poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z ALEKSANDREM JORDANOWEM rozmawia Celina Juda
Sztuka znów poszukuje prawdy
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Ostatnie dziesięciolecie było czasem wyjątkowych napięć w krajach postkomunistycznych. Stare struktury politycznego i społecznego porządku upadały, choć upadały w różny sposób,, a powstające, każda inaczej, szukały możliwości funkcjonowania w nowym układzie obywatelskiego społeczeństwa. Jak z tej opresji wyszła kultura bułgarska? Jak wygląda bilans korzyści i strat w tym traumatycznym okresie?

To normalne, że pod koniec wieku i u progu następnego stulecia spoglądamy z irytacją na to, co już było i z nadzieją na to, co dopiero będzie. Nie traktuję ostatniej dekady jako okresu „szczególnego” czy „wyjątkowego” w życiu Bułgarii, Europy i świata. Przeciwnie. „Wyjątek” w normalnym życiu człowieka i społeczeństwa stanowił okres „budowy socjalizmu”. Jakkolwiek by przedstawiać i analizować ten okresu, to poza tym, że doprowadził on do kompletnej stagnacji gospodarczej, zrujnował także zupełnie cały system wartości „człowieka socjalizmu”. W stworzonej wówczas sztucznej rzeczywistości istniały sztuczne sukcesy i klęski, sztuczne osiągnięcia i niepowodzenia. Odbudowa życia w ostatnich latach odsłoniła wielką nieudolność i beztalencie, a zarazem stworzyła warunki do rozwijania prawdziwego talentu, przywróciła wolność, dialog i otwarty przepływ informacji w sferze kultury. W porównaniu z okresem socjalizmu, obecnie działa w Bułgarii znacznie więcej wydawnictw, wydaje się więcej książek, organizuje więcej wystaw, koncertów, spektakli teatralnych. Dziś, w odróżnieniu od tamtych czasów zainteresowanie sztuką jest autentyczne. Sztuka staje się przywilejem znawców. Reszta zadowala się sztuką masową. Łatwo zauważyć to zjawisko na przykładzie muzyki. W literaturze również. Z systemu wartości ery socjalistycznej „ocalały” jedynie te utwory i ci autorzy, którzy z samym socjalizmem nie mieli nic wspólnego. Demaskowali go, otwarcie odrzucali, dostrzegali jego absurdalność. Oczywiście są również „autorzy”, którym brakuje pewności, jaką dawała „protekcja państwowa”, polegająca na finansowaniu wygodnych dla reżimu „twórców”, po prostu opłacanych za swoją ideologiczną prawomyślność.

Jakie problemy trzeba rozwiązywać, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że w nowych warunkach ekonomicznych kultura potrzebuje specjalnego parasola ochronnego? Jaka cząstka budżetu krajowego jest przeznaczana na cele kultury? Jak toczy się „dialog” bułgarskich artystów z politykami, przedsiębiorcami? Jaka jest sytuacja bułgarskiego teatru, kina, wydawnictw? Czy trudno znaleźć sponsorów, gotowych sfinansować artystyczne przedsięwzięcia? Czy wielu artystów, z powodów ekonomicznych wyemigrowało ostatnio z Bułgarii?

Politycy bułgarscy - zarówno ci z prawej, jak i z lewej strony, powinni być bardzo wdzięczni ludziom świata kultury. Ostatnie dziesięciolecie dowiodło, że wszędzie tam, gdzie nie dociera słowo polityka, serdeczne przyjęcie znajduje słowo twórcy. Słabą stroną bułgarskich partii politycznych jest „pragmatyczne” podejście do artystów. Są oni niezbędni, dopiero, gdy zbliżają się wybory. W minionej dekadzie twórcy bułgarscy pozostawali na uboczu procesów demokratycznych. A były okresy, kiedy to właśnie oni stanowili siłę napędową przemian. Niedobrze, że poparcie państwa dla kultury nie zawsze dociera do twórcy. Środki finansowe, którymi zawiadują tzw. „działacze kultury” często, zamiast na potrzeby artysty zostają przeznaczone na utrzymanie aparatu urzędniczego w sferze kultury.

Nie należy zapominać, że państwo, sponsorzy, fundacje stwarzają warunki dla finansowania kultury, lecz nie samą kulturę. Bywa odwrotnie - zbiera się środki, które nie trafiają do utalentowanych twórców, lecz do agresywnych przeciętniaków, lub rozdzielane są, w formie nagród, grupom i kręgom przyjaciół. Z braku możliwości finansowych przestały się ukazywać takie czasopisma jak „Wiek 21”, „Forum literackie”, a wiele innych ledwie trzyma się przy życiu. Jest to jednak problem, którego trudno uniknąć. Bułgarskie teatry, wydawnictwa, kina działają obecnie w warunkach rynkowych. Jednocześnie państwo, w miarę możliwości, poprzez specjalnie stworzone struktury, finansuje, na zasadach konkursów, różnorodne przedsięwzięcia kulturalne - wydawanie książek, spektakle teatralne, wystawy itd. Dzięki Bogu, artyści bułgarscy w tym okresie nie emigrowali masowo.

Pisarze, zdając sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje ma emigracyjne wykorzenienie dla języka, przeważnie pozostają w kraju, ale i ich sytuacja teraz diametralnie się zmieniła. Po 1989 roku funkcjonują dwa pisarskie związki, środowisko bardzo się podzieliło. Jak układają się stosunki między trzema, bardzo zróżnicowanymi generacjami?

Aktualnie w Bułgarii działają dwa związki pisarzy - Związek Pisarzy Bułgarskich i Stowarzyszenie Bułgarskich Pisarzy. Nie mogą one jednak zastąpić naturalnego środowiska pisarza - jego kręgu twórczego, własnego nurtu artystycznego, samotności, bez której nie byłby prawdziwym twórcą. Prawa autorskie chroni ustawa. Skłamałbym jednak twierdząc, że pisarzom zarówno młodym jak i starszym, żyje się dobrze. Emerytury są niewielkie, a honoraria -minimalne. W kręgach biznesowych nadal brak świadomości o konieczności wspomagania kultury. To niedorzeczne, że np. piłkarz otrzymuje duże pieniądze, nawet za przeciętną grę, a artysta i poeta sprzedają swój talent za bezcen. Sądzę, że ta sytuacja powoli będzie się zmieniać.

Jak literatura zareagowała na „czas przełomu”? Czy powstały konkretne utwory, w których widoczne są przynajmniej próby opisu nowych doświadczeń?

Żyjemy w twórczych czasach. Jak wewnątrz ogromnego dzieła sztuki. Przemiany są tak ogromne, dla niektórych tak nieoczekiwane, nieprzewidywalne i niezrozumiałe, że przypominają dzieło sztuki. Posiadają własną dynamikę, pierwszo- i drugoplanowych bohaterów, niewidzialne mechanizmy, wewnętrzne i zewnętrzne napięcie -jak w prawdziwej powieści z okresu romantyzmu. Na początku przemian ogromną siłę wykazywała proza dokumentalna i literatura faktu. Do dziś przyciąga uwagę czytelników. Pojawiły się utwory odsłaniające nieznane, lub mało znane karty bułgarskiej historii XX wieku. Ujawniono dokumenty i dane o zbrodniach reżimu komunistycznego. W nowym świetle ukazano przełomowe momenty naszej historii - wkroczenie armii radzieckiej do Bułgarii, likwidację opozycji antykomunistycznej, pierwsze lata totalitaryzmu, działalność komunistycznych tajnych służb i in. Pojawiły się też teksty inspirowane rzeczywistością polityczno-społeczną. Wydaje mi się, że sama „żywa rzeczywistość” była jednak bogatsza niż jej wizja artystyczna. Niektórzy autorzy szybko „przestroili” swe muzy. Posługując się takim samym językiem i stylem jak przy opiewaniu „sukcesów socjalizmu” i „pozytywnych bohaterów” socjalistycznej estetyki, próbowali zrobić karierę w nowych warunkach, „opiewając” tym razem „heroiczne dni demokracji”. Oczywiście - niezdarnie. Myślę, że dobra literatura rodzić się będzie od nowa w samotności wewnętrznego świata twórcy, przepuszczana przez pryzmat uniesień i przeżyć narodu, przez pryzmat własnego wewnętrznego „ja”. Literatura staje się znów krytyczna, znów wypełnia dylematami i wątpliwościami naszą egzystencję. Znów poszukuje prawdy o czasach - nie służąc jednak możnym tego świata.

Przemiany prowokują do znalezienia nowego paradygmatu literatury. Ale często z tego wszystkiego, jak powiedział u nas jeden z krytyków, pozostaje tylko „apetyt na przemianę”. Nic dramatycznego się nie dzieje. Jak to jest w bułgarskim przypadku?

Oryginalności należy szukać w tematyce. Los człowieka pozostaje na uboczu, na pierwszy plan wysuwają się czasy, w jakich żyjemy. Często bohater nowej prozy staje bezradny wobec niezrozumiałych przemian, rozumie przeszłość, lub przynajmniej stara się ją zrozumieć, lecz teraźniejszość wydaje się trudna do przeniknięcia. Jeśli można mówić o jakimś uogólnionym wizerunku artystycznym, to wydaje się nim portret bohatera poszukującego odpowiedzi i nie będącego w stanie jej znaleźć. Utarło się też pojęcie „poszukującej poetyki”. Nadal cenię i szukam autorów takich, jak Nikołaj Kynczew, Iwajło Petrow, Binio Iwanów, Christo Fotew, Ljubomir Kanow, którzy dają mi poczucie aktualności i wieczności.

Jaką rolę odgrywa twórczość artystów szykanowanych, skazanych na środowiskową i dosłowną banicję w przeszłości? Czy wracają do obiegu czytelniczego książki, których latami nie wydawano - chodzi mi np. o szereg publikacji z czasów bułgarskiej moderny, okresu międzywojennego? Czy ludzie szukają tych rzeczy? Jak reaguje na owe rewizje najmłodsze pokolenie Bułgarów?

W literaturze bułgarskiej byli autorzy naprawdę „zapomniani”. I zakazani. Ich powrót zaczął się już w latach osiemdziesiątych. Sam uczestniczyłem w procesie „przywracania pamięci”. Po raz pierwszy wydaliśmy Dimo Kiorczewa [krytyk związany z symbolistami bułgarskimi - C.J.], Władimira Wasilewa [czołowy krytyk okresu międzywojennego, redaktor czasopisma „Złatorog” - C.J.], nieznane utwory Nikołaja Rajnowa (prozaik okresu międzywojennego - C.J.). Ukazały się teksty „zapomnianych” kół literackich - „Złatorog”, „Hyperion”, „Strelec”. Prawdziwym wydarzeniem był pośmiertny powrót Georgi Markowa poprzez „Zaoczne reportaże o Bułgarii”. Książka ta ukazuje całą absurdalność systemu komunistycznego, absurdalność typu zachowań ludzkich w ramach tego systemu.

W kinematografii bułgarskiej pojawiły się filmy, jak „Sezon na kanarki”, które wzruszają swoim humanitarnym przesłaniem. Czy są to utwory poszukiwane przez odbiorców? Zdecydowanie tak. Nie tylko młodzi ludzie nie znają prawdy o historii Bułgarii. Paradoksem jest to, że my, żyjący dłużej, sami poszukujemy prawdy o swoich czasach i często zaskakuje nas to, co odkrywamy. Duża część massmediów stoi, niestety, na uboczu procesów zachodzących w literaturze, kulturze w ogóle. Często wypowiedź przypadkowego uczestnika życia politycznego jest ważniejsza od dobrego wiersza, opowiadania, czy filmu dokumentalnego. To smutne, kiedy dobro, sukces, intelektualna perfekcja nie jest wiadomością, a szpalty gazet wypełnione są suchą plotkarską dezinformacją.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że model kultury „otwartej” nie jest już marzeniem w krajach postkomunistycznych. Mamy jednak dowody na to, że wolność słowa oznaczająca przecież odpowiedzialność i etyczną miarę jest naruszana, by nie powiedzieć banalizowana. Czy widzisz tutaj wiele zagrożeń?

Nie tylko wypowiedź artystyczna, ale każda inna jest odpowiedzialnością i wyrazem określonego systemu wartości. Żyjemy w czasach kultury masowej - kultury „hamburgera i McDonalds'a”. Są rytmy, słowa, typowe sytuacje artystyczne chłonięte „globalnie”. Dobrze, że prawdziwa literatura i kultura mają zawsze indywidualny charakter, zawsze „nie na swoim miejscu”, zawsze „różne”. Masowa, przeciętna literatura przypomina nam hipermarkety. Niezależnie, do którego wejdziesz, zobaczysz prawie taki sam wystrój, takie same, średniej jakości towary. Na początku ich obfitość robi na tobie wrażenie. Potem zaczynasz odczuwać, że czegoś tu brakuje. Brak różnorodności. Sztuka zaczyna się od różnorodności i od tajemnicy ducha. A tego nie można zunifikować i zglobalizować. I tak nawet najbardziej efektowne możliwości komputera nie mogą zastąpić przyjemności wieczornej lektury dobrej książki, kiedy czytając sam stajesz się współautorem nowego świata. Świat ten i jego pojmowanie jest tylko twoim, indywidualnym przeżyciem. Człowiek, który sięga po książkę i który może żyć w świecie książek, zawsze będzie obywatelem lepszego świata.

Rozmawiała Celina Juda

ALEKSANDYR JORDANOW (Warna, 1954). Literaturoznawca (bułgarski modernizm), krytyk, publicysta. Autor książek: „Licznosti i idei” („Osobowości i idee”), 1986, „W sjankata na dumite” („W cieniu słów”), 1989 oraz „Nadeżda sresztu bezwremieto” („Nadzieja przeciwko bezczasowi”), 1993. W latach dziewięćdziesiątych aktywnie zaangażowany w procesy demokratyzacyjne Bułgarii. Członek i marszałek parlamentu. Obecnie pełni funkcję ambasadora Republiki Bułgarii w Polsce.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas