poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [DL 2002, nr 1/2 (183/184)]

Komunikat: ze względu na nieusuwalne powtarzanie się niżej wymienionych błędów, Kamerzysta na przyszłość nie będzie przypominał autorom, że

1)  Goya pisał: „kiedy rozum śpi, budzą się potwory”, a nie „upiory”,

2) cytat z „Wesela” brzmi: „pospolitość skrzeczy”, a nie „rzeczywistość skrzeczy”,

3) „Nigdy z królami nie będziem w aliansach” to fragment „Księdza Marka” Słowackiego, a nie autentyczny hymn konfederatów barskich,

4) hetman Żółkiewski miał na imię Stanisław, redaktor „Kuźnicy” - Stefan, a nie odwrotnie,

5) Zagłoba ofiaruje królowi szwedzkiemu Niderlandy, a nie Inflanty,

6)  kostyczny to złośliwy, uszczypliwy, a nie suchy,

7)  resentyment to uczucie urazy, a nie nawrót dawnego sentymentu,

8) spolegliwy to zasługujący na zaufanie, a nie potulny,

9) należy pisać: „per procuram”, a nie „per procura” oraz „sensu stricto”, a nie „sensu stricte”.

Przedziwne rzeczy można było zobaczyć i usłyszeć oglądając w telewizji serial „Przeprowadzki” /reżyser- Leszek Wosiewicz, scenariusz - Cezary Harasimowicz/. Oto przed pierwszą wojną światową, w okresie ostrego bojkotu antyżydowskiego warszawski przewoźnik bez żadnych przejawów wahania przyjmuje do pracy jako „brygadiera” - Żyda, i to chałaciarza. Po wybuchu wojny przewozi przez front /!/ z Warszawy do Drezna nie tylko wydalonego z Warszawy niemieckiego lekarza, ale i jego meble. W czasie wojny polsko-ukraińskiej w r. 1918 znajduje na wsi pod Lwowem prawosławnego popa. Nieco później pojawia się w serialu profesor Akademii Umiejętności. Słowem - licentia ignorans - na każdym kroku. /hm/

Marek Perepeczko /„Śląsk” nr 11/ powiada, że przed wojną Arnold Szyfman w repertuarze swego teatru umieszczał farsy i lekkie komedie, ale »dzięki temu Schiller mógł spokojnie wystawiać „Nie-Boską”, „Akropolis”«. To prawda, że dzięki dużej frekwencji na sztukach rozrywkowych w Teatr” wystawił on gdzie indziej – w Teatrze im. Bogusławskiego, a dramatu „Akropolis” nigdy nie inscenizował. /hm/

Ryszard Matuszewski /„Twórczość” nr 11/ naśmiewając się z zebrań sekcji prozy Związku Literatów Polskich w czasach stalinowskich, opowiada o tym, jak to „stara czarownica Melania Kierczyńska i Ważyk, brzydki twarzyk, jak go wtedy nazywaliśmy, pouczali młodego Konwickiego, jak ma pisać o pozamałżeńskiej miłości”. Kierczyńska i Ważyk wygadywali wówczas zapewne głupstwa, ale osobliwa to metodologia, która dyskwalifikuje pisarza czy krytyka z racji jego wyglądu. Ostatecznie Leśmian też nie był apollińskiej urody, a jednak miał coś do powiedzenia o miłości. (hm)

Antoni Leon Dawidowicz, wspominając swe lata szkolne w księdze zbiorowej „V Liceum w Krakowie przy Studenckiej” opowiada o tym, jak to polonistka na zebraniu Rady Pedagogicznej przytoczyła słowa Mickiewicza, że „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem” /s. 361/. Uparta to legenda - nigdzie w pismach Mickiewicza tych słów znaleźć nie można! /hm/

Interesujący i barwny szkic o lwowskich kawiarniach lat trzydziestych zamieszcza w „Polonistyce” /nr 9/ Bogusław Bakuła. Zanadto jednak popuszcza wodze swej fantazji. Mało prawdopodobna jest scena, w której Kazimierz Twardowski dyskutuje w „Szkockiej” z Władysławem Tatarkiewiczem, Tadeuszem Kotarbińskim i Władysławem Witwickim o „Das literarische Kunstwerk” Romana Ingardena, bo wymienieni trzej uczeni mieszkali w Warszawie; nb. Witwicki zaliczony tu został do „zaledwie studentów, a już dopuszczonych do stolika”, gdy tymczasem w latach trzydziestych był panem po pięćdziesiątce i od dawna profesorem uniwersytetu. Jeżeli Kazimierz Bartel spierał się w restauracji Atlasa z Boyem-Żeleńskim, to dopiero po wrześniu r. 1939, bo wcześniej we Lwowie Boy nie bywał. Wbrew temu, co pisze Bakuła, Hugo Steinhaus nie wyemigrował do Ameryki, a Stanisław Piętak nie należał do lwowskich lewicowych inteligentów z kręgu „Sygnałów” i nie uczęszczał do tamtejszych kawiarni. /hm/

Pamięć ludzka jest omylna, ale redaktorzy pism naukowych powinni wykazywać trochę więcej krytycyzmu przy publikacji materiałów wspomnieniowych. Oto np. Wincenty Maszkowski opowiada Agnieszce Wójtowicz /„Pamiętnik Teatralny” 2001, z. 1/2, s. 151/, że Ludwik Flaszen »miał rubrykę w „Tygodniku Powszechnym” i zrobił „analizę twórczości Putramenta”. Rozłożył to na tzw. „czynniki pierwsze” i nie pozostało nic. Skutek był taki, że go zwolniono. Nigdzie w żadnej redakcji, pod własnym nazwiskiem nie mógł publikować«. Cała ta relacja, od początku do końca jest czystym urojeniem. Flaszen nie pisywał do „Tygodnika Powszechnego”, nie analizował twórczości Putramenta, nie został zwolniony z pracy, nie był obłożony zakazem publikacji. /hm/

W cennym skądinąd wydawnictwie encyklopedycznym „Żydzi w Polsce” /pod red. Jerzego Tomaszewskiego i Andrzeja Żbikowskiego/ zdumiewa dobór haseł dotyczących postaci pochodzenia żydowskiego a działających na terenie kultury polskiej. Jest np. Aleksander Kraushar, ale nie ma Juliana Klaczki, jest Ostap Ortwin, ale nie ma Bolesława Leśmiana, jest Marceli Handelsman, ale nie ma Juliusza Kleinera, jest Julian Tuwim, ale nie ma Antoniego Słonimskiego, jest Józef Feldman, ale nie ma Wiktora Weintrauba, jest Józef Lejtes, ale nie ma Michała Waszyńskiego, jest Michał Znicz, ale nie ma Aleksandra Węgierki. To samo dotyczy działaczy politycznych - jest Róża Luksemburg, ale nie ma Adolfa Warskiego. Całkowicie pominięto polityków czynnych w Polsce Ludowej. Spośród postaci żyjących uwzględniono bodaj jedną tylko osobę. Trudno w tym dopatrzeć się jakiegokolwiek sensu. /hm/

List wyjaśniający do autora rubryki „Camera obscura”

Delektuję się często lekturą tej rubryki, aż tu nagle, w numerze 11/12 2001 sama znalazłam się na cenzurowanym. Poszło o słowo „sykofant” w odniesieniu do Jarosława Iwaszkiewicza w moim szkicu „Giedroyc literacki”, zamieszczonym w księdze zbiorowej poświeconej osobie Jerzego Giedroyca. Otóż, spieszę wyjaśnić, że wyrażenia tego użyłam nie w znaczeniu przypisywanym mi przez autora notki (hm), bo jest ono już przestarzałe, i w stosownych słownikach to jego znaczenie jest poprzedzone krzyżykiem, lecz w sensie nadanym temu słowu obecnie - lizus, pochlebca.
Etymologia tego zwrotu i ewolucja jego znaczenia od plewionego „informatora” z greki jest sama w sobie frapująca, ale to już pozostawiam językoznawcom. Dlaczego użyłam akurat takiego określenia? Bo je kiedyś usłyszałam z ust Redaktora. W języku polskim występuje na tyle rzadko, że je zapamiętałam. Ale i w angielskim, i we francuskim jest częściej spotykane.
Na dowód powołuję się na „Concise Oxford Dictionary” (korzystam z dziesiątej jego edycji) i na „Wielki słownik francusko-polski” Wiedzy Powszechnej.

Z poważaniem Renata Gorczyńska


Sprawa nie przedstawia się tak prosto. Istotnie „Oxford English Dictionary” kwalifikuje jako przestarzałe użycie wyrazu „sykofant” w znaczeniu: „oszczerca”, „potwarca”, ale już „Webster's Third New International Dictionary” (1986) to właśnie znaczenie umieszcza na pierwszym miejscu („a slandering, accuser, defamer”). Podobne objaśnienia znajdujemy w miarodajnych słownikach francuskich: „Grand Larousse” (1986, calomniateur, personnage faux et dangereux) i, „Le Grand Robert” (delateur, et par extension: espion, fourbe, tzn. donosiciel, w szerszym sensie: szpieg, łotr), z uwagą, że wyraz ten należy do stylu literackiego, o jego przestarzałości nie ma tu mowy. Niemiecki „Der grosse Duden” (1974) objaśnia: „zawodowy, chciwy zysku potwarca”.

W języku polskim wyraz ten - w znaczeniu pozahistorycznym - jest rzadko używany. Uwzględnia go jeszcze słownik Doroszewskiego („w przenośni: intrygant, obłudnik, oszczerca”), pomijają natomiast nowe słowniki Szymczaka i Dunaja. Nie figuruje też - rzecz znamienna - w słownikach synonimów. Władysław Kopaliński - idąc zapewne za „Oxford Dictionary” - pisze: „służalczy, płaszczący się pochlebca, podskakiwacz, oszczerca”. Ale „Słownik wyrazów obcych PWN” (1971, 1998) już tylko: „donosiciel, szantażysta”. Jeśli więc Jerzy Giedroyc użył tego określenia w stosunku do Iwaszkiewicza, należało chyba wyjaśnić czytelnikom, co miał na myśli. (hm)


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas