poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Przegląd prasy [DL 2000, nr 12 (170)]. Bardzo subiektywny

Teraz o prozie polskiej

Mieczysława Orskiego zawsze ceniłem za baczną obserwację rozwoju polskiej prozy. Obecnie jest on już jednym z niewielu krytyków, którzy mimo długoletniego stażu pozostali wierni obowiązkowi recenzenckiemu i nadal interesują się współczesna prozą i jej najnowszymi osiągnięciami. Dlatego z nowego numeru „Odry” (nr 1/2001, styczeń), zresztą dość nudnawego, wybrałem pełen pasji felieton Orskiego zatytułowany „Literackie targi”.

Punktem wyjścia uczynił zadymę, jaką wywołała wielce krytyczna wobec niektórych naszych młodych pisarzy wypowiedź Reich-Ranickiego. Ta głośna dwa miesiące temu sprawa posłużyła mu za pretekst do krytycznego spojrzenia na współczesną scenę literacką, na której królują przeważnie dokonania nie najwyższej - jego zdaniem - próby artystycznej.

„I jest problem - zastanawia się Orski - dlaczego w różnych debatach krytycznych wypływa na wierzch wciąż „W czerwieni” Magdaleny Tulli. A nie np. równie dobry albo i lepszy Marek Bieńczyk z Tworkami, albo Zbigniew Kruszyński z choćby „Schwedenkrauter”, albo Zyta Rudzka np. z „Ucztami i głodami”. Albo (moim zdaniem) lepszy Piotr Szewc z „Zagładą” (...) i nowymi „Zmierzchami i porankami”, albo lepszy, a prawie nikomu nie znany, bo mieszkający w Słupsku, Andrzej Turczyński, który w tym roku wydał (warto poszukać w księgarniach) „Lustro weneckie”, by zatrzymać się tylko przy kilku pozycjach prozy, która »mitologizuje«”.

Przyczynę tego stanu rzeczy upatruje w dostosowaniu kryteriów artystycznych do wymagań rynku księgarskiego. Orski słusznie przypomina, że

czym innym rządzi się krytyka literacka, a czym innym rynek wydawniczy. W drugiej części felietonu, „Teraz o książkach”, dokonuje druzgocącej krytyki wielu głośnych ostatnio utworów prozatorskich. Dostaje się więc Stasiukowi za „Dziewięć”, Januszowi Rudnickiemu za „Można żyć”, Włodzimierzowi Kowalewskiemu za „Bóg zapłacz”, Życie Rudzkiej za „Mykwę”, i raz jeszcze Oldze Tokarczuk!

W kwartalniku „Regiony” (nry 2-4/ 2000) stara, dobra gwardia: Jan Józef Szczepański i jego „Świt”, który mimo drukarskiego chochlika czyta się ze wzruszeniem, Erwin Kruk i jego wiersze z lat dziewięćdziesiątych, opowiadanie Aleksandra Ziemnego, błyskotliwe wspomnienia Anny Tatarkiewicz pt. „Alfabet pamięci, czyli wycieczka do kraju wyobraźni”, zaskakujące epitafia Henryka Berezy, przypomnienie Leopolda Buczkowskiego jako poety oraz jego mało znanego opowiadania „W Urpen”. Trudno nie wspomnieć też o pewnym fakcie - i artystycznym, i - rzekłbym - kulturalnym: na czwartej stronie okładki dowcipny, utrzymany w stonowanych kolorach collage Wisławy Szymborskiej oraz znamienne podziękowanie - Ten zeszyt „Regionów” -informuje wydawca - ukazuje się dzięki hojności Pani Wisławy Szymborskiej.

Droga Wisławo! Jak to dobrze, że gdy upada mecenat państwowy, a nasi szanowni biznesmeni z listy najbogatszych Polaków myślą o wszystkim, tylko nie o literackich pismach, jest ktoś taki jak TY!

Czy w Polsce istnieje jeszcze tzw. prowincja literacka? Myślę, że wydawane w miastach, które trudno nazwać kulturalnymi metropoliami, pisma, takie choćby jak „Pracownia”, ukazująca się m.in. staraniem samorządu miasta Ostrołęki, zadaje temu kłam. Pełno w tym piśmie literackim, którego numery 22 i 23 właśnie do nas dotarły, dobrej poezji i eseistyki. Brawo!

Bogdan Rogatko

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas