poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
DENISA COMĂNESCU
Wiersze
DL 2000, nr 11 (169)

Pessoa

Patrzyliśmy razem na akację od strony ulicy.
Co rano to była nasza chwila intymności
Zostawiałam cię na stoliku w sypialni z oczami utkwionymi
w to co było na zewnątrz.
Wieczorem czekałeś na mnie pod drzwiami: z upodobaniem
odbywałeś ten sam rytuał który mnie uspokajał i sprawiał, że
łagodniałam.
Nazwałam cię Fernando Pessoa od razu pierwszego dnia
kiedy on przyniósł cię do domu, to było pod koniec października,
osiem lat temu: kłębek czarny w sam raz do karmienia pipetą.
Długi czas nie traktowałam cię poważnie –
wypełniałeś sobą korytarze znękanego małżeństwa.
Wiosną chciałam cię zostawić na wilgotnej ziemi,
tak desperacko wczepiałeś się w mój sweter,
że strach z twoich oczu ogarnął i mnie, jak gdyby ten skrawek
ziemi w obręczy z betonu wciągał nas oboje w głąb.
W pierwszych latach wychodziłam nie przejmując się tobą
zupełnie, aż on oznajmił że zniknąłeś.
Przez tydzień siedziałeś przyklejony do wierzchołka akacji,
widać było korę porysowaną twoim uściskiem.
Dzieciak wdrapał się po ciebie i ciągnął za łapę
aż ci ją złamał. W każdym razie, wspólnie wróciliśmy do domu.
Często cię głaskałam, mruczałeś wtulając głowę
w moją dłoń
i nagle wlepiałeś we mnie wzrok.
Minuty całe. Błyszczący światłem nie stąd.
Twoja obecność stała się dla nas nieodzowna.
Zbliżyłeś nas znów, oczyszczałeś nas codziennie
z przyniesionego z zewnątrz lepkiego błota.
Na gwiazdkę nie kupiliśmy choinki. Zawiesiliśmy kilka gałązek
przybranych bombkami w oknie. Kiedy przestałeś śledzić
ich tęczowe błyski, gdy nie wyszedłeś spod sterty
papierów i gazet, wrócił mój strach.
Wzięłam moje naczynie z morskimi muszlami z wyspy Rodos
i rozsypałam je wokół ciebie.
Czuwałam nad tobą do nocy sylwestrowej.
Sztuczne ognie rysowały na niebie
kształt bomby z Hiroszimy.
Ostatni spazm pozostawił twemu ciału chwilę
swobody w powietrzu, zaś oczom dał czas pogrążyć się
w ciemności.


Świat języka

Istota zdąża ku tobie
i tworzysz ją ze słów
lecz mroczne pomieszczenia mózgu
pozostają dla ciebie obce
jak małe demony z życia pustelnika.
Niekiedy twór niszczycielski
wytryska spomiędzy sylab
jak mól co uwił gniazdo
w żołnierskiej ranie z purpury.

Wojna jest rzeczywista.
Spokojne wieczory i księżyc
ułuda przerw
nakłaniających do zbrodni.
Słów ubywa.
Najbardziej kruche
najsamotniejsze ze świata języka
dzisiaj usiłowałam ocalić.
Z przeciętej żyły miłości
znaki morse'a
kapią powoli:
zdołam, później.



Tłumaczył KAZIMIERZ JURCZAK

„28 de Poete din România / 28 poetek rumuńskich”, Wydawnictwo Universal Dalsi, Bukareszt 1999

DENISA COMĂNESCU, ur. w 1954 r. w Buzău. Studiowała na Wydziale Filologicznym w Bukareszcie. Poetka i tłumaczka z języka angielskiego, redaktor Wydawnictwa Univers. Opublikowała tomiki: „Wygnanie z raju” (1977); „Nóż ze srebra” (1983); „Łódź na falach” (1987); „Ślad ognia” (1999).


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas