poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
RAFAŁ SOLEWSKI
Portret
DL 2002, nr 1/2 (183/184)
Elżbieta Lempp, „Wokół Panka. Wystawa fotografii”, Centrum Kultury Żydowskiej, Kraków styczeń/luty 2002.



Portret jest największym wyzwaniem. Warsztatowej sprawności nie można tutaj obejść. Jakże przydają się staroświeckie metody, akademickie nauki, uczone teorie, kopie mistrzów, studia z modela i proste ćwiczenia. Po prostu umiejętności. Okazują się przydatne, kiedy pragnie się prawdy. Prawdy o człowieku.

Tyle, że to dopiero początek. Konieczny, ale nie wystarczający. I choć on jest już trudny, bo ileż czasu, samozaparcia, trudnej i ciężkiej pracy wymaga nabycie kunsztu, to ogrom wyzwania staje przed portrecistą później. Prawda o człowieku wymaga bowiem szczególnej wrażliwości. Jej nie można się już nauczyć. Trzeba ją mieć. Wrażliwość spostrzegawczą. Odnajdującą kształt całości i rolę szczegółu. Wrażliwość ciekawą. Ciekawą człowieka. Jego wyglądu. Jego uczuć. Jego pamięci. Tego, co jemu bliskie. Wrażliwość cierpliwą. Gotową wsłuchać się w słowa o przeszłości, o sobie, o innych, o myślach, o uczuciach, o sztuce. Wrażliwość przewrażliwioną i wszechogarniającą. Wyglądy, dźwięki, zapachy, dotyk.

Wreszcie sam szczyt mistrzostwa. Jak mianowicie kunszt z wrażliwością związać? Jak wyglądy, słowa, dźwięki, zapachy, dotyk, pamięć – jak to wszystko zamknąć w jednej tylko ze sztuk? Na przykład w fotografii?

Elżbieta Lempp pokonuje wszystkie trzy progi. I tworzy swoje Galerie Postaci. Wystawa „Wokół Panka”, to część tej Galerii. Na fotografiach Lempp Jerzy Panek to starzec niestary. Starzec z trochę nalaną twarzą, ze skórą pomarszczoną i poplamioną, ze zmarszczkami głębokimi, z dużymi i mięsistymi uszami, z wydatnym nosem, ze zmierzwioną brodą. W swetrze nie pierwszej chyba świeżości, w kufajce jakby byle jakiej, w kaszkieciku tym samym. Jeden z tych starców stałocieplnych, co to i ubiór i otoczenie rzadko zmieniają, aby jednostajnej ich i spokojnej temperatury nic nie naruszało. Starzec stary życiem swoim. Niesprawny trochę. Potrzebujący kul. Melancholijnie zamyślony. Najczęściej siedzi na tle regału pełnego książek. Książek i figurek drewnianych. Tego, co w życiu się nazbierało. W nienowoczesnym mieszkaniu. Z pęknięta szybą byle jak zalepioną lepcem, z papciem śmiesznie zawieszonym na nodze odwróconego krzesła. Wśród takich martwych natur codzienności. Albo też wśród naczyń prostych i zwykłych. Misek, kubków, garnków, czajnika. Życie trwa po prostu. Czarno-białe? Samotne?

Takiego Jerzego Panka sfotografowałaby Elżbieta Lempp, gdyby ograniczyła tworzenie swych Galerii do robienia zdjęć. Jednak ona dostrzegła nie tylko takiego Panka.

Poznała bowiem i starca niestarego. Niestarego spojrzeniem oczu świdrujących młodzieńczo spod daszka kaszkietu, niestarego uśmiechem. Niestara starość jest radosna i piękna. I piękny jest Panek na fotografiach Elżbiety Lempp.

Na kolejnych zdjęciach są przyjaciele. Zdjęcia przedstawiają całą galerię. A to i tak pewnie nie wszyscy. Przyjaciół bowiem też się nazbierało, jak książek i figurek. Panek jest też niestary za sprawą przyjaciół; jeśli nie wieczny, to przynajmniej długotrwały.

Tak, jak jego sztuka. I czarno-biała i wielobarwna. Jak życie. Na wystawie są tylko dwa malutkie obrazy, które ją zamykają. Pierwszy obrazek to „Autoportret w kapeluszu” – kipiel barw fioletowych, granatowych i niebieskich. Drugi, to „Autoportret w kaszkiecie” – symfonia zieleni żółtych i niebieskich. Te dwa obrazki mówią nie tylko, że Jerzy Panek był kolorystą, ale i to, że był mistrzem największego wyzwania.

Sztuka Panka jest na zdjęciach niewidoczna. Jest jednak przywoływana, bo przecież obrazy i grafiki drzemią w pamięci zwiedzających, tam mocno urodą swą zakorzenione. Sztuka jest też i w samym fotografowaniu. W zdecydowanym kadrze, ostrym obrazie, w symfonii szarości między bielą i czernią, w soczystym świetle, w silnym kontraście. W wyborze Jerzego Panka jako tematu, w spojrzeniu na to, co jemu właściwe, na urodę jego niemłodą. W dojrzeniu tego, kim Panek jest, oprócz tego, że jest artystą. W związaniu w artystyczną jedność warsztatowych umiejętności ze spostrzeżeniami – umiejętnym, wrażliwym, wszechstronnym i bezpretensjonalnym.

Sztuka będzie pewnie nawet wtedy, gdy Kazimierza już nie będzie. Jego pustych zaułków oświetlonych subtelnie i tajemniczo; kałuż na nierównym bruku, odbijających drżąco dziewięcioramienne świeczniki żeliwnych ogrodzeń, nierównomiernego rytmu dachów, rzadziej naprawionych, a częściej wołających o naprawę, placów mizernie zaśnieżonych. Dzielnic odnawianie, ludzi usuwanie – jak mawiają niektórzy. Takiego Kazimierza, jak na fotografiach Elżbiety Lempp, już nie ma. Tak, jak nie ma już Jerzego Panka. Pozostaje pamięć. Pozostają obrazy i drzeworyty. I fotografie.

Rafał Solewski 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas