poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARTA WYKA
„Przeminęło z wiatrem” zawsze aktualne
 
„Scarlett O’Hara nie była piękna, ale mężczyźni zakochani w niej jak dwaj młodzi Tarletonowie...” Magiczny, porywający początek książki mojej młodości, kiedy nie znano jeszcze dzieł kultowych. Cudowny początek, który zapowiadał historię miłosną pełną komplikacji, wywoływał na scenę dziewczynę o zielonych oczach i talii jak osa (19 cali, o ile dobrze pamiętam...), i otwierał przede mną kraj trochę podobny do „Chaty wuja Toma”, ale trochę tylko, co następowało wtedy, gdy narratorka obniżała się do poziomu chat murzyńskich i białej hołoty.

Nurt główny powieści, na samym jej początku, był sprzęgnięty z piknikami białych dżentelmenów z południa i wrażliwych dam z dobrych rodzin, tak wrażliwych jak szlachetna Melania, która co prawda umrze, wcześniej jednak pokaże Scarlett, co to znaczy być damą prawdziwą. Prawdziwa dama je jak ptaszek, nie nosi przed południem zbyt głębokich dekoltów, nie mówi co naprawdę myśli, nie przerywa panom, a jeżeli to tylko w celu adoracji ich rozumu, nie uwodzi żonatych mężczyzn.

Charakter zachwycającej głównej bohaterki pozostawiał, z punktu widzenia tego kodeksu, wiele do życzenia. Bowiem Scarlett była oschła, interesowna, uparta, skupiona na sobie, niechętna ludziom. Jak na osobę, wokół której toczy się tyle wątków miłosnych, przez nią samą wywołanych, nie są to najlepsze kwalifikacje charakterologiczne. Jej uczucia, na ogół niezbyt rozbudowane, wiążą się przede wszystkim z matką, Ashleyem, mężczyzną nie-do-zdobycia oraz ziemią, czyli rodzinną Tarą. Matka i ziemia mogłyby stać się łakomym kąskiem dla psychoanalitycznie nastawionego czytelnika, może nawet dla krytyka. Reprezentują stałość, niezmienność, punkt stały, na którego brak podświadomie zdaje się cierpieć Scarlett.

Scarlett O’Hara nie była piękna duchem, ale jej ciało, krynoliny i wrodzona fertyczność pociągały mężczyzn. Umiała to wykorzystać. Potrafiła też zajrzeć do świata mężczyzn z innej niż kobieta strony. I to wydaje się prawdziwie ciekawe. Podpatrywała ich i wykorzystywała męskie słabości, co zresztą w każdej epoce dość pospolite. Uważała mężczyzn za głupcow, wyjąwszy Ashleya, chociaż i w tym przypadku miała czasem wątpliwość (jej ukochany nie sprawdzał się bowiem w nowych, przebojowych czasach). Ale przywłaszczała sobie męskie chwyty. Młoda kobieta tamtej epoki nie powinna z zasady wiedzieć, jak się prowadzi interesy, co to jest konkurencja, ile kosztuje metr desek, jak zdobyć tanią siłę roboczą. Jednym z bardziej kompromitujących wyczynów Scarlett było zatrudnienie więźniów przy pracy w tartaku. Nie kosztowali wiele i nie mieli żadnych praw. Współobywatele nie wybaczali Scarlett pomysłów w takim właśnie stylu.

Oczywiście, postać powieściowa powstała w latach, gdy kobiety emancypowały się coraz bardziej. Tym niemniej przynależała do pewnej historycznej epoki, nota bene żyła w czasach, kiedy dzielne Polki nosiły czarne sukienki i żałobne medaliony z puklem włosów ukochanego.

Zaś ta okropna Scarlett oddała własna ślubną obrączkę jako fant na armie konfederacji, ponieważ w głębi ducha nienawidziła męża, który zrobił z niej nietańczącą wdowę. Ona zaś nie znosiła czerni i wdowich szat, skromnych kapeluszy bez piór i wysokich kołnierzyków.

Natomiast znakomicie rozumiała bojową funkcję kobiecego stroju i traktowała go jako oręż. Jej zbroja odnosiła same sukcesy. W szczególności suknia uszyta z aksamitnej portiery i kapelusz z piórem wyrwanym z ogona ostatniego koguta na plantacji. Nie wydaje się, aby fiszbiny zbyt jej ciążyły (tak jak biednej Zapolskiej), skoro mogły ją doprowadzić do wytyczonego skrupulatnie celu.

Tak ubrana zamierzała bowiem zdobyć jedynego mężczyznę, który posiadał w Atlancie pieniądze: Retta Butlera. I prawie się udało, gdyby nie wyszła na jaw jedna z jej nielicznych cnot – zniszczyła sobie ręce uprawiając ziemia na ukochanej plantacji, zaś dama, jak wiadomo, powinna mieć dłonie zadbane.

Popijała w skrytości alkohol. Damy napomykały co najwyżej o flakonie zemdleń. Pracowała i sama powoziła bryczką, co miało fatalne konsekwencje. Sprowokowała swoim zachowaniem odwetową akcję Ku-Klux-Klanu, i skończyło się to zajście śmiercią jej drugiego męża i banicją innych uczestników spisku.

Pogardzała nią nawet kobieta lekkich obyczajów i właścicielka domu publicznego, ponieważ, jak mówiła, Scarlett nie była damą i nie posiadała serca.

Powieściowa Scarlett to, mniej więcej, rówieśniczka Stefci Rudeckiej, czyli „trędowatej”. W sensie czasu napisania postaci, nie okoliczności historycznych oczywiście. Dzieli te dwie młode damy przepaść, zaś Scarlett wydaje się być zapowiedzią feministycznego modelu i wszystkie jej wady stają się automatycznie zaletami, niezbędnymi dla kobiety, która wyzwala się spod męskiej dominacji.

Czyny Scarlett przynależą do świata mężczyzn, bo są postrzegane w optyce tego świata. Gdy spojrzeć na nie z kobiecego wnętrza, dowodzą przede wszystkim możliwości jej płci w niczym nie ustępującej mężczyznom.

Tak by powiedziała feministka, ale zagarniając tę postać w obręb tylko kobiecego świata, popełniłaby jednakowoż pewne nadużycie. Takie mianowicie, iż dyskurs Margaret Mitchell nie ma żadnych cech płciowych.

Kusząca teza o prefeminizmie „Przeminęło z wiatrem” zachwiałaby się mocno w posadach. Czy zresztą ktoś ją już postawił? Tego nie wiem, natomiast dalej utrzymuję, iż „Przeminęło z wiatrem” to powieść zaskakująco aktualna, jeżeli tylko spojrzeć na nią z nieco innej perspektywy. Czy warto?

Nie liczono dokładnie, ile jednostek alkoholu pochłonęła Scarlett w drodze do pieniędzy, uganiając się jednocześnie za niedostępnym mężczyzną. W jakimś momencie życia zrezygnowała z talii osy, ale nie polubiła nigdy roli matki, ponieważ ją upokarzała.

Pofolgowała swojemu łakomstwu, ale też wypuściła z rąk jedynego prawdziwie bogatego mężczyznę. Słowem, zrobiła karykaturę z siebie samej i zapewne dlatego napisano już szereg dalszych ciągów powieści: żeby pokazać, iż Scarlett nie miała aż tak paskudnego charakteru, jak to jasno wynika z dzieła-matki.

Owszem, miała. I dlatego może dzisiaj liczyć na wielbicielki jej charakterologicznych właściwości. Przegrywając mężczyznę, pani Butler posiadła wszystko o czym marzyła jako młoda dziewczyna: pieniądze, służbę, wytworny dom, plantację, klejnoty, niedoścignione marzenie miłosne w postaci wdowca do wzięcia. A że nie była szczęśliwa?

Przecież nie o to jej w życiu chodziło.

Marta Wyka
 

 

 
natanowa@o2.pl     2009-09-17 22:56:16
Bardzo ciekawie i widać z wnikliwością oraz polotem napisane. Jednakże nie mogę nie zwrócić uwagi na to, iż fragment "W jakimś momencie życia zrezygnowała z talii osy, ale nie polubiła nigdy roli matk

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas