poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
NIKOŁAJ GEORGIJEW
Za fasadą godła
DL 2000, nr 9/10 (167/168)

Jeśli malarz kark koński złączy z ludzką głową
I pozbierawszy z innych członków to i owo
Upstrzy w piórka, że piękna od góry niewiasta
U dołu z czarnym rybskiem ohydnie się zrasta,
Widząc to Pizonowie, śmiechem nie rykniecie?

Kwintus Horacjusz Flakkus, „Sztuka poetycka”,
w: „Dzieła wszystkie”, tłum. Oktawiusz Jurewicz,
Wrocław 1988, t. II, s. 420.


Tak brzmią pierwsze słowa inspirującego przesłania Horacego dla początkujących poetów. Choć bułgarski przekład jest chyba bardziej mglisty od łacińskiego oryginału, ogólny sens łatwo uchwycić: Horacy za pomocą przykładu stara się pokazać, do czego jest zdolna tracąca poczucie miary poetycka wyobraźnia. Jeśli jednak wpadniemy na pomysł znalezienia przykładu ilustrującego dziwne nagromadzenie elementów, w dodatku łączących niemożliwe do skojarzenia części, mamy pod ręką bliższy i wyrazistszy, by nie powiedzieć bardziej swojski przykład. Proszę bardzo: „Godło Ludowej Republiki Bułgarii jest okrągłe, pośrodku na jasnoniebieskim tle znajduje się wizerunek lwa na kole zębatym. Tło z dwóch stron otaczają kłosy zboża, owinięte pośrodku trójkolorową flagą narodową; nad lwem widnieje czerwona pięcioramienna gwiazda, a pod spodem, w miejscu, w którym przeplatają się kłosy, na czerwonej szarfie złotymi czcionkami wypisane są lata założenia państwa bułgarskiego i zwycięstwa socjalistycznej rewolucji w Bułgarii”.

Ze wstydem trzeba przyznać, że zaledwie garstka bułgarskich obywateli, którzy zaglądnęli do własnej Konstytucji, od razu domyśli się, że chodzi o artykuł 139 tego czcigodnego tekstu. Zgłębianie treści opisu i uważne przyjrzenie się wizerunkowi owego nieszczęsnego lwa na kole zębatym, czemuś na kształt „cudu” - a raczej czemuś, co z cudem nie ma nic wspólnego - z pewnością dobrze ich ubawi.

W Budapeszcie w 1956 roku, w Bukareszcie w 1989 roku, oprócz wielu rodzajów broni w ruch poszły też nożyczki. Szczęk nożyc niósł się po rozcinanym materiale, a flagi narodowe straszyły dziurami, przez które wyzierała głupota -tych, którzy godła tam umieścili, a i tych, którzy je wycinali, lub też, co najbardziej prawdopodobne, głupota jednych i drugich. (W tym samym czasie praktyczni Niemcy po prostu zamalowywali olejną farbą swoje zdobione cyrklem godło). Bułgarzy w przeciwieństwie do innych nie kancerowali swojego godła, nic nie wskazuje na to, aby mieli to zrobić w przyszłości, co wypada uznać za postawę zdecydowanie bardziej cywilizowaną od polityki nożyczek i pędzla. Nie ma jednak co się oszukiwać i twierdzić, że ich cierpliwość oznacza akceptację dla tego, co artykuł 139 mówi na temat godła Ludowej Republiki Bułgarii.

Godło państwowe, niezależnie od swojej umowności i stylizacji, ma powiedzieć coś o kraju i narodzie, który reprezentuje. Obecne godło bułgarskie cel ten spełnia, a nawet można by powiedzieć, robi to z naddatkiem. Wszystko, co się na nim znajduje, pozwala dobrze odrobić lekcje z bułgarskiej historii politycznej i geografii ekonomicznej. To, czego nie widać na godle może także kształtować wizerunek kraju, i to właśnie za moment okaże się ważniejsze. I tak, jeśli penetrację rozpoczniemy niejako od kuchni, odkryjemy, że nasi heraldycy stali się zakładnikami pewnego specyficznego typu myślenia. Spróbujemy to sobie uświadomić i tym samym zanegować. Niewątpliwie jednak wcześniej musimy przyjrzeć się poszczególnym elementom godła i przedstawić krótko popularną semiotyczną archeologię i fenomenologię.

Za umowny początek nowej europejskiej symboliki heraldycznej przyjmuje się rok 1127. W tamtych latach znaki są malowane bezpośrednio na orężu, a szczególnie często na tarczach, nie dziwi więc, że w niektórych językach heraldyczne znaki do dziś określa się mianem „stroju oręża”. Pierwotny naturalny związek między tarczą i znakiem jest kontynuowany później w konwencjonalnym kształcie herbów, które zachowują półokrągłą-półćwiartkową formę europejskiej tarczy. Taka również była forma herbu trzeciego carstwa bułgarskiego (1879-1946). Obecnie z oczywistych względów „herb Ludowej Republiki Bułgarii jest okrągły” i ta forma być może dobrze odpowiada jego wzrokowej i umysłowej krągłości.

Na liście heraldycznych znaków ważne miejsce zajmują przedstawiciele królestwa zwierząt. Pojawia się mnóstwo jeleni i orłów, mniej jest dzików, jednak największym wzięciem cieszy się król zwierząt. Lew pojawia się w heraldyce wielu europejskich narodów-zarówno tych północnych i południowych, jak też wschodnich i zachodnich. W mocno stylizowanych wizerunkach heraldycznych tego królewskiego zwierzęcia widocznych jest kilka podstawowych typów lub raczej nazwijmy to póz - od najbardziej wojowniczej do najpotulniejszej.

W pozie „rampant” rozwścieczony lew prostuje się na tylnych łapach, a nawet tylko na jednej z nich, uniesiony ogon zaś bojowo sterczy zza grzbietu. Równie zaczepna jest poza „salient” - lew stoi wyprostowany na tylnych łapach, gotowy do skoku. Bywa też układany w pozie „passant”, w chodzie, z jedną podniesioną łapą, lub „statant”, stojąc na czterech łapach, a jego wojowniczość w tym wypadku wyraża się przede wszystkim podniesionym do góry ogonem. Lew może też przysiąść na tylnych łapach, z podwiniętym ogonem. Heraldyka nie określa wyraźnie, czy w tej pozie - „sejant”- musi mieć widoczny język, i z tej dowolności najwyraźniej skorzystał twórca lwów patronujących sofijskiemu mostowi. Zamiar poskromienia lwa dał podstawę pozie „couchant”, gdzie zwierzę ma podniesioną głowę, ale ogon podwinięty. „Couchant” jest na przykład to smutne, pokarane rzeźbą zwierzę, które rozciąga się przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Sofii. Na koniec wreszcie heraldysta zatroszczył się o przypadki, w których jakiś kraj wybrał lwa na swój heraldyczny symbol, ale znalazł się w sytuacji, w jakiej przedtem była Bułgaria.

Chodzi o pozę „dormant”, gdzie lew od głowy poczynając na ogonie kończąc ułożył się na ziemi i śpi lwim snem. Poza ta zna wiele subtelnych różnic, dla naszych wszakże celów wystarczą przeprowadzone dotąd rozróżnienia.

Nie ma wątpliwości, że po pierwsze - bazę dzisiejszego godła bułgarskiego stanowi stary heraldyczny symbol (jako bułgarski obowiązuje od XIII wieku), symbol o bogatych „siłowych”, jak to się mówi, konotacjach i - po drugie, że z możliwych póz lwa Bułgarzy wybrali pozę „rampant”, najsilniejszą i w oczywisty sposób najbardziej ze wszystkich lwią. Wszystko się więc tutaj zgadza, ale im dalej w las, tym bułgarska heraldyka zaczyna proponować coraz osobliwsze połączenia, o których nie śniło się ani filozofii „przyjaciela Horacia”, ani poetyce starego Horacego.

Zastosowane połączenia są jawnym gwałtem na wypracowanej naturze godła państwowego i na układzie tworzących je znaków; drugorzędne wydaje się to, że nasi heraldycy całkiem zignorowali fakt, czy i w jakim stopniu wiążą się ze sobą lew i koło zębate, koło zębate i „681” itd. Gwałt odciska swoje piętno na kilku poziomach owego wadliwego typu myślenia, o czym była mowa na początku. Pierwsza zasada głosi: propagandę należy uprawiać wszędzie - z boską pomocą i bez niej, a spis musi odpowiadać recepturze, bez najmniejszych odstępstw. Wątpliwości typu: „A gdzie się to zapodziało?” - to jeden z koszmarów formalistycznego myślenia aparatczyka.

Zaczyna więc klecić godło bułgarskie. Wspomniane godło musi „wyrażać” i sugerować, że Bułgaria jest krajem przemysłowym. Jak dałoby się to wyrazić w połączeniu ze starym lwem! No jak - i stąd już krok do kuriozalnej frazy językowej „lew na kole zębatym” i nie bardziej rozumny obrazek. A że lew i koło zębate są elementami należącymi do dwu nie dających się pogodzić różnych języków, jako że lew jest emblematycznym symbolem, a koło zębate znakiem graficznym?

A że należą do rażąco odległych stylistyk, oddzielonych równie przepastną odległością jak ta między mieczem rycerskim a kluczem francuskim? I że oba pochodzą z bardzo odległych historycznych pokładów? Lub, że już wzrokowo, ów lew znalazłszy się na kole zębatym zostanie skojarzony z cyrkowym zwierzęciem, które mimo wysiłku wkładanego w bieg po obrzeżu koła, zawsze będzie stać w miejscu! Widać to gołym okiem, nikt nie ma złudzeń, nie wyłączając twórców godła. Gwałt jednak nie byłby gwałtem, gdyby demonstracyjnie nie przekraczał granic rozumu i cywilizacji, i nie narzucił swojej sztucznej i pełnej trującego jadu idei. Ma więc prawo lew bułgarski być „rampant” i rozwścieczony...

Na tym nie koniec znęcania się nad biednym zwierzęciem. Przecież jesteśmy nie tylko przemysłowym, lecz także rolni..., przepraszam, agrarnym krajem i jakże godło miałoby tego nie uwzględnić? Siła tej żelaznej logiki zmusza do ryku królewskie mięsożerne zwierzę pośród okazałych kłosów zbóż. Historia zna nie takie klatki dla lwów, ale i jej trudno sobie wyobrazić coś bardziej niestosownego od wizerunku sporządzonego przez naszych heraldyków.

W taki to sposób udało nam się uchwycić lwi początek naszego historycznego ducha, a zarazem wskazać na współczesny agrarno-przemysłowy charakter kraju. Co zostaje? Ideologia i polityka. Jak da się je powiązać z lwem? Bardzo prosto - wystarczy nad głową namalować pięcioramienną gwiazdę. Ale czy „do twarzy” mu z pięcioramienna gwiazdą, czy dobrze będzie ona współgrać z innymi elementami godła? Nasz heraldyk ma inne zmartwienia. Skrupulatnie stosuje się do długiego i szczegółowego przepisu, nic poza tym go nie obchodzi. I tak zza godła zaczyna wyzierać kolejna cecha omawianego sposobu myślenia. Nawet nie znając historycznych szczegółów wszyscy przeczuwają, że król zwierząt bywał malowany z koroną na głowie, powszechnie wiadomo, że właśnie tak wyglądają lwy na wielu królewskich herbach i że głowa bułgarskiego monarszego lwa też bywała koronowana. Siłą rzeczy pięcioramienna gwiazda nad głową republikańskiego lwa musi być odbierana jako ekwiwalent korony. Do głosu dochodzi automatyzm mechanicznej formalnej substytucji, lub mówiąc bardziej ludzkim językiem: skreśl koronę i zastąp ją pięcioramienną gwiazdą, „pałacowi” przyfastryguj wymowne „narodowy” - i przejście od monarchii do republiki gotowe. W tej mistrzowskiej dyscyplinie tylko Niemcy nas pobili na głowę - osławionym połączeniem „pałac republiki”.

Nienaturalnie napuszone i udekorowane różnej maści elementami, z których każdy z osobna ma jakiś sens, które wszakże jako całość zamieniają się w absurdalny miszmasz, godło bułgarskie pruje się w węzłowych miejscach funkcjonalnych własnego gatunku. W przepisie heraldystów jest jeszcze jeden punkt do odnotowania - lekcja historii. Tak więc godło zyskuje dodatkowo dwie pozłacane ozdoby - liczby „681” i „1944”. Powołując się na Charles'a Pierce'a i stosowaną przez niego terminologię moglibyśmy uznać, że skoro na godle znajdują się symboliczne i ikoniczne znaki, to dlaczego nie miałoby tam być też indeksalnych - jak zbieranina, to zbieranina. Pomińmy kwestię prawdy i fałszu tych dat, czy kolejne sprzeczności między nimi. Ważne, co znajduje się po drugiej stronie godła. Odkąd ludzie nauczyli się odnotowywać daty urodzin i śmierci połączenie „681-1944” dla wszystkich i wszędzie znaczy „urodzony w 681, zmarły w 1944”. Twórcy godła zdawali sobie z tego sprawę. Opinie takie pojawiły się w tej samej chwili, w której ich dzieło ujrzało światło dzienne. Bez rezultatu. Inercja myślenia aparatczykowskiego i jego działanie nie może dążyć do konfrontacji, i nigdy do niej nie dąży, nawet jeśli prowadzi to do samobójczej głupoty, nawet gdy staje się obiektem kpin. Zresztą bezczelności gwałtu nie sposób przelicytować najśmieszniejszymi nawet sytuacjami, do których prowadzi, czy najbardziej wyrafinowanymi drwinami, na jakie może zasłużyć. Oto drobny przykład tego rodzaju gwałtu, tym razem dokonanego na języku. Przypomnijcie sobie ustawę, na podstawie której we współczesnym kraju europejskim popierano feudalny typ produkcji. Należało znaleźć oficjalną nazwę tego rodzaju działalności i słowem, które zwróciło uwagę aparatczykowskiego myślenia, było ku uciesze Bułgarów: „samozaspokajanie”. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, (dotyczy to przynajmniej osób od wieku dojrzewania wzwyż), że jedno z podstawowych znaczeń tego słowa odnosi się do swoistego monologu seksualnego i określanie w ten sposób jakiegoś rodzaju działalności gospodarczej, nawet jeśli ma ona charakter neofeudalny, jest niezbyt szczęśliwe. Czyżby nie znali go oficjalni słowotwórcy? Co do tego nie ma żadnej wątpliwości - znali je w teorii i praktyce, tylko że uzgodnienie tego z językiem i ludźmi, którzy nim mówią, było ostatnim zmartwieniem oficjalnej stylistyki, a wsłuchiwanie się w ludzkie drwiny - ostatnią umiejętnością twórców ją reprezentujących. Nicowanie godła pozwala odkryć jedną z jej odmian - urzędniczo-oficjalną- nieodrodne dziedzictwo totalitarnego myślenia. Na samym godle wprost lub choćby pośrednio wyrażają to:

Przepisowa sztuczność w stosunku do wyznaczonego zadania i ślepa inercja w dążeniu nawet do skrajnego „spełnienia”.

Ignorowanie idei i wartości wyznawanych przez innych, przekraczanie i łamanie ich.

Narzucanie „agitacji i propagandy” nawet w najbardziej niestosownych miejscach.

Mechaniczne związki, mechaniczne zamiany.

Zuchwalstwo i bezczelność.

Głupota.

Godło państwowe, samo w sobie, jest czymś wystarczająco poważnym i znaczącym, wartym analizy. Nie mówiłbym prawdopodobnie na ten temat bez potrzeby, gdyby to nie dotyczyło także innych regaliów państwowych (które kiedyś, co świadczy o jawnej ignorancji, zostały określone mianem atrybutów władzy). Wyliczone powyżej wdzięki urzędniczo-oficjalnego totalitaryzmu odcisnęły swoje piętno także na naszym obecnym hymnie państwowym „Miła rodino” („Drogi kraju”). Słuchając go nawet skrajnie przepojony miłością do ojczystego kraju patriota może przestać darzyć go uczuciem. Sławę hymn zyskał dzięki identycznemu przepisowi jak ten, wedle którego sporządzono godło: ta sama mieszanina elementów i ich nadmiar, tyle że w grę wchodzą tym razem słowa. Rolę lwa odgrywa w nim stara pieśń patriotyczna, a wszystkie słowne koła zębate, pięcioramienne gwiazdy itp. dodatki zawdzięczamy Georgi Dżagarowowi i Dimitrowi Metodiewowi - ludziom grzesznym, piórom słabym. Polecono im - kto wie, może nawet na piśmie - przerobić starą pieśń na hymn nowej, socjalistycznej Bułgarii. Nie wiadomo, jakie dokładnie instrukcje otrzymali, czy też sami je sobie narzucili nasi natchnieni złotouści, by stworzyć bułgarską Marsyliankę, ale wynik mówi sam za siebie. Podobne zabiegi, by wyczerpać temat, podobny nadmiar informacji; tym razem nie tylko z zakresu historii, ale dodatkowo geografii fizycznej Bułgarii z jej Starą Płaniną, Dunajem, Tracją itd. W lawinie słów trafia się nie tylko słońce grzejące Trację, lecz także potęga wyrażana zapadającą w pamięć frazą: „niczym słońce i powietrze dla każdej żywej istoty”. Z dumą możemy powiedzieć światu, że rozbiliśmy skostniałe tradycyjne ramy gatunku, które pozwalały hymnowi wyrażać godność własnego narodu, bo teraz śpiewamy hymn, sławiący dodatkowo inny naród, a głębię jego sensu wyrażają następujące słowa: „drogi mi jesteś kraju, ale po dwakroć milszy jest mi Związek Radziecki”.

Z zasady godło państwowe oraz hymn będące zazwyczaj wizytówką kraju i przedmiotem jego dumy - są znakami dość umownymi. Bułgaria jest wyjątkiem od reguły. Jej hymn i godło wyjątkowo przejrzyście ukazują obecność kłamstwa w bułgarskim społeczeństwie i bardzo prawdziwie-sztuczność obecnych w nim połączeń. Społeczeństwa, które sprawia wrażenie tworzonego zgodnie z antyreceptą Horacjusza - „Jeśli malarz kark koński złączy z ludzką głową...”

Wobec powyższego trudno tylko jednego się domyślić -do konia czy wołu należała nasza szyja.

NIKOŁAJ GEORGIJEW
Tłumaczyła Celina Juda

NIKOŁAJ GEORGIJEW, „Za fasadą godła”, w: „Nowa kniga za byłgarskija naród” („Nowa księga narodu bułgarskiego”), Uniwersitetsko izdatełstwo „Sw. Kliment Ochridski”, Sofia 1991, ss. 57-63

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas