poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT KOZELA
Przegląd prasy [DL 2001, nr 11/12 (181/182)]

We wrześniowej „Odrze” (9/2001) Mariusz Urbanek w tekście „Pięcioprocentowe wybory” ostro opisuje polską scenę polityczną. Pisze: „Gdyby frekwencja podczas wrześniowych wyborów miała odpowiadać temu, co wyborcy myślą i mówią o politykach, nie powinna przekroczyć 5 procent, i tak naprawdę byłby to ten poziom zainteresowania, na jaki polska klasa polityczna uczciwie sobie zapracowała.” Urbanek uważa, że polska scena polityczna, wbrew temu, co się powszechnie mówi, jest już bardzo dojrzała i ukształtowana. Ukształtowała się 12 lat temu i... niewiele się zmienia, aczkolwiek ruch jest wielki, tylko że pozorny. Ci sami ludzie, lecz w innych partiach, w innych szatach - to na prawicy. Na lewicy - spokój i demokratyczny centralizm. Zdaniem publicysty na polskiej scenie politycznej dominuje solidarność sitwy, skompromitowanym politykom koledzy zapewniają przytulne schronienia w nadziei na rewanż w „trudnych czasach”. Wiele w tym tekście goryczy, mocnych zdań o korupcji, republice kolesiów, grach nie mających nic wspólnego ze służbą społeczną, mało nadziei na normalną przyszłość polityki.

W wyjątkowo ostrym diagnozowaniu polskiej rzeczywistości wtóruje Urbankowi Krzysztof Uściński w „Dyktaturze lumpenproletariatu”. Rządzą nami ludzie, których można by zaliczyć do lumpenproletariatu: złodzieje, przestępcy, osobnicy zdeklasowani. (Obydwa te teksty, jak na „Odrę”, są w pewnym sensie wyjątkowe, zjadliwe, nie przebierają w słowach. Wydaje się, że wynika to z pewnej, zrozumiałej bezsilności: w wielu sferach społecznych dzieje się coraz gorzej, a opisywanie tego niewiele zmienia.) Uściński dzieli swój tekst na kilka części - prześledźmy je w skrócie. 1. „Co mnie nie dziwi i co nawet - rozumiem...” Przestępstwa, to, że bandyci wyrzucają kogoś z pociągu, gwałcą. Próbujemy do tego podchodzić spokojnie, uczyć się żyć z zagrożeniem. Pomaga nam świadomość, że to margines. 2. „Co mnie przeraża, ale co - dalej rozumiem...” Przerażają go, ale rozumie nieetyczne zachowania ludzi, którzy powinni być przyzwoici choćby z racji swojego zawodu czy funkcji. Nieuczciwi lekarze, nauczyciele handlujący narkotykami, adwokaci wspierający mafię. Nie byłoby o czym mówić, gdyby nie skala tego zjawiska. 3. „Co przeraża najbardziej i czego już nie rozumiem”. Najbardziej przeraża poszerzanie się tego marginesu i klimat społecznego przyzwolenia. Współdziałanie ludzi elit z kryminalistami, ochrona czarnych owiec ze swojego środowiska, grupy zawodowej. Stąd manipulowanie prawem, łapownictwo, brak profesjonalizmu policji, upadek etosu nauczycieli akademickich itd. 4. „Co dalej?” Niewiele. Jakieś wysiłki społeczności lokalnych, aby zaprowadzić porządek. Oczekiwanie na wejście Polski do UE, żeby wyemigrować; wyjedzie niewielu, ale będą to najlepsi. 5. „Co robić?” Tezy Uścińskiego są jak z oświeceniowego programu naprawy państwa: zminimalizować wpływ administracji na życie społeczne i gospodarcze; ukatrupić relatywizm; wychować media; stanowić precyzyjne i spójne prawa; strzec ich egzekucji. I cytat z podsumowania: „Nie chodzi przecież o to, że są liczne grupy społeczne, dla których pojęcia, takie jak odpowiedzialność, rzetelność, uczciwość, honor, prawda nic nie znaczą. Chodzi o to, że najwyraźniej NIE MA JUŻ TAKICH SFER ŻYCIA PUBLICZNEGO, w których by te słowa miały jeszcze znaczenie. A jeśli nawet gdzieś są takowe, to nie one nadają ton naszemu życiu.”

W „Odrze” polecam też „Polską rzeczyniewistość Andrzeja Więckowskiego. Trzeci w tym numerze tekst o naszych narodowych chorobach, niemożnościach, małościach. Więckowski mówi o tym w kontekście braku systemów wartości, do których można by się odwołać oceniając złe postawy. Dla niego wilk jest jednocześnie owieczką, Czerwonym Kapturkiem i babcią. Natomiast Czesław Madajczak próbuje naszkicować powiązania polskiej kultury z europejskimi nurtami w sztuce i literaturze („Polska kultura wobec europejskiej: XX wiek”). Sporo tu uproszczeń i oczywistości, których zapewne nie uda się uniknąć przy takiej syntezie. Publicysta nie potępia w czambuł kultury PRL-u, ale swoich wywodów nie popiera zbyt wnikliwą argumentacją. Tekst przypomina trochę ściągawkę dla maturzystów, albo szkic sporego podręcznika.

Odbrązowiony, schorowany, żyjący alkoholem i nienawiścią, niejednoznaczny jest Gerhart Hauptmann w sztuce Jerzego Łukosza „Hauptmann” („Dialog” 9/2001). Rzecz dzieje się w posiadłości Hauptmanna w Karkonoszach w czasie wyzwolenia przez Armię Czerwoną. Oficer Sokołów chce poddać denazyfikacji pisarza podejrzanego o współpracę z III Rzeszą. Sokołów jest wykształconym, ale zagorzałym komunistą i sam chce się jak najszybciej przekonać do tezy, że Hauptmanna można i trzeba objąć opieką władz radzieckich Hauptmann gra tu złośliwego starca i mistyfikatora, po trosze bawi się wszystkimi. No i jeszcze wątek poddawania w wątpliwość autorstwa dzieł znanego noblisty: na podstawie bełkotu pisarza „Tkaczy” i inne książki miał napisać jego pielęgniarz. Polecam.

W sierpniowym numerze „Twórczości” (8/ 2001) znalazłem lękliwy, niechętny powrót do dzieciństwa - w wierszu „Świat” Jerzego Plutowicza. Świat to zamknięty w pętli horyzontu, opisywany przez zapachy, grę światła. Nie ma tu jednak dziecięcej radości, dominują smutek i strach, wpisane we wszystko oznaki destrukcji, zwiastuny końca: popiół, rdza, kurz, gasnąca gwiazda, śmierć, lęk. „Nie ma, nie było, nie będzie tego świata.” - powtarza się dwa razy ostatni wers, jak zaklęcie broniące przed złym wspomnieniem. Utwór ten w nietypowy sposób wpisuje się w literaturę różnych powrotów do mitologizowanych krain dzieciństwa. Wykorzystuje rekwizyty tak często opisywanej arkadii, ale w nim świat dzieciństwa jest pełen lęku, śmierci, nie do zaakceptowania, nie do powrotu.

Ciągłe zabijanie i walka o władzę, zabijanie w walce o władzę, wciąż powracający motyw śmierci, jak z drugorzędnych, brutalnych filmów są podstawą dramatu „Walki straceńców” Laurenta Gaude („Dialog” 7/2001). Nie podoba mi się ten dramat, ale hipnotyzuje w poszukiwaniu, scena za sceną, akt po akcie: ile jeszcze morderstw, i po co, czy będzie jakieś pogłębienie. Zaskakująco dużo w tym całym mordowaniu nawiązań do „Ojca chrzestnego”, który jest wszak opowieścią filmem nie tylko i nie przede wszystkim o zabijaniu. Rzecz zaczyna się od zamachu na zwyrodniałego Szefa -nieudaną próbę podjął Morderca, młody chłopak, któremu Szef wymordował całą rodzinę, aby - dowiemy się tego później - go usynowić i jemu przekazać władzę. Plac, na którym grzebie się wciąż przeciwników, grabarze i ich purnonsensowe rozmowy, śmierć jako jedyna kara, zemsta zza grobu itd. wszystko to ma chyba pokazać okrucieństwo, bezsens świata opartego na takich zasadach, próbę ocalenia jakichś wartości. Skutek jest jednak mało przekonujący.

„Dialog” przypomina też kilka tekstów Alfreda Jarry'ego. Przede wszystkim sztuki - „pięć aktów ściśle w wersji, w jakiej odegrały je niegdyś marionetki teatru fynansów”. „Ubu Rogacz” należy do cyklu, z którego najbardziej znany jest „Ubu Król”; trzecia sztuka to „Ubu Skowany”. A In próbka tłumaczenia Jana Gondowicza - początek rozpoczynającej sztukę wypowiedzi Abcesa: „Więc dajmy na to, nieprawdaż, nie mam już żadnej ansy do moich poliedrów: słodkie maleństwa, kocą się jak króliki - co sześć tygodni.” Zdaniem Gondowicza wiek dwudziesty w sztuce rozpoczął się 10 grudnia 1896 r. premierą „Ubu Króla”, który odwoływał się do „zmarginalizowanych nurtów kultury naszego kontynentu: komedii arystofanejskiej, groteskowych korowodów z kukłami znanych ze świąt ludowych w Prowansji czy Bazylei, a wreszcie do teatru marionetek ze szczególnym uwzględnieniem Guignolu” (ze wstępu do wyboru tekstów Jarry'ego: „O zbędności teatru w teatrze i inne teksty”). Dla Jarry'ego teksty związane z postacią Ojca Ubu stanowiły zawsze całość - w dziełach zebranych, wydanych w Paryżu w 1972 r pomieszczono dziewiętnaście dramatów, wersji, fragmentów, skeczów. Spośród krótkich, drukowanych przez „Dialog” rzeczy autora „Ubu Króla” polecam „Przedmowę przed premierą” tejże sztuki. Autor wspomniał krótko o możliwości różnych interpretacji postaci Ubu, o pośpiechu w przygotowaniu spektaklu, o harcach na tekturowych koniach, o jarmarcznej muzyce, której nie będzie. „Co do orkiestry, której brak, żałować wypada jedynie jej natężenia i barwy, gdyż rozliczne cymbały i klawicymbały wykonają motywy ubistyczne zza kulis. Co do akcji, która nastąpi, toczy się ona w Polsce, czyli Nigdzie”. Kurtyna w górę.

Na koniec drobiazg. Jacek Szczerba, recenzent „Gazety Wyborczej” sponiewierał filmowego „Wiedźmina” - i miał rację („Cześć, Wiedźmin”, „GW” z 6 listopada br.). Ale powinien przywiązywać wago do szczegółów, które prezentuje czytelnikom. „Wyborcza” na pierwszej stronie dała kadr z filmu i podpis: „»Wiedźmin« wchodzi dziś na ekrany, ale jak na filmową baśń jest, niestety, źle opowiedziany. Sapkowski-pisarz i Żebrowski-aktor (na zdjęciu rusza właśnie na smoka)... - no właśnie, to nie Żebrowski-Wiedźmin rusza na tego smoka, wręcz przeciwnie, chciał go bronić. Reszta się zgadza.

Robert Kozela

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas