” („Gazeta Wyborcza” z 20 maja). Staszek Dutka, zwracając się do Stalina, mówi m.in. „Budowałeś pomniki na własną cześć”. Otóż, rzecz ciekawa: portretów i rzeźb przedstawiających Stalina były w ZSRR miliony - ale tylko w zamkniętych pomieszczeniach. W otwartej przestrzeni Stalin chyba pomników nie pozwalał stawiać, obawiając się, że mogą być znieważone. (hm)

Krystyna Heska-Kwaśniewicz, omawiając dość szczegółowo koleje życia Stanisława Wasylewskiego w artykule „Między Lwowem a Opolem” („Śląsk” nr 5) i narzekając przy okazji, że „nigdy nie podjęto dochodzeń przeciwko pisarzom, którzy kolaborowali z Sowietami” - zachowuje dziwną powściągliwość, gdy chodzi o lata 1939-1941 w biografii samego Wasylewskiego. Pisze tylko, że po wybuchu wojny „państwo Wasylewscy powrócili do Lwowa; od jesieni 1941 zaczął pisarz działać w ruchu oporu”. Tymczasem - prawda jest taka, że pod okupacją sowiecką Wasylewski brał czynny udział w oficjalnym życiu literackim (został przyjęty do Związku Pisarzy Radzieckich, należał do zespołu przygotowującego podręczniki literatury polskiej, opracował montaż teatralny „Książka Mickiewicza”), ale zarazem już od stycznia 1940 uczestniczył w konspiracyjnej lwowskiej Radzie Narodowej i miał kontakty ze Związkiem Walki Zbrojnej. (hm)

Pisze o tym Jacek Trznadel w książce „Kolaboranci. Tadeusz Boy-Żeleński i grupa komunistycznych pisarzy we Lwowie 1939-1941” (1998). Wcześniej jeszcze ukazała się praca Mieczysława Inglota „Polska kultura literacka Lwowa 1939-1941”(1995). Toteż nietrafne jest pytanie Pawła Machcewicza („Tygodnik Powszechny” nr 21) postawione w związku ze sprawą krakowskiego Instytutu Niemieckiej Pracy Wschodniej: „Dlaczego mamy mówić o literatach, dziennikarzach i uczonych z Generalnego Gubernatorstwa, a nie wspominać tych polskich pisarzy, którzy wstąpili do Związku Radzieckich Pisarzy Ukrainy?”. (hm)

Natomiast zupełnie bezpodstawnie zalicza Stefan Niesiołowski („Konspekt” nr 14/15) Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego do pisarzy kolaborujących z władzą sowiecką. Przez całą wojnę Dobrowolski przebywał w Warszawie, działał tu w AK-owskiej konspiracji, a potem walczył w powstaniu. To akurat chlubna karta w jego życiorysie, (hm)

Bohdan Królikowski w książce „Grzechy pamięci” pisze, że opowieści o szarżach kawalerii na czołgi we wrześniu 1939 roku były wymysłem Wandy Wasilewskiej i „peerelowskich pismaków”. Tymczasem o szarżach tych pisano także na zachodniej emigracji - np. Wiktor Budzyński w wierszu „Lotnikom” z r. 1941 czy Aleksander Janta Połczyński w artykule „Kawaleria” z r. 1944. (hm)

Zagalopował się Włodzimierz Bolecki („Arkusz” nr 5) pisząc, że młoda Nałkowska jeszcze przed I wojną światową byłą „świetnie oczytana” m.in. w twórczości Prousta. Wszak pierwszy tom „W poszukiwaniu straconego czasu” ukazał się dopiero w r. 1913 i nic nie wskazuje na to, by go wówczas Nałkowska przeczytała. (hm)

W „Błyskach” Julii Hartwig czytamy: »„Biedny chłopiec z książką w ręku” - tak pisał Wyspiański o Hamlecie« (s. 29). Ale przedtem tak mówiła o Hamlecie Królowa w tekście dramatu Szekspira (a. II, sc. 2). A dalej autorka przytacza: „Jerzy Stempowski o Giedroyciu: „Sternik duchami napełnionej toni”. To także cytat - z wiersza „Testament mój” Słowackiego. (hm)

Jacek Kuroń („Gazeta Wyborcza” nr 126) jako przykład determinacji Polaków pod pruskim zaborem podaje obok wozu Drzymały - „obronę ziemi przez Ślimaka”. Przykład nietrafny, bo choć Ślimak walczy z kolonistami niemieckimi, akcja „Placówki” rozgrywa się bezspornie w zaborze rosyjskim. (hm)

W artykule Ewy Berberyusz o Erwinie Axerze („Plus-Minus” nr 23) czytamy, że sztuka „Domek z kart” została napisana „zaraz po wojnie”. Jakże to możliwe, jeśli autor, Emil Zegadłowicz zmarł w roku 1941? (hm)

Ukazała się książeczka Witold Gombrowicz „Aforyzmy, myśli, zdania i uwagi”(wybrał i ułożył Włodzimierz Bolecki). Zawartość jej jednak dziwi i może zdezorientować mniej wyrobionego czytelnika. Znalazły się w niej - bez żadnego ostrzeżenia - również wypowiedzi bohaterów Gombrowicza, i to takie, z którymi autor nie tylko się nie solidaryzował, lecz nawet wyraźnie je ośmieszył. Co więcej - Gombrowiczowi przypisano wyrażenia nie będące jego wynalazkiem, powszechnie w okresie międzywojennym używane, jak „Boja ma”, „Za stary wróbel na takie plewy”, „Swój do swego po swoje”, „Nie rób z tata wariata”. (hm)

Marcin Król („Tygodnik Powszechny” nr 26) twierdzi, że w starożytnej Grecji „osoby o odmiennej orientacji seksualnej” nie były dopuszczane do życia publicznego. Wiadomo powszechnie, że homoseksualizm był tam w pełni akceptowaną formą życia seksualnego, niekiedy nawet (Platon) traktowaną jako wyższa od stosunków heteroseksualnych. Myli się też Król, gdy pisze, że wielki filolog klasyczny Tadeusz Zieliński należał do tych, którzy „chcieli zbudować most ponad chrześcijaństwem prosto do antycznych Aten”. Zieliński dowodził ciągłości między religiami antycznymi a chrześcijaństwem, separował je natomiast od judaizmu. (hm)

Jerzy Koenig w rozmowie ze Sławomirem Mrożkiem (ogłoszonej teraz w I tomie jego „Variów”, s. 226) powiada: „Są utwory dramatyczne Sławomira Mrożka z dawnych czasów, gdzie słyszy się Fredrę, chociaż nie jest to jamb”. Z czego wynikałoby, że Fredro pisał swe komedie wierszem jambicznym - co absolutnie nie zgadza się ze stanem faktycznym. Koenigowi najwyraźniej pomylił się jamb z trochejem. Bardzo dziwnie brzmią też dalsze jego wywody. »Dzisiejszość to jest to, o czym mówi Goethe w drugiej części „Fausta”: „Chwilo trwaj”. To znaczy, że dziś rzeczywiście trwa chwilę.« (s. 227). Po pierwsze: słowa te pojawiają się w części I „Fausta”, po drugie - znaczą coś zupełnie innego. Faust mówi, że jeżeli z jego ust padną kiedyś te słowa, odda swą duszę diabłu. (hm)

Czesław Miłosz („Tygodnik Powszechny” nr 26), kojarząc „jakiegoś Henia” z wiersza Tuwima „Wiec” z Henrykiem Dembińskim, powołał się na przypis Michała Głowińskiego do „Wierszy wybranych” tego poety w serii „Biblioteka Narodowa”. Głowiński, indagowany w tej sprawie przez Ryszarda Matuszewskiego, powiedział (jak się dowiadujemy z „Tygodnika Powszechnego” nr 28), że wyjaśnienie to podsunął mu Janusz Stradecki. Jeśli jednak zajrzymy do monografii bibliograficznej Stradeckiego „Julian Tuwim. Twórczość” (1959, s. 217), to przekonamy się, że zaczerpnął on to wyjaśnienie z artykułu... Miłosza „Teodor Bujnicki” drukowanego w „Kulturze” paryskiej w r. 1954... I tak kółko się zamknęło... (hm)

Hanna Baltyn („Teatr” nr 4/5) chwali opolskiego reżysera Bartosza Zaczykiewicza za to, że „słusznie wybrał pierwotną, autorską wersję tytułu” – „Niepoprawni”. Myli się gruntownie: Słowacki nazwał swój dramat tytułem „Fantazy”, w manuskrypcie figuruje także dopisany inną ręką tytuł „Nowa Dejanira”. Tytuł „Niepoprawni” pochodzi od pierwszego wydawcy dramatu Antoniego Małeckiego (1866). (hm)

Marek Mikos („Gazeta Wyborcza” nr 177) pisze, że Kornel Makuszyński, który umarł w r. 1953 jako „pisarz niewznowiony od lat”, uważał do końca życia, że sprawcą całkowitego zakazu jego publikacji był „komunistyczny notabl” Wincenty Rzymowski, a to dlatego, że Makuszyński zajął jego miejsce w Polskiej Akademii Literatury, gdy Rzymowski, posądzony o plagiat, musiał zrezygnować z członkostwa w tej instytucji. Nic się tu nie zgadza. Rzymowski (ściśle mówiąc - notabl nie partii, lecz Stronnictwa Demokratycznego) zmarł już w r. 1950, a do tego czasu właśnie książki Makuszyńskiego ukazywały się, co prawda w wydawnictwach prywatnych, bez większych przeszkód (ok. 12 pozycji bibliograficznych). Nie wydawano go w latach 1950-1956, nie na skutek jakiegoś specjalnego zakazu, lecz w rezultacie obowiązujących wówczas ogólnych dyrektyw wydawniczych. (hm)

Joanna Siedlecka („Sam w pustej sali”, „Plus-Minus” nr 161) twierdzi, że po wojnie Gałczyński zaczął bezceremonialnie pisać w swoim wierszu „Serwus Madonna” małą literą, choć przed wojną zawsze pisał - dużą. Było inaczej. Po pierwsze - jeśli wierzyć bibliografom, wiersz ten ukazał się drukiem przed wojną tylko raz - w „Utworach poetyckich” z r. 1937. Po drugie - jeśli wierzyć Natalii Gałczyńskiej - duże litery wprowadził do tekstu redaktor „Prosto z Mostu” Stanisław Piasecki. (hm)

Wspomniany artykuł Siedleckiej poświęcony jest sprawie Władysława Jana Grabskiego w sądzie koleżeńskim Związku Literatów Polskich w r. 1954, w związku z jego „Balladą katolicką o Konstancji z Nawrockich Kłosińskiej i Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim”. Autorka ani słowem się nie zająknęła, że niechlubną historię omawiał wcześniej Andrzej Biernacki w „Tekstach Drugich” (1995 nr 1), choć na pewno z tego artykułu korzystała. (hm)

„Wprost” (nr 25, s. 97) pisze, że pamiętny Poeta z „Wesela” Lucjan Rydel chciał wydać korespondencję Wyspiańskiego m.in. do przyjaciela malarza Tadeusza Stryjeńskiego. W rzeczywistości - Rydel to w „Weselu” Pan Młody (Poetą jest Kazimierz Tetmajer), a Karol Stryjeński był nie malarzem, ale architektem. (hm)

Aleksander Smolar mówi, a „Tygodnik Powszechny” (z 3 VIII) drukuje: „Pamiętajmy o roli Francuzów jako doradców, chociażby marszałka Ferdynanda Focha w czasie wojny polsko-bolszewickiej”. Tymczasem Foch niczego w r. 1920 Polakom nie doradzał; najpewniej Smolarowi pomylił się z gen. Weygandem. (hm)

Jan Englert (Aneks „Trybuny” nr 264) sprzeciwia się teatrowi, w którym „autor jest dla reżysera jedynie pretekstem do realizacji własnych snów albo służy autokreacji”. Ale w chwilę później twierdzi, że „w »Kordianie« mordowanie cara, spotkanie z papieżem jest nierealne, to świat marzeń i konfabulacji młodego człowieka.” Tymczasem konfabuluje sam Englert: w świecie przedstawionym dramatu Słowackiego oba te wydarzenia są najzupełniej realne, a próba zamachu na cara ma też konsekwencje dla losów bohatera, który zostaje uwięziony i skazany na śmierć. (hm)

Dwie pretensje do rozmowy Stanisława Lema z Ewą Lipską („Gazeta Wyborcza” nr 190). 1) Twierdzi tu Lem, że Piłsudski, przemawiając w czasie sprowadzenia prochów Słowackiego na Wawel, cytował z pamięci słowa: „Kto mając wybrać, wybrał zamiast domu gniazdo na skałach orła...” W rzeczywistości Piłsudski przytaczał wtedy inny tekst Słowackiego („Miłość ojczyzny - o to słońce świetne” z „Wacława”). Ów cytat z „Beniowskiego” wybrał natomiast jako napis na wileńskiej Rossie, gdzie kazał umieścić swe serce. 2) Replikując Stanisławowi Beresiowi, Lem zarzeka się, że o realizmie socjalistycznym dowiedział się dopiero w r. 1947. Przepraszam, ale trudno w to uwierzyć: przecież Lem przebywał w latach 1939-1941 w okupowanych przez Sowietów Lwowie - i tam wiele wtedy o socrealizmie mówiono i pisano. (hm)

Janusz Szuber pisze w wierszu „Krahla” (ze zbioru „Pożegnanie Tejrezjasza”): „Nie flaszka, nie butelka, ale właśnie krahla. Koniecznie przez słabe h, bo tak, inaczej niż w Krakowie u nas wymawiano”. Głoska „h” może być bezdźwięczna lub dźwięczna, nie może być silna ani słaba. Zapewne chodzi tu o jej dźwięczność, bo tak na Kresach wschodnich (w odróżnieniu od Krakowa) ją wymawiano. (hm)

Krzysztof Teodor Toeplitz pisze („Przegląd” nr 35), że okrzyk „Hannibal ante portas” wyrwał się Liwiuszowi. To niemożliwe - bo okrzyk ten związany był ze zwycięstwem Hannibala pod Kannami w r. 216 p.n.e., a Liwiusz, który o tym pisał, żył dwieście lat później. (hm)

Czy zwalczając poglądy Eriki Steinbach w sprawie budowy Centrum przeciw Wypędzonym w Berlinie trzeba - jak to czyni Stefan Bratkowski („Plus-Minus” 23-24 sierpnia) - insynuować, że być może małą Erikę urodzoną w czasie wojny w Gdyni myto mydłem ze zwłok ludzkich produkowanych przez prof. Spannera (opisanego w „Medalionach” Nałkowskiej)? Dodajmy, że według współczesnych ustaleń naukowych, nigdy nie doszło do przemysłowej produkcji tego mydła... (hm)

Krzywdzi Wilhelma Zukerkandla Antoni Libera, pisząc w przedmowie do „Dwóch scen miłosnych” Oskara Wilde'a, że był to „wydawca specjalizujący się w brykach szkolnych”. To prawda, że nakładem jego księgarni w Złoczowie ukazywały się tłumaczenia klasyków greckich i rzymskich o tym charakterze. Ale równocześnie ukazywała się tu tania „Biblioteka Powszechna” (licząca ok. 1100 pozycji), zawierająca wybitne utwory literatury polskiej i obcej, opracowania z historii i historii literatury (m.in. Piotra Chmielowskiego i Aleksandra Brucknera), podręczniki do nauki języków obcych i inne. (hm)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas