poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANDRZEJ MARIA KNAPIK
Portret artysty z klapką w tle
[ADAM MARCZYŃSKI 1908-1985. Wystawa retrospektywna. Bunkier Sztuki, Kraków, 1999/2000.]
DL 2000, nr 4/5 (162/163)


Zrządzeniem losu przyszło mi, dzieckiem będąc, wiele dni spędzić w posępnym, szarym gmachu krakowskiego Muzeum Narodowego, przy Alei 3 Maja. Gdy matka zajęta była pracą, wędrowałem przez wyłożone zimnym kamieniem sale, ja stawałem oko w oko z fascynującymi dziecięcą wyobraźnię obiektami: straszyły mnie kocie oczy kobiet z obrazów Mikulskiego, przerażało najeżone ostrzami krzesło Hasiora, pokryte na dodatek żałobną materią przygnębiały szare i czerwone gigantycznych rozmiarów quasi-torsy Pawłowskiego. Tylko jeden eksponat wzbudzał moją sympatię, a to dlatego, że niejako zapraszał do zabawy - był to prostokąt zbudowany z maleńkich, pomalowanych na wesołe kolory skrzyneczek, wewnątrz których zamontowane były ruchome klapki. Czasami, przemógłszy strach przed muzealnymi strażnikami, próbowałem owych klapek dotknąć. Nie wiedziałem wówczas, że takie właśnie założenie przyświecało twórcy tego dzieła - Adamowi Marczyńskiemu.

Adam Marczyński urodził się w Krakowie 24 grudnia 1908 roku. Tu zdał maturę i tu w 1930 roku wstąpił do Akademii Sztuk Pięknych. Lata 30. tworzą w Krakowie obraz wyjątkowy - w tym czasie rodziło się wiele nowych pomysłów, powstawały awangardowe teatry i stowarzyszenia, silnie działał ruch studencki. Marczyński świetnie się w tym buzującym tyglu odnalazł - współprzewodził Bratniakowi a także związał się z Teatrem Cricot i legendarną pierwszą Grupą Krakowską, której wpływ miał znaleźć odbicie w jego późniejszej twórczości. Wtedy też poznał Władysława Strzemińskiego, który wywarł na nim niezapomniane wrażenie - w poświęconym mu szkicu pisał: „Osobnym zjawiskiem w ówczesnym (tj. XX-lecia) środowisku artystycznym była osobowość Władysława Strzemińskiego. Działalność tego malarza, rozwijająca się w kierunku własnej twórczości malarskiej i publicystyki teoretyczno-naukowej, odegrała niemałą rolę w kształtowaniu się polskiego malarstwa awangardowego. (...) Twórczość Strzemińskiego znalazła ostateczne rozwiązanie w przeciwstawieniu kubizmowi własnej, oryginalnej koncepcji sztuki, nazwanej unizmem”. Wydaje się, że lekcji Strzemińskiego Marczyński nigdy nie zapomniał - nie należy przez to rozumieć naśladownictwa, to raczej fascynacja postawą i osobowością, czynnikami, które budowały kręgosłup młodego artysty.

Nie chciałbym tutaj opowiadać życiorysu Adama Marczyńskiego, tym bardziej że uczynił to wspaniale Józef Chrobak w kalendarium zamieszczonym w katalogu pośmiertnej wystawy malarstwa, zredagowanym przez Janusza Orbitowskiego. Jednak pisząc o artyście jest się zmuszonym sięgać wciąż do jego biografii, już to by napotkać wątki przez niego zarzucone, już to by uświadomić sobie kontynuację niektórych myśli.

Jak zaznaczyłem powyżej, drogę artystyczną rozpoczął Marczyński w latach trzydziestych. Doświadczenia wyniesione z krakowskiej ASP a pogłębione wrażeniami z podróży do Francji i Hiszpanii ukształtowały w miarę wyrazisty styl młodego malarza - wrażliwość na barwę wywodząca się z doświadczenia koloryzmu przenikała się z ujęciem kubistycznym, będącym wynikiem fascynacji sztuką nowoczesną. Kolejne doświadczenie wyniesione z okresu studiów to przynależność do Grupy Krakowskiej, stowarzyszenia zdominowanego przez artystów programowo przeciwstawiających się tradycyjnym kierunkom w sztuce - na ich tle Marczyński jawi się jako twórca o wiele mniej radykalny. Nie należy też zapominać o wspomnianych już kontaktach artysty z Władysławem Strzemińskim, dzięki którym Marczyński dobrze orientował się w poszukiwaniach polskiej awangardy okresu międzywojennego.

Lata okupacji, które wpierw związały artystę ze Lwowem a następnie z Krakowem, zaowocowały bardzo istotnym doświadczeniem - powstały wówczas pierwsze ryciny do książek, w tym także legendarne rysunki do „Porwania w Tiutiurlistanie” Wojciecha Żukrowskiego. Z czasem ilustracja książkowa miała się stać jedną z „wizytówek” Marczyńskiego.

Po wojnie Adam Marczyński dynamicznie włączył się w powstający ruch artystyczny -co ciekawe, mimo swej aktywności nie wziął udziału w słynnej Wystawie Sztuki Nowoczesnej, która odbyła się w grudniu 1948 roku w salach TPSP w Krakowie. Wydaje się, że w tym czasie silnie już zaczął dawać o sobie znać indywidualizm artysty, zaznaczony aluzyjnymi obrazami abstrakcyjnymi, które zachwyciły poetów, m.in. Juliana Przybosia. Pisał on: „Z przyjemnością patrzyłem na kompozycje Adama Marczyńskiego, oto malarz autentyczny, taki, co nie zmienia maniery w jednym dniu. Do swoich abstrakcji doszedł drogą naturalnej ewolucji widzenia”.

Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych, zdominowana przez socrealizm, nie sprzyjała rozwojowi sztuki nowoczesnej. Marczyński świadomie pozostał na uboczu „jedynej słusznej sztuki” - nie angażując się w oficjalne życie artystyczne doskonalił swój warsztat, kontynuując dociekania kolorystyczne. Proces ten, o czym pisze w swoim szkicu Jan Pamła, zaowocował w drugiej połowie lat pięćdziesiątych nadaniem indywidualnego charakteru i osobistego piętna powstałym dziełom pozostającym w silnym związku z tzw. abstrakcją liryczną. W tym czasie artysta odniósł wiele sukcesów, z których najważniejszym wydaje się być udział w Biennale Weneckim 1956.

Rok 1959 był w rozwoju Adama Marczyńskiego datą graniczną - artysta zarzucił tworzone dotąd obrazy, barwne monotypie i rysunki, by niespodziewanie sięgnąć do metod całkowicie odmiennych. Zaczęły powstawać prace będące collage'ami i montażami gotowych elementów - zardzewiałej blachy, zbutwiałego drewna, papy, piasku, gipsu, smoły, obiektów ukształtowanych przez naturę i wytworzonych przez człowieka. Istotą powstających dzieł była ich wizualność, ewokowana przez kontrastujące ze sobą faktury. Ten eksperyment zbiegł się w czasie z podobnymi działaniami podejmowanymi w kręgu Grupy Krakowskiej, jednak w dorobku Marczyńskiego miał on nieco inny ciężar gatunkowy.

Krytyka wielokrotnie zwracała uwagę na „linearny” rozwój twórczości artysty, której kolejne etapy stanowiły naturalny efekt etapów poprzednich. Wydawać by się mogło, że Marczyński, wyczerpawszy jakąś możliwość, a może raczej zaczerpnąwszy z niej te elementy, które były mu bliskie, potrafił twórczo je przeobrazić i rozwinąć – przedwojenny koloryzm zestawiony z osiągnięciami sztuki nowoczesnej miał się z czasem przeistoczyć u niego w abstrakcję liryczną a następnie, we wspomnianym eksperymencie, w fascynację ukształtowaniem powierzchni. Kolejny krok to świadoma rezygnacja z bogactwa faktury na rzecz stopniowego oczyszczania powierzchni obrazu. Miejsce estetyki reliktów, szczątków zajmuje estetyka „przemysłowa” ewokowana przez wykorzystywane w obrazach blachy, fornir i cienkie listewki. Następuje „uporządkowanie” dzieła, co nie oznacza rezygnacji z wizualności: dotychczasową wizualność, nazwijmy ją „brutalną”, zastępuje logiczny, uporządkowany podział, miejsce rozwichrzonego romantyzmu zajmuje chłodny klasycyzm.

Kolejnym stopniem rozwoju są wspomniane już przeze mnie na wstępie „ruchome klapki”, jak sam artysta zwykł był nazywać swe ówczesne dzieła. Geometryczny podział sprowadzony został do quasi-pudełek, które dzięki owym „klapkom” zyskują założony z góry element interaktywności. Sam Marczyński pisał: „Obraz składając się z ruchomych elementów jest obszarem potencjalnie istniejących realizacji plastycznych. Jakkolwiek ich liczba może być wyznaczona w oparciu o metody kombinatoryczne, to z punktu widzenia człowieka obcującego z obrazem wszystkie te możliwości stanowią nieskończony obszar. Rola artysty polega na jego zbudowaniu. Oglądający obraz może dokonać wyboru realizacji plastycznej - jest ona wynikiem poszukiwań w stworzonym przez artystę świecie. Dokonujące się w nim spotkanie między twórcą a oglądającym. Kluczowym wymiarem tego spotkania jest możliwość poszukiwania i dokonywania wyboru realizacji plastycznej, co stanowi istotę przeżycia estetycznego”.

Ruchome były nie tylko same „klapki”, także i pudełka można było dowolnie komponować - stąd był już jedynie krok do wyjścia w plener, do umieszczania dzieł w lesie, czy na przydrożnych drzewach a wreszcie, jak to miało miejsce w trakcie spotkania w Osiekach w 1970 roku, do rozdania poszczególnych elementów uczestnikom, tak by zostały one „rozsiane” po Polsce.

Jakim człowiekiem był Adam Marczyński? Jak wspominają jego wychowankowie, obdarzony był wielkim, acz wyrafinowanym poczuciem humoru. Był, co, jak sami malarze podkreślają, jest rzadkością w ich środowisku, erudytą. Janusz Orbitowski opowiadał anegdotę, jak to zapytał niegdyś Marczyńskiego o nic nie mówiące mu nazwisko Priszwina, na co otrzymał kompetentny wykład poświęcony twórczości rosyjskiego pisarza.

Andrzej Starmach zapamiętał Marczyńskiego jako personifikację swoich wyobrażeń o inteligencie XX-lecia; podziw budziły jego elegancko skrojone garnitury, wspaniałe krawaty i nienaganne maniery, a zwłaszcza – szarmancki stosunek do kobiet. Słabością Marczyńskiego były wianki, i to pojmowane najdosłowniej - na ścianie swojej pracowni miał zawieszoną ich całą kolekcję - chłopskie, obrzędowe, ludowe...

Przyjaźnił się z poetami: Przybosiem, Różewiczem. Zbigniew Herbert pisał o nim: „Adam Marczyński jest przykładem na to, że wielkie szkoły nie wygasają bezpotomnie, a sztywne podziały historyków są sztuczne. Malarstwo Marczyńskiego wywodzi się z impresjonizmu, to znaczy akurat z epoki, której sztuka nowoczesna przeciwstawia się bezwzględnie wyrazowi biernego ulegania naturze. Z impresjonizmu wyniósł Marczyński ogromną wiedzę kolorystyczną, zamiłowanie do trudnych i niebanalnych akordów barwnych, a zdobyczą jego doświadczeń graficznych jest nieomylna kreska(...)”.

Studenci nazywali Go „Dziadkiem” z pełnym szacunkiem kryjącym się za tym słowem. Podkreślali, że jako pedagog całym sobą wskazywał jak być artystą, uczył odpowiedzialności i umiejętności podejmowania decyzji. Starał się pokazywać studentom drogę, a nie łamać i naginać na siłę ich wrodzone predylekcje. W czasie, kiedy kontakt z Zachodem był utrudniony, przynosił na wykłady sterty pism o sztuce, by wychowankowie mogli zapoznać się z najnowszymi tendencjami. Jednocześnie był wymagający - kiedy jeden ze studentów uczęszczający na indywidualny tok studiów przyniósł swoje prace, Marczyński postawiwszy jedną na tle drugiej udowodnił mu, że jego rozwój był pozorny, że poza epatowaniem prace owe nie zawierały żadnej głębi.

Adam Marczyński, jak podkreślają ci, którzy Go znali, był postacią znaną i lubianą artystą rozumnym i refleksyjnym. Dlaczego zatem jego dzieło nie weszło do obiegu galeryjnego?

Był człowiekiem skromnym, nie potrafiącym specjalnie zabiegać o swoje interesy - przeszkadzała mu w tym jego własna postawa wobec życia. Nie narzucał swego zdania jak Kantor – raczej słuchał z ironicznym uśmiechem, niż krzyczał. Był chyba bardziej poetą niż malarzem. Herbert napisał o nim: Taka jest dusza jego malarskich poematów: ptasia, roślinna, owadzia. Leży na tych płótnach wielkie łagodne światło odbite w wodzie.

Świat nie jest przychylny poetom...


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas