poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
SORIN ALEXANDRESCU
Paradoksy
DL 2000, nr 11 (169)

Pierwszy paradoks dotyczy miejsca Rumunii w europejskiej przestrzeni kulturalnej. Geografia i historia umiejscowiły nasz kraj między Europą Środkową, Europą Wschodnia, i Bałkanami, niczym łacińską wyspę zagubioną w morzu słowiańskim i węgierskim. Doprowadziło to do powstania czegoś, co będę nazywać „paradoksem przynależności”. Gdybyśmy zadali sobie pytanie, do której strefy należą Rumuni, odpowiedź byłaby dość zaskakująca: do wszystkich i do żadnej spośród stref wyżej wymienionych. Tak więc przestrzeń rumuńska ukształtowała się na pograniczu trzech różnych stref kulturalnych, a to zarówno zbliżało, jak i powodowało akcentowanie odrębności, jak to zwykle bywa na pograniczach. Dotyczy to nie tylko rumuńskiego obszaru kulturalnego. Czyż w przypadku Holandii i Belgii, Szwajcarii, a być może również Polski czy państw bałtyckich nie można mówić o interferencjach kulturalnych par excellence? I wreszcie: czy każdy kraj nie jest pośrednikiem między swoimi sąsiadami ? Oczywiście, każda odpowiedź na tak postawione pytania będzie uwzględniać różne odcienie tej powszechnej prawdy. Jednak w odniesieniu do Rumunów zjawisko to jest bardziej wyraziste, należy bowiem pamiętać, że góry Karpaty, dzieląc prowincje rumuńskie, które poddawane były dominacji i wpływom tureckim w przypadku Wołoszczyzny, rosyjskim i polskim w Mołdawii, austriackim i węgierskim w Siedmiogrodzie, rozgraniczały cywilizacje o całkowicie odmiennych strukturach społeczno-politycznych, kulturalnych i religijnych. Należałoby również wspomnieć o tym, że w całej swojej historii dzielnice rumuńskie nigdy nie były wszystkie razem w jednej strefie wpływów, natomiast zawsze, aż do końca XIX wieku (zresztą i później, chociaż w inny sposób) były obszarem pośrednim, buforem amortyzującym zderzenia między sąsiednimi olbrzymami: Austrią, Rosją i Turcją. Dlatego też nie mogły one znaleźć się razem w tym samym suwerennym państwie, za wyjątkiem okresu paru dziesięcioleci w XX wieku.

Rozmaite przemiany i wpływy krzyżowały się na rumuńskim terytorium, mieszając się czasami ze sobą, a w innych przypadkach unieważniając się nawzajem, a często także zapadając w głąb tej ziemi, ale żadna z nich nie zdołała zdominować życia duchowego Rumunii w sposób, który oznaczałby pełną integrację z którąś ze stref sąsiednich. Rumuni stworzyli własną kulturę, przejmując minimum wspólnych elementów z każdej ze stref sąsiednich, minimum, które umożliwiało wzajemne kontakty i które świadczyło jednocześnie o inności w porównaniu z sąsiadami. Dzięki takiemu podejściu potrafili oni zrównoważyć wszystkie te obce, często zresztą sprzeczne ze sobą wpływy. W okresie średniowiecza spoiwem łączącym narody podbite przez Turków na południe od Dunaju pozostawało prawosławie, które zresztą pomogło również Rumunom przeciwstawić się ekspansji węgierskiego katolicyzmu, chociaż z drugiej strony sojusz z katolickimi Węgrami był często jedynym sposobem, aby oprzeć się nawale muzułmańskiej. Stefan Wielki i Constantin Brâncoveanu - ten pierwszy ze względu na umiejętne utrzymywanie równowagi w stosunkach z Węgrami, Polską i Turcją, natomiast drugi z powodu podobnej gry prowadzonej wobec imperium otomańskiego, Rosji oraz imperium austriackiego - oto sławne przykłady dyplomacji, dla której, w istocie, nie było alternatywy.

Tak więc Rumuni musieli żyć i tworzyć na wąskim obszarze, który pozostawał wolny między potężnymi państwami i kulturami, czasami w warunkach opresji. Aby zachować tożsamość, musieli zawsze mieć na uwadze rozmaitość tego, co dzieli i różnorodność tego, co zbliża. Stąd właśnie brała się synteza kulturalna, ale także przychylność, a jednocześnie ostrożność wobec innych. Tolerancja i ciekawość w stosunku do sąsiadów, wobec obcych, idzie czasami w parze z niepodatnym na żadne zmiany sceptycyzmem i tradycjonalizmem, charakterystycznym dla narodu, który troszczy się o utrzymanie stosunków z innymi, a jednocześnie pragnie uniknąć podporządkowania, niezależnie od tego, jak się je urzeczywistnia: brutalnie czy łagodnie. Oto dlaczego problem „być i pozostać Rumunem” jest tematem o kapitalnym znaczeniu w tej kulturze, która zawsze musiała szukać dla siebie, czasem w sytuacji przymusowej, możliwości przetrwania. Mit tożsamości pozostawał stałym priorytetem w stosunku do wszystkich innych przesłanek o charakterze kulturalnym czy ideologicznym. Wymarzonym, lecz niemożliwym do spełnienia postulatem była integracja z łacińskim Zachodem. Chęć powrotu tam właśnie zrodziła motyw poszukiwania mitycznego gniazda, powrotu do korzeni, chociaż rezultaty tych poszukiwań często były powodem rozczarowań, bowiem obiecujące próby przeniknięcia na ten obszar nie zawsze oznaczały zadomowienie się tam na stałe. W XVII i XVIII wieku humanistów z Wołoszczyzny czy Mołdawii fascynowały Włochy, podobnie jak „łacinników” z Siedmiogrodu na początku wieku XIX; inteligencję rumuńską urzeka wówczas również Francja. Jednak zupełna lub prawie zupełna obojętność Zachodu, tak przecież podobnego, a jednak tak odległego, jak i odmienność bliskich sąsiadów, czasem agresywnych, rodzą poczucie bolesnego osamotnienia, dojmującą tęsknotę za miejscem, które nigdzie nie istnieje, zwiększają siłę oddziaływania własnych tradycji, w których Identyczność i Różnorodność żyją w zgodzie i wzbogacają się nawzajem.

Drugi paradoks dotyczy integracji w czasie, miejsca Rumunów w historii europejskiej. Wielkie etapy zachodniej kultury nie istnieją jako takie w Rumunii. To prawda, że poszczególne elementy tych etapów łatwo można tutaj rozpoznać, są one jednak dziwnie ze sobą pomieszane i zniekształcone. Zjawisko to będę nazywać „paradoksem równoczesności” w tym sensie, że następujące po sobie wielkie prądy kultury europejskiej znajdują odbicie w kulturze rumuńskiej na jednej płaszczyźnie czasowej. Brak rumuńskiego Odrodzenia czy Baroku jako odrębnych okresów kulturalnych nie oznacza, że nie pojawiali się humaniści i barokowe teksty (np. Dimitrie Cantemir) w tych samych ramach późnego średniowiecza. Zjawisko to jest jeszcze bardziej ewidentne w wiekach XIX i XX. W pierwszej połowie ubiegłego wieku współistniały ze sobą takie zjawiska jak filozofia oświeceniowa, klasycyzm, preromantyzm i romantyzm, podobnie jak w jego ostatnich dziesięcioleciach koegzystowały romantyzm, realizm, naturalizm i symbolizm. Więcej nawet, czasem jeden i ten sam pisarz jest pod tym względem zadziwiająco wieloznaczny: weźmy chociażby pod uwagę twórczość Gr. Alexandrescu z początku XIX stulecia i Al. Macedońskiego czy Barbu Delavrancea z końca tegoż wieku. W wieku XX poeta-symbolista Bacovia tworzy w tym samym czasie co dadaiści i surrealiści, a wielkie realistyczne powieści Liviu Rebreanu pojawiają się jednocześnie z „proustowskimi” powieściami Camila Petrescu i prozą Mircei Eliadego, w której dopatrywano się związków z pisarstwem Gide'a. Wtedy również tworzy swoje „absurdalne” opowiadania Urmuz. Oczywiście, w każdej literaturze niewielu jest pisarzy, których można jednoznacznie przypisać do jednego tylko kierunku, ale sądzę, że specyficzną cechą literatury rumuńskiej jest to, iż prawie żaden z wybitnych pisarzy, za wyjątkiem Eminescu, nie należy do jedynego prądu literackiego i że z powodu tego niezwykłego pomieszania owe prądy literackie udaje się rozpoznawać tylko poprzez teksty, a nie poprzez ich autorów. Tego rodzaju zbijającą z tropu odmienność można wytłumaczyć okolicznościami, towarzyszącymi pojawieniu się państwa i współczesnej kultury rumuńskiej. A może te wszystkie różnice i podobieństwa udałoby się ułożyć w jakiś koherentny obraz rumuńskiego ducha (psyche)? Symultaniczne traktowanie tego, co u innych występowało sukcesywnie jest, moim zdaniem, wyrazem niebezpiecznego, a zarazem szlachetnego dążenia do zdobycia nad nimi przewagi i szybkiego zrobienia czegoś, czego tamci dokonywali bez pośpiechu, próbą zupełnie odmiennego niż w innych kulturach wykorzystania czasu. Jeśli by poszukiwać w kulturze rumuńskiej śladów mitologizacji czasu, to należałoby ich upatrywać w desperackich próbach nadrobienia czasu utraconego. Ale zaraz zobaczymy, że ta ucieczka do przodu dotyczy raczej powierzchni zjawisk, bowiem w głębi stała obecność walorów tradycyjnych (folkloru) prowadzi do zanegowania upływu czasu. Kultura, widziana z tej perspektywy, jest tworem ponadczasowym. Wydaje się, że to, czego dokonano w Rumunii, powstało na przekór lub wbrew upływowi czasu.

Oznaczyłem powyżej przestrzeń kulturalną leżącą na styku między skrajnie różnymi cywilizacjami oraz pełen zagrożeń, niespokojny czas, jaki nasza kultura nieustannie usiłowała wyprzedzić. Pozostaje mi jeszcze scharakteryzować trzeci paradoks, polegający na występowaniu zjawiska ciągłości/nieciągłości w kulturze rumuńskiej. Pomimo odmiennych kolei losu i różnorodnych, często przeciwstawnych wpływów, które oddziaływały na sytuację w Mołdawii, na Wołoszczyźnie i w Transylwanii, język rumuński i kultura rumuńska wykazują zadziwiającą jednolitość, którą podważa jednak istnienie dwóch zasadniczych podziałów. Pierwszy z nich, wertykalny, polega na tym, że praktycznie mamy w Rumunii do czynienia z dwoma kulturami, tj. z folklorem i kulturą pisaną, podczas gdy u innych taki podział jest mniej widoczny. Wiadomo, że folklor rumuński ciągle jeszcze jest produktywny, ma swoich twórców, własną publiczność oraz własne środki wyrazu, które prawie w ogóle nie ulegają zmianie, chociaż mass-media przeniknęły również do środowiska wiejskiego. Kultura mówiona zawsze dublowała kulturę pisaną. Dlatego Rumun przyzwyczaił się widzieć w folklorze swoją prawdziwą, autentyczną kulturę, a tę drugą traktować jako coś raczej przejściowego, dodatkowego, jako suplement obarczony nieuchronnie naciskami lub wzorami pochodzenia zagranicznego. Charakteryzując folklor w świetle wyżej wymienionych paradoksów można by powiedzieć, że istnieje on w wymiarze wiecznym, podczas gdy literatura pisana jest zjawiskiem wymiernym czasowo, a więc nietrwałym. Sądzę, że u podstaw tego przekonania leży różnorodność folkloru rumuńskiego, który pod względem ideowym i emocjonalnym stanowi świat bogaty i spójny, zdolny sprostać wszelkim oczekiwaniom czy sytuacjom. Stąd brała się swoista pogoda ducha i przekonanie Rumunów, że dopóki istnieje folklor, tożsamość narodowa jest zachowana. Kultura oficjalna mogła być w języku starosłowiańskim lub greckim, mogła podlegać, jak to było w okresie późniejszym, wpływom francuskim i niemieckim, nie miało to większego znaczenia; „prawdziwa” kultura, to znaczy kultura mówiona, istniała nadal, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Spowodowało to powstanie hierarchicznego układu między obu kulturami, w którym czynnikiem dominującym był raczej folklor. „Autentyczne” życie duchowe narodu, pozornie niewrażliwe na zmiany zachodzące na powierzchni, rozwijało się niezmącone w głębi. Tym zaufaniem do wartości ponadczasowych można wyjaśnić fakt przetrwania kultury rumuńskiej w takich miejscach jak Transylwania, gdzie presja polityczna i kulturalna, szczególnie w XVIII wieku, były bardzo silne.

Wszystko to wynikało z niewiarygodnej trwałości feudalnych struktur myślowych, które podtrzymują twórczość folklorystyczną. W dodatku pisarze i artyści rumuńscy pochodzenia wiejskiego wnosili do sztuki „uczonej” tradycyjną ideologię swojej klasy i stąd właśnie brał się swoisty ich konserwatyzm. Kult tradycji hamował nie tylko wysiłki podejmowane w celu przeprowadzenia fundamentalnych reform politycznych i kulturalnych, ale opóźniał również proces radykalizacji inteligencji rumuńskiej. Od Eminescu po Blagę i łona Alexandru, od Creangi po Sadoveanu i Marina Predę liczni pisarze rumuńscy łączyli innowacje estetyczne z pewnym ideowym tradycjonalizmem. W porównaniu z kulturą innych krajów, na przykład z francuską, gdzie wielkie nazwiska to głównie pisarze, którzy w sposób najbardziej spektakularny zrywali z przeszłością, mogłoby się wydawać, że sytuacja w kulturze rumuńskiej jest niezwykła. Najdłuższa debata teoretyczna, prawdziwa „kłótnia między antykiem a moderną” w swojej rumuńskiej wersji rozpoczęła się w wieku XIX i trwała aż do drugiej wojny światowej, a nawet dłużej, mobilizując przeciw „modernistom” liczne i potężne ugrupowania „tradycjonalistów”. To zadziwiające, ale nawet tacy pisarze awangardowi jak Tristan Tzara, Fundoianu (znany we Francji pod nazwiskiem Benjamin Fondane), Voronca czy Vinea podejmowali w swojej twórczości stare motywy z repertuaru liryki ludowej. W istocie tradycjonaliści odwoływali się do folkloru z tym samym entuzjazmem, z jakim na Zachodzie przedstawiciele klasycyzmu traktowali spuściznę starożytności. Dlatego nie waham się nazwać, przez analogię, folkloru rumuńskiego oraz ideologii, na której się opiera, prawdziwym klasycyzmem rumuńskim, fundamentem późniejszych form kulturalnych. Oto powód, dla którego każdy rumuński gest kulturalny ukazuje swoje prawdziwe znaczenie właśnie w tym kontekście. Tak więc brak poczucia ciągłości jest dla intelektualisty rumuńskiego powodem wewnętrznego rozdarcia, stanem zawieszenia między obowiązkiem wierności wobec samego siebie i wobec władczego, powszechnie uznawanego świata tradycji, z którą należy się utożsamiać. Pospolite na Zachodzie etykietki polityczne w rodzaju „prawica” i „lewica” kulturalna mają w Rumunii specyficzne konotacje, co obiektywny historyk powinien brać pod uwagę, podobnie jak czynili to m.in. G. Ibrâileanu, a później E. Lovinescu w swoich pismach na temat roli krytycyzmu w rozwoju nowożytnej cywilizacji rumuńskiej.

Jest jeszcze drugi przejaw wspomnianego wyżej braku ciągłości, ale tym razem w płaszczyźnie horyzontalnej. Chodzi tu o przerwanie ciągłości procesu historycznego w kulturze rumuńskiej w początkach, a szczególnie pod koniec XIX wieku, kiedy to Rumunia zwróciła się definitywnie ku Zachodowi zrywając, a później skazując na zapomnienie swoje dawne związki ze światem bałkańskim. To przewartościowanie wynikało niewątpliwie z „paradoksalnego” położenia geograficznego Rumunii na skrzyżowaniu trzech zupełnie odmiennych stref kulturalnych, ale także z desperackich prób „ucieczki do przodu”, aby nadrobić opóźnienia w stosunku do cywilizacji zachodniej. Poszukiwano więc nadal tożsamości, ale gdzie indziej. Zerwanie z bliskim geograficznie środowiskiem kulturalnym oznaczało także zerwanie z nieodległą przeszłością. Państwo burżuazyjne i jego kultura pojawiają się w rezultacie gwałtownego zanegowania związków z feudalnym światem bałkańskim. Dokonuje się rewolucja w dziedzinie języka, w codziennym życiu, aby następnie przeniknąć do struktur społeczno-kulturalnych, aczkolwiek w nierównym tempie. Pod koniec XIX wieku rozbieżności przybierają charakter dramatyczny: próby przyspieszenia przemian politycznych są hamowane przez uporczywą krytykę ze strony „Junimii”. Świeżo powstałe państwo kapitalistyczne chwieje się w swoich posadach głównie wskutek opozycji intelektualistów.

Powstaje głęboki rozdźwięk między państwem a kulturą, między światem polityki a światem duchowym, między dążeniem do integracji za wszelką cenę z wartościami Zachodu i balastem przeszłości adorowanej jeszcze i szanowanej, między „ucieczką do przodu” a „ucieczką w przeszłość”. I chociaż konflikt państwo - kultura występuje dość często w nowożytnym okresie dziejów Europy, w Rumunii, jak sądzę, przybrał on szczególnie ostry charakter, a to z powodu bardzo krótkiego okresu czasu (w przybliżeniu trzecia ćwierć XIX wieku), w którym stworzono państwo i jego instytucje. Będę nazywał tę rozbieżność, trwającą faktycznie w Rumunii już od stu lat, konfliktem między nowoczesnym modelem społeczno-gospodarczym oraz anachronicznym modelem kulturalnym. Nie było tego rodzaju kryzysu w długotrwałym rumuńskim średniowieczu właśnie dlatego, że istniała zgodność między wyżej wymienionymi modelami. Tak więc nowożytna kultura rumuńska zrodziła się poprzez uświadomienie sobie własnej tożsamości i wskutek polaryzacji ideowej, która dała o sobie znać w chwili zerwania ciągłości między kulturą pisaną a folklorem, co w płaszczyźnie horyzontalnej oznaczało zerwanie ciągłości rozwojowej między światem feudalnym a nowoczesnym światem burżuazyjnym. Można by powiedzieć, że cała kultura nowożytna była niczym innym, jak poszukiwaniem nowej jedności, która pogodziłaby ze sobą rozbieżne modele społeczno-gospodarcze, ideowe i artystyczne. (...) Właśnie ze względu na swoje paradoksy kultura rumuńska mogłaby czerpać korzyści z przemian, które zachodzą w obrębie tradycyjnych hierarchii kulturalnych. Jej pograniczny charakter staje się nową wartością w momencie, gdy granice zacierają się i kiedy Zachód odkrywa nie tylko malowniczość, ale także znaczącą siłę Wschodu. Przejawy braku ciągłości występujące w kulturze rumuńskiej mogą okazać się atrakcyjne wówczas, gdy pojawiają się głębokie pęknięcia, podważające instytucjonalną ciągłość życia kulturalnego. Z drugiej strony archaiczny charakter kultury rumuńskiej może podbić zwolenników pierwotnych, spontanicznych środków wyrazu. A poza tym: czy fakt, że tak trudno ją zaszeregować nie mógłby być zachętą dla przeciwników wszelkich klasyfikacji i apodyktycznych sądów, wypowiadanych z różnych stron w trakcie starych i nowych ideologicznych wojen ?


Tłumaczył Jerzy Kotliński

Od autora: Niniejszy esej [którego fragment publikujemy] ukazał się w pierwszym numerze czasopisma „International Journal of Romanian Studies”, Lisse (Holandia) The Peter Ridder Press, vol. I, nr 1-2,1976, s. 9-20. Napisałem go w latach 1974-1975, z ówczesnej perspektywy charakteryzując literaturę rumuńską. I chociaż ta perspektywa uległa z czasem zmianie, pozostawiam tekst w pierwotnym kształcie. (S.A. 1998).

Odczytując ponownie niniejszy esej w roku 1998 stwierdzam ze smutkiem, że sytuacja rumanistyki prawie w ogóle nie uległa zmianie w ciągu ostatnich ponad 20 lat. Starania podejmowane na łamach dawnego czasopisma „Intemational Joumal of Romanian Studies”, aczkolwiek doprowadziły, jak sądzę, do wartościowych naukowo rezultatów, nie spowodowały zmiany międzynarodowego statusu naszej dyscypliny. To właśnie jest powodem, dla którego wznawiam wydawanie pisma i pozostawiam niniejszy tekst bez zmian. (S.A., sierpień 1998).

„Paradoxul român”, Wyd. Univers, Bukareszt 1998.

SORIN ALEXANDRESCU, ur. 1937. Krytyk i teoretyk literatury, kierownik Katedry Teorii Literatury w Amsterdamie, autor prac komparatystycznych, z których wiele zostało opublikowanych poza granicami kraju: „Logique du personnage”, 1973, „Roemenitë Verhalen van deze tijd” („Proza w Rumunii”) 1988; Figurative of the Art and End. 20-th century in Romania”, 1998. Książka „Paradoks rumuński” opublikowana została w roku 1998 w Bukareszcie.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas