poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [DL 2000, nr 9/10 (167/168)]
 
Anna Brzezińska („Przekrój” nr 28) powołuje się na „Ekonomię” jakiegoś Patrycego Nideckiego. Autorce pomylił się tłumacz i komentator „Ekonomiki” Arystotelesa Sebastian Petrycy z filologiem Andrzejem Patrycym Nideckim. (hm)

Ryszard Kapuściński („Lapidarium IV”, „Magazyn Gazety Wyborczej” nr 28) zachwyca się: „»Le Chewing gum des yeux« - świetny tytuł książki Ignacio Ramoneta o telewizji”. Ramonet jednak takiego określenia sam nie wymyślił; użył go John Mason Brown już w 1955, cytując je zresztą jako słowa kolegi swego syna. (hm)

Rafał Bubnicki („Plus-Minus” nr 28) twierdzi, że Jerzy Grotowski przebywając w Moskwie w latach 1955-1956 chciał poznać przede wszystkim twórczość Meyerholda i Wachtangowa, „których nazwiska znajdowały się wtedy na indeksie”. Autor przytacza też wspomnienie Ludwika Flaszena, odnoszące się do roku 1959: „Meyerhold to był wtedy w Polsce temat tabu”. Niemal w całości jest to mitologia. Wachtangow nigdy nie był na indeksie (przez cały czas, od 1926 jeden z teatrów moskiewskich nosił imię Wachtangowa), a Meyerhold został w r. 1955 „zrehabilitowany” i odtąd można było o nim swobodnie mówić i pisać. Jego tekst o Majakowksim już w r. 1956 opublikowały - „Zeszyty Teoretyczno-polityczne” „Nowych Dróg” - organu KC PZPR. (hm)

W interesującym artykule Mariusza Zawodniaka „Oswajanie klasyki. Kilka uwag o socrealistycznych wstępach” w tomie zbiorowym „Ostrożnie z literaturą” (IBL) pod redakcją Stanisława Balbusa i Włodzimierza Boleckiego znalazło się trochę nieporozumień, pomyłek i mylnych hipotez. Autor „nie może się np. oprzeć wrażeniu”, że zbiorowe „Dzieła” Słowackiego z r. 1952 ze wstępem Kazimierza Wyki „obmyślone zostały jako środek zaradczy” przeciw równoczesnemu wydaniu Kleinera, które takiego ideologicznego wstępu nie posiadało. Autor nie wie, że pierwsza z tych edycji (pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego, co przemilcza) była wznowieniem wcześniejszej edycji z r. 1949, podjętej staraniem Towarzystwa Literackiego im. Mickiewicza (nastąpiła tylko wymiana wstępu Krzyżanowskiego na wstęp Wyki - i o tym warto było napisać), która chronologicznie wyprzedziła wydanie Kleinera. Wbrew opinii Zawodniaka wydania te nie miały charakteru konkurencyjnego. Wydanie Krzyżanowskiego było edycją popularnonaukową, której wszystkie tomy ukazały się jednocześnie, wydanie Kleinera zaś to edycja krytyczna, z ogromnym aparatem filologicznym, realizowana stopniowo, przez 25 lat! Myli się też Zawodniak, gdy jako przykład nowej polityki wydawniczej, która nastąpiła w połowie lat pięćdziesiątych, podaje ówczesne 16-tomowe wydanie „Dzieł wybranych” Zapolskiej, bo nie ma tu już ustawiającej ideologicznie autora przedmowy. Przedmowy nie ma, ale jest w t. XVI obszerne posłowie o takim właśnie charakterze. (hm)

„Gdy Adam Mickiewicz pisał w rosyjskim już wtedy Wilnie »Konrada Wallenroda« - zaczyna zdanie Adam Krzemiński („Polityka” nr 32). Można dokończyć - „wtedy Kara Mustafa, wielki wódz Krzyżaków, szedł z dalekiej północy przez Alpy na Kraków”. Bo Mickiewicz pisał „Konrada Wallenroda” nie w Wilnie, lecz na wygnaniu w Rosji w latach 1925-1827. (hm)

Recenzent „Rzeczy o książkach” (nr 8) dziwi się, że w zbiorze powieści kryminalnych pisanych przez polskich autorów, „najwięcej trupów i krwi znajdziemy w powieści Kwiatkowskiego, który przeszedł do historii krytyki literackiej jako subtelny znawca poezji”. Recenzentowi pomylił się eseista i literaturoznawca Jerzy Kwiatkowski z prozaikiem Tadeuszem Kwiatkowskim, który jako Noel Randon ogłosił powieść, o której tu mowa. (hm)

Wzajemna adoracja utrzymana w tradycjach barokowego panegiryzmu panuje w piśmie Stowarzyszenia Autorów Polskich „Suplement”. W n-rze 6 Tomasz Teleśnicki pisze, że „profesor Grucza (jako kierownik Stacji PAN w Wiedniu) zrobił dla nauki polskiej więcej, niż wiele specjalnie w tym celu powołanych i opłacanych placówek, instytutów i ośrodków”. Wtóruje mu Adam Zieliński: o prof. Gruczy „każda superlatywa byłaby tylko niezdarnym niedomówieniem”. I nie bez racji, skoro prof. Grucza zorganizował w Wiedniu seminarium poświęcone twórczości Zielińskiego a następnie opublikował je jako t. II Biblioteki Wiedeńskiej Stacji PAN. W „Suplemencie” można znaleźć pochwalne omówienie tej książki, nadto zaś Sylwester Marynowicz wplata w swą korespondencję ze Styrii taką oto pochwałę Zielińskiego: „łączy w sobie niebywałą siłę sprawdzania się w wielu dziedzinach” i w każdej z nich „osiąga niebywałe, zaskakujące swoją rozległością i rozmachem wyniki. We wszystkich tych dziedzinach sięga po laury”. Pismo powinno zmienić swój tytuł - z „Suplementu” na „Komplement”. (hm)

Nakładem wydawnictwa „Małgorzata Marchlewska” ukazał się tomik „Listy do Muzy”. Prawdziwa historia nieskończonej miłości zawierająca korespondencję Zbigniewa Herberta z niewymienioną z nazwiska panią Haliną (z lat 1950-1997) . Uważny czytelnik nazwisko to jednak znajdzie, jeśli przypatrzy się formule „Copyright” na odwrocie karty tytułowej. Tomik wyróżnia się tym, że nie ma w nim ani jednego zdania komentarza. Jeszcze gorzej, że p. Małgorzata Marchlewska, która figuruje tu jako redaktor tomu, więc go przygotowywała do druku, nie potrafiła poprawnie odczytać nawet najbardziej znanych nazwisk w listach Herberta. Znajduje się więc tutaj jakiś Gisley zamiast Sisleya (s. 37), Rimbound zamiast Rimbauda (s. 39) Ehenberg zamiast Elzenberga (s. 43), Lukars zamiast Lukácsa (s. 105, 120, 130), Lichmak zamiast Lichniaka (s. 101), Fleszer zamiast Flaszena (s. 117). (hm)

By pochwalić zasługi Jana Brzechwy na polu bajkopisarstwa dla dzieci, Wojciech Orliński („Gazeta Wyborcza” nr 190), pisze „o opłakanym stanie”, w jakim znajdowało się ono przedtem, czego przykładem mają być obfitujące w okrucieństwo bajki braci Grimm i Andersena, a zwłaszcza makabryczne utwory Wilhelma Hauffa, który lubował się w opisywaniu kar spadających na nieposłuszne dzieci.
Cały ten wywód to pomieszanie z poplątaniem: bracia Grimm nie byli bajkopisarzami, lecz uczonymi zbierającymi teksty folklorystyczne, w baśniach Andersena niewiele jest okrucieństwa, owe makabryczne wierszyki wyszły spod pióra nie Wilhelma Hauffa (skądinąd autora pięknych baśni jak „Kalif bocian”, „O Almanzorze” lub „Losy Saida”), lecz Heinricha Hoffmanna. No a przede wszystkim - przed Brzechwą była jeszcze Konopnicka (można nie lubić jej sierotki Marysi, lecz nikt nie odmówi świetności „Stefkowi Burczymusze” czy „Muchom samochwałom”), Leśmian, Makuszyński, Tuwim... O nich wszystkich chwalca Brzechwy zapomniał. (hm)

„Plus-Minus” (nr 32) publikuje esej Tadeusza Pióro poświęcony poezji polskiej drugiej połowy XX w., przeznaczony dla niemieckiego katalogu, który ma towarzyszyć październikowym Targom Książki we Frankfurcie. Esej jest z konieczności krótki. O Miłoszu i Herbercie czytelnik niemiecki dowie się z niego tyle tylko, że Tadeusz Różewicz się od nich różni. A nazwiska Wisławy Szymborskiej w ogóle nie znajdzie w tym przeglądzie. Autor natomiast nie poskąpił miejsca, by scharakteryzować np. „uwodzicielskie” - jak pisze - dykcje poetyckie Andrzeja Sosnowskiego i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. (hm)
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas