poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
HENRYK MARKIEWICZ
Krakowskie tematy w powieści i noweli polskiej. Część II
DL 2002, nr 1/2 (183/184)

Niemal w całości rozgrywają się w Krakowie zdarzenia wojennej powieści Juliusza Kadena Bandrowskiego „Łuk” (1919). Początkowe jej rozdziały zapowiadają jakby zbeletryzowaną kronikę życia miasta w tych latach: odtworzył tu pisarz wrażenie, jakie wywołuje zamach w Sarajewie, pożegnanie wyruszającego na front 13. pułku „krakowskich dzieci”, początkową ekscytację patriotyczną i samarytańską, kwesty na rzecz Skarbu Wojennego Legionów. Dalej jednak nurt narracji zwęża się do opisu przemian psychologiczno-moralnych bohaterki, Maryśki Miechowskiej; od czasu do czasu jednak wplata w nie Kaden migawki ukazujące w ironicznym oświetleniu redakcję kilku dzienników, Biuro Patriotycznych Wydawnictw (powieściowy pseudonim Biura Wydawnictw NKN), „posiedzenia sejmowe” w Magistracie (tj. obrady Koła Polskiego). Obok postaci fikcyjnych pojawiają się rzeczywiste, pod własnymi nazwiskami, bez nazwisk w ogóle, lub ukryte pod nazwiskami zmyślonymi. A więc np. z mroku Floriańskiej bramy wyłania się Sieroszewski, „mały, wartki człowieczek, w niebieskim płóciennym mundurze, z czapką na czubku siwej głowy”, niosąc na ramieniu „duży, ciężki gwer” („Łuk”, Kraków 1981, s. 60); w redakcji „dużego dziennika mieszczańskiego” siedzi znany, niegdyś głośny literat, który „już od lat dawno milczał, nic nie pisząc, prócz nielicznych złośliwych krytyk” (s. 283), a teraz odżegnuje się w ogóle od literatury – z jego jąkania się łatwo wywnioskować, że chodzi tu o Irzykowskiego; profesor Kałuski zjadliwie charakteryzuje członków prezydium „zebrania sejmowego”:

„Widzi pani ten stary cybuszek z pianką?... To Tarnowski!... A to jajko przekłute, świszczące, z tymi szarymi odgniotami, jakby mu się brudna słomka do skorupy przyczepiła?... To Jaworski... A ten rekin czarnooki?... To Abrahamowicz” (s. 468).

Krakowski koloryt nadają „Łukowi” krótkie, lecz liczne wstawki opisowe, lokujące rozmowy i zdarzenia w realiach topograficznych miasta. Widoki te są starannie dopracowane stylistycznie: wyszukana metaforyka zmierza ku ich dynamizacji, uwydatnia nastrojotwórczą urodę, konkretyzuje barwą, światłem, geometryzacją kształtów:

 „Wieże [Kościoła Mariackiego] widać było przez słońce niby przez welon srebrzysty, lekkie zda się z prochu i pyłku utkane, wbite w przestrzeń tak po prostu... Na drugim końcu ulicy w czerwonej czapie starych dachówek, z zielonym guzem u szczytu, błyszczała wieża Floriańska, jak srebrny zrąb, przebity ametystowym cieniem św. Floriana ulatującego wiecznie z siwych kamieni... Jedna strona ulicy obrzucona była tysiącem błysków, druga tonęła w parnych mrokach upału. Stare ciosane pochyło szkarpy domów zdawały się łagodnie łączyć budowle z ziemią łukiem mądrej, wytrawnej cierpliwości” (s. 58).

Kaden przy tym opisuje nie tylko Śródmieście (Rynek, Mały Rynek, ul. Floriańska, Kanonicza, Planty), ale i okolice spoza pierścienia Plant (Salwator, Park Krakowski, Park Jordana, wiadukt kolejowy przy ul. Blicha). (1)

Jakby finał dla tła historycznego „Łuku” stanowi pierwszy rozdział „Generała Barcza” (1923), gdzie Kaden ukazał entuzjazm oswobodzonego od Austriaków Krakowa (z sarkastyczną uwagą generała Dąbrowy – Kraków cieszy się, że go „ta heca tak tanio kosztuje”). Z kolei jako autor cyklów „Miasto mojej matki” (1925), „W cieniu zapomnianej olszyny” (1926), „Nad brzegiem wielkiej rzeki” (1927) zapoczątkował międzywojenny nurt opowieści autobiograficznej, w znacznej części usytuowanej w krakowskim środowisku – inteligenckim lub proletariackim. Tu należą: „Przylądek Dobrej Nadziei” (1931) i „Rubikon” (1935) Zygmunta Nowakowskiego, „Burza nad brukiem” (1932) i „Pluton z Dzikiej Łąki” (1937) Michała Rusinka, „W imię młodości” (1934) Mieczysława Smolarskiego, „Ma lat 22” (1936) Tadeusza Peipera, a poniekąd także „Korzenie” (1937) Stefanii Zahorskiej. Po latach, już na emigracji londyńskiej powstała przynależna tu tematycznie powieść Ferdynanda Goetla „Nie warto być małym” (1959). (Jak widać – począwszy od dwudziestolecia liczba utworów zasługujących tu na uwzględnienie znacznie wzrasta, stąd też ich omówienie stać się musi bardziej sumaryczne). W rodzinnych sytuacjach przedstawionych w wymienionych tu utworach trudno dopatrzeć się lokalnej specyfiki; szkoła przyuczająca młodych bohaterów, na ogół bezskutecznie, do politycznego lojalizmu i moralnego konformizmu (choć wśród nauczycieli zdarzają się także szczerzy patrioci i przyjaciele młodzieży), jawi się raczej w swych cechach rozpowszechnionych w całej Galicji. Często jednak autorzy włączają w tok opowieści charakterystyczne krakowskie wydarzenia i postacie: Kaden – sprowadzenie zwłok Mickiewicza (datując je mylnie na rok 1891) i napiętą atmosferę wyborów w roku 1897, defiladę sokołów w parku Jordana, przedstawienie „Kościuszki pod Racławicami” w Teatrze Miejskim, Nowakowski – pogrzeb Wyspiańskiego i demonstrację pierwszomajową z płomiennym przemówieniem Ignacego Daszyńskiego, Goetel – warszawskich radykałów i społeczników Steckich (Bujwidów), skłóconych z Krakowem „urzędniczym, księżowskim i profesorskim”, a także przywiązanego do książek i miasta żydowskiego antykwariusza Taffeta (autentyczne nazwisko dynastii antykwariuszy z ulicy Szpitalnej), Smolarski – działalność organizacji studenckich, Peiper – (w groteskowym nieco ujęciu) musztrę oddziałów strzeleckich na Błoniach i ich manewry pod Mogilanami, Zahorska – dyskusje polityczne w Jamie Michalika w przededniu wybuchu wojny, Rusinek – wymarsz z Oleandrów, wojenne demonstracje uliczne i plądrowanie sklepów, starcie z policją i wojskiem austriackim w lutym 1918. W „Plutonie z Dzikiej Łąki” znalazły się też plastyczne opisy nabożeństwa Bożego Ciała w Rynku i odpustu na Emausie. W powieściach Rusinka zaznaczyła się też wyraźniej krakowska topografia – ulica św. Jana odtworzona szczegółowo, choć zakamuflowana jako ulica św. Antoniego w „Burzy nad brukiem”, Błonia i ich okolica – w „Plutonie z Dzikiej Łąki”.

Szczególną wrażliwość na widoki miasta przejawia bohater Peipera Juliusz Ewski. Z upodobaniem wpatruje się w starą architekturę ulicy Grodzkiej, kopiec Kościuszki, Wawel (zauważa przy tym, że zupełnie dobrze zrósł się z całością mur fortyfikacyjny; „wspaniale wyglądają stąd krawędzie jego załomów wbite w zieleń traw, jak dziób potężnego okrętu oblewane przez zielone fale” – „Powieści. Ma lat 22. Krzysztof Kolumb odkrywca”, Kraków 1977, s. 181).

Ewski obserwuje uważnie i przychylnie również Kraków współczesny: przygląda się wystawom sklepowym przy ulicy Grodzkiej, i deptakowi na linii AB w Rynku:

„Było już po 6-tej i najszerszy w mieście trotuar zapełnili przeróżni spacerowicze, dziewczęta w wiosennych strojach, gimnazjaliści we wciętych mundurkach, oficerowie austriaccy ustawieni rzędami pod ścianami domów, łyskiem oczu i szabel towarzyszący każdej efektowniejszej postaci kobiecej, cywile różnego wieku uśmiechnięci, roześmiani, rozgadani, zaczepni” (s. 45).

Z pobliskich Wołkowic (tj. Wadowic) przyjeżdża do Krakowa młodziutki Mikołaj Srebrempisany z powieści Emila Zegadłowicza „Zmory” (1935). Doznania jego są jednak zupełnie odmienne: z pierwszego pobytu zapamiętał tylko menażerię cyrku Barnuma na Błoniach i Czwórkę Chełmońskiego w Muzeum Narodowym. Oglądany za drugim razem Wawel przygnębia go i odstręcza:

„Ohydne podwórze koszarowe, odrapane, czerwone budowle jak rzeźnie – katedra – groby królewskie – smutek, opuszczenie – poczucie wstydu i wstrętu – śmierć” („Zmory”, Kraków 1957, s. 331).

Kraków międzywojenny najwcześniej wprowadził do powieści Jalu Kurek w książce „Kim był Andrzej Panik? Andrzej Panik zamordował Amundsena” (Kraków 1926), nazywając go „najsmutniejszym miastem Polski”. „Miasto nas truje. Miasto nas zabija. Nikt nie czytuje poezji, czyta się tylko gazety – oto jest dramat miasta Kraków” (s. 20) – skarży się egocentrycznie narrator. Ale dostrzega także w Krakowie znamienne dla wielkiego miasta wyobcowanie i osamotnienie jednostek:

„Ulice Krakowa rosną w oka mgnieniu. Nie można już poznać i odróżnić ludzi płynących w tym i tamtym kierunku. Stajemy się coraz bardziej oddalonymi od siebie. Mieszamy się do niepoznania w tłumie”. (s. 25)

Pod autentycznymi nazwiskami wzmiankuje Kurek w swej powieści o kilku znanych postaciach ówczesnego Krakowa, jak Ignacy Chrzanowski, Leon Chwistek, Jan Matyjasik, redaktor „Głosu Narodu” i zarazem sympatyk młodej poezji.

Na inwazję nowości w życie Krakowa ze wstrętem patrzy także bohater powieści Jana Wiktora „Zwariowane miasto” (Poznań 1931). Ze „świętymi pamiątkami przeminionych wieków” kontrastują tu nowe domy „podobne do dorobkiewicza, który wtargnął w dostojną przeszłość i rozpycha się brutalnie, wywrzaskując fasadą o swoim bogactwie” (s. 6). W miarę rozwoju akcji wizja powieściowa przekształca się w groteskową fantasmagorię, uwydatniającą wszechwładztwo techniki i reklamy, pogoń za sensacją i skandalem, komercjalizację sztuki, jako cechy wielkiego miasta; wszystko to w luźnym tylko związku pozostawało z rzeczywistością ówczesnego Krakowa. Rozpoznać go można w „Zwariowanym mieście” głównie dzięki postaci buńczucznego i krzykliwego młodego poety awangardowego, którą nie bez podstaw łączono z Jalu Kurkiem. Migawkowo pojawia się tu również Peiper – „hetman nowoczesnych kierunków”, gdy przy stoliku kawiarnianym, „ukoronowany wieńcem poetów”, „cudownym gestem podkreślał ważniejsze słowa, deklamując je po mistrzowsku” (s. 37). (2)

 Artystą jest także Cyprian Fałn, alter ego Zegadłowicza z jego skandalizującej powieści „Motory” (1938). Przebywając w klinice prof. Tadeusza Tempki (wyraźnie tu sportretowanego) wskrzesza w swych wspomnieniach młodzieńcze ekscytacje poetyckie i chłopomańskie, dzielone z Antosiem Zwadowskim (tj. Waśkowskim), mieszkanie w „domu fantazyjnym, projektowanym w stylu romantyczno-gotycko-pajęczo-kapryśno-wenecko- krakowskim przez mistrza Talowskiego” („Motory,” Łódź 1988, t. 1, s. 84), romans z panią Ho (tj. Stanisławą Wysocką) reżyserującą jego pierwszą sztukę w teatrze krakowskim, a także jej drastyczną opowieść o ostatnich dniach Wyspiańskiego.

Do kręgu ludzi sztuki należy również malarka Klara z powieści „Przygoda w nieznanym kraju” (Kraków 1933) Anieli Gruszeckiej – Kraków jest głównym tematem jej impresjonistycznego malarstwa, marzy się jej taka oto artystyczna synteza zabytkowego wyglądu miasta:

„Wieże, ceglane gotyckie mury i w kamieniu kute obramienia okien; szkarpy wnurzone głęboko w cień ulicy; strome spady dachów kościelnych; bochniaste mury klasztorne; barokowe, jasno-wyniosłe okrągłownękie fronty, kopuły; ostrołukie ganki pod kolumnami rosnącymi prosto z bruku podwórza – i na tym wszystkim kolor gorących i cichych godzin południowych. Na jednych barwach cienie nasycone niebieskością nieba, na innych jednolita polewa słońca” (s. 170-171).

Z myślą o tym obrazie patrzy Klara na stare miasto ze wzgórza świętej Bronisławy, ale również Kraków nowoczesny zyskuje jej aprobatę:

„Filigran wież i kopuł zasłoniły, zasuwając się przed nie szeregami, kompleksy nowych domów, pudeł bezdachowych, wielkich, spokojnych, nieprzerwanymi rzędami okien patrzących na świat, zestawionych jak pociągi gotowe do ruszenia, czy już w ruchu. Mogłyby zmiażdżyć tamto stare miasto, ale miały inne cele przed sobą. Sens w pełnej sile rozwinięty, pewny, panujący trzymał je nastawione na inną treść: pełne ludzi, słońca i powietrza, na wskroś „dziś”, na wskroś zdobycz techniki, wychowanie fizyczne, rekord sportowy, ze spółdzielczością, kryzysem i bezrobociem w tle. Od razu szło w nerwy, w mięśnie jak marsz. „Oba!” – myślała Klara zaciekle – „To jest jak druga część sonaty. Oba należą do siebie” (s. 190).

Natomiast w powieści Jerzego Brauna „Cień Parakleta” (1932) Wiktor, młody bohater, poszukujący prawdy filozoficznej o świecie, dostrzega tylko Kraków stary – i patrzy nań z zachwytem:

„Rdzenny jest i tajne, cudowne soki w nim krążą. Dobrze okuty i zamczysty, kolorowy i pozłocisty, jak zwarta, zaklęta skrzynia. [...] Zdobny w różowe od lamp, lotne arkady Sukiennic, obmurowany basztami o dachach z zielonej miedzi, cienisty i uroczysty, przepuszczający tęcze przez witraże czterdziestu kościołów. Panorama fasad wymyślnych, gotyckich łuków, rozet mistycznych na pułapach długich, tajemniczych krużganków. Pełen aniołów skamieniałych jak ołtarz Wita Stwosza i pełen powagi biblijnej, jak owe gobeliny z katedry” (s. 195).

Co ciekawsze – bohater ma przeczucie, że

„ tu żyje rapsod polski, lew ewangeliczny o rozwianej grzywie, wielki nieznajomy, który kiedyś wyszarpnie się z okucia murów i pocznie mówić zdumionej Europie swoje ogromne, ożywiające Słowo. Duch ludu, duch król, ów papież słowiański, jak nazwał go Słowacki w przeczuciu wieszczowym” (s. 196).

Wyraźne zabarwienie krakowskie posiada kilka międzywojennych powieści środowiskowych. O szarej, beznadziejnej i wyjaławiającej egzystencji małych urzędników magistrackich opowiada „Ziemia miodem płynąca” (1938) Rusinka; gdy bohater zdołał się wyrwać z Krakowa do stolicy, w oczach jego wszystko w tym mieście wydaje się „zmalałe, pokurczone; nie ma tam rozmachu, ludzie bez ruchu, domy bez strzelistości, bez lotu, bez ogromu” (Ziemia miodem płynąca, Warszawa 1947, s. 273). Wręcz powieściową monografią kawiarniano-restauracyjnego „imperium Panzera” (tj. Bisanza) stanowiły „Zaklęte rewiry” (1936) Henryka Worcella z liczną galerią charakterystycznych postaci zarówno kelnerów, jak i klientów, jak choćby ci oto „żelazni goście” kawiarni „Pacifik”:

„Przychodzili około godziny czwartej po południu, zbierali po drodze dzienniki, jakie im wpadły w ręce, kładli je na krześle, ostrożnie podciągali nogawki spodni, bacząc, by nie zmiąć kantów, i wreszcie siadali przy swoich ulubionych stolikach, przeważnie pod ścianą – zapewne do wyboru tych stolików zmuszał ich atawistyczny lęk przed otwartą przestrzenią. Wreszcie zabierali się do czyszczenia okularów – chuchali na szkło, wycierali chusteczką specjalnie w tym celu przygotowaną, podnosili pod światło i jeszcze raz chuchali mamrocząc coś pod nosem – może pacierze za dusze zmarłych, a może jakieś przekleństwa – kto ich tam wie. Kawę czarną, którą im kelner bez pytania przynosił, wypijali w paru łykach i od tej chwili przestawali istnieć dla świata – popadali w trans pożerania czarnej farby drukarskiej” (s. 260).

Powieścią z kluczem była „Miłość i sprawa” (1935) Wiesława Wohnouta – ostry pamflet na ówczesnych działaczy krakowskiej PPS, Emila Haeckera i Józefa Rosenzweiga, wyszydzający ich ambicje i intrygi. Wykorzystując własne obserwacje jako sekretarza Centralnego Związku Robotników Budowlanych, zrelacjonował tu autor także obszernie dzieje jednego ze strajków krakowskich ceglarzy. Do strajku robotników budowlanych z r. 1933, ale także do wcześniejszych o dziesięć lat wypadków krakowskich nawiązywała „powieść – reportaż” Wandy Wasilewskiej „Oblicze dnia” (1934). Postać Anatola była tu wręcz wzorowana na działaczu socjalistycznym Marianie Bogatce, mężu autorki. W ogóle – twierdziła ona po latach – „wzięci z życia są ludzie, wzięte wydarzenia”. (3) Ale realia krakowskie są tu niedostrzegalne, narracja nachylona jest ku daleko idącej typizacji, a nawet symbolicznej wizyjności. Konkrety obficie występują natomiast w powieści Kurka „Młodości śpiewaj” (1939), w której bezrobotny absolwent gimnazjum zarabia jako grajek w nocnym lokalu, a potem w podwórzowej orkiestrze. Przypadkowo staje się on uczestnikiem strajku robotniczego w „Sempericie” w r. 1936 – i w powieść wszedł także opis wydarzeń z tym związanych. Wcześniej już, szerzej i w całym dramatyzmie opowiedziała o nich Halina Krahelska w reportażowej powieści „Polski strajk” (1937), ale przeniosła je do fikcyjnej fabryki trykotaży i usunęła konsekwentnie wszelkie realia miejscowe. Echa owych zajść docierają także do kliniki, gdzie przebywa bohater wspomnianych już „Motorów” i stają się przedmiotem dyskusji między pacjentami.

Przedwojenny Kraków w różnych cząstkowych przekrojach powraca w powieściach ogłoszonych po roku 1945. Tadeusz Kudliński („Farbowane lisy” 1947) umieszcza jubileusz pisarza Jana Szarzyńskiego w fikcyjnych Miłolipach (Szczyrzyc?), ale zjeżdżają nań przedstawiciele krakowskiego świata artystycznego; ich dyskusje i flirty wypełniające całą książkę pozwalają rozpoznać niektóre przynajmniej autentyczne postacie – Juliusza Osterwę, Stanisławę Wysocką, Karola Ludwika Konińskiego, Adama Polewkę. Zarysował je autor nie bez ironii, ale z wyrozumiałą sympatią. Powieści Kornela Filipowicza „Ulica Gołębia” (1955) i „Jutro znów wojna” (1958) składające się na dylogię „Niepokój młodego serca” oraz „Międzywojnie. Cz. II Collegium Novum” (1982) Jana Brzękowskiego ukazują środowisko studentów oraz młodych artystów i literatów na tle politycznym lat dwudziestych i trzydziestych (Brzękowski pisze m.in. o wydarzeniach krakowskich 1923 r., Filipowicz o piśmie literackim „Nasz Wyraz”), ale poza epizodami ilustrującymi ubogą, jeśli nie nędzarską, codzienność życia studenckiego postacie i sytuacje zarysowane są tu dość blado i pobieżnie. W tym kontekście odnotować też warto groteskowo ukazaną scenę studenckiego wieczoru literackiego autentystów (z niejakim Orzeszkiem – Ożogiem na czole), który wprowadził Marian Pankowski do powieści „Matuga idzie” (1959). Z własnych przeżyć wysnuł Jan Kurczab powieść „Uliczka św. Gertrudy” (1958); w jej części krakowskiej dominują motywy upokorzeń i prześladowań doznawanych przez żydowskiego chłopca w gimnazjum i na uniwersytecie, lecz autor wydobywa też przejawy przyjaznej pomocy i solidarności okazywanej prześladowanym przez nauczycieli. Do osobistych wspomnień sięgnął również Henryk Vogler w powieści „Niepospolici” (Warszawa 1956), jak o tym przekonuje jej konfrontacja z późniejszym pamiętnikiem „Autoportret z pamięci”. Opowiadając o dziejach upadku rodziny kupieckiej, przeniósł jednak swych bohaterów ze środowiska żydowskiego w polskie, co stało się z pewną szkodą dla trafności ich charakterystyki obyczajowej (4). Z solenną, choć na wpół ironiczną pieczołowitością opisał autor wygląd wielu fragmentów miasta, pokazując m.in. jak na ulicach śródmieścia, zrastają się z sobą dwa oblicza Krakowa – „jedno handlowe, ruchliwe, gwarne [...], drugie muzealne, sędziwe i nieco zmurszałe” (s. 219). Postaci znanych z życia publicznego Krakowa jest tu niewiele (dr Werner – Bolesław Drobner), upamiętnił natomiast autor charakterystyczne typy ulicznych pomyleńców, ze śpiewakiem podwórzowym Cezarem na czele.

W „Dziecku przez ptaka przyniesionym” (Warszawa 1968) Andrzej Kijowski kreuje patetyczno-groteskowy mit osobisty – demonicznego chłopca o dwoistych porywach, pozbawionego autentycznych związków z życiem. Motywy autobiograficzne, swobodnie przekształcone, są tu liczne (m.in. postać dziadka, właściciela zakładu wynajmu koni i powozów), a losy bohatera rzucone na tło takich wydarzeń, jak wypadki listopadowe 1923 r., rewia kawalerii na Błoniach w r. 1933, czy pogrzeb marszałka Piłsudskiego, przedstawionych w na wpół faktograficznym, na wpół fantastycznym ujęciu. Zadbał również autor o wizerunek miasta, ukazując je i we fragmentarycznych zbliżeniach (wstępny opis rodzinnej kamienicy przy ul. Karmelickiej), i w syntetycznych skrótach:

„Planty: bzy, kasztany, czasem pomnik, dzieci krzyczą, starcy drzemią. Za drzewami stare miasto: przez gałęzie nagie świta stara  cegła – wrzos przekwitły czy dzikie wino, albo buk – takim kolorem cegła świta – i miedź nierówno zzieleniała jak staw tatrzański – miedź w kaskadach dachów stromych, w dzwonnic ostrzach, w kopułach lekko uwiązanych, jak atłasowe abażury.
A z drugiej strony: kariatydy, atlasy z gipsu i amorki pod brzuchatymi balkonami; miką błyszczący stary tynk i sztuczny marmur na portalach; bramy od pokostu lśniące, i do białości wyczyszczone klamki, tabliczki; w oknach tiul, koronki, palmy, konfitury, koty w poduszkach, ptaszki w klatkach i barometry z zakonnikiem, który spod daszka nie wychodzi, bo niż jest wieczny w naszym mieście”. (s. 118).

 Lata okupacji znalazły w prozie fabularnej skąpe tyko odzwierciedlenie. W powieści Tadeusza Kudlińskiego „Świętokradca” (1947) bohater, Adam Tyczyński w pewnym fragmencie swego życiorysu powtarza losy autora, działacza podziemnej „Unii” i podobnie jak on przechodzi przez więzienie krakowskie. (Dodajmy nawiasem, że postać Piotra Łagodzińskiego z tej powieści ma wiele rysów Osterwy). W środowisku akowskich konspiratorów rozgrywa się akcja opowiadania Jana Józefa Szczepańskiego „Stajnia na Całej” z tomu „Motyl” (1962), ale krakowskie realia są tu zaledwie zaznaczone. Wyraźniej występują one w przeżyciach bohatera opowiadania Kijowskiego „Szyfry” (1964) – słabego psychicznie chłopca, udręczonego przez koszmary okupacyjnej powszedniości. Atmosferę ostatnich godzin przed zajęciem Krakowa przez Armię Czerwoną przywołuje „Biała kareta” tegoż autora (z tomu „Pięć opowiadań” 1957).

Nakazy i zakazy polityczno-cenzuralne, a także tendencyjność samych pisarzy odbiły się niekorzystnie na powojennych utworach o tematyce współczesnej. Nieporadne jeszcze opowiadanie Tadeusza Konwickiego „Przy budowie” (1950; Nowej Huty można się tu tylko domyślać) ugrzęzło w propagandowych sloganach; jaskrawy hurraoptymizm i infantylna dobroduszność bohaterów cechowała „Początek opowieści” (1951) Mariana Brandysa o Nowej Hucie. Bardziej już liczył się z realnymi stosunkami Ryszard Kłyś w książce „Ostatnie słowo ma człowiek” (1953) opisującej budowę nowohuckiego burzowca. Dramatyzm konfliktów splecionych z awansem społecznym wychodźców ze wsi budujących Nową Hutę (zabójstwo nieślubnego dziecka i samobójcza śmierć jego matki, rozpalona cegła podana przodownikowi pracy) starał się po latach ukazać Julian Kawalec w powieści „Przepłyniesz rzekę...” (1973); nazw miejscowych jednak autor nie używa. Poprzez wspomnienia aktywisty partyjnego przywołane zostały konflikty polityczne pierwszych lat powojennych w książce Tadeusza Hołuja „Drzewo rodzi owoc” (1977; tu m.in. opis zajść 3 maja 1946). Władysław Machejek w czterotomowej powieści „Człowiek ma słowo ostatnie” (1975)5 demonstrował jaskrawo intrygi i prowokacje, tchórzostwo i wyobcowanie stalinowskich prominentów z Komitetu Wojewódzkiego Partii i Urzędu Bezpieczeństwa (m.in. Półksiężyc – Józef Światło), prześladujących uczciwych komunistów, takich jak Adam Ładoń-Polewka, Ludwik Niewidaj-Hołuj, czy wreszcie bohater powieści Wiktor, mający wiele wspólnego z samym autorem. Stanisław Stanuch w tle biografii działacza młodzieżowego, bohatera mikropowieści „W pełnym świetle” (1970) odtworzył atmosferę strachu, nadgorliwości i donosicielstwa, a potem październikowy ferment w środowisku akademickim.

Uzupełniając ten przegląd, na pewno zresztą nie pozbawiony przeoczeń, dodajmy, że kilka utworów wprowadza nas w krakowski świat sztuki. Sylwetki znanych postaci z tego kręgu znaleźć można na kartach „Świadka nieoczekiwanego” (1978) Stefana Otwinowskiego (tu m.in. Juliusz Osterwa i Zofia Jachimecka) i „Wteatrwstąpienia” (1981) Jerzego Ronarda Bujańskiego. O dylematach młodego krytyka, najpierw głoszącego socrealizm, potem przeciw niemu zbuntowanego (można w nim dopatrzeć się rysów Ludwika Flaszena) opowiada nowela „10 lat życia” Kijowskiego (z tomu „Pięć opowiadań”). Wbrew tytułowi losy kilku krakowskich ludzi teatru (m.in. Lidii Zamkow) sfabularyzował Vogler w tomie opowiadań „Śmierć w Paryżu” (1987). Aurę krakowskiego nocnego lokalu „Feniks” z powodzeniem ewokował Zygmunt Greń w powieści „Olśnienie” (1992).

Kraków stał się również scenerią kilku wczesnych powieści autorów Nowej Fali (Adam Zagajewski, „Ciepło, zimno” 1975; Janusz Anderman, „Zabawa w głuchy telefon” 1976; tenże, „Gra na zwłokę” 1979; Julian Kornhauser, „Stręczyciel idei” 1980). Protagonista ich oscylował między frustracją i protestem a konformizmem i rezygnacją wobec świata postrzeganego jako trywialny, nieautentyczny i bezkształtny w swej anonimowości i rozproszkowaniu. Nieprzychylne jednostce oblicze miasta najjaskrawiej zarysowane było przez Andermana. Odniesienia krakowskie są w tych powieściach bardzo obfite, wręcz natarczywe, ale jakby przypadkowe, co dzieje się zapewne celowo, dla uwydatnienia przypadkowości doświadczeń ich bohaterów. Natrafiamy jednak także na epizody noszące charakterystyczne znamiona miejsca i czasu, np. zebranie Klubu Młodych Pisarzy w „Ciepło, zimno”, czy demonstracje studenckie 1968 r. zakamuflowane chyba ze względu na cenzurę jako paryski sen bohatera w „Stręczycielu idei”. W mniejszym stopniu odnosi się to do „Spisu cudzołożnic” (1993) Jerzego Pilcha, prześmiewczej opowieści o kabotyńskim intelektualiście oprowadzającym zagranicznego gościa po Krakowie lat 80.

W ubiegłym roku pojawiła się książka Marianny Świeduchowskiej (pod pseudonimem domyślać się wolno Marcina Świetlickiego i Grzegorza Dyducha) „Katecheci i frustraci” – powieść z kluczem o redaktorach „Tygodnika Powszechnego” i młodych (jeszcze) pisarzach z pokolenia „bruLionu”. Mimo błysków inwencji stylistycznej pozostawia ona niedosyt – nie wykracza poza znane od czasów Młodej Polski stereotypy charakteryzowania bohemy; mówiąc słowami samej autorki, bohaterowie jej „składają się głównie z mętnych intuicji, brudnej seksualności, kompleksów, zawiści i frustracji” (s. 46).

Niedawno pojawiła się książka Sławomira Łuczaka „Archipelag Rynek czyli Dziennik Brygida Dżonsa” – autoironicznomelancholijny portret pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków, których wieczory wypełnia przesiadywanie w knajpach, picie piwa, „zajebiście” erotomańskie rozmowy i zarazem – marzenia o wielkiej miłości. Specyficznie krakowski koloryt nadają tej opowieści wymienione w niej nazwy pubów i barów, ale tylko one...

*

 Materiał tu zebrany zbyt jest różnorodny i rozrzucony w czasie, by kusić się  na tej podstawie o jakieś uogólnienia. Wydaje się, że niezależnie od całościowej swej wartości omówione książki budzić mogą zainteresowanie utrwalonymi w nich krakowskimi widokami i nastrojami, wydarzeniami i postaciami. Trudno jednak zaprzeczyć, że przeważnie są to utwory, które nie wytrzymały próby czasu, lub w których motywy krakowskie nie występują na planie pierwszym. Zakończyć więc trzeba wnioskiem, że Kraków nie znalazł dotąd godnej siebie syntezy artystycznej w prozie fabularnej. Ale też pamiętajmy, że syntezę taką otrzymały dotąd dwa tylko miasta polskie – Warszawa w „Lalce” i Łódź w „Ziemi obiecanej” (6).


Henryk Markiewicz

1 Wcześniej ukazał Kaden widoki krakowskie w poetyckiej prozie z lat 1913-1914 zebranej w tomie „Wianki” (1920).

2 Zob. S. Kryński, »Zwariowane czy najsmutniejsze miasto (O „Andrzeju Paniku” Kurka i „Zwariowanym mieście” Wiktora)«, „Ruch Literacki" 1998, nr 5.

3 Zob. E. Syzdek, „W jednym życiu tak wiele...” Warszawa 1980, s. 106-110.

4  Zbiorowy portret krakowskiej rodziny mieszczańskiej tego czasu przyniosła także powieść Barbary Czałczyńskiej „Próba życia” (1969).

5 Nieświadome powtórzenie tytułu powieści Kłysia.

6 W przeglądzie tym pominięto liczne powieści historyczne (przeważnie umieszczone na zamku wawelskim) od „Jana z Tęczyna” Juliana Ursyna Niemcewicza i „Władysława Łokietka” Franciszka Wężyka poprzez powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego (m.in. „Kraków za Łoktka”), „Zamek krakowski” Henryka Rzewuskiego, „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, „Fiat lux” Adama Krechowieckiego, „Insurekcję” Władysława Stanisława Reymonta, „Zabawy mędrców” Antoniego Godziemby-Wysockiego, do „Imiennika” Karola Bunscha, a także powieści biograficzne o Matejce (»Pustelnia „Pod Trzema Pyskami”« Władysława Bodnickiego) i Wyspiańskim („Upadły anioł” tegoż autora i „Ogień strzeżony” Leona Kaltenbergha), reportaże (m.in. Jacka Stwory i Jerzego Lovella) i oczywiście pamiętniki.
„Krakowowi w literackim zwierciadle” poświęcił krótki artykuł pod tym tytułem Kazimierz Czachowski („Kurier Literacko-Naukowy” 1938, nr 24). Ostatnio ukazała się antologia »„To miasto jest wszędzie...” Kraków w poezji polskiej XX wieku« w opracowaniu Jerzego Ulga. Warto dodać, że w maszynopisie pozostaje obszerna antologia „Kraków w poezji polskiej” przegotowana przez Aleksandra Zygę.
Wspomnieć też należy o amerykańskiej powieści dla młodzieży „The Trumpeter of Cracow” (1928) Erica P. Kelly'ego, skąd wywodzi się legenda o śmierci hejnalisty ugodzonego strzałą w czasie najazdu 1241 r.

 

 
kiara@gmail.com     2010-02-24 18:15:15
pożytku z was nieeee ma

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas