poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARGARET ATWOOD
Anioł
DL 2000, nr 2/3 (160/161)

Wiem, jak wygląda anioł samobójstwa. Widziałam go kilka razy. Gdzieś tu jest. Swoim wyglądem w niczym nie przypomina aniołów, które napotykamy tu i ówdzie, tych kędzierzawych i długorzęsych z klasycznych malowideł, albo tych ślicznych białych ze świątecznych kartek. Przy okazji tych wyobrażeń wielką wagę przywiązuje się do stóp, które są zawsze bose, pewnie po to, żeby pokazać, że anioły nie potrzebują obuwia, przecież muszą chodzić po gwoździach i rozżarzonych węglach, ach te aspirynowe serca, wiatrem podszyte głowy, lotne ciała!

Inaczej przedstawia się sprawa z aniołem samobójstwa, który jest gęsty i ciężki od antymaterii jak czarny karzeł. Ale pomimo różnic naprawdę coś go łączy z tymi innymi. Wszystkie anioły to posłańcy, on również, co nie znaczy, że każde posłanie jest dobre. Anioły różnią się w zależności od tego, co mają do przekazania: na przykład anioł ślepoty, anioł raka płuc, anioł apopleksji, anioł zniszczenia. Ten ostatni jest na dodatek grzybem.

(Anioł śnieżny; na pewno go widziałaś. To zimny i pusty kształt twojego ja, kontur, który kiedyś wypełniłaś. On też jest posłańcem, przychodzi z przyszłości. Podobno jest tym, czym będziesz, może tym, czym jesteś: zaledwie kątem, pod jakim w danej przestrzeni pada światło.)

Są dwa rodzaje aniołów: te inne i te upadłe. Anioł samobójstwa należy do tej drugiej grupy. Poleciał z wysokości przez atmosferę i spadł na ziemię. Czy skoczył? Należałoby go spytać.

Tak czy owak, spadał długo. Od tarcia powietrza jego oblicze stopniało jak skóra meteora. To dlatego anioł samobójstwa jest taki gładki. O jego obliczu nie warto wspominać. Przypomina szare jajo. Sama przeciętność. Choć jest w nim jakiś ślad poupadkowego żaru.

Tyle z nich powiedziało: nie będę służył. Na przykład anioł samobójstwa, zbuntowany kelner. Bunt - oto, co może ci zaproponować, gdy widzisz, jak kiwa do ciebie zza okna na pięćdziesiątym piętrze, albo znad krawędzi mostu, albo gdy w wyciągniętej ręce trzyma jakiś symbol wyzwolenia, łagodny środek, skory metal.

Skrzydła, oczywiście. Gdyby nie skrzydła, nie uwierzyłabyś ani jednemu jego słowu.


Przełożył: Andrzej Szuba

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas