poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z KONSTANTINEM PAWŁOWEM rozmawia Iwan Matanow
Dalej śnię według własnego scenariusza
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Nietzsche w swoim dzienniku odnotowuje, że najlepszym autorem bywa ten, kto waha się czy zostać pisarzem. Pana postawa w jakimś sensie potwierdza to stanowisko - kilka razy odmawiał Pan wstąpienia do Związku Pisarzy Bułgarskich...

Nie znoszę, gdy nazywa się mnie „poetą” (lub co gorsza „satyrykiem”). I nie ma to żadnego związku z wątpliwościami. Kilka dziesięcioleci porządni ludzie traktowali to określenie jako obelgę. Ale skądinąd jestem przekonany, że istnieją szacowni poeci, tak samo, jak spotyka się pobożnych biskupów.

Nawet dziś bywa Pan nazywany „wyklętym” poetą. Jak traktuje Pan tego rodzaju określenia?

Uzgodniliśmy już kwestię „poety”... Ale skąd się wzięło określenie „wyklęty”? Są i tacy, którzy uważają, że zaliczam się do „błogosławionych”, jednak nie przez Boga, lecz jego głównego oponenta.

Bardzo często Czas weryfikuje, zdawałoby się raz na zawsze ustalone, opinie. Tak więc ...

Mimo upływu czasu nie sprzeniewierzył się pan własnej tożsamości. Jak Pan sądzi, które praktyki z przeszłości stanowią największe zagrożenie?

Ustalmy najpierw, co oznacza „zachowanie tożsamości”... Przecież tożsamość jest jądrem, istotą człowieczeństwa. W takim sensie wszyscy zachowaliśmy własną tożsamość. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo kto ma prawo być dumnym ze swojej „tożsamości”, a kto ma się jej wstydzić. Co do „najgroźniejszych praktyk przeszłości”, to za taką uznałbym rodzaj zapalczywości, z jaką oddajemy się przyszłym „niebezpiecznym praktykom”. Życie upływające pod dyktando dwóch epok jest obciążone podwójną winą. Ja osobiście, bez zbędnego patosu, traktuję życie takim, jakie ono jest. Jestem jaki jestem. Odrobina fatalizmu (jak żelatyna) pomaga mniej bezboleśnie przełknąć i jedno, i drugie.

Najogólniej mówiąc uprawia Pan poezję polityczną -czy jest dla niej jakaś przyszłość w społeczeństwie demokratycznym?

Nie sądzę, aby to, co piszę można nazwać „poezją polityczną”. Z pewnością nie robię tego świadomie - słowo honoru. A jak to jest odbierane-trudno mi powiedzieć. Po prostu czasy są niezmiernie upolitycznione. Mam na myśli ostatnie 1300 lat. Gdy zapyta Pan jakiegoś komsomolca z mojego pokolenia, co czuje, gdy widzi gołębia, bardzo prawdopodobne, że wyrecytuje: „Niech żyje walka o pokój!” lub też zaśpiewa: „Bój to jest nasz ostatni...” Ten przykład uzmysłowi Panu, że niewinny gołąb nieoczekiwanie wywołuje polityczne skojarzenia. A jeśli zda Pan sobie sprawę z tego, że w stolicy mamy nadmiar gołębi...

Podobny wydźwięk polityczny ma też „najczystsza” poezja. W ostatecznym rozrachunku każda epoka drogą interpretacji, w sobie właściwy sposób, profanuje teksty i z tego powodu tak trudno być autorem strof „dla potomności”. W pewnym sensie jestem przerażony, że moje intencjonalnie „czyste” teksty sprzed trzydziestu lat właśnie teraz, w demokratycznym społeczeństwie, zaczynają brzmieć „politycznie”. Włos się jeży na głowie. Nie chciałbym...

Jesteśmy świadkami swoistej demitologizacji wielu twórców. Pan też stał się obiektem...

Spodziewam się kłopotów z demitologizacją mojej osoby! Byłoby to coś w rodzaju deklerykalizacji (lub rozkułaczania) kogoś, kto nigdy nie był popem lub kułakiem. Mamy do czynienia ze zjawiskami, które są konsekwencją nieczystego sumienia, czy jak mniemam perwersyjnej zawiści - nieprzepartej chęci zdyskredytowania mnie, nawet brudząc sobie ręce. Fetyszyzm. Stara miłość-jakieś anonimowe donosy na mnie. Z Tamtych czasów. Czarno na białym. (Domyślam się, że robi się to i dzisiaj). Nie zdradzam niczyich nazwisk, ze względu na iluzje, jakimi karmią się ich dzieci i najbliżsi, ale uprzejmie proszę, by w przyszłości prowadzili się przyzwoiciej. Gdyby to było możliwe, zemściłbym się darowując im swoje życie - niech spróbują godniej je przeżyć. Co Pan na to?

Poeta jest wrażliwą istotą-jego przywilejem jest milczenie. Zgadza się Pan z tym sądem w odniesieniu do własnej osoby?

Nie chodzi o milczenie. Po prostu nie mam ochoty mówić głupstw. Czy nie razi pana masowy brak poczucia wstydu,

który pozwala starym (i młodym) zakompleksionym osobnikom demonstracyjnie obnosić się ze swoją prostacką głupotą. Nie tęskni pan za minionymi czasami, gdy nadzwyczajny przywilej wygłaszania idiotyzmów przysługiwał wyłącznie pieszczochom władzy. No, ale dosyć o tym, bo chyba popadam w jakąś nostalgię...

Gerow zaleca czytanie Dałczewa w czasach kryzysu. A jaką Pan proponuje receptę na przetrwanie?

Na szaleństwo nie ma uniwersalnej metody. Ja, od czasu do czasu, skrobnę kilka linijek. W ten sposób udaje mi się zatrzeć granicę między rzeczywistością i zmyśleniem. Nie jestem przekonany do końca czy taka granica istnieje... Chcę powiedzieć, że śnię według własnego scenariusza.


Tłumaczyła Celina Juda

Wywiad (udzielony w lutym 1993) opublikowano w zbiorze: Konstantin Pawłow, „Interwjuta” („Wywiady”), Fakeł, Sofia 1995, s. 57-59.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas