poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [DL 2000, nr 6-8 (164-166)]

„Młody Wyka nic, o ile mi wiadomo, nie ogłosił w »Wiadomościach Literackich«” - pisze Czesław Miłosz („Dekada Literacka” nr 2/3). Uściślijmy: prawie nic. W r. 1933 21-letni Wyka opublikował tu jeden z pierwszych swych artykułów: „Pirożyński sprzed laty trzydziestu” (nr 31). Chodziło o ks. Karola Niedziałkowskiego, autora książki „Czemu dziś w poezji nie mamy słowików?” (hm)

Przedziwną zasadę zastosowali Marek Piechota i Jacek Lyszczyna w swoim udanym skądinąd „Słowniku Mickiewiczowskim”: oto hasłami uczynili imiona, „nazwy najbardziej osobiste, indywidualne, własne - nie rodowe, jakimi są nazwiska”. Trudno zrozumieć, dlaczego „Aleksander” miałby być nazwą bardziej osobistą niż Chodźko, Jełowicki, Mickiewicz czy Puszkin, a jednak wszystkie te cztery osoby umieścili autorzy kolejno w hasłach od tego imienia się zaczynających. Tłumaczą, iż uczynili to „przerażeni tym, że dzieci przynoszą ze szkoły godny napiętnowania obyczaj posługiwania się wyłącznie nazwiskami, nawet w odniesieniu do swoich koleżanek i kolegów”. Można by odpowiedzieć, że zwyczaj ten daleki jest od upowszechnienia - w telewizji np. coraz częściej prezenterzy i korespondenci mówią sobie po imieniu. (hm)

Paweł Huelle („Gazeta Wyborcza” z 20-21 maja) zaciekawiony postacią filologa klasycznego Bonawentury Graszyńskiego, szperał w jego poszukiwaniu – jak opowiada – po wszystkich bibliografiach i znalazł tylko miniinformację w „Małej Encyklopedii Kultury Antycznej” PWN. Gdyby zajrzał do „Polskiego Słownika Biograficznego”, mógłby tam - bez wszelkich poszukiwań – przeczytać dokładny życiorys Graszyńskiego, szczegółowe informacje o jego twórczości w języku greckim i polskim, a także znalazłby dalszą wcale obszerną o nim literaturę. Inna rzecz, że i tam nie ma wzmianki o dialogu filozofów Pirona i Tymona, na który Huelle natrafił w amsterdamskim antykwariacie. (hm)

„Suplement”, miesięcznik Stowarzyszenia Autorów w Krakowie, od kilku już numerów zamieszcza kronikę Śród Literackich odbywających się w okresie międzywojennym w Wilnie. Widocznie ani autorka, ani redakcja, nie wie, że znacznie dokładniejsze opracowanie
Jagody Hernik Spalińskiej „Wileńskie Środy Literackie 1927-1939” ukazało się w wydawnictwie IBL już dwa lata temu! (hm)

Z prawdziwą przykrością znalazł kamerzysta w artykule wybitnego uczonego Henryka Samsonowicza „Manipulacje w badaniach nad polskim milenium” („Nauka” 2000, nr 1) nazwiska „XIX-wiecznych popularyzatorów – Ludwika Anczycy, Wincentego Pola, Lucjana Tatomira, którzy w różnych „Wieczorach pod lipą” rysowali jednoznaczny wizerunek dawnej Polski”. Po pierwsze – nie było żadnego „Ludwika Anczycy”, lecz „Władysław Ludwik Anczyc”, po drugie – Pol nie napisał żadnej książki popularnej o historii dawnej Polski, po trzecie – Autorem „Wieczorów pod lipą” był akurat niewymieniony w tej trójce Lucjan Siemieński. (hm)

Andrzej Zawada jest na pewno kompetentnym historykiem literatury. Ale czy to pośpiech, czy nadmierne zaufanie do własnej pamięci sprawiają, że nazbyt często popełnia błędy faktograficzne; kamerzysta pisze o tym z przykrością. W „Nowych Książkach” (nr 5) Zawadzie „napisało się”, że Kazimierz Wyka drukował w „Twórczości” „Traktat poetycki” Miłosza. Tymczasem w „Twórczości” ukazał się „Traktat moralny”; zaś „Traktat poetycki” został ogłoszony w paryskiej „Kulturze” w r. 1956-1957. (hm)

Ze zdumieniem znaleźliśmy w „Polonistyce” (nr 5), w artykule profesora Uniwersytetu, i to samego redaktora pisma wyrażenie „animal symbolicus” (kilkakrotnie powtórzone) i przypisane w dodatku Ernestowi Cassirerowi. Uczony ten w grobie by się przewrócił, gdyby to przeczytał - bo „animal” jest rzeczownikiem rodzaju nijakiego, więc możliwa jest tylko forma „symbolicum”. (hm)

W dziele Andrzeja Bańkowskiego „Etymologiczny słownik języka polskiego” (t. I, Wydawnictwo Naukowe PWN) można wyczytać pod hasłem „cetyna” (igliwie świerkowe), że „twórcą i propagatorem pierwszym tego i tych słów oraz narodu góralskiego z prawem do własnego języka był F. Smaciarz-Smreczyński-Orkan, płodny literat, dzielny demagog i socjalista nacyjny” (sic!). Pod hasłem „chłop”, że wyraz ten wznowiony został „na przełomie XIX/XX wieku (jako pozytywny kwalifikator wiejskiego sojusznika proletariatu) przez demagogów marksistowskich, których dzielnym prekursorem (podkreślającym wyzysk chłopa przez despotów w ustroju arystokracji feudalnej) był H. Kołłątaj”; pod hasłem „cudzołożyć”, że „pierwszą sławną w dziejach Polski i najpobożniejszą cudzołożnicą” była Dobrowita-Dobrawa-Dobrochna, która „wdarła się w łoże władcy pogańskiego kraju między siedem jego żon, by go przez długie lata nawracać na świętą wiarę; nawróciła (wraz z całym jego narodem) i nie weszła w poczet świętych!!!” Pod hasłem „harcówka”, że to m. in. miejsce harców dygnitarzy partyjnych z harcerkami i innymi „ubeczkami” u beczki piwa, organizowanej przez harcmistrzów w roli tancmistrzów”. Pod hasłem „inteligencja”, że to „demagogiczny termin marksistowski tak często używany, że przejęty także przez nie dość inteligentnych przeciwników marksizmu, zatem, dziś ogół ludzi nie dość inteligentnych, by zrezygnować ze swojej przynależności do stada zarażonych „parchem inteligenckim”. Pod hasłem „interpolować” proponuje autor „żądnym nowinek językowych dziennikarzom” użycie tego „starobłędnego słowa” w całkiem nowym znaczeniu: „polować na przestępców przy pomocy Interpolu”. A kamerzysta proponuje, by dalsze tomy „Słownika” otrzymały nadtytuł „Nowe Ateny czyli Akademia wszelkiej scencyi pełna”. (hm)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas