poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI
Wiersze
DL 2000, nr 6-8 (164-166)
Materac

Ojciec nadmuchiwał nam go co lato.
Ma trzydzieści lat, może nawet więcej.
Ze szczelin wciąż jeszcze sypie się piasek.
W zgrubieniach wciąż oddycha powietrze jego płuc.

Dopóki go nie wyrzucę, dopóki go nie przegryzą szczury,
mój ojciec może pojechać nad morze.

Konserwa kaszlu.
Gumowa ampułka westchnień.
Relikwiarz na leszczynowe kołki.
Pamiątka organiczna.
Balsam beztroskiego tchu.
Wieczny odpoczynek.
Miech zmartwychwstania.


Wujek Staszek

pozostało mi po nim kilka
landrynek wyssanych przez kieszeń
i nagrany na wideo kaszel


W wigilię chrztu

W lustrzanej kancelarii
ksiądz mówił że dla tego dziecka
jutro nastanie wieczność
bezbrzeżne teraz
które nie zna początku ani końca
choć wiadomo że zacznie się jutro
i że dzisiaj jeszcze go nie ma

A jeśli to prawda?

Jeśli wieczność jest plisą
w płótnie pór i godzin
niemą fałdą
w mięsistym płaszczu opatrzności?

A jeśli nieprawda
i kapłan się odwróci
zdejmie stułę
a Bóg jego wzorem
odwiesi sutannę na kołek?

Jak fryzjerki
które o siódmej
zamykają szklane drzwi zakładu
i nie bacząc na przechodniów
przy pełnym świetle jarzeniówek
czeszą się nawzajem
na wieczorne święto bez dostępu dla gapiów
z zawodowym znawstwem
dyletanckich pieszczot

Wkładam rękę w aksamitne sukno czasu
jak Tomasz:
wieczność jeśli jest
nie ma ciała

palce owiewa ósma wieczorem


Wiersz sentymentalny

Przeżyć miłość
znaczy żyć dłużej niż ona

mieć ją za plecami
w każdej chwili iść do siebie na cmentarz

przeglądać się duszą
w obolałym ciele

dowodu na własne istnienie
jak koń szukać w krzyżu z którego zsiadł jeździec

mieć nozdrza obolałe od obojętnych zapachów

mieć krew przytłoczoną niewytrysłym wzburzeniem

mieć włosy zdziwione że nie są cięciwą dla palców
że nie wystrzelą już w słońce kropli potu

Z braku śladów katuszy
i narzędzi zbrodni
żaden trybunał nie chce podjąć się sprawy


Eternita animale

Głaszcząc kota, czy jemu
ulgę przynoszę, czy duszy która cierpi
w czyśćcu jego sierści?

Już dzisiaj błagam o litość
najpiękniejsze dłonie.


Białe noce

Zima jest wszędzie
nawet wargi są białe

śmierć odeszła co najmniej
na odległość słuchu:
nie wiem o nikim
kto by chorował na stałe

jest pokój
i rodzą się same dziewczynki

dzwony biją tylko
od wielkiego święta

stara podłoga jeśli zaskrzypi
to tylko dlatego że skradają się córki

śnieg pada cicho
wiatr wieje bezgłośnie

gwiazdy zwiastują
łagodne przedwiośnie

Lubię te chwile
kiedy powoli owija nas bandaż

kiedy przez jego rzadką gazę
coraz słabiej widać
siną dal

może z mojego otępiałego uśmiechu
ktoś wyciągnie dla siebie
pomyślne prognozy na różową przyszłość

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas