poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT KOZELA
Przegląd prasy (DL 2002, nr 3-4 (185-186)

Dobrze zaczyna się zimowy numer dwumiesięcznika „Studium” (1/2002): czterema dobrymi wierszami Dariusza Sośnickiego. „Jak zostałem zwolennikiem pewnej estetyki” świetnie zabrzmi na wieczorze poetyckim. Pierwszoosobowa opowieść (tak, ten utwór jest w jakiejś mierze narracyjny) zaczyna się od filozoficznego uogólnienia: sformułowania estetyki i etyki symetrii: „Musi być symetria w rzeczach tego świata, / skoro mamy dwie ręce, dwoje oczu, uszu / i w końcu dwie półkule mózgu.” Potem następuje egzemplifikacja estetyki symetrii. Cudowne dziecko jest lubiane przez publiczność, która kocha „dzikie orgie” podczas koncertu fortepianowego czy konkursu matematycznego. Cudowne dziecko ma swoich adoratorów, szczęśliwych rodziców, którzy po występach wracają z wycieczki w góry entuzjazmu i „prawem symetrii, / która wygnana drzwiami, czai się za oknem / w sikającym ze szczęścia na widok światełka / pięcioletnim idiocie, czują się skazani / na dwudniową depresję.” Świat nie jest okrutny, jest symetryczny. W drugim wierszu („Teraz święta”) zaduma, zastanowienie się na światem wymagają urlopu. Na co dzień głowa jest wynajęta do pracy, do zajęć, do zabiegania, do niemyślenia tak bardzo, że dopiero święta z urlopem mogą ją przenieść do jakiegoś innego świata. Środkowa strofa brzmi trochę jak reklama: weź urlop, sprawdź się, teraz, „gdy Chrystus umiera i powstaje z grobu.” I trzecia strofa: „Obyś też się podniósł / po tym, co zobaczysz, / gdy nie będziesz chodził / przez tydzień do pracy.” To zaskakujące stwierdzenie można odczytywać na kilku płaszczyznach. Samo bycie poza pracą może być doświadczeniem tak silnym, że trudno będzie znowu wejść w kierat - sarkastyczne stwierdzenie pod adresem pracoholików i nie tylko. Przeżycie tajemnicy wielkiej zmiany (śmierć i zmartwychwstanie) może zmienić sens dotychczasowego życia. Mocno jednak pobrzmiewa w tych wersach przewrotność zapustów, podkreślona przez piosenkowy trochę rytm i rym: jak się mocno poświętuje, to można mieć kłopoty z powrotem do pracy. Takie odczytanie zaprzecza temu, co powiedziało się wcześniej, nic tu z zadumy, groźniej brzmi pierwszy wers: „Święta ci pokażą.” Świat jest poddany uniwersalnym prawom natury, przygodnym koniecznościom (odbitki na ksero, skoro się chodzi do szkoły) i sprawom drobnym, acz ważnym (wszystko to w utworze „W kolejce do ksero”). Dojrzewanie jest naturalne, do czwartej klasy chodzić trzeba, chłopców dręczy jedynie mutacja: „Strach o srebrny głosik, / dzięki któremu nawet drobne kłamstwo // nie razi ucha.” Jeszcze się można wytłumaczyć niewinnie z braku zadania, myśląc z lękiem, „czy nie trzeba będzie wypowiadać skruchy, / jak by się chciało wypowiedzieć wojnę.” A czwarty wiersz Sośnickiego – „Nie chodzi mi o mnie, ja jestem szczęśliwa” - po prostu zacytuję: „Mieszkała na tyłach poczty. Pracowała w kinie. A on zaczynał tak wcześnie, że tamten polecony oprawili w ramkę razem z biletem na „Szczęki”, który mu według naszych obliczeń własnoręcznie przedarłam. A teraz ta niepokojąca wiadomość o elektronicznym podpisie. Czy to możliwe?” Do wierszy Sośnickiego nie trzeba tłumaczeń poety i nie z tego względu warto przeczytać również wywiad przeprowadzony z nim przez Edwarda Pasewicza i Macieja Gierszewskiego („Nie piszę esejów wierszem”). Wywiad jest właściwie zlepkiem różnych ciekawych uwag o pisaniu poezji. Sośnicki nie czuje się klasykiem, ale docenia znaczenie formy, co ma - moim zdaniem - wpływ na jakość jego wierszy. Mówi: „Uważam, że w pisaniu forma jest punktem wyjścia. (...) Gra bez reguł jest smutnym nieporozumieniem. Z drugiej strony chodzi także o zobiektywizowanie tego, co się mówi. Wcale nie uważam, że jest to jakoś specjalnie klasyczne, jest to warunek każdego dobrego pisania, niezależnie od poetyki.” Stosuje formy rytmiczne, ale mówi o sobie, że nie jest tak konsekwentnym melodystą jak Czechowicz. Znaczenie wiersza rodzi się na styku wzorca rytmicznego z obrazem. W tym, co pisze i co mówi o pisaniu, Sośnicki wierzy w pewnym stopniu w mimetyczność poezji: że da się jakoś odwzorować świat.

Deportacja poetów, albo chociaż dobrze zaplanowana dyskryminacja niczego nie zmienią-państwo idealne (świat idealny) nie będzie. Wszak po świecie pęta się grupka nieudaczników, pechowców, niedoskonałych tworów materii: mądrość kulawa, harmonia rozrywana, piękno niepowabne, dobro z cieniem. „W dodatku ci okropni poeci, Platonie, / roznoszone podmuchem wióry spod posągów, / odpadki wielkiej na wyżynach Ciszy...” - kończy się wiersz „Platon, czyli dlaczego” Wisławy Szymborskiej („Odra” 12/ 2001). Dlaczego te wszystkie paskudztwa rozlazły się po świecie - nie wiadomo. „Z przyczyn niejasnych, / w okolicznościach nieznanych / Byt Idealny przestał sobie wystarczać.” Chciał wrażeń w złym towarzystwie materii. Ironia w tym wszystkim wyraźna, aż za bardzo i - jak przy zbyt dużym powiększeniu - jakoś się rozmywa, nie przekonuje, nie tylko o nią chodzi. Jeszcze mrugnięcie w stronę bytu idealnego i czytelnika: byt nie byłby idealny, gdyby popełnił błąd. Mądrość kulawa z cierniem wbitym w piętę to chyba jednak nie takie złe towarzystwo, nawet jeśli tylko na naszą, ziemską miarę. Powód (nie błąd) musiał być jakiś, „ale tego nie zdradzi nawet Prawda Naga / zajęta przetrząsaniem / ziemskiej garderoby.”

Mit narodowy może być niebezpieczną odmianą mitu, np. wtedy, gdy służy do usprawiedliwienia eksterminacji jakiejś grupy społecznej, może być jednak czasami pożyteczny, jeśli służy konsolidacji i mobilizacji narodu. Może łączyć te cechy, spełniając różne funkcje jednocześnie. „Mity narodowe, podobnie jak stereotypy, pojawiają się wtedy, kiedy grupa etniczna identyfikuje się z historią kraju lub poszczególnymi postaciami albo wydarzeniami, a jednocześnie próbuje przede wszystkim zrozumieć swoje miejsce w otaczającym ją świecie” - pisze Alvidas Nikžentaitis w zamieszczonym w „Odrze” szkicu: „Mity narodowe Litwy i Europy środkowej a historia”. Ciekawie omawia mechanizmy powstawania i funkcjonowania mitów narodowych oraz ich przykłady z Litwy, Polski i Niemiec. Nikžentaitis dostrzega negatywne cechy mitów narodowych, ale akcentuje ich pozytywną rolę państwowotwórczą. Omawia m.in. mity Witolda, Kościuszki i Hindenburga. Twórcami mitów narodowych są przede wszystkim intelektualiści, a ich funkcje zmieniają się w czasie, zamierają, odżywają, są reinterpretowane w zależności od potrzeb. „Listę i treść mitów koryguje jednak nie tylko koniunktura polityczna, ale i kategorie socjalne. Misja obrońcy chłopów przypisana Kościuszce w XIX wieku niszczyła mit Kościuszki w wieku XX. Kiedy powstały nowoczesne partie, owa misja przemieniła go w patrona jednego politycznego ugrupowania - ludowców. Będąc własnością jednego ugrupowania politycznego mit staje się partyjny, traci ogólnonarodowy charakter i przestaje istnieć jako mit narodowy. Jednym z koniecznych warunków istnienia mitu jest reprezentowanie świadomości całego narodu” - czytamy w końcowych partiach tekstu.

W „Odrze” warto zwrócić uwagę również na wywiad Jolanty Piątek z Jackiem Kaczmarskim („Za dużo czerwonego”). Kaczmarski mówi, które z jego piosenek były szybką reakcją emocjonalną na wydarzenia, które poruszały wręcz publicystycznie problemy w jakimś sensie ponadczasowe. Wywiad jest zapisem fragmentu z cyklu rozmów, zrealizowanych dla Radia Wrocław.

Fiodor Dostojewski, Włodzimierz Sołowjow, Nikołaj Bierdjajew, Siergiej Bułgakow, Nikołaj Fiodorow, Jewgienij Trubieckoj - te i inne znane nazwiska wymienia Janusz Dobieszewski w artykule „Współczesny stan filozofii w Rosji” (stała rubryka „Odry”: „Vademecum współczesne”), zwracając uwagę na główną obecnie cechę filozofii naszych wschodnich sąsiadów: odrodzenie tradycji rosyjskiego renesansu religijnego przełomu XIX i XX wieku. W tym krótkim tekście znajdziemy też parę zdań o poglądach współczesnego myśliciela Siergieja Chorużija, tradycji euroazjatyzmu oraz ostrożne prognozy rozwoju poszukiwań filozoficznych w Rosji. Warto to przeczytać, gdyż mało się u nas pisze o filozofii rosyjskiej.

Zawsze z ciekawością przyglądam się tekstom o „Czarodziejskiej górze”, nawet jeśli nie są nowe i odkrywcze w tym sensie, że nie przynoszą rzeczy zupełnie nieznanych miłośnikom tej książki, a są cenne chociażby z tego względu, że przybliżają, na przykład, niemieckie teksty krytyczne. Z tego względu polecam dwa teksty zamieszczone w kwartalniku „Kresy” (4/2001). Jacek Kępa przed swoim artykułem („Idea »środka« jako fundament nowego humanizmu w »Czarodziejskiej górze« Tomasza Manna”) dwa razy przywołuje cytaty z dzieł Manna. Pierwszym mottem jest fragment z mniej znanego tekstu pisarza: „Lubeka jako duchowa forma życia”, drugim, trzy zdania z „Czarodziejskiej góry”. Zdania, które mają duże znaczenie dla odczytywania sensów dzieła i samego artykułu. Warto je tu przytoczyć: „Śmierć i miłość: nie rymują się ze sobą, byłby to niesmaczny i fałszywy rym! Miłość przeciwstawia się śmierci, ona jedna, nie rozum; i jest mocniejsza od śmierci. Ona jedna, nie rozum, budzi dobre myśli.” Kępa na wstępie pisze o głównych tematach powieści: miłości, życiu, śmierci; o komplementarności życia i śmierci w „Czarodziejskiej górze”, ich tajemniczym pokrewieństwie. Hans Castorp na górze, w sanatorium dostrzega wyraźnie swój konflikt z epoką, dla której najważniejsze są dobra materialne. Uwolnienie w pewnym sensie od tego systemu wartości i obowiązków ciążących na nim na nizinach pozwala Castorpowi na swobodne poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania. Kultura śródziemnomorska sformułowała dwie wykluczające się odpowiedzi na te pytania. „Poznajemy je stopniowo, w trakcie dyskusji prowadzonych przez Naphtę i Settembriniego, jako nieprzezwyciężalną dla obydwu partnerów sprzeczność między tradycją i nowoczesnością, średniowieczem i oświeceniem, romantyzmem i klasycyzmem, religią i nauką, wiarą i rozumem” - pisze Kępa. Polaryzacja obu tych stanowisk przedstawiona jest nie bez ironii, choć kończy się tragicznie. Rozwiązanie znajduje się w jedności życia i śmierci, odkrytej w doświadczeniu miłości przez Castorpa. Dla dalszego istnienia europejskiej cywilizacji istotna jest - zdaniem Tomasza Manna - harmonia kultury środka, która, nie rezygnując z osiągnięć nowoczesności, nie zapomni o ostatecznym celu istnienia człowieka, o pytaniach natury metafizycznej. Pisarz jest przekonany, że do stworzenia takiej harmonii powołani są Niemcy, naród środka, żyjący między Wschodem a Zachodem. Postawa środka ma się opierać na pogodzeniu życia i śmierci w miłości, co pozwoliło pisarzowi na podsumowanie ponad dwóch tysiącleci kultury śródziemnomorskiej i pokazanie jej szans na przyszłość. Idea środka pozostaje nadal propozycją czekającą na realizację, mimo dwóch ostatnich wojen i odhumanizowanego kapitalizmu - kończy Jacek Kępa.

Drugi tekst, który warto przeczytać to „Choroba jako stymulator życia. Nietzsche na Czarodziejskiej górze”. Peter Putz opowiada w nim o stosunku Nietzschego do choroby i wpływie tych poglądów na dzieło Manna. Nietzsche osobiście głęboko doświadczył choroby, wiadomo, że cierpiał ból nie do zniesienia, gwałtownie pogarszał mu się wzrok, dręczyły go długotrwałe wymioty (patolodzy nie są zgodni co do przyczyny tych cierpień). Filozof rozumiał chorobę dwojako: z jednej strony przyznawał, że czuje się jak starzec, z drugiej - mówił, iż czuje się dobrze, jest szczęśliwy. Jednak jego ambiwalentny stosunek do choroby wyraża się i w takich inwektywach: „Chory pozostaje pasożytem społecznym. W pewnym stanie jest nieprzyzwoitością, że dalej żyje.” Choroba jest dla niego nie zakłóceniem biologicznym, a poczuciem bezsilności, wywołanym zwątpieniem we własne możliwości, jest ucieczką w melancholię. Później to stanowisko ulega przewartościowaniu i Nietzsche wskazuje na oczyszczającą siłę choroby; chorzy mają więcej optymizmu i wzbudzają większą ciekawość niż zdrowi, są bardziej zdolni do współczucia -patrz: Hans Castorp. Putz przywołuje cytat z Nietzschego: „Zdrowie i choroba nie różnią się od siebie niczym istotnym (...) W rzeczywistości między obydwoma rodzajami bytu istnieją tylko różnice stopnia: przesadna dysproporcja, brak harmonii w przypadku zwykłych fenomenów tworzą stan choroby.” Przekonanie o przechodzeniu jednego stanu w drugim staje się zasadą narracji „Czarodziejskiej góry”; nie da się ustalić granicy między chorobą a zdrowiem. Autor artykułu z tego punktu widzenia omawia chorobę i zdrowie w dziele Manna - zainteresowanych odsyłam do „Kresów.”

Lekturę dwumiesięcznika „Topos” (6/2001) proponuję zacząć od wiersza „Sol verus” Jarosława Mikołajewskiego. Autor przywołuje garść starych, „gwiezdnych” metafor, bawi się ich znaczeniami i odczytywaniem znaczeń, sięga do współczesnej wiedzy o ciałach niebieskich i układa krótką przypowieść o samotności i/albo egoizmie. Człowiek jest centrum, słońcem wszechświata, z biegiem lat staje się czerwonym olbrzymem. Białym, zeschniętym karłem zostaje po tym, „kiedy prawie wszystkich wokół siebie już spali.” Przed ostatecznym rozpadem dopiero „widzi że istnieją i inne wszechświaty / z których każdy dźwiga ciężar swojego słońca.” I dziwi się.

W świat starych bibelotów, uroczych pocztówek, tęsknot (pseudo)romantycznych zabiera nas w „Toposie” Artur D. Liskowacki („Pocztówki. Pasjans. Popiół”). Pocztówki, o których mowa w artykule, pokazują modę z końca XIX i pierwszej połowy XX wieku (do II wojny). Na przykład niemiecki zachwyt dla nowoczesności, krzepy, floty i marynarskich ubiorów. Liskowacki zaciekawia czytelnika nawet omówieniem porcelitowych zamknięć do butelek piwa, snuje opowieści o ludziach sprzed lat, patrząc na stare pudełka po papierosach. Eichendorf i pocztówki, muzyka z patefonu, stare ogłoszenia o ślubie zamieszczone w gazecie i ozdobna popielniczka - z wszystkiego da się wydobyć urok przeszłości, w której życie bibelotów styka się z ważnymi wydarzeniami. Takimi, które na widokówce zaznaczają się pieczątką: nie wolno wysyłać za granice - wojna.

Robert Kozela


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas