poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KRASIMIR DAMJANOW
Brzeg
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Z początku przypomniał sobie, jak łódka pojawiła się zza zakrętu rzeki i jak pobruździła jej wody. Na rzece nie było nikogo prócz nich: żadnego statku, ani jednego człowieka w dole...

Słońce chowało się za ich plecami a cienie sunęły przodem - jeden większy, a drugi mniejszy - pochylające się równomiernie, bardzo długie, niby zmęczone, rozciągały się na wodzie.

W łódce z opuszczonymi wiosłami dziecko i mężczyzna w milczeniu śledzili przesuwające się brzegi, rzeka rozścielała się przed nimi szeroka i gładka, rozrywana jedynie ciemnozielonymi klinami wysp. Na ich piaszczystych plażach wokół nurtów i mielizn nadal można było jeszcze wyraźnie odróżnić, nawet z daleka, ślady ptaków wodnych, które siadały tam w południe, lecz teraz i one spały, pogrążone w ciszy.

Pod wieczór, na krótko przed zmierzchem, kiedy nad wodą zaczęły krążyć pierwsze jętki jednodniówki i brzeg pobielał od ich skrzydeł, dziecko zapytało:

- Co to jest?

- Jętki jednodniówki - przypomniał sobie mężczyzna.

- Dlaczego się tak nazywają?

- Bo żyją tylko jeden dzień.

- Tak krótko? - niedowierzająco zapytało dziecko.- Dokąd lecą?

- Spieszą się, żeby wrócić na brzeg - wyjaśnił mężczyzna. - Potem spadają, a za nimi rzeka zalewa mielizny.

- A co teraz robią ? Dlaczego latają parami ? - zapytało dziecko i pokazało białe motyle. -Co robią zanim wrócą na brzeg ?

- Wiesz, jest taka zabawa - uśmiechnął się mężczyzna. - Kręcisz się, kręcisz w kółko, wybierasz kogoś i kręcisz się razem z nim... Znasz ją ?

- Znam, a potem ?

- Potem... nic - powiedział mężczyzna.

- Oto zatoczka. Patrz uważnie na brzeg!

Mężczyzna skierował łódkę w stronę wierzb, a wiosła zaskrzypiały mu w rękach.

- Widzisz korzenie? - zapytał.

- Nic nie widzę - powiedziało dziecko i skuliło się w łódce. - Nie chcę na brzeg!

- Posłuchaj, musimy wysiąść, zapalić ognisko... Później położymy się spać, a jutro popłyniemy dalej... To takie cudowne miejsce!

- Zostańmy i prześpijmy się w łódce, nie możemy?

- Możemy - powiedział mężczyzna - ale robi się chłodno. Dlaczego nie chcesz na brzeg? Czego się boisz?

- Niczego, a jeśli nie zdążą tam wrócić, co się z nimi stanie?

- Z kim?

- Z białymi motylami... Jeśli nie wrócą na brzeg?

- Popatrz na mnie - mężczyzna dotknął nagiego ramienia dziecka i przytulił je. -Żal ci ich, mam rację?

- Nie chcę na brzeg!

- Niepotrzebnie się boisz. Kiedy dorośniesz, zrozumiesz - powiedział mężczyzna. - One żyją bardzo krótko. Jeden dzień. Ale to im wystarcza, wierz mi... Bo nie wiedzą, że istnieje następny i następny i następny dzień! I jeszcze wiele dni...

Potem opuścił wiosła, łódka rozgarnęła wierzby i rzeka znów ją porwała swoim nurtem.

- „Tylko jeden dzień... - przypomniał sobie. - Ale co to był za człowiek, łódka, dziecko?... Tak, to był mój ojciec!” I jeszcze zanim to sobie uświadomił, brzeg oddalił się. Zobaczył w uniesieniu jak łódka skryła się za zakolem rzeki, tak jak się pojawiła - cicho, bez wiosłowania. Potem, na chwilę przed przebudzeniem w białej sali przesyconej zapachem karbolu, dopóki nurt niósł ich wśród drżących skrzydeł jednodniówek, zdążył usłyszeć zapomniane słowa piosenki, którą obydwoje wymyślili podczas tego dalekiego i niezapomnianego spływu: „...bez żagli, bez wioseł, w dół, rzeką w dół...”

Dziecko wyprostowało się w łódce, mężczyzna uśmiechnął się.

*

Wypływała powoli, lekkimi pchnięciami wioseł, rozlewając się od piersi na jego całe upojone ciało. Melodia przebrzmiała wiele lat temu zanim otworzył oczy, a z nią- słowa. Na próżno próbował wywołać je z pamięci, podczas gdy coraz wyraźniej rozpoznawał swoją twarz w kulistej poświacie reflektora. Zatopiony w fioletowym blasku sali, teraz pragnął jedynie, by wszystko nadal trwało, by się powtórzyło - łódka, dziecko... - by mówił do ludzi pochylonych nad nim.

Po kilku dniach, kiedy zaczął powoli stąpać, pokonując potajemnie dziesięć męczących kroków do okna, zaskoczyła go pielęgniarka. Znalazła go opartego o parapet, patrzącego z natężeniem w dal. W uliczce naprzeciwko kilkoro dzieci biegało w kółko, kręciło się, trzymając się za ręce, ale hałas uliczny i wiatr przeszkadzały mu w zrozumieniu słów. Wychwycił je bardziej intuicyjnie, aniżeli słyszał. Pielęgniarka zaniepokojona śledziła jego twarz. „Proszę sobie przypomnieć- poprosił cicho - jak się nazywa ta zabawa?... Ale jeszcze zanim odpowiedziała, zanim doszedł do niego jej głos, on już wiedział...

„...bez żagli, bez wioseł, w dół rzeką- i nagle, niemal z rozdzierającą ulgą przypomniał sobie brzeg - ... w dół, w dół, rzeką w dół...”

Późno w nocy obudził się, znalazł po omacku ołówek i zapisał słowa na szafce. Wiedział, że rano będą wyglądać na niezrozumiałe i obce, staną się jak smutni goście przy łóżku. Ale zapadł w nieprzebudzony sen, po raz pierwszy od wielu nocy, powracając do swego snu z uczuciem, że usłyszał coś istotnego i niezmiernie ważnego, coś, co już kiedyś było i jeszcze długo, bardzo długo będzie, dopóki łódka i dziecko nie zatrzymają się na brzegu...


Tłumaczyły:
Agnieszka Dubel
Anna Migo

KRASIMIR DAMJANOW (ur. 1948). Autor tomów opowiadań Zaszto njama Bog (Dlaczego nie ma Boga) 1982 i Djawołski nokyt (Diabelski pazur), 1985. Jest również autorem opowiadań dla dzieci. Prezentowane opowiadanie Brjag (Brzeg) pochodzi z tomiku Zaszto njama Bog (Dlaczego nie ma Boga).

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas