poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ELŻBIETA SOLAK
Język na zakręcie. Impresje o języku posttotalitarnej Bułgarii
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Zmiany, jakie zaszły w świadomości mieszkańców dawnego bloku komunistycznego po 1989 r., zapewne jeszcze na długo pozostaną przedmiotem zainteresowania badaczy i tematem wielu analiz. Już dziś można jednak stwierdzić, że dokonującym się przekształceniom ustrojowym towarzyszyła radykalna zmiana wzorców zachowań społecznych (w tym językowych). Dla językoznawcy problem „języka przemian” to nie tylko kwestia innowacji w systemie gramatycznym i leksykalnym, ale i odmiennego sposobu posługiwania się słowem, np. w komunikowaniu się władzy ze społeczeństwem (i społeczeństwa z władzą). W tak rozumianej metamorfozie języków w krajach postkomunistycznych dostrzec można szereg tendencji o charakterze uniwersalnym, jak i takich, które stanowią pochodną specyfiki lokalnej, na którą- obok odstępstw od scenariusza aksamitnej rewolucji - składa się konotowana w języku suma doświadczeń historycznych.

Rosyjscy znawcy tematu, W. Mokijenko i B. Norman, sprowadzają owe uniwersalia do trzech, za to niezmiernie istotnych tendencji. Pierwsza, to tendencja do neologizacji (określanej też jako nowelizacja), rozumianej jako nagłe pojawienie się w języku wielu nowych elementów, szczególnie leksykalnych. Druga, to tendencja do zwiększenia ekspresji języka. Trzecia zaś, to tendencja do demokratyzacji, czyli, mówiąc inaczej, liberalizacji i rozciągania normy. Jak to działa w praktyce? Cóż, burzliwa końcówka XX w. sprawiła, że przed zapóźnionymi cywilizacyjnie obywatelami Europy Wschodniej w przyspieszonym tempie zaczęły się otwierać szerokie obszary dotąd nieznane, a więc wymagające nazwania. Wszak to, co syta i znudzona Europa (i Nowy Świat...) gromadziły przez pół wieku, wrzucone zostało do siermiężnego worka pod nazwą Osteuropa niemal w jednej chwili... Z drugiej strony, nowe doświadczenia polityczne zmusiły też niejako lokatorów owej Ost- do rewizji (czy weryfikacji) mechanizmów samookreślenia i tożsamości - wszak szereg realiów, z którymi dotąd się identyfikowali, bądź przez które się definiowali, odeszło w niepamięć. Człowiek radziecki, sekretarz POP, kołchoźnica, członek Rady Państwa, pracownik pegeeru, laureat festiwalu w Kołobrzegu/Zielonej Górze, komsomolec, pionier, czawdarcze, towarzysz....

W przypadku Bułgarii inwazja zapożyczeń przebiegała według tych samych reguł, co gdzie indziej - co w szeregu przypadków oznaczało właściwie brak reguł, bo o pojawieniu się w języku danej nazwy, czy mówiąc dokładniej - leksykalnego wykładnika określonego pojęcia - decydowała zazwyczaj kolejność wchodzenia na rynek nowych firm, towarów i usług, a także stopień nasilenia kampanii reklamowej. Stąd do obiegu trafiły szybciej niż inne takie wyznaczniki nowego, niekoniecznie konsumpcyjnego, modelu życia, jak (tu proponuję małą lekcję bułgarskiego, z ciężkim sercem stosując przyjęty przez literaturoznawców system transkrypcji bułgarskiej cyrylicy): mobifon «przenośny telefon», printer «drukarka komputerowa», ekszyn «film akcji», anons, yndyrgraund, barbekju, bodigard, bistro, butik, eyrbus, fen, fitnis, frizer «lada chłodnicza, lodówka sklepowa», fjuczyrs, gastarbajter, gryndż, chobi «hobby», imidż, kesz, market, pynk «punk vel pank», rapyr «raper», reketjor, reket, reketjor, rejndżyr, tinejdżyr, uikend, szerif, szoumen, woajaż. Próżnia, jaka powstała wskutek erozji kruchych (choć rzekomo naukowych) podstaw teoretycznych komunistycznej utopii, praktycznie bez ograniczeń wchłaniała łatwą w adaptacji do bułgarskich potrzeb leksykę międzynarodową związaną z ekonomią, sferą finansów, przepływem informacji, polityką i życiem społecznym, a więc tymi dziedzinami, które z założenia chyba skazane są na globali-zację. Przykłady? Ałternatiwa, antitotalitaren, aukcion, barter, biznes, bjudżet, broker, brifing, chardlajnyr «zwolennik twardej linii hardliner», demonopolizacja, demilitarizacija, demontaż, depolitizacija, destabilizacja, dewałwacija «dewaluacja», dezintegracija, diłyr «dealer», distributor, diwidenti, disbałans, dymping, elektorat, fermer, holding, indeksacija, inflacija, inwesticija, koalicija, koncesija, konkurencija, kon-solidacija, lizing, łobi «lobby», masmedija, mediacija, meni-dżyr, menidżmynt, neototalitarizym, neokomunizym, oferta, ofis, opozicija, posttotalitaren, postkomunisticzeski, preferencija, psewdodemokracija, psewdosocializym, rejting «sondaż, notowania w sondażach», rekomunizacija, restitucija, sertifikat, restitucija, sponsor, transfer.

Do obiegu weszło szereg skrzydlatych słów i zleksykalizowanych metafor, które (też jako językowe dominanty tego okresu) znamy w wydaniu polskim: neżna rewolucija «aksamitna rewolucja», krygła masa «okrągły stół», etniczesko proczistwane «czystka etniczna», grad na istinata «miasteczko prawdy», potrebitełska kosznica «koszyk cenowy», skok na cenite «skok cen», szokowa terapija, totalitarna maszina, nacionałno sygłasie «zgoda narodowa», prawen wakuum «próżnia prawna», grażdanski mir «porozumienie obywatelskie», konstruktiwen diałog «konstruktywny dialog», infłacionna spirała «spirala inflacji», infłacionen impułs, monetarna politika, konstitucionen red «porządek konstytucyjny)), pazar w sjanka «szara strefa», spretwam kompromat «zawrzeć kompromis», pere mrysni pari «prać brudne pieniądze», sociałno prostranstwo «przestrzeń socjalna», prawitelstvo w sjanka «gabinet cieni» etc.

Druga strona medalu (czy też osobny rozdział) to zmiany w języku bułgarskim stanowiące przejaw rozrachunku z przeszłością. Były to zwykle regulowane odgórnie znane skądinąd przekształcenia w nazewnictwie obiektów jednostkowych. Przemianowanie dotknęło w Bułgarii nie tylko nazw ulic, placów, zakładów pracy, ale i niektórych miast. Tak jak gdzie indziej, detronizacja starych, komunistycznych świętych i przywrócenie starych nazw „sprzed 9. września” miało uwiarygodnić i przypieczętować nieodwracalność nowej rewolucji - gest stary jak świat, nasuwający nieodparte skojarzenia z Księgą Rodzaju: nadając imię powołujemy do życia (wydobywamy z nicości?) nowe byty, przywracając stare -wskrzeszamy (jakie to boskie...). Z drugiej strony, jeśli wziąć pod uwagę fakt usytuowania przemianowywanych obiektów w konkretnej przestrzeni fizycznej, w grę wchodził dodatkowy element strategii psychologicznej nowej ekipy: zawłaszczanie przestrzeni i przejmowania nad nią kontroli. Nietrudno dostrzec tu i inne mechanizmy kompensacyjne z pogranicza manipulacji - ten nowy chrzest Bułgarii pięknie się komponował tak z wybuchem zakazanego do wczoraj manifestowania religijności obrzędowej (masowe chrzty i śluby kościelne kilku pokoleń Bułgarów), jak i z narodowym mitem bułgarskiego złotego wieku, zapoczątkowanego chrztem Bułgarii przez księcia Borysa - symbolicznie wprowadzającego Bułgarów do Rodziny Europejczyków (wszak chrzest przyszedł z Rzymu, a nie Bizancjum...). To tak, jakby historia zatoczyła koło - w ten oto sposób dawał o sobie znać kompleks Osteuropejczyka - Europejczyka drugiej kategorii, czującego się w obowiązku stale uzasadniać swoje prawo do „powrotu do Europy”... Skąd my to znamy? Restytucja przedwojennych nazw ulic i innych elementów topografii Sofii: plac księcia Aleksandra Battenberga (daw. 9-tego września), bulwar księżnej Marii Luizy (dawniej Georgi Dymitrowa), Skwer/park cara Borysa (Park Wolności...) etc, zdawała się mówić: „Jesteśmy, zawsze byliśmy Europejczykami - patrzcie, rządzili u nas członkowie największych dynastii europejskich...”

Przypomniano też sobie nagle, że wśród średniowiecznych patronów instytucji kulturalnych - uniwersytetów, bibliotek, nie brak takich, którzy - jak Klemens z Ochrydu, Cyryl i Metody - poza niewątpliwymi zasługami dla kultury bułgarskiej do zaoferowania mają jeszcze przemilczaną do niedawna świętość. Korekty nie omieszkano nanieść w nazwach -Uniwersytet Sofijski im. Klemensa z Ochrydu jest dziś Uniwersytetem Sofijskim im. św. Klemensa z Ochrydu, Biblioteka Narodowa im. Cyryla i Metodego - Biblioteką Narodową im. św. św. Cyryla i Metodego itd. Nadgorliwość czy wyraz nostalgii za czasami, w których Cerkiew była ostoją bułgarskości i nadzieją na przyszłość? A może próba powrotu do duchowości prawosławia jako symptom poszukiwania utraconej nagle tożsamości? Czy tylko umiejętne wygrywanie narodowej mitologii?

Przytoczone powyżej przykłady nie wyczerpują pomysłowych nieraz sposobów symbolicznego nawiązywania do tradycji, jak np. wykorzystywanie w niektórych nazwach firm grafiki (pisowni) sprzed reformy ortografii 1945 r. Nawet jeśli na powierzchni było to tylko symboliczne wyparcie ubiegłych lat z górą czterdziestu pod pretekstem powrotu do życia praktyki zastrzeżonego znaku towarowego, nie sposób nie spojrzeć na to jako na doskonały zabieg marketingowy (z profesjonalną socjotechniką w tle) - stara pisownia > stare dobre czasy > stara (a więc budząca zaufanie!) firma...

Jednym z najbardziej spektakularnych i konsekwentnych przykładów zacierania śladów komunistycznej przeszłości poprzez symboliczny powrót do „starych, dobrych czasów” była też (oznaczająca radykalny przewrót w dotychczasowej etykiecie językowej) restytucja form grzecznościowych gospodin, gospoża, gospożica (poi. «pan», «pani», «panna»), nota bene usankcjonowanych na przełomie wieków XIX--wiecznych zapożyczeń z rosyjskiego, rugujących (też z powodów, a jakże, politycznych) pozostające podówczas w użyciu kir, kirija (z gr. pan, pani) i baj («pan», adresowane do osób starszych, nacechowanie swojskością i bardziej poufałe). Tym razem gospodin i gospoża wyparły z etykiety językowej (bo nie ze słownika w ogóle) określenia drugar, drugarka - wykładające się najprościej jako towarzysz, towarzyszka, choć z czasem funkcjonalnie bliższe poi. pan, pani. Nie bez znaczenia wydaje się fakt, że podobnie jak poprzednia zmiana, i ta przeprowadzona została odgórnie - decyzją (aż!) parlamentu. Polityczny charakter tego posunięcia przysłonił kilka istotnych szczegółów natury praktycznej: po pierwsze, przedwojenne gospodin, gospoża dotyczyło jedynie wąskiego kręgu mieszkańców miast, na wsi ten model był prawie nieznany; po drugie, drugar, drugarka, zapożyczone do języka oficjalnego ze sfery prywatnej, początkowo widziane niechętnie ze względu na te nie całkiem oficjalne konotacje, stopniowo (może właśnie dzięki nim) upowszechniły się nawet w środowisku wiejskim i w latach 80-tych jako uniwersalne formy grzecznościowe były równie przezroczyste, jak poi. pan, pani (wszak wyrażenie „pan Kowalski” nie jest jednoznaczne z „Kowalski jest panem”). Bo poza etykietą, w sferze prywatnej, drugar plasuje się wyżej niż kolega, znajomy, czy nawet dobry znajomy, poniekąd zakresem pokrywając się z poi. przyjaciel. Poniekąd, bo jak twierdzą sami Bułgarzy, prawdziwy drugar to ktoś więcej niż prijatel - to określenie przyjaciela z ławki szkolnej, kolegi z wojska, a nawet małżonka, a więc wykładnia zgoła etymologiczna: «alter ego» kontra «ten, co sprzyja, przychylny»... Swoją drogą, niezbyt to dalekie od polskich towarzyszy zabaw dziecinnych, towarzyszy broni, towarzyszki życia, towarzyszenia i towarzystw oraz stowarzyszeń... Przypuszczam, jak mogło się kojarzyć niegdysiejszym Polakom upowszechnienie etykiety partyjnej, u Bułgarów wciągnięcie do obiegu publicznego intymnego drugara wywołało podówczas, jak pisze Iskra Angełowa, sporą konsternację - zwłaszcza u pań domu, które określenia tego używały wymiennie z mało romantycznym syprug («małżonek», etymologicznie: «współzaprzęgnięty»...). Te same zresztą (małżeńskie głównie) konotacje wywoływała w pierwszych latach tryumfującej komunokracji rzeczona drugarka. A jeśli w dodatku była panną...

Aczkolwiek formy gospodin, gospoża (rzadziej gospożica) używane były i w minionym czterdziestoleciu, to prawie wyłącznie w odniesieniu do cudzoziemców i to na gruncie służbowym (np. w biurach Bałkanu, Bałkanturistu), jako - z jednej strony swoisty przejaw snobizmu - dowód na znajomość światowych (a więc nie własnych) form grzecznościowych, z drugiej -jako podkreślenie dystansu wobec rozmówcy. Niewykluczone, że praktyka pracowników bułgarskich agencji wyspecjalizowanych w obsłudze turystów była wyłącznie pochodną międzynarodowego schematu biletu (umożliwiającego jednoznacznie identyfikację płci), w sferze znaków działało to jednak jako wyraźny sygnał odrzucenia, podkreślenia obcości i wyznaczenia granicy. Poza nielicznym środowiskiem kultywującym przedwojenną szkołę dobrych manier zwrot gospożo, gospodine jako reakcyjny, zgniłokapitalistyczny etc. traktowany był jako swoista etykietka, a więc rodzaj obelgi w stosunku do rozmówcy. Że sprawa znana skądinąd, wystarczy porównać ze współczesną konotacją pol. jaśniepan, jaśniepański, czy słowotwórczo bardziej wyrafinowanego paniusia.

Jakkolwiek zmiany etykiety stanowią ciekawy przyczynek do historii zmian społecznych, nie należy chyba przeceniać ich rozmiaru. O ile drugar, drugarka, a obecnie gospodin, gospoża stały się (z tradycyjną 2 osobą l. mn.) markerami sytuacji publicznej, to w nieoficjalnej sytuacji komunikacyjnej króluje obecne - by nie powiedzieć od zawsze - ty. A że na Bałkanach dystans rozmówców jest dużo mniejszy, „tykanie” przez nawet zupełnie obcą osobę, która dwa zdania wstecz zwróciła się do nas per gospodine («proszę pana») nie należy do rzadkości.

Tendencja do wzmocnienia ekspresji języka i do uczynienia normą silnie rozemocjonowanego sposobu komunikacji zaskoczyła nawet samych Bułgarów. Językoznawcy konstatowali (nie bez konsternacji) wzrastającą brutalizację języka i nasilenie agresji językowej dostrzegalne zwłaszcza w mediach, dyktujących tempo przemian dyskursu publicznego. I nie chodziło bynajmniej o epatowanie czytelnika (widza, słuchacza) przemocą i egzotyką półświatka - nieparlamentarne wypowiedzi przytrafiały się nader często parlamentarzystom, a polemika na tematy polityczne w prasie (np. dzienniki „Duma” kontra „Demokracja”) dla osoby postronnej mogły przypominać obrzucanie się już nie błotem, ale mięsem. Nowe reguły retoryki dyskursu publicznego i zacietrzewienie będące miarą zaangażowania wywoływały wrażenie, jakby elity nadające ton uległy zbiorowemu szaleństwu, którego widomym objawem była owa koprolalia. Diagnozy o stanie narodowej depresji wywołanej niepewnością jutra nie należą do rzadkich. Szczególnie prasę tego okresu cechuje agresywny, napastliwy język.

Podnoszeniu temperatury polemik (szczególnie w czasie kampanii wyborczych) obok inwektyw ogólnodostępnych towarzyszy bardziej wymyślny sposób dezawuowania i ośmieszania przeciwnika - z gatunku „nowa nowomowa” - tzn. zamiast realen (realnego), razwit (rozwiniętego), zrjał (dojrzałego) pojawia się socjalizm aziatski (azjatycki), robowładełski (niewolniczy), dikłatorski (dyktatorski), kazarmen (koszarowy), karibska raznowidnost na marksizym-leninizym (karaibska odmiana marksizmu-leninizmu), totalitaren komunizym (komunizm totalitarny), komunisticzeski faszizym (faszyzm komunistyczny), a nawet śliczne w swej finezji nedorazwito socjalisticzesko obsztestwo (niedorozwinięte społeczeństwo socjalistyczne). Bułgarski folklor polityczny tego okresu postronni obserwatorzy wiążą z atmosferą nieustającego happeningu i fiesty - Marek Suchowiejko donosząc z Sofii dla „Polityki” w styczniu 1997 r. (a więc w czasie największego chyba kryzysu państwa) o kulisach spektakularnego szturmu demonstrantów na gmach parlamentu w dniu 10. stycznia), przytacza obiegową (auto)opinię: „Naród tu wprawdzie emocjonalny, ale jednocześnie wyjątkowo spokojny: domagają się dymisji, wyzwą od morderców, pokażą zajączki, a potem pójdą do domu na rakijkę z sałatką”. („Polityka”, 25 stycznia 1997 r.). Podobny charakter miało (aczkolwiek przez samych uczestników traktowane jest do dziś śmiertelnie poważnie) osławione „Miasteczko Prawdy” z 1990 r. - miasteczko namiotowe na jednym z placów w samym centrum Sofii, w założeniu stanowiące parodię struktur państwa (z tą różnicą, że jego „mieszkańcy” pozostali na miejscu na dłużej), czy - akcja, której echa dotarły też do Polski - pt. „Kojto ne skaczą, e czerwen” («kto nie skacze, ten jest czerwony» -trawestacja ogranego „kto nie jest z nami...”), czyli demonstracja podskakująca (dosłownie) w imię swobód obywatelskich i przeciw komunizmowi...

Inwencja w tworzeniu tak inwektyw, jak i nowych reguł dyskursu publicznego jest jedną z ciekawszych (nie tylko dla językoznawcy) stron języka wałki politycznej tego okresu, przede wszystkim ze względu na bogactwo gier językowych - z wszechobecną metaforą na pierwszym miejscu. Metafory z gatunku „polityka to wojna” - udarna siła na nomenklatura («siła uderzeniowa nomenklatury»), apriłski i noemwrijski stratezi («strategowie kwietniowi i listopadowi» - aluzja do tzw. plenum kwietniowego oraz 10.XI 1989 r.), okupatori («okupanci», tu mowa o studentach prowadzących strajk okupacyjny), „polityka to budowa” - architekt na mira ot Prawec («architekt pokoju z miasta Prawec» - mowa o T. Żiwkowie), demontaż na komandno-administratiwna sistema «demontaż systemu nakazowo-rozdzielczego»), montażnici, demontażnici na socjalizma («montażyści i demontażyści socjalizmu»). Socjalistyczna przeszłość określana bywa przewrotnym eufemizmem eksperiment - eksperimentyt swyrszi! («eksperyment zakończony» - jedno z haseł w przededniu wyborów 1990 r), a skrót BKP (Bułgarska Partia Komunistyczna) rozwiązywany bywa jako Banda Korumpirani Prestypnici («Banda Skorumpowanych Przestępców»). Początek lat 90-tych i nieustająca walka wyborcza to jednocześnie okres, kiedy najsilniej zaznacza się (także w sferze językowej) polaryzacja społeczeństwa bułgarskiego na zwolenników „zreformowanej” BSP (Bułgarskiej Partii Socjalistycznej - dawnej BPK) i SDS (Sojuszu Sił Demokratycznych - bloku partii opozycyjnych). O ile ci pierwsi na określenie aktualnej sytuacji użyją słowa kriza («kryzys»), drudzy wolą nazwać ją katastrofą (katastrofa), przemianie (promjana) przeciwstawiana jest zmiana systemu (smjana na sistema), ludności (na-selenie) - naród {naród), milicji - policja. Zwolennika BPS łatwo uda się zdemaskować dzięki obecności w jego słowniku nowych frazeologizmów (czy frazesów?) jak: Me sme tuk («jesteśmy tu»), mili chora («mili ludzie»), silni sme (jesteśmy silni»), mnogo sme («jest nas wielu»), zdrawi sili («zdrowe siły»), naszi chora («nasi ludzie») Społuka za Bylgarija («Powodzenie dla Bułgarii»). „Sedesara” (zwolennika SDS) zdradzi nadużywanie skrzydlatych słów w typie: Wremeto e nasze («[ten] czas należy do nas», Utre zapoczwa dnes («jutro zaczyna się dziś»), Posleden wałs («ostatni walc»), junaci («zuchy» - o samych sobie), oraz - pod adresem rywali politycznych - epitetów w rodzaju czerweni bokluci («czerwone śmiecie»), czy złośliwości jak Lewi, lewi - raz, dwa, tri («lewa, lewa - raz, dwa, trzy» - ta komenda marszowa obok skojarzeń z Majakowskim ma w bułgarskim drugie dno: efekt komiczny wywołuje odczytanie jej jako liczenia).

Praktyką jest swoista polemika z językowymi dominantami przeciwnika politycznego, w której taka jako cytat uzyskuje automatycznie konotację ujemną. I tak na przykład sin, sinja («niebieski» - kolor symbol SDS) jako przyczepiona komuś etykietka może być zarówno komplementem (w ustach zwolennika SDS), jak i inwektywą (ze strony BPS). Szczególną pomysłowością wykazywali się tutaj zwolennicy SDS - np. społuka - wyrwana z kontekstu hasła wyborczego kiedyś komunisty, później socjalisty Andreja Łukanowa („Społuka za Byłgaria”) wykorzystywana była przez propagandę opozycyjną w formie anegdot: Waszata społuka ni dowede tuka (w wolnym tłumaczeniu: «Do tego doprowadziło nas wasze powodzenie» - kontekstem jest kryzys gospodarczy i galopująca pauperyzacja społeczeństwa); Razdawame kuponi za społuka («Rozdajemy talony na powodzenie»); Narode, błagodarim za społuczliwite ceni («Ludu, dzięki ci za zadowalające ceny!»).

Specyficzny dyskurs polityczny nabiera rozpędu, przywodząc na myśl efekt śnieżnej kuli. Intertekstualizacja uzyskuje karykaturalne rozmiary: niemożliwe staje się zrozumienie konkretnego wystąpienia czy publikacji bez kontekstu wcześniejszych wypowiedzi, co z przerażeniem konstatują nagle czytelnicy bułgarskiej prasy przebywający za granicą. Innymi słowy wszystko wskazuje na to, że niewyrażone wprost odwołania, skojarzenia, aluzje czy podteksty biorą górę nad właściwą treścią przekazu.

Etykietki odwołujące się do zaszłości i niuansów aktualnej sytuacji politycznej stają się praktyką powszechną. Obiektem zmasowanego ataku przy użyciu całego arsenału środków tego typu stał się m. in. zdetronizowany ojciec narodu Todor Żiwkow, określany jako: „Sweti Todor Krystiteł” («święty Teodor Chrzciciel» - aluzja do przymusowej zmiany nazwisk ludności tureckiej w 1985 r, w Polsce znanej na przykładzie ówczesnego reprezentanta Bułgarii w podnoszeniu ciężarów Naima Sulejmanowa vel Nauma Szałamanowa, dziś Naima Sulejmanoglu w barwach Turcji), Todor I (nawiązujące m.in. do - będącego przedmiotem świetnej analizy semiotycznej N. Georgijewa - autokreacji Źiwkowa jako władcy-założycie-la dynastii). Nazwisko uosabiające wstydliwą przeszłość stało się podstawą licznych derywatów nacechowanych jednoznacznie ujemnie: żiwkowci («Żiwkow i jego ludzie»), żiwkowizym (dosł. «żiwkowizm»), żiwkowizija (z kontaminacji Żiwkow + telewizja = «telewizja Żiwkowa» - stanowisko szefa telewizji państwowej Żiwkow powierzył zięciowi, mężowi piastującej zresztą urząd ministra kultury Ludmiły Żiwkowej).

Specyficznym sposobem (lub objawem) wzmagania ekspresji języka dyskursu publicznego było nagłe, żywiołowe pojawienie się w nim dużej liczby turcyzmów. I bynajmniej nie należy wiązać tego zjawiska z przyjęciem do wiadomości faktu istnienia w kraju mniejszości tureckiej i z akceptacją przysługujących jej praw. Turcyzmy w bułgarskim istniały od dawna, jednak na fali XIX-wiecznego puryzmu zepchnięte zostały (poza nielicznymi) na margines języka, poza standard (czy inaczej: język literacki). Tryumfalny powrót po latach turcyzmów, konotujących gwarowość, potoczność stanowił tylko bułgarską specyfikę zjawiska: znanego i u nas lawinowego i niekontrolowanego napływu do języka oficjalnego wyrażeń potocznych, elementów żargonu, a nawet gwary przestępczej. To łączenie na jednej płaszczyźnie elementów różnych konwencji i stylów funkcjonalnych języka odczytywać należy z jednej strony jako tendencję do demokratyzacji, niwelację różnic poprzez łamanie granic wyznaczonych przez normę, z drugiej - jako swoistą próbę wytrzymałości, rodzaj (kon)testowania jego (języka) granic.

Wśród zjawisk naruszających dotychczasową normę (a i praktykę) językową znawcy przedmiotu podkreślali też dające się zaobserwować w mediach dystansowanie się nadawcy od treści przekazywanych komunikatów. Chodziło m.in. o nadużywanie bezosobowych form czasownika, konstrukcji pasywnych, leksykalnych wykładników dystansu -jednym słowem, o to, co nie ominęło i naszej codzienności - dokonano zamachu, zniszczeniu uległo, zabito, podobno, twierdzi się, że - prosty trik językowy polegający na - z jednej strony - maskowaniu niekompletnej wiedzy na temat referowany (nierzadko ukryciu agensa), z drugiej - na asekuracji na wypadek, gdyby to co mówimy, okazało się nieprawdą. W bułgarskim sprawa jest o tyle ciekawsza, że poza znanymi i w polskim sposobami dystansowania się od treści wypowiedzi: podobno - mówią, że - zdaniem świadków etc. - dysponuje on mechanizmem gramatycznej selekcji wypowiedzi autorskiej i informacji z drugiej ręki: z formy czasownika użytej przez daną osobę jasno wynika, czy była ona (czy też nie ) naocznym świadkiem lub uczestnikiem komentowanych wydarzeń. Co więcej, wyrażony gramatycznie fakt nieuczestniczenia przybierać może różne tony - od neutralnego, poprzez nieśmiałe dystansowanie się od treści komunikatu, do podawania w wątpliwość prawdziwości komunikowanych treści.

Wyjątek od tej reguły stanowią m. in. wiadomości agencyjne, które jako autoryzowane, udokumentowane nagraniem lub ilustrowane materiałem filmowym z reguły nie obligują relacjonującego do użycia formy przekazu ujawniającej stopień jego zaangażowania, czyli zdradzającej, skąd to wie. Z reguły - bo i tu niejednoznaczny status nadawcy (czy oglądając program w telewizji jestem czy nie jestem naocznym świadkiem?) stwarzał (i stwarza) duże możliwości manipulacji. W erze „żiwkowizmu” placet na „wszechwiedzę” miały BTA i TASS, materiały z zachodnich serwisów agencyjnych często przepuszczano przez subtelny filtr bułgarskiej gramatyki. Po 1989 r. zjawiskiem, które budziło zdziwienie samych Bułgarów stało się nagminne nadużywanie w mediach trybu „nie-świadka”. Niczym nie uzasadnione dystansowanie się nadawców komunikatów od własnych wypowiedzi, wywoływało u odbiorcy poczucie nierealności, efekt powątpiewania we własne - tym razem - zmysły. Bo proszę sobie wyobrazić, że oglądanej w trakcie wieczornych wiadomości migawce z wizyty Bardzo Ważnej Osobistości życia publicznego X u innej Bardzo Ważnej Osoby Y, też z pierwszych stron gazet, w mieście Z, którego panoramy widocznej w tle nie sposób pomylić z żadną inną, towarzyszy taki mniej więcej komentarz: „Bardzo Ważna Osobistość X podobno udała się z sąsiedzką wizytą do miasta Z, gdzie jak twierdzą niektórzy, doszło do spotkania z Bardzo Ważną Osobą Y”...

Bunt, agresja, kwestionowanie norm i autorytetów, brutalizacja i wulgaryzacja języka, a z drugiej strony autoalienacja, ucieczka od odpowiedzialności za słowo - ucieczka od wolności... Mokijenko nazwał końcówkę XX w. okresem „terapii szokowej” dla języka rosyjskiego. Czy była (jest) nią dla bułgarskiego? Z perspektywy lat kilku niektóre z tendencji, jakie dały o sobie znać na początku lat 90-tych, miały charakter doraźny: można traktować je jako próbę osiągnięcia (czy krok w stronę) zbiorowego katharsis - emocjonalne kwestionowanie norm i granic, symboliczne „niszczenie” języka publicznego odczytywać można jako jedną z form społecznego odreagowywania, ale i jako pierwszy etap przywracania temu językowi wiarygodności.

Zupełnie inną kwestią jest fakt, że niejako „przy okazji” w rzeczonym okresie dokonały się pewne subtelne, choć istotne zmiany w samej substancji języka. Ale to już osobny temat.

W tekście wykorzystano przykłady zaczerpnięte z publikacji Iskry Angełowej, Todora Bojadżijewa i Lubimy Jordanowej, a także notatki z zajęć seminaryjnych i lektoratowych oraz dyskusji panelowej o stanie języka z udziałem najwybitniejszych językoznawców bułgarskich na dorocznym Letnim Seminarium Języka, Literatury i Kultury Bułgarskiej w lecie 1995 r. w Bankii koło Sofii. 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas