poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT KOZELA
Przegląd prasy [DL 2000, nr 4/5 (162/163)]


W tym przeglądzie chciałbym wrócić do kilku tekstów z ubiegłego roku.
Powodem tego szperania w starych miesięcznikach i kwartalnikach była
ciekawa grupa tekstów poświęconych Witoldowi Majowi, którą znalazłem w
„Akcencie” (2/1999). Numer otwiera kilka wierszy Maja. Najczęściej
dobrze „zrobione”, z dodatkiem ironicznego dystansu, goryczy, chwytów
intertekstualnych. Wyróżnia się utwór „Prawdziwa miłość” - trochę
śmieszna, trochę smutna skrótowa analiza rozwoju uczucia. „Był na ogół
milczący i nieskory do zawierania znajomości. Palił bardzo dużo
papierosów. (...) Nie można powiedzieć, że był sympatyczny. Potrafił
jak mało kto zrażać sobie ludzi.” – tak pisze o swoim pierwszym
wrażeniu po poznaniu Witolda Maja (1940-1989) Jan Władysław Woś („Mój
przyjaciel Witold Grzegorz Maj”). Na początku długoletniej przyjaźni
okazało się jednak, że Witold bardziej był nieśmiały niż niechętny
światu. Woś opowiada o dyskusjach, pierwszych próbach literackich Maja,
trochę o studenckim życiu w Warszawie. Uczyli się razem w studium
nauczycielskim, potem studiowali filozofię, której Maj nie skończył. A
przede wszystkim czytali: Manna, Lampedusę, Lechonia, Rilkego,
Leśmiana, Gombrowicza. Maj wolał Miłosza, Bursę, Stachurę, Prousta; Woś
– Horacego, Kochanowskiego, Tuwima. Witold nie lubił prac społecznych,
niechętnie odnosił się do braci, milicjanta i ubeka. Ciągle nie miał
pieniędzy. E. Jackiewiczowa, która wykładała w studium gramatykę
opisową znalazła mu pracę: odpowiadał na listy dziewcząt w „Filipince”.
„Po kilku miesiącach, jak przewidywałem, przestał współpracować z panią
Jackiewiczowa” – pisze Woś, nie było to zajęcie dla Maja. Był dobry,
ale zmienny w nastrojach, często miewał okresy przygnębienia, dużo
cierpień przysparzały mu brak miłości i akceptacji – był
homoseksualistą. „Poza tym jestem przekonany, że zupełnie inaczej
potoczyłyby się jego losy, gdyby znalazł kogoś, kto by go kochał i
pomógł mu w zrealizowaniu się. Sam nie potrafił tego zrobić. (...)
Uciekał przed samym sobą i przed smutną i tragiczną rzeczywistością.
Witek był ciągłą projekcją samego siebie.” – kończy Jan Woś. Swoistym
dopełnieniem i kontrapunktem dla tego tekstu jest wspomnienie Bohdana
Zadury o Maju: „1140 słów (dopowiedzenie)”. Zadura nie zgadza się z
wieloma sądami Wosia. Pisze o Maju: „On nieśmiały? Jeśli on był
nieśmiały, to jaki byłem ja? Niechęć do prac społecznych? (...)
Absolutna ignorancja w dziedzinie malarstwa i muzyki?” itd. „Akcent”
publikuje również kilka listów Witolda Maja do Bohdana Zadury.



Po remanencie w składzie ubiegłorocznych pism literackich warto polecić
jeszcze niezłe postmodernistyczne studium wieszania się i stryczka -
tekst Marka Krystiana Emanuela Baczewskiego „Iwan Niczyporowicz
Razumichin, wisielec filozoficzny” („FA-art” 2/99), rozmowę Krzysztofa
Masłonia z Janem Karskim (Janem Kozielewskim), emisariuszem Podziemnego
Państwa: „Za dużo widziałem” („Kurier Czytelniczy” z grudnia 1999 r.) i
jeszcze jedną rozmowę – dyskusję Jana Gondowicza, Włodzimierza
Kalickiego, Jerzego Surdela, Andrzeja Bernata i Tomasza Łubieńskiego o
przygodzie i przygodzie w literaturze: „Chwile najwspanialsze” („Nowe
Książki” 9/99). Warto wrócić również do „szwajcarskiego” numeru
„Literatury na Świecie” (5-6/99), która przynosi m.in. świetne teksty
Adolfa Muschga („Jeśli Auschwitz leży w Szwajcarii” i „O, kraju mój
rodzinny”), a także artykuł o Muschgu pióra Hansa-Herberta Rakela:
„Piewca wyrzutów sumienia”.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas