poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
CELINA JUDA
Otchłań z labiryntem na dnie
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Burzliwe przeobrażenia ostatniego dziesięciolecia pozwoliły kulturze posttotalitarnej Bułgarii dość szybko pozbyć się aliansów oraz uzależnień ideologiczno-politycznych i skutecznie rozpocząć odbudowywanie swojej europejskiej tożsamości. Równocześnie jednak czas wielkiej zmiany nie zdołał zapobiec przejawom syndromu „odrzucenia” tej kultury przez bliższych i dalszych sąsiadów. Dla Bułgarii cezura 1989 roku, z wielu względów (od geopolitycznych poczynając, a na ekonomicznych kończąc), oznaczała bardziej dojmującą komplikację rzeczywistości niż ta, jaka miała miejsce w Polsce, czy na Węgrzech. Pewne znaczenie musiała tutaj odegrać etykietka jednego z najwierniejszych sojuszników byłego ZSRR. W konsekwencji, Sofia dłużej i z większym wysiłkiem odzyskiwała zaufanie europejskich społeczeństw. Oczywiście perturbacje tego typu i związane z nimi dramatyczne napięcia dojmująco odbiły się też na kondycji kultury. Czasy transformacji, naznaczone imperatywem powszechnej modernizacji szczelnie zamkniętego dotąd modelu cywilizacyjno-kulturowego, domagały się od intelektualistów podejmowania rozmaitych zadań. Ale budowanie pomostów między starym i nowym porządkiem kultury, a w węższym zakresie literatury, było odbierane jako nie dość radykalne i toczące się w mało zadowalającym tempie. Dziś już wiadomo, że oczekiwanie na literackie świadectwa dziejowych przełomów spełzło na niczym. Przyczyn jest kilka. Pokolenie pisarzy, które raz już dało się zwieść i przegrało odwilżową wolność, w międzyepoce wybrało działania zastępcze - eseistykę oraz wszelkiego rodzaju memuary. W 1992 roku ukazał się tom wspomnień „Otsam i otwyd. Silueti na prijateli” – „Na zewnątrz i od środka. Sylwetki przyjaciół” Blagi Dimitrowej, a w sześć lat później Dimitrowa na łamach czasopisma „Byłgarski Mesecznik” sukcesywnie publikowała „Zapiski ot zadnija koridor” – „Zapiski z bocznego korytarza” - będące rodzajem komentarza do wydarzeń z czasów jej prezydentury. Podobną ofertę złożył swoim czytelnikom Iwajło Petrow. Jego wspomnienia o krewnych i przyjaciołach ukazywały się w tygodniku „Literaturen Forum”. Młodszych pisarzy, publikujących rzadziej i coraz krótsze formy artystyczne, a wszystko to w aurze odczuwalnej zadyszki twórczej (Wiktor Pasków, Alek Popów) - wchłonęły instytucje zajmujące się promowaniem bułgarskiej kultury w Europie Zachodniej. Zdarza się, ale rzadko, że pełnią najwyższe funkcje w uniwersyteckim środowisku (Bojan Biołczew). Warto jednak zauważyć, że ich twórczość cechuje spora doza ironii i dystansu do bułgarskości. Cenią zgrabną puentę i uciekają od taniego sentymentalizmu. Ich bohaterowie outsiderzy, młodzi ludzie o odbiegającej od sztampy ogółu fantazji znajdują uznanie czytelnika, bo nie akceptują prawd „zadanych”. W przeciwieństwie do dominującego nurtu literatury, swoje dramaty przeżywają bez histerii, wystudiowanych gestów męczenników. Nim zaczną, szukać winnych swego odtrącenia, najpierw skomentują własne niepowodzenia autoironicznym komentarzem. Tak było zarówno u Paskowa w powieści „Germanija - mrysna prikazka” („Niemcy - nieprzyzwoita opowieść”), jak i u Biołczewa w mikropowieści „Holter – 87”.

Porządkowanie mniej lub bardziej kłopotliwego spadku duchowego po „komunistycznej Arkadii” i szukanie nowej formuły dla literatury nie ma systematycznego charakteru. Tworzenie continuum tradycji przybiera więc jakieś hybrydyczne formy. Jest jednak coś, na co warto zwrócić uwagę, bo dla bułgarskiej transformacji ma to ogromne znaczenie. Chodzi o wpisanie do historii literatury autorów, którzy z różnych, czasami bardzo dramatycznych względów i w bardzo dramatycznych okolicznościach znaleźli się na emigracji. Ich aktywność, inaczej niż w przypadku polskiej diaspory miała jednak bardzo ograniczony charakter i wpływ. Każda inicjatywa oznaczała samotne upominanie się o bułgarskie sprawy. Nie istniały dobrze zorganizowane, prężnie działające centra, których program można by uznać za jedno z ogniw skutecznej opozycji w stosunku do oficjalnej krajowej kultury. Dla niektórych z tamtych pisarzy niestety powrót z wygnania może mieć już wyłącznie charakter symboliczny. W sensie dosłownym nie mogą wrócić do kraju, ich groby pozostaną na obczyźnie. Ale na przykład wychowawca syna ostatniego cara bułgarskiego, Symeona, współpracownik Głosu Ameryki, Stefan Popów, czy pisarz, a na obczyźnie pracownik bułgarskiej sekcji radia BBC, Georgi Marków, pozostaną dla swoich rodaków ważnymi symbolami postaw bohaterskich. W czasach, które nie cierpią na nadmiar wiarygodnych autorytetów, jakaś część bułgarskiego społeczeństwa szuka po prostu wsparcia w ich biografiach. To oni, z perspektywy obczyzny, samotnie sprzeciwiali się destrukcji rodzimej kultury, to oni odrzucili dyktat komunistycznego reżimu i nie zgadzali się na deformowanie narodowej historii, na popełnianie przestępstw w imię realizacji utopijnej ideologii. Świadectwem tego są i „Bezsenność” Popowa, i „Zaoczne reportaże” Markowa. Inną funkcję pełnią pisane na emigracji wspomnieniowe książki emigrantów z ery Żiwkowa - Dimitra Boczewa „Homo emigranticus” lub Atanasa Sławowa „S tocznostta na prilepi” („Z precyzją nietoperzy”). Wielką popularnością cieszyła się też „Korona ot tryni” („Korona cierniowa”) Stefana Gruewa - żywo i wiarygodnie napisana beletryzowana biografia cara Borysa. Wielu czytelników szukało w niej śladów kraju, w którym jeszcze nie triumfowali komuniści. „Źle obecna” kiedyś literatura ma teraz walor poznawczy, ale także terapeutyczny. Zaświadcza, że w najbardziej zniewolonej rzeczywistości znalazło się kilku desperatów kontestujących i nie wyrażających zgody na dyktat partyjnej nomenklatury.

Transformacyjnym zmaganiom od samego początku towarzyszyły poszukiwania, niekiedy zamieniające się w niekontrolowaną inwazję coraz to nowych, niekoniecznie wartościowych stylów i strategii twórczych. Większość tych pseudoartystycznych działań była i jest nieudolną kopią zachodnich i amerykańskich wzorców. Walka o zachowanie umiaru w tym względzie dawała różne wyniki. Na szczęście jednak inwazja poetyk, w których główną rolę pełniła agresja słowa, obrazu czy dźwięku, a co gorsza agresja ideowa, nie zdominowała i nie zniszczyła stabilizującego się układu świata kultury i sztuki.

Ale największą komplikacją i problemem dotąd niespotykanym w Bułgarii stała się dla kultury opresja spowodowana nowymi układami ekonomicznymi. Być może brutalnie i bezwzględnie, albo źle i opacznie pojmowana logika prawa gospodarczego, do czego doszła skala obowiązków i nowych wyzwań przyczyniły się do czasowego, miejmy nadzieję, zachwiania kontaktów kulturalnych Bułgarii ze światem. Stan obecny jest niezbyt pomyślny. Wizerunek zaś relacji kultur bułgarskiej i polskiej, przynajmniej z naszej perspektywy nie wygląda obiecująco. O ile obecność polskiej literatury, filmu, sztuk plastycznych w Bułgarii zawsze była widoczna i trudno dopatrzeć się tutaj jakichś poważniejszych zaniedbań, o tyle bilans promocji bułgarskich osiągnięć jest więcej niż skromny. Przestudiowanie bieżących tygodników kulturalnych, odwiedzenie paru księgarń, czy rzut oka na repertuar teatrów sygnalizuje, że Bułgarzy czytają Szymborską, Lipską, Miłosza i Herlinga-Grudzińskiego, nie wspominając o debiutantach lat 90-tych. Oglądają też Głowackiego i Kieślowskiego. Od zawsze słuchają polskiego jazzu. Natomiast Polak dostrzegający i komentujący dokonania bułgarskich artystów należy do wyjątków. W czasach ancient regime'u każdego roku ukazywało się kilkanaście polskich przekładów z literatury bułgarskiej. Malkontenci powiedzą, że przecież taki był dominujący, a nawet obowiązujący trend w polityce kulturalnej rządów tej części Europy, i skrupulatnie wyliczą listę opublikowanych wtedy tytułów, które w żadnej mierze nie zasługiwały na rozpowszechnienie nawet w ojczyźnie pisarza. Pragmatycy każą jednak zauważyć, że nie ma powodu dyskredytować całego przedsięwzięcia, bo świadczy o tym starannie opracowana, świetnie prowadzona i ciesząca się wśród polskich czytelników seria: „Kolekcja literatury bułgarskiej”, wspólne przedsięwzięcie renomowanych wydawnictw - m.in. Czytelnika, Wydawnictwa Literackiego czy „Śląska”. W ostatnich latach przekłady z bułgarskiej literatury można policzyć na palcach jednej ręki. Złej tendencji nie zmieni fakt, że parę lat temu w „Literaturze na Świecie” opublikowano większą liczbę fragmentów literatury emigracyjnej, czy to, że materiałom bułgarskim oddano kilka szpalt w poznańskim „Arkuszu”.

Proponowane w „Dekadzie Literackiej” bulgarica mają stanowić przegląd i bieżący zapis możliwie wielu stanów, które na przestrzeni ostatnich lat określały kondycję współczesnego Bułgara, człowieka skazanego na egzystencję w przejściowym momencie dziejów kultury i literatury swojego narodu. Doskonałą ilustracją tej sytuacji jest tekst Nikoły Georgijewa odczytujący ukryte i bezpośrednio dane znaki godła bułgarskiego. Ten wybitny literaturoznawca starszego pokolenia od lat, nie zważając na padające zewsząd krytyczne głosy, drąży traumy swoich rodaków - analizuje, między innymi, ich świadomą zgodę na zniewolenie kłamstwem systemu, inercję i całkowite zawierzenie nowej formie paternalizmu partyjnych przywódców. Głos Georgijewa miał i nadal ma ogromne znaczenie, bo jednoznacznie i bezwzględnie dyskredytuje łatwe i wygodne usprawiedliwienia dla wielu powszechnie zajmowanych, co nie znaczy właściwych postaw. W innym stylu analizuje i syntetyzuje kluczowe zagadnienia rodzimej kultury i literatury reprezentant średniego pokolenia literaturoznawców - Aleksandyr Kiosew. Jego aparat krytyczny i styl wypowiedzi wpisuje się w tradycję literaturoznawstwa wywodzącego się ze szkół amerykańskiej i francuskiej. Prawidłowości bułgarskiego świata opisywane są głosem kogoś, kto uznał, że dzisiaj formuła deszyfrowania światopoglądowych i ideowych rozterek rodzimej kultury może przybrać formę dyskursu mniej zwracającego uwagę na czasoprzestrzenne i historyczno-kulturowe uwarunkowania tego świata. Choć głosy obu krytyków znacznie się różnią, to są przecież przykładem polifonicznie układającego się rozwoju myśli teoretycznej.

Diagnozy literaturoznawcze Georgijewa i Kiosewa w dużej mierze uzupełniają teksty artystyczne, dowodzące, że literatura również zareagowała na demontaż starego układu i porządku kultury. Ten swoisty komentarz rzeczywistości jest bardzo zróżnicowany. Pisana z dystansu emigracyjnego alegoryczna proza Kanowa, podobnie jak jedno z opowiadań Popowa, odwołują się jeszcze w warstwie tematycznej do ery „zmierzchu”. Pasków ironizuje, by nie powiedzieć szarżuje groteskowym przerysowaniem już na temat selfmademanów nowych czasów. Niektórzy, jak Biołczew, koncentrują się przede wszystkim na żywiole opowiadania epizodów z biografii przeciętnego Bułgara. Surowy realizm próbuje niekiedy penetrować skomplikowany świat ludzkiej psychiki, ale raczej chodzi tutaj o osiągnięcie pewnego stopnia liryzmu i refleksyjności, niż analizę pokładów świadomości i podświadomości Bułgarów. Jakieś ślady tej refleksji znajdziemy już raczej we wspomnieniowej prozie Sławowa i refleksji eseistycznej Korudżiewa i Dimitrowej.

Eva Hoffman znana polskiemu czytelnikowi jako autorka książki Zagubione w przekładzie, w innej swojej książce – „Exit into history. A Joumey through the New Eastern Europe” (Londyn 1993) - nie tai fascynacji perturbacjami historii, społecznymi rewolucjami, które świat obserwował w gorącym okresie tryumfu idei solidarnościowej w krajach w dobie komunizmu traktowanych przez Zachód jako obszar peryferyjny, jako rubieże prawdziwej Europy. Gdy w końcu, latem 1990 roku, Eva Hoffman dotarła do Bułgarii, dokładała wszelkich starań, aby spotkania, burzliwe dyskusje prowadzone o najrozmaitszych porach dnia i nocy, obecność na improwizowanych koncertach muzyki ludowej pomogły jej rozszyfrować dziwną formułę - stanowiącą zdaniem poety Borisa Christowa kwintesencję kultury i ludzi tego regionu, a zawierającą się w słowach: „otchłań z labiryntem na dnie”. Bułgaria, nieodrodna w swej bałkańskości, cząstka krętego szlaku, a zarazem skrzyżowania europejskiego kontynentu, gdzie od stuleci konkurowały ze sobą dwa odmienne światy - Orientu i Europy, Wschodu i Zachodu, ortodoksyjnego prawosławia i bogomilskiej herezji, historii ze szczególnym upodobaniem gmatwającej losy zamieszkujących tutaj ludzi, z tych ] wielu innych względów swoją kulturę plasowała we własnej tradycji i lokalności. Dziś się to z naturalnych przyczyn zmienia, ale nie ma dramatycznego pędu, by za wszelką cenę emocjonalne i intelektualne postawy identyfikować ze standardami świata zewnętrznego. Metaforyczna otchłań jest więc i niech dalej pozostaje tajemnicza, ale we wspomnianym przez poetę labiryncie łatwiej się odnaleźć, bo poruszający się po jego traktach nie chcą już go postrzegać wyłącznie z jego własnej perspektywy.

Celina Juda

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas