poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
GRAŻYNA STACHÓWNA
Filmowa uroda schizofrenii
Dekada Literacka 2002, nr 3-4 (185-186)

Piękny umysł (Beautiful Mind) Reżyseria: Ron Howard, Scenariusz: Akiva Goldsman ma podstawie książki Sylvii Nasar, Obsada: Russell Crowe (John Nash), Ed Harris (Parcher), Jenniffer Connely (Alicia Nash).

Medyczny termin „schizofrenia” oznacza po grecku dosłownie „rozszczepiony umysł”, inaczej – pęknięty na dwoje, pozbawiony naturalnej spójności i harmonii. Dla postronnych obserwatorów schizofrenia manifestuje się u dotkniętego nią człowieka dziwacznymi i niezrozumiałymi zmianami w zachowaniu, które rozmijają się z wymogami rzeczywistości i oczekiwaniami otoczenia. Stopniowa dezintegracja ludzkiego umysłu przejawia się, najogólniej mówiąc, rozkojarzeniem myślenia, ambiwalencją w przeżywaniu świata i siebie, wyobcowaniem, kryzysami tożsamości, wielkimi napięciami uczuciowymi, potem zaś zobojętnieniem, apatią, bezczynnością, wycofaniem z aktywnego współżycia i współdziałania z otoczeniem w wewnętrzny świat przeżyć chorobowych. Przyczyny schizofrenii nie są znane, występuje u około jednego procenta populacji, atakuje ludzi młodych – zaczyna się najczęściej w drugiej lub trzeciej dekadzie życia, przebiega w postaci nawrotów oddzielonych okresami poprawy samopoczucia, jest nieuleczalna, dezintegracja umysłu postępuje w różnym tempie i osiąga różne nasilenie.

Znakomity krakowski psychiatra, Antoni Kępiński, nazywał schizofrenię chorobą królewską, a to z tego powodu, że dotyka nieraz umysły wybitne i subtelne, oraz że ma wielkie bogactwo objawów, „pozwalających ujrzeć w katastroficznych rozmiarach wszelkie cechy ludzkiej natury”. Opis objawów tej choroby jest niezmiernie trudny i stanowi zawsze „najwyższy i najbardziej ryzykowny sprawdzian wnikliwości psychiatrycznej” (Schizofrenia 1974, s. 3).

Schizofrenia jest chorobą straszną – zagnieżdża się w mózgu i sprawia, że dotknięty nią człowiek przestaje postrzegać rzeczywistość w realnych wymiarach. Jego umysł zaczyna przekształcać istniejący wokół świat według sobie tylko wiadomych reguł: wyznacza nowe zależności między ludźmi, tworzy zupełnie odmienne motywacje dla działań własnych i cudzych, wreszcie – produkuje urojenia słuchowe i wizualne, zwane omamami lub halucynacjami. Ten nowy świat, stworzony w umyśle człowieka i rzutowany na rzeczywistość, jest dla niego samego w pełni wiarygodny, ponieważ schizofrenik naprawdę „widzi”, „słyszy”, „czuje” i „rozumie”. Wszystko, czego doświadcza, układa mu się w logiczną całość, jego zmysły potwierdzają istnienie omamów, a umysł gwarantuje prawdziwość halucynacyjnej wizji świata.

Ponura spektakularność schizofrenii sprawiła, że ta straszna choroba znalazła się w kręgu zainteresowań kina. Zrazu schizofrenicy pojawiali się w thrillerach, którym patronował dobry doktor Jekyll – z noweli Roberta Louisa Stevensona Dziwna historia dra Jekylla i pana Hyde’a – przeżywający rozdwojenie jaźni w wyniku zażycia tajemniczego eliksiru, wyzwalającego z jego psychiki złego pana Hyde’a: Janusowe oblicze (1920) Murnaua, Dr Jekyll i Mr Hyde (1932) Mamouliana i Fleminga (1941), Testament dr Cordeliera (1959) Renoira, Mary Reilly (1996) Frearsa. Od lat sześćdziesiątych schizofrenicy uzyskali w filmach specjalny status bohaterów zagrażających porządkowi świata i życiu innych ludzi, ich choroba wywoływała tylko przerażenie. Zapewne najsławniejszego schizofrenika-mordercę w dziejach kina stworzył Alfred Hitchcock w Psychozie (1960), ale ten typ bohatera fascynował także wielu innych twórców (Podglądacz (1960) Powella, Co się zdarzyło Baby Jane? (1963) Aldricha, Kolekcjoner (1965) Wylera, Wstręt (1965) Polańskiego, Siostry (1972) i Strój mordercy (1980) De Palmy, Lśnienie (1980) Kubricka).

Rychło jednak okazało się, że pokazywanie filmowych schizofreników tylko jako groźnych wariatów beznadziejnie banalizuje „królewską chorobę” i wpisuje chorych w paskudny stereotyp. Zaczęły się więc pojawiać filmy opowiadające po prostu o samej chorobie i o tym, jak zmienia ona życie dotkniętego nią człowieka oraz jak wpływa na jego stosunki z innymi ludźmi: David i Liza (1962) Perry’ego, Czerwona pustynia (1964) Antonioniego, Dotknięci (1988) Saniewskiego, Fisher King (1991) Gilliama, Mr Jones (1994) Figgisa. Pokazywano schizofrenię w szerokim wyborze jej objawów, nie tylko tych groźnych dla innych ludzi, ale przede wszystkim tragicznie destrukcyjnych dla samego chorego i jego najbliższych. Szukano sposobu, by przedstawić chorobę jako przejmujące doświadczenie egzystencjalne, jako tragedię rodzinną, czy wreszcie zjawisko na poły społeczne. Starano się wzbudzić w odbiorcach współczucie dla chorego i zrozumienie dla jego cierpienia.

Z takich właśnie założeń wyrasta film Rona Howarda Piękny umysł (2001), opowiadający autentyczną historię prawdziwie „królewskiego” schizofrenika – profesora Johna Forbesa Nasha Jr., wybitnego matematyka amerykańskiego, laureata Nagrody Nobla. Piękny umysł przynależy do tzw. filmów biograficznych, przedstawia życie głównego bohatera w okresie pięćdziesięciu lat, od chwili gdy młody Nash w 1947 roku przybywa na Uniwersytet Princeton na podyplomowe studia matematyczne aż do otrzymania przez niego Nagrody Nobla w 1994 roku. Opowieść układa się dość stereotypowo: towarzyskie kłopoty nieobytego, ale bardzo ambitnego prowincjusza na ekskluzywnym uniwersytecie, zaciekła i zrazu bezowocna praca naukowa, nieudane romanse, stworzenie genialnej pracy na temat teorii gier, która podważa dotychczasowe koncepcje matematyków w tym zakresie, wykłady w prestiżowym Massachusetts Institute of Technology, udane małżeństwo z piękną studentką Alicią, tajna współpraca z wywiadem wojskowym nad wykryciem spisku komunistycznego w USA...

Kariera Johna Nasha idealnie przystaje do reguł hollywoodzkiego filmu biograficznego: ambitny prowincjusz podbija wielki świat, ktoś nieznany odnosi spektakularny sukces i staje się sławny, upór i ciężka praca zostają nagrodzone majątkiem, miłością kobiety, ludzkim szacunkiem. Nash jest co prawda nieco dziwny, ale jego nietypowe zachowanie można tłumaczyć najpierw nieobyciem towarzyskim, a potem arogancją geniusza matematycznego, który nie chce dostosować się do pętających go norm współżycia społecznego. Awantury, które prowokuje, wydają się zabawne, pasują przy tym do wyobrażeń o zachowaniu ekscentrycznych naukowców, zajętych bardziej swoją pracą niż przestrzeganiem kodeksu towarzyskiego. Nash ma dużo wdzięku i ciepłego uroku, jego życiowe gafy usprawiedliwia „piękny umysł” matematycznego geniusza. Sposób, w jaki tropi w tajnej bazie wojskowej kody komunikacyjne komunistycznych spiskowców, wpatrując się w wielkie tablice pełne długich cyfr, a jego umysł pracuje lepiej niż najwspanialszy komputer, jest doprawdy imponujący.

Praca profesora Nasha dla wywiadu wojskowego zaczyna być niebezpieczna, interesują się nim już nie tylko służby specjalne, ale także złowrodzy spiskowcy komunistyczni, którzy chcą pogrążyć Stany Zjednoczone w nowej wojnie. Organizują zamachy na jego życie. Po jednym z wykładów atakują go na terenie uniwersytetu, ścigają, łapią, wiążą...

Reżyser Pięknego umysłu, Ron Howard, przygotował dla swych widzów zaskakującą niespodziankę. Dotąd w tradycji filmów o schizofrenikach było tak, że widzowie kinowi znajdowali się zawsze na zewnątrz halucynacyjnego świata stworzonego w umysłach chorych. Natomiast w połowie filmu Howarda my, widzowie, orientujemy się ze zdumieniem, że historia profesora Nasha opowiadana była dotąd z punktu widzenia bohatera, że zostaliśmy wprowadzeni do środka świata, który wykreował jego chory umysł, że wraz z Nashem braliśmy jego „myśli za osoby i rzeczy”, co według angielskiego poety, Samuela Coleridge’a, jest najkrótszą definicją szaleństwa. Niezwykłość filmowego przedstawienia polega na tym, że właściwie aż do momentu schwytania Nasha – jak się okaże przez lekarzy psychiatrów – ufamy wizji świata, przedstawionej na ekranie, identyfikujemy się z przeżyciami bohatera, lubimy go, podziwiamy i lękamy się o jego bezpieczeństwo, gdyż rzeczywistość, na którą patrzymy, wydaje nam się prawdziwa, logiczna, sensowna.

Nagły szok poznawczy sprawia, że musimy zweryfikować całą poznaną dotąd prawdę o Johnie Nashu, wstecznie „poprawić” opowiedzianą nam już historię, oddzielić ludzi i wydarzenia rzeczywiste od ludzi i wydarzeń urojonych w chorym umyśle matematyka. My, widzowie, robimy to szybciej niż sam Nash, on jeszcze długo wierzy, że pewne osoby – kolega ze studiów, jego mała siostrzenica, agent tajnego wywiadu, oraz pewne wydarzenia – spisek komunistów, praca w wywiadzie, zamach na jego życie były prawdziwe. Wreszcie dzięki heroicznemu wysiłkowi „pięknego umysłu” Nash potrafi zdystansować się do swych halucynacji i uwierzyć w nękającą go chorobę: dostrzega, że dziewczynka nie zmienia się, nie rośnie, nie przybywa jej lat. Umysł Nasha, przyzwyczajony do logicznego wyciągania wniosków, nie może odrzucić tak ważnej przesłanki: jeśli dziecko nie zmienia się wraz z mijającymi latami, znaczy to, że istnieje tylko w jego urojeniach, że nie jest prawdziwe. A jeżeli dziecko nie jest prawdziwe, to nieprawdziwe są także inne osoby i zdarzenia, które dotąd za takie uważał. Jeśli tylko on jeden je widział i przeżywał, jest chory.

Druga połowa filmu Howarda opowiada o walce Johna Nasha z chorobą, o heroicznych, trwających latami staraniach, by zdrowa część „rozszczepionego” umysłu zachowała kontrolę nad częścią chorą. W tej walce Nash nie pozostaje sam. Wiernie towarzyszy mu żona i syn, wspierają go dawni przyjaciele z Princeton, uzyskuje pozwolenie, by przychodzić na uczelnię i w kącie biblioteki mazać na okiennej szybie tajemnicze, matematyczne szyfrogramy, wreszcie po latach odzyskuje prawo nauczania, zdobywa aplauz swych kolegów – niezwykle wzruszająca scena, gdy wybitni profesorowie Princeton rytualnie darowują mu w dowód uznania swoje pióra – oraz Nagrodę Nobla. Jednak schizofreniczne rozszczepienie umysłu, choć kontrolowane, nadal nie opuszcza profesora Nasha: Charles, jego mała siostrzenica i agent Parcher – symbolizujący chorobę – ciągle mu towarzyszą, pojawiają się nawet na uroczystości wręczenia Nobla. Są dowodem na wieczną skazę pięknego umysłu genialnego matematyka.

Hollywood jest jak król Midas, który w greckim micie zamieniał wszystko, czego dotknął, w złoto. Produkcje hollywoodzkie potrafią – wierzę w to głęboko – każdą najnudniejszą nawet biografię zamienić w efektowne widowisko. Cóż jest filmowego w matematyce – nic, cóż jest filmowego w pracy myślowej – nic, cóż jest filmowego w psychicznej chorobie – nic. A jednak fachowcy z Hollywood uczynili z matematyki, myślenia i schizofrenii kinowy spektakl: zajmujący, pouczający, wzruszający, krzepiący i – nie bójmy się tego słowa – efektowny. Bardzo dobry scenariusz, dynamiczne opowiadanie, wymyślny zabieg narracyjny, wizyjne piękno wielu scen (np. gdy Nash „zapala” dla ukochanej żony gwiazdy na niebie i gdy „tropi” spiskowe kody), znakomite aktorstwo Russella Crowe’a (nagroda Złotego Globu) jako profesora Nasha i Eda Harrisa jako agenta Parchera (Jennifer Connelly, nagrodzona Oscarem za drugoplanową rolę Alicii, wydała mi się zaledwie poprawna) składają się na bardzo efektowne widowisko à la Hollywood. Nic więc dziwnego, że Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Piękny umysł Oscarami za najlepszą reżyserię i dla najlepszego filmu 2001 roku.

I nie ma znaczenia, że życie prawdziwego profesora Johna Nasha (był gościem na uroczystości wręczenia Oscarów) wyglądało podobno nieco inaczej, niż to pokazano na ekranie. Ważna jest efektownie zrobiona opowieść filmowa o genialnym matematyku, którą oglądają widzowie na całym świecie; ważna jest choroba, która w filmie staje się niezwykle spektakularna, ale nie przestaje też być straszna i tragiczna; ważny jest płynący z ekranu szacunek i współczucie dla schizofreników, które udzielają się widzom, ucząc ich tolerancji; wreszcie ważne staje się przesłanie Pięknego umysłu, które nakazuje podejmować walkę nawet w sytuacjach z pozoru zupełnie beznadziejnych.

Grażyna Stachówna 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas