poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA PORAWSKA
Współpraca kulturalna polsko-rumuńska widziana z Krakowa
DL 2000, nr 11 (169)

Zarówno w Polsce jak i w Rumunii pokutuje jeszcze myślenie, zgodnie z którym (tak jak kiedyś, tak i teraz) z jednej strony uważa się kulturę za dziedzinę nie przynoszącą zysku, a z drugiej strony sądzi się, że dostęp do niej powinien być bezpłatny. Przetrwały na dodatek jeszcze nawyki z okresu, gdy kultura była elementem wojny psychologicznej systemów totalitarnych. Nie ułatwia to pozyskiwania środków na organizowanie przedsięwzięć kulturalnych w obu naszych państwach, borykających się ze stałymi niedoborami w budżecie; równocześnie niewielu obywateli jest na tyle bogatych, aby systematycznie sponsorować te przedsięwzięcia, a ogromnej większości ludzi nie stać na płacenie za uczestnictwo w kulturze.

W naszej aktualnej sytuacji dają się zauważyć trzy tendencje: pierwsza to pozostałości ideologii komunizmu w sposobie myślenia, druga to pamięć historyczna naszych narodów, do której przynależą wzajemne stosunki jak również i stereotypy oraz trzecia - wizja globalnego, pluralistycznego świata, zacierającego tożsamości narodowe.

Jak na tym tle wyglądają dziś stosunki polsko-rumuńskie? Jakie możliwości uczestnictwa we wspólnym tworzeniu kultury mają przedstawiciele tych narodów? Chcę pokazać, że pomimo braku mechanizmów zestrajających te działania, mamy do czynienia z licznymi, używając nie najlepiej brzmiącego, ale celnego słowa , „oddolnymi” inicjatywami. Chcę podać przykłady interesujących przedsięwzięć, a także podkreślić, że potrzebujemy organizacyjnego wysiłku aby przetrwały. Nic nie powstanie bez ludzi, ale nic nie przetrwa bez instytucji - opinia ta wydaje się szczególnie aktualna w Europie Środkowo-Wschodniej początku XXI wieku.

Skoncentruję się na okresie ostatniej dekady, rozpoczynając przegląd od działań związanych z Krakowem i rozszerzając go później na inicjatywy ogólnopolskie. Nie będzie to po prostu lista wydarzeń - chodzi mi raczej o zilustrowanie przykładami pewnych ogólniejszych tendencji, widocznych w ostatnich latach. Jednak na tle skromnej współpracy środowisk twórczych naszych krajów, nawet te wydarzenia okazują się istotne.

W Krakowie nie ma konsulatu rumuńskiego, ani też żadnej rumuńskiej instytucji kulturalnej; może też dlatego łatwiej mi, w pewnym sensie, wychwycić spontaniczne inicjatywy ludzi, w dużej mierze studentów, pasjonatów rumuńskości, z których wielu przewija się przez prowadzony przeze mnie od lat międzywydziałowy lektorat języka rumuńskiego.

Na początek jednak parę faktów z historii, ponieważ rola Krakowa jest tu wyjątkowa. Mihai Mitu, znakomity znawca tego tematu, tak pisze: „Rozpatrując w całości stosunki kulturalne rumuńsko-polskie, zauważamy wyjątkową rolę Krakowa /.../. Nie umniejszając w niczym roli i wagi innych ośrodków polityczno-kulturalnych, zauważamy, że stosunki rumuńsko-krakowskie wyróżniają się poprzez swoją ciągłość i natężenie, czasami poprzez jedyne w swoim rodzaju przejawy, których brak jest w stosunkach z innymi częściami Polski /.../. Obok Rumunów, zwłaszcza Mołdawian, ku Krakowowi ciążyli, albo pozostawali z Krakowianami - Polakami i nie tylko Polakami - w ścisłych stosunkach, również i Węgrzy i Sasi z Siedmiogrodu i Mołdawii. Kraków był więc punktem styku, miejscem zbliżenia, wymiany wartości, ośrodkiem przyciągającym i promieniującym jednocześnie, był spoiwem, ale też i „katapultą” w zakresie kultury. /.../ W tym starym bastionie kultury polskiej powstał, w grudniu 1921 r, z poparciem Nicolae Iorga, pierwszy lektorat języka i literatury rumuńskiej na polskim uniwersytecie /.../, który od r. 1975 jest osobnym kierunkiem studiów, kończącym się magisterium. („Cracovia şi relaţiile culturale româno-polone”).

Krakowska rumunistyka jest dziś jedną z zaledwie dwóch istniejących w Polsce (druga powstała w 1989 r. na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu). Oprócz działalności kolejnych lektorów z Rumunii, przyjeżdżających do nas na podstawie umowy międzyrządowej (dodajmy, że są to zawsze wysoko kwalifikowani pracownicy naukowi uniwersytetów rumuńskich, co wcale nie jest regułą na innych kierunkach), środowisko uniwersyteckie korzysta z możliwości wymiany studentów i pracowników, jaką oferuje uczestnictwo w programie CEEPUS (Central European Exchange Programme for University Studies). Przystąpienie do 2 sieci, w ramach tego programu, pozwala wszystkim studentom krakowskiej rumunistyki na co najmniej miesięczne wyjazdy w trakcie roku do Rumunii - waga takich staży jest nie do przecenienia dla osób uczących się obcego języka; jeśli się doda do tego stypendia rządowe, można uznać, że znajdujemy się w sytuacji godnej, sądzę, pozazdroszczenia dla innych filologii. Trzeba tu zaznaczyć, że oprócz adeptów filologii rumuńskiej (tj. około 20 osób przyjmowanych raz na trzy lata), wokół rumunistyki gromadzi się czasowo również sporo studentów czy też doktorantów z innych kierunków, zainteresowanych tamtejszą kulturą, ludźmi czy też językiem, zafascynowanych odkrywaniem elementów bliskich nam, Słowianom, przeplatających się z egzotyką Wschodu i starą symboliką rzymską. Nie należy też zapominać o studentach rumuńskich, uczących się w Krakowie. Ich obecność, po latach izolacji wprowadzonej przez totalitarne rządy Ceausescu, staje się powoli czymś naturalnym i zwyczajnym, a dla polskich studentów rumunistyki - elementem ożywiającym, wpływającym motywująco na ich postawę. Znakomitym efektem tak pojętego współdziałania było wydanie, w 1996 r., przez Towarzystwo Przyjaciół Narodów Europy Środkowej rumuńskiego numeru pisma „Proglas”, czy też polskie tłumaczenie książki francuskiego historyka, J. Nouzille „Transylwania” w 1997 r.

Szczególnie warte podkreślenia, choć nie związane wprost z Uniwersytetem, jest ważne wydarzenie kulturalne z 1999 roku. Mowa tu o seminarium naukowym, zorganizowanym przez Międzynarodowe Centrum Kultury w ramach cyklu „Przestrzeń kulturowa Europy Środkowej” w Siedmiogrodzie. Spotkanie to, zrealizowane we współpracy z Ministerstwem Kultury Rumunii oraz Ambasadą RP w Bukareszcie, było, jak to opisuje J. Purchla „pierwszą od wielu lat próbą zbliżenia elit intelektualnych Rumunii i Polski i otworzyło perspektywy na dalszą współpracę. Stanowiło przy tym znakomity przykład przechodzenia od dyplomacji kulturalnej do partnerstwa we współpracy międzynarodowej” („Od dyplomacji do międzynarodowej współpracy kulturalnej”, rocznik MCK nr 8).

Przez tych, którzy pamiętają mroczne czasy epoki Ceausescu, kiedy to każdy wyjazd zagraniczny naukowca (studenci w ogóle nie wyjeżdżali) wymagał osobistej zgody najwyższych czynników w państwie, ta normalna już dziś sytuacja przyjmowana jest z uczuciem ulgi; młodsi wiekiem oraz ci, którzy tej sytuacji nie znali (albo nie wierzyli!), w ogóle nie zauważają problemu. A ja pamiętam jeszcze sympozja naukowe polsko-rumuńskie, na które nikt z Rumunii nie dojechał...

*

Opisując współpracę polsko-rumuńską w skali całego kraju, zatrzymam się tylko na głównych, dających się dziś zauważyć, tendencjach. Chodzi mi o pokazanie działań wynikających bardziej ze spontanicznych inicjatyw niż tych, które są efektem polityki kulturalnej jednego czy drugiego państwa (nie znaczy to bynajmniej, że te inicjatywy nie znajdują oparcia w wyżej wspomnianych instytucjach).

Nośnym tematem, łączącym dziś kulturalnie Polaków i Rumunów (jak również Ukraińców, Żydów, Niemców, Węgrów, Ormian) okazała się wspólna przeszłość bukowińska. W 1991 roku odbyła się międzynarodowa konferencja naukowa na temat „Bukowina. Wspólnota kultur i narodów”, która dała początek kolejnym spotkaniom w latach późniejszych i zaowocowała publikacjami. „To pierwsze spotkanie przedstawicieli narodów z podzielonej Bukowiny nabrało wymowy symbolu wobec narastającej fali nacjonalizmów i nietolerancji w naszej części Europy /.../. Intencją organizatorów i uczestników konferencji, a zarazem autorów i wydawców niniejszego tomu było przypomnienie, że poza różnicami i podziałami coś mieszkańców Bukowiny także łączyło” - pisali we wstępie do wydanego rok później tomu K. Feleszko i J. Molas. Może właśnie także w wyniku takich działań, jak te podjęte przez animatorów ruchu „bukowinoznawczego”, ówczesne obawy narastania nacjonalizmów, wyrażone przez autorów, nie sprawdziły się. Ostatnia, czwarta już w Polsce konferencja bukowinoznawcza „O Bukowinie. Razem czy oddzielnie”, odbyła się w dn. 2-5 czerwca 1999 r. w Jastrowiu, tradycyjnie już podczas „Bukowińskich Spotkań”. Ten międzynarodowy festiwal folklorystyczny, organizowany już po raz dziesiąty przez dyrektora Pilskiego Domu Kultury, p. Zbigniewa Kowalskiego, na terenach, gdzie po II wojnie światowej osiedlili się bukowińscy przesiedleńcy, ukazuje Polakom niepowtarzalną różnorodność tej kultury, pozwalającej na zachowanie własnej tożsamości, odmienności, która nie stoi w sprzeczności ze współpracą i dobrym sąsiedztwem. Także ośrodek „Pogranicze - sztuk, kultur, narodów”, mający swą siedzibę w Sejnach jest miejscem organizującym środowiska twórcze, gdzie mamy do czynienia ze współpracą polsko-rumuńską. W ramach projektu „Otwarte regiony Europy środkowo-wschodniej” był jeden program poświęcony Siedmiogrodowi, a numer 10 pisma „Krasnogruda” (r. 2000), wydawanego przez tę fundację, poświęcony jest w dużej mierze Rumunii.

Zwracam uwagę na te jednoczące entuzjastów działania, które wykorzystują wspólną niegdyś przestrzeń kulturową Polaków i Rumunów jako punkt wyjścia. Sięgnięcie do dobrej strony stereotypu, łączącej się dla części Polaków starszego pokolenia ze współpracą i tolerancją w wielokulturowym społeczeństwie, jeszcze w okresie, kiedy słowo tolerancja nie było nadużywane, jest istotnym elementem budowy porozumienia naszych narodów dzisiaj. Ten model kulturowy, istniejący za czasów monarchii habsburskiej, kontynuowany w wielonarodowościowej Drugiej Rzeczpospolitej, gdzie, jak głosił popularny przebój z lat pięćdziesiątych „ czarnuszka Mołdawianka winogrona słodkie rwie”, zaowocował pojęciem ‘homo bucoviniensis’ - człowieka otwartego na wszelkie otaczające go kultury oraz czynnie w nich uczestniczącego.

Historia połączyła nas raz jeszcze w tragicznych okolicznościach początku II wojny światowej, kiedy to Rumunia udzieliła uciekającym we wrześniu 1939 r. Polakom pomocy. Ten fakt historyczny, po latach milczenia wymuszonego przez powojenną cenzurę, również ma szansę stać się zarzewiem współpracy i wzajemnego poznania się dzisiejszych pokoleń Polaków i Rumunów. Ośrodek „Karta” zajmuje się, między innymi, gromadzeniem dokumentacji z tego okresu. Miejsce to odwiedzają byli uchodźcy z Polski, napływają listy z Rumunii, powstała „kolekcja rumuńska” - zbiór prywatnych i urzędowych dokumentów, wspomnień, listów i zdjęć. W 1995 r. ośrodek zorganizował „Dzień rumuński”, w którym uczestniczyło ponad 200 osób, których wojenne losy związane były z Rumunią. Pisze o tym komisarz kolekcji rumuńskiej, A. Wancerz-Gluza: „Nie tylko poznałam fenomen pomocy, jakiej Rumunia udzieliła Polakom, ale i zapragnęłam upowszechniać tę wiedzę i swoje związane z tym wrażenia, bo widzę tu szansę zmiany stereotypowego wizerunku Rumuna u współczesnego Polaka” („Więź” nr 9). Dwie kolejne sesje popularnonaukowe (1999, 2000), zorganizowane w Suczawie przez Związek Polaków w Rumunii „Dom Polski”, przy współudziale Ambasady RP w Bukareszcie również wpisują się w tematykę stosunków polsko-rumuńskich. Te „Dni polskie” były okazją do spotkania się nie tylko badaczy tych problemów, ale przede wszystkim żyjących jeszcze świadków wydarzeń wojennych, których osobiste i wzruszające wspomnienia były dla młodszych pokoleń fascynującą lekcją historii.

Nieprzypadkowo też inny element, łączący nasze dwa kraje, w sensie geograficznym i kulturowym - Karpaty, okazuje się ośrodkiem, wokół którego gromadzą się w Polsce miłośnicy Rumunii - zwłaszcza ci, którzy chodząc po górach zainteresowani są etnografią. W almanachu karpackim „Płaj”, wydawanym przez Towarzystwo Karpackie, ukazują się teksty o Rumunii, dotyczące różnych dziedzin - począwszy od tych o charakterze czysto turystycznym, poprzez etnograficzne i historyczne, a skończywszy na tłumaczeniach ballad ludowych. Towarzystwo to organizuje też „Spotkania rumuńskie” o ambitnym programie, na które składają się również prelekcje i wystawy.

Spośród imprez o dużym znaczeniu, wspomnę jeszcze dwie ostatnie edycje Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. W r. 1999 Rumunia była gościem honorowym tych targów. Oprócz dużej i różnorodnej ekspozycji (choć, niestety, książek tych nie można było zakupić), oprócz możliwości zobaczenia licznych tłumaczeń z literatury polskiej na język rumuński, odbyła się promocja tomu poezji w wydaniu dwujęzycznym – „28 poetek rumuńskich”. Tego typu wydanie polsko-rumuńskie, najprawdopodobniej pierwsze, należy uznać za sukces we wzajemnych stosunkach kulturalnych, dowód współpracy, która przecież jest tematem tego artykułu. W maju 2000 r., na kolejnych targach w Warszawie, odbyła się promocja numeru „Literatury na Świecie” (nr 1-2), poświęconego w całości literaturze rumuńskiej. Praca nad tą publikacją przyniosła redakcji wiele pozytywnych wrażeń w kontaktach z rumuńskimi środowiskami twórczymi.

*

Działania, które opisywałam, są rozproszone - ale istnieją. Nie dopracowaliśmy się w Polsce powojennej ani w Trzeciej Rzeczpospolitej formuły, która organizowałaby te inicjatywy, miejsca, które przechowałoby pamięć o nich i w którym miałyby szansę na owocowanie w przyszłości. Warto może wspomnieć w tym miejscu, że w Polsce międzywojennej działało 9 rumuńsko-polskich stowarzyszeń i dwie biblioteki rumuńskie, a w Rumunii były 4 takie towarzystwa. Dzisiaj nie istnieje żadna organizacja czy instytucja o profilu kulturalnym, która realizowałaby szeroko zarysowany program współpracy między naszymi krajami.

Przypomnieć też należy, że przed II wojną światową w Ambasadzie Rumunii w Warszawie pracowały takie znane osobistości jak Lucian Blaga i Aron Cotruş, którzy inspirowali współpracę kulturalną i osiągnęli w tej dziedzinie znakomite rezultaty, a śledząc przedwojenne stosunki polsko-rumuńskie natrafiamy wciąż na postać wielkiego Rumuna - historyka, pisarza i polityka, doktora honoris causa m.in. Uniwersytetu Jagiellońskiego, premiera Rumunii w latach 1931-32 - Nicolae Iorga. Ich osobiste zaangażowanie w tę sprawę powodowało wzrost zainteresowania Polaków Rumunią, a ilość tłumaczeń z literatury rumuńskiej, artykułów o tematyce kulturalnej w polskiej prasie była znacząca. Dzisiaj rola ambasad i konsulatów w tej dziedzinie maleje, zastępują ją powoli inne formy - sieci i projekty. Niemniej jednak brak jest ośrodków łączących rozproszone działania - ośrodków, które pełniłyby rolę informacyjną, wskazywały partnerów pośród już istniejących, były miejscem nieformalnych kontaktów, czyli, odwołując się do zasady synergii, dawałyby szansę uzyskania dodatkowych efektów bez dodatkowych środków; potrzeba więc miejsc tworzących punkty oparcia dla osób, które mając dobre pomysły nie mogą ich realizować z powodu braku własnego zaplecza i kontaktów.

Szansę dla takiego działania widzę w tworzącym się właśnie Instytucie Polskim w Bukareszcie. Jednak, aby dyskusja mogła się dalej toczyć, musi być dla niej miejsce nie tylko w stolicach. Formą oparcia dla spontanicznych inicjatyw, miejscem poszukiwania sojuszników będzie również, mam nadzieję, towarzystwo polsko-rumuńskie, jakie planujemy założyć w Krakowie. Podkreślę tu jeszcze raz dużą rolę studentów - kontakty przez nich nawiązane dziś są nie tylko „na teraz”, będą również owocowały w przyszłości. Stowarzyszenie może też być punktem wyjścia do tworzenia relacji na innych płaszczyznach -związanych z turystyką kwalifikowaną czy współpracą ekonomiczną. Nie zapominajmy, że dziedziny te również są nośnikami kultury.

„Nic nie powstanie bez ludzi, ale nic nie przetrwa bez instytucji”. Inicjatywy już są, instytucje musimy zbudować.

Joanna Porawska



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas