poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
RAFAŁ SULIKOWSKI
Religijne horyzonty współczesnej poezji polskiej: Zarębianka – Wencel – Pasierb
Dekada Literacka 2002, nr 3-4 (185-186)

Można zaryzykować tezę, że jako religijny zakwalifikujemy utwór poetycki, który spełnia przynajmniej jeden warunek: konieczna wydaje się obecność sfery przeżycia podmiotu lirycznego – mającego cechy homo religiosus – w jego relacji do sacrum. Zawężając nieco problem, za Zofią Zarębianką stwierdzić należy, iż głównym wyznacznikiem poezji religijnej jest kreowanie przez nią sytuacji lirycznej w „przestrzeni Boga”. Jakie zatem przestrzenie sakrosfery zakreślają współcześni poeci, tworzący poezję intuicyjnie odbieraną jako religijna? Niniejszy szkic stanowi próbę odpowiedzi na tak postawione pytanie.

Poszukiwanie pewności wiary, która jest zdolna do spojrzenia wykraczającego poza pozorną ciemność pustej przestrzeni, stanowi jeden z głównych motywów poetyckich w twórczości Zarębianki. Już w tomiku „Wyrwane z przestrzeni” postawione zostało kluczowe pytanie egzystencjalne. Odpowiedź na nie określa wewnętrzny los człowieka. Jeśli bowiem nicość wyznacza ostateczny horyzont rzeczywistości, wtedy życie na ziemi traci sens: „Jeśli za tą czarnością / Nic nie ma / to po co ziemia?” (Z. Zarębianka, „Wyrwane z przestrzeni”, Kraków 1996, s. 24. Dalej używam skrótu tytułu tomiku: WZP). W świetle innych wierszy okazuje się, że pytanie traci status retoryczności. Nie jest wyłącznie wyrazem zwątpienia osobistego, ale logicznym miniwywodem, który każe opowiedzieć się zdecydowanie za jedną z dwóch interpretacji rzeczywistości: albo istnieje jakakolwiek transcendencja, albo wszystko zamyka ciasny horyzont immanencji. Bliskie nicości jest obrazowanie ciemnością, która stanowi jakby zasłonę skrywającą prawdziwe zaistnienie: „Odsunę ciemność jak zasłonę szczelną / ponad nicością ku zaistnieniu” (WZP, s. 27). Na drugim krańcu Różewiczowskiego doświadczenia „pustego i zimnego kościoła” znajduje się znamienna epifania, w błysku nagłego zrozumienia rozświetlająca wszelkie mroki duchowej apatii: „Nie ma ciemności jest tylko mgła / która światło zbyt jasne przesłania / nie ma Nicości jest Niewypowiedziane / Słowo w którym wszystko powraca / w Jedno” (WZP, s. 30) Wyraźnie pobrzmiewa tutaj ton apokatastatyczny, znany choćby z niektórych fragmentów poezji Czesława Miłosza. Eschatologiczne przemyślenia są optymistyczne: oto, gdy przeminie obecny kształt egzystencji, „wszystko się wyjaśni” (WZP, s. 17), „wszystko będzie powiedziane / Ruch dobra nie zginie” (WZP, s. 19). Podmiot liryki Zarębianki, częściowo autobiograficzny, znajduje się w stanie oczekiwania na doświadczenie Obecności, która mogłaby zapełnić „puste niebo w ciemności serca”. Doświadczenie pustki nie jest tu celem pożądanym (jak w religiach wschodnich), ale jako stan przejściowy prowadzi w stronę nowej nadziei na spełnienie.

Poezja Zarębianki odcina się od wszelkiej formy utylitaryzmu poetyckiego, nie chce nawracać, ani głosić prawdy absolutnej. Wiara wypływa tu z egzystencji, która jest w stosunku do niej prymarna. Dzięki pewnego rodzaju chwiejności, wiara utrzymywana jest w permanentnej, labilnej równowadze. Religijność tej poezji wznosi się ponad katechizmowe prawdy teologiczne, jedynym dogmatem jest imperatyw wzbudzania w sobie nadziei na objawienie się Boga, istniejącego całkiem inaczej niż stworzone przez Niego byty. Często przychodzi On wtedy, gdy jest najtrudniej, „gdy bezradność gęstnieje / wtedy zaczynam należeć / do Opuszczonego” (WZP, s. 21). Inny poeta wyraża to wprost, wyznając szczerze: „tylko wtedy / gdy jestem bezradny / możliwa jest pomoc/ mojego Mistrza” (Joachim Andrzej Dembicki OSPPE, „Moje powroty”, Warszawa 1995, s. 61.)

Światoodczucie poetyckie Wojciecha Wencla ma wiele wspólnego z estetyką klasycyzującą, w której istotnymi wartościami są względna stałość i ponadczasowy charakter przekazywanej w utworach treści. O ile konstruowany w poezji Zarębianki czas ma naturę raczej linearną, zgodną z codziennym doświadczeniem życia, o tyle u Wencla porządek temporalny jest przeważnie cykliczny. Jak w micie powracają tu pewne przeżycia, czasem zupełnie ponad- czy a-czasowe: „to doprawdy proste: bo jak było przedtem / tak teraz i zawsze i na wieki – uwierz” („Requiem” z tomu „Oda Na Dzień Św. Cecylii”, Gdańsk 1996, s. 24). Potwierdzeniem sformułowanej myśli jest motto wzięte z „Burnt Norton” Eliota, które brzmi tak: „Czas teraźniejszy i czas, który minął, / Oba obecne są chyba w przyszłości, a przyszłość jest zawarta w czasie / przeszłym”. Sentencja ta otwiera wiersz „Vogelsang,” głoszący, iż „nie przestaje istnieć to co się zdarzyło” (Tamże, s. 27). Jednak nie oznacza to, że wszystkie momenty czasowe są jednakowe. Podobnie jak niehomogeniczna przestrzeń w micie (opisana przez Eliadego), tak i czas nie jest jednorodny. Względność czasu bywa bowiem ustawicznie zakłócana przez cyklicznie powtarzające się wydarzenia sakralne. Są to przede wszystkim święta chrześcijańskie (Wielkanoc, Boże Narodzenie) czy ściśle katolickie, jak Boże Ciało czy Dzień św. Cecylii. Przestrzeń Boga zależy więc od czasu, uporządkowanego, opartego na pamięci tradycji. Na poziomie gatunkowym dokumentują to decyzje genologiczne autora, który wypowiada się w tradycyjnych, ustabilizowanych semantycznie gatunkach literackich. Mamy więc psalm, odę, elegię, tren, requiem, a nawet wielbiącą chwałę Boga pieśń Maryi – magnificat. Natura u Wencla nie jest dziką, pierwotną siłą, odwołującą się do instynktów, lecz wysublimowanym ładem, obecnym w kulturze. Takie metafory, jak „marmur trawy”, „witraż rzeki”, „prezbiterium atmosfery”, „leśne nawy”, świadczą o pewnej estetyzacji czy kulturyzacji natury. Regularny rytm poezji Wencla, takaż sama strofika i dyskretne rymy obrazują uniwersalny ład świata wiary konkretnej, wyrażającej się poprzez materię i niezależnej od wewnętrznych stanów duchowych podmiotu wypowiedzi. Nie zabrakło też toposu Księgi natury, tajemniczym szyfrem przybliżającej transcendencję, jak w utworze „Dar”, w którym czytamy: „Boży ład istnieniem przejmujący arkusz / dłoń i czarne pióro na granicy świata” (s. 36). Gdzie indziej poeta podkreśla, że „to co raz było doprawdy nie minie / ale powrotem wieczystym się stanie (...) wracają w pył obrócone marmury / ściany i krzyże witraże i Księga” („Oda Na Dzień Św. Cecylii”, s. 46). Znowu kolistość czasu i tajemnicza Księga, nasuwająca wiele skojarzeń czy to z Biblią, czy prastarym archetypem ‘liber mundi’.

Obraz Boga u Wencla nieco różni się od wizerunku Boga w poezji Zarębianki. O ile w pierwszym przypadku Bóg nie jest wyłącznie filozoficznym Absolutem, istniejącym w sposób całkowicie transcendentny, ani panteistycznie pojmowaną wewnętrzną zasadą świata, o tyle w drugim – można mówić o uogólnionej koncepcji Boga. U Wencla Bóg jest nie tylko chrześcijański, ale i dookreślony: „Bóg jedyny w Trójcy” wiary katolickiej, równocześnie transcendentny, jak i immanentny poprzez porządek Opatrzności, która ma moc i prawo interwencji w naturalny bieg historii. W poezji Zarębianki Najwyższy jest Bogiem wiary subiektywnej, ściśle związanej ze wszystkimi aspektami jednostkowej egzystencji (w jej wymiarze zewnętrznym oraz doświadczeniach wewnętrznych), a zarazem jakby ponad-wyznaniowym. Nie mieści się On w sztywnych ramach katechetycznych prawd wiary, ale nie stanowi też żadnej projekcji umysłu, tworzącego byt idealny. Nieobecność sztafażu religijności kultowej w poezji Zarębianki rekompensowana jest religijnością otwartą, by użyć terminu Jacka Bocheńskiego. Charakterystyczną cechą religijności otwartej pozostaje zawsze elastyczność i pewna, by tak rzec, ewolucyjność wiary, nieodgraniczanej od pozostałych dziedzin życia, ani nie zadowalającej się odtwórczą internalizacją dogmatów. Religijność w poezji Zofii Zarębianki oznacza szukanie niezapośredniczonego kontaktu z sacrum. Podmiot używa własnych słów, kierowanych do Boga czy Jego fenomenów objawiania się, np. ciszy (tytuł debiutanckiego tomiku zawiera ten ważny motyw: „Człowiek rośnie w ciszy”). Inny poeta wyraził wprost swoją potrzebę ciszy – przyczyny wszechrzeczy: „klęczę / w środku Twojego milczenia // to jest cisza / ciężarna // w niej / rodzi się człowiek” (Ks. Wacław Buryła, „Przed tabernakulum” z tomu „krople Nieskończoności”, Warszawa 2000, s. 117). Inaczej jest w poezji Wencla, który nieliczne aspekty modlitewne ujmuje w znane formy takie jak psalm czy magnificat: „Jego wciąż wysławiam wiolinowym zdaniem” („Magnificat”), „Wielki Boże łąki chłoną Twoje światło” („Psalm”). Albowiem „kantaty i psalmy śpiewają dworzanie / w królestwie gdzie wszystko jest mową wysoką” („Wstęp”). Wiara w wierszach Wencla nie zna stanów negatywnych – rozpaczy, ciemnej nocy, zwątpienia, pełnych pasji zmagań ze sobą na drodze poszukiwań jakiegoś trwałego fundamentu. Następujący fragment nie mógłby, jak sądzę, wypłynąć spod pióra Wencla: „gdy bezradność gęstnieje / wtedy zaczynam należeć / do Opuszczonego” (WZP, s. 21). Doskonałą ilustracją tych słów będzie z pewnością passus z poezji cytowanego już ks. Buryły, który poucza, pocieszając: „upadasz znowu (...) by na samym dnie / dotknąć Boga” (Tamże, s. 129).

W poezji Janusza Stanisława Pasierba człowiek wierzy nie tyle w Boga, co Bogu. Sytuacje liryczne prawie zawsze umieszczane są w perspektywie układu Bóg – osoba. Doskonałym tego przykładem może być sytuacja wykreowana w wierszu „Wierzę”, w którym tradycyjna postawa psychiczna – wiara – przemienia się w pewność wiedzy: podmiot liryczny nie tylko wierzy, czyli odznacza się postawą psychicznej nadziei, ale po prostu wie. Utwór został zbudowany z dystychów, których człony stanowią logiczne przeciwieństwa: „Wiem, że jesteś Życiem / przecież umieram” (J. S. Pasierb, „Poezje wybrane”,Warszawa 1998, s. 36). Nie jest to już wiara paradoksalna, ale paradoksalna wiedza, której pewność jest gwarantowana przez fakt diametralnej odmienności rzeczywistości Boga i człowieka. Granicę tę można pokonać wiedzą, którą można by za Edytą Stein nazwać „wiedzą krzyża” (‘scientia crucis’). Droga zdobywania wiedzy o Bogu swoją prefigurację znajduje w losie Hioba, który cierpi „trochę za nas wszystkich” („List do Hioba”, tamże, s. 37). Bóg, dla Pasierba coś znaczy. Mieć znaczenie to tyle, co posiadać odpowiednik w świecie denotatów. Ze znaczeniem wiąże się wartość, wyznaczana przez znaki Boga. Oryginalną myślą jest ukazanie człowieka jako drogi Boga, często Jego drogi krzyżowej. Człowiek może stać się drogą dla innych, a przez nich dla Boga tak, jak Chrystus jest dla ludzi Drogą wiedzy o krzyżu. Bóg w poezji Pasierba nie jest Bogiem z podręczników teologii – w wierszu utrzymanym w stylu poezji ks. Jana Twardowskiego, zresztą jemu dedykowanym, Bóg ucieka z jakiegoś podręcznika, zapewne katechizmu. Jedyną pewną wiedzą o Bogu jest prawda o Jego Obecności, która sytuuje się poza wszelkim przedstawieniem: „JEST / ponieważ nic go nie przedstawia” („Synagoga Zaśnięcia”, tamże, s. 68). Człowiek, przystępując do Boga, powinien być ze wszystkiego odarty, tak by jedynym jego znakiem była obecność – trwanie przed Bogiem.

Przedstawione propozycje poetyckiego poszukiwania Boga łączy dążenie do oczyszczenia wiary z upraszczających schematów w imię przybliżenia Prawdy o Niewysłowionym.

Rafał Sulikowski 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas