poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
CZESŁAW MIŁOSZ
Wyka
DL 2000, nr 2/3 (160/161)

Kazimierza Wykę poznałem podczas jednej z jego wizyt w Warszawie, w roku 1937 albo 1938. Warto przypomnieć, co wtedy działo się w literaturze. Najwyraźniej wyłaniał się wtedy jakiś nowy układ, wynik buntu przeciwko dyktaturze „Wiadomości Literackich”. Ten bunt wymyka się określeniom ideologicznym i był raczej pokoleniowy czy też prowincjonalny i antywarszawski. Za jego ważną datę trzeba uznać rok 1934, kiedy odbył się „Najazd awangardy na Warszawę”, która to nazwa jest nieco myląca, bo nasuwa przypuszczenie, że to triumfowała krakowska awangarda w swojej walce przeciwko poetom Skamandra. Wprawdzie Przyboś brał w tym najeździe udział, ale poeci z Wilna, Lublina, Lwowa niekoniecznie opowiadali się za jego poetyką.

Redaktor „Wiadomości Literackich” Grydzewski był organizatorem genialnym i jego zasługi dla polskiej literatury są ogromne. Stworzył z niczego najpierw pismo poetyckie „Skamander”, następnie „Wiadomości” i ich odpowiednik dla zagranicy, „La Pologne littéraire”. Jego ambicją było drukować wszystkie największe nazwiska. Co prawda w ich wyborze kierował się nie tyle wzrokiem czytelnika, co słuchem bywalca kawiarni „Ziemiańskiej”, kuźni plotek i giełdy literackich walorów. Druk w „Wiadomościach” był pasowaniem na pisarza. Toteż pismo było oblegane przez tłumy grafomanów i młodych talentów, a to już dosyć, żeby wytłumaczyć gniew odrzuconych. Ale było i co innego. Niesamowita ekwilibrystyka pisma utrzymującego się z prenumeraty (osiem do dwunastu tysięcy nakładu – na kraj trzydziestokilkumilionowy!) wymagała odrzucania tekstów mogących znużyć i znudzić czytelnika. Ostoją pisma były pióra lekkie – Boy-Żeleński, Słonimski.

Niedostatek głębszych rozważań ściągał na pismo zarzut pustki ideologicznej i owocował próbami zakładania pism konkurencyjnych.

Młody Wyka nic, o ile mi wiadomo, nie ogłosił w „Wiadomościach Literackich”. Natomiast współpracował z „Pionem” i „Marchołtem”.

„Pion” ukazywał się w latach 1933-1939, konkurując bez powodzenia z „Wiadomościami”, obciążony opinią pisma nudnego i rządowego. Polityki było w nim mało, ale wiadomo było, że jest literackim organem piłsudczyków i korzysta z subwencji. „Pion” ogłaszał wiele artykułów na wysokim poziomie i „trudnych”. Przez pewien czas redagował go Józef Czechowicz, który poprzednio, w latach 1934-1936, był redaktorem „Miesięcznika Literatury i Sztuki”, wydawanego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Co do „Marchołta”, to Wyka przyjaźnił się z profesorem Stefanem Kołaczkowskim, który ten kwartalnik założył w 1934 roku i redagował do 1938. Kołaczkowski niechętnie odnosił się do scjentycznej, materialistycznej i liberalnej filozofii „Wiadomości” i chciał bronić ducha, co w praktyce oznaczało poważny stosunek do humanistyki, a na tym właśnie Wyce zależało.

Pod koniec lat trzydziestych pozycja „Wiadomości” jest nadwątlona, także przez rywala jadącego na polityce, „Prosto z mostu”. Niezależnie od tego, tworzy się nowa konstelacja nazwisk, głównie dokoła Józefa Czechowicza, a Wyka zostaje pasowany na sprzymierzeńca i pióro krytyczne naszego pokolenia, podobnie jak Ludwik Fryde. W „Pionie” opublikował w 1937 roku artykuł o moim tomie „Trzy zimy” i to był jakby wstęp do naszego spotkania. Bardzo go polubiłem i okazało się, że jesteśmy zgodni w naszych sądach literackich.

To nowe pokolenie poetów publikowało w różnych pismach, do chwili kiedy Czechowicz i Ludwik Fryde zaczęli wydawać „Pióro”, ale stało się to tuż przed wojną i zachował się tylko numer pierwszy, drugi spalił się w drukarni. (Jak mnie informuje pan Jerzy Timoszewicz, jeden numer ocalał i został przedrukowany w XXIV tomie „Archiwum Literackiego”, Ossolineum, 1981.)

W rok po „Najeździe awangardy na Warszawę”, Grydzewski, jakby zaniepokojony wymykaniem się młodych, wznowił „Skamandra” i zapuścił sieć na nowe talenty.

Godziliśmy się na druk w prestiżowym miesięczniku z oporami. Bądź co bądź rozumieliśmy, że wyłuskuje nas po jednemu.

Z Lublina wyłowił Józefa Łobodowskiego i drukował jego tasiemcowe retoryczne poematy, z Poznania Wojciecha Bąka, co świadczyło o koniunkturalności redaktora i dostarczyło naszemu środowisku tematu do dowcipów, ale też poetów z kręgu przyjaciół Czechowicza, a więc żagarystów Czesława Miłosza i Jerzego Zagórskiego, oraz Annę Świrszczyńską. Nota bene w tym samym roku 1935 ukazuje się w „Skamandrze” początek „Ferdydurke” Gombrowicza i tekst Bruno Schulza („Księga”) oraz „Król Ubu” w przekładzie Boya. Zamiast cieszyć się z wyróżnienia, boczyłem się, choć druk w „Skamandrze” nie oznaczał jeszcze przejścia na podwórko „Wiadomości”. Co ciekawe, przebywaliśmy w strefie środkowej, nie przekonani do „europejskiego poziomu” naczelnego literackiego pisma, ale też odporni na wielbienie prawicowego „Prosto z mostu”. Drukowało się w „Pionie”, „Marchołcie”, „Zecie” Jerzego Brauna, od 1938 w „Ateneum” Stefana Napierskiego. Najwidoczniej istniała potrzeba jakiejś konsolidacji i Czechowicz, uznany przez nas za autorytet, a przy tym najbardziej „antywiadomościowy”, poczuwał się do obowiązku założenia grupy czy szkoły, stąd „Pióro”. Jakby to się ułożyło gdyby nie wybuch wojny, trudno zgadnąć.

Wyka, otwarty na wszystko, co działo się w literaturze, śledził te przemiany i o nich pisał. Nie tylko recenzował moje „Trzy zimy”, także „Wiersze i prozę” Świrszczyńskiej, oraz udzielał uwagi rozmaitym kiełkowaniom. Nie pamiętam treści naszej rozmowy w Warszawie, ale dotyczyła ona tego samego, to jest wyłaniania się nowego lądu poezji, ani podobnego do poetów „Skamandra” ani do krakowskiej Awangardy. Myślę, że mówiliśmy też o poecie tej strefy środkowej, bliskiego kierunkowi „Marchołta”, Władysławie Sebyle. Uprawiał poezję filozoficzną, najwyraźniej nawiązując do Norwida, publikując głównie w „Pionie” i prowadząc w tym piśmie dział recenzji tomików poetyckich. Nie przeczuwaliśmy wtedy, że tak szybko nowy ląd poetycki miał się zapaść. Czechowicz zginął od niemieckiej bomby we wrześniu 1939 roku, Sebyłę zamordowano w kwietniu 1940 roku w Katyniu. Były to dwie postacie nieco starszego pokolenia, ale one to nadawały ton naszym dyskusjom.

Jednak moje rozmowy z Wyką nie przerwały się z wybuchem wojny. Mieszkałem od lata 1940 w Warszawie, on w Krzeszowicach, ale odbywała się żywa wymiana listów o nowych wydarzeniach literackich i kulturalnych, których w podziemnej Warszawie było pełno. Wiersze młodych poetów, antologie, konkursy, tajne przedstawienia. A najważniejsze, że miałem do jego smaku literackiego pełne zaufanie i dlatego wysyłałem do niego rękopisy moich nowych wierszy z prośbą o opinię.

W 1941 wybraliśmy się z Jerzym Andrzejewskim do Krakowa, co było dla niego rodzajem podróży służbowej, skoro rozdzielał pieniądze podziemnego rządu według pewnego klucza. Choć głównie była to podróż do Krzeszowic do Wyki. Trzy dni tam spędzone to bezustanny palawer o losach kultury polskiej podczas wojny, przegląd wydarzeń, nazwisk i wieści o powstających dziełach. W Warszawie miejscem gdzie toczyło się takie rozmowy było Stawisko Iwaszkiewicza. Wydaje mi się, że Wyka w latach następnych był raz w Warszawie, ale chyba krótko, żeby poznać Baczyńskiego.

Czytał jednak jego wiersze i kiedy ukazał się ich szczupły tomik pod pseudonimem Jana Bugaja, Wyka napisał obszerną recenzję jako „List do Jana Bugaja” (druk w podziemnym krakowskim „Miesięczniku Literackim”, 1943).

Niestety Wyka, dobry gospodarz, czujny doglądacz nowych grządek w ogrodzie literatury, i tym razem musiał pogodzić się z fatum zniszczenia. Kolejno zginęli Czechowicz, Sebyła, Fryde, natomiast pokolenie wojenne wykruszyło się ze śmiercią Baczyńskiego, Bojarskiego, Trzebińskiego, Gajcego, Stroińskiego. Zaraz po ucieczce Niemców Wyka rozpoczął w Krakowie działalność, dwojąc się i czworząc, dzieląc siebie na postacie profesora UJ, działacza Związku Literatów Polskich i redaktora „Twórczości”. Przyjaźń z nim osładzała mi Kraków, gdzie się znalazłem jak wielu innych, i nie myślę, że wywędrowałbym, ulegając hasłu „Kto późno do Łodzi, sam sobie szkodzi”. Gdyby nie wyjazd na placówkę zagraniczną, zostałbym pewnie przy ulicy św. Tomasza, pomiędzy Wyką i Jerzym Turowiczem, któremu w 1945 zostawiłem korekty mego tomu „Ocalenie”. Mieć takich przyjaciół, jak teraz myślę, to dostateczny powód, żeby zakorzenić się w Krakowie, choć jak zachowałbym się w okresie stalinowskim, nie ośmielam się wyrokować. W każdym razie do 1948 włącznie drukowałem głównie w „Twórczości” redagowanej przez Wykę. W swoim liście do mnie z marca 1948 donosi o atakach na jego pismo. „Jak Ci wiadomo, miałem na jesieni dość duże trudności z »Twórczością«. Obecnie się uspokoiło, ale jak były ataki, to nakład rósł i z jednej strony zmartwiony redaktor, z drugiej strony się cieszył. Ataki ustały, nakład zaczął spadać, redaktor z jednej strony się uspokoił, a z drugiej na odmianę zaczyna się smucić”.

W 1948 roku Wyka zdołał wydrukować mój „Traktat moralny”, ale zaraz, od 1 stycznia 1949, zaczął obowiązywać socrealizm i nastąpił koniec „Twórczości” pod redakcją Wyki.

W listach do mnie (opublikowanych w zbiorze korespondencji „Zaraz po wojnie”) Wyka uskarżał się na nadmiar obowiązków, także obowiązków krytyka („obślinianie cudzych dzieł”), przeszkadzających w pracy nad własnymi książkami. Przygotowywał do druku swoją książkę o Norwidzie, która wreszcie się ukazała.

Wyka w PRL to osobny rozdział, i nic tu nie mam do powiedzenia, bo po prostu brak mi wiedzy. Dla mnie był przykładem człowieka oddanego „pracy organicznej”, a jeżeli niektóre posunięcia mnie zaskakiwały, rozumiałem, że zaangażowany w grę obrony pewnych wartości, ustępstw i kompromisów, robił na uniwersytecie, co mógł. Nie znaczy to, że nie jest potrzebna obiektywna ocena, która oddzieliłaby jego wypowiedzi zgodne z jego poglądami od innych, narzuconych przez polityczne okoliczności. To jednak muszą zrobić inni. Kiedy spotkaliśmy się w Paryżu w późnych latach pięćdziesiątych, nie rozmawialiśmy o tej ciężkiej przeszłości i nasza wzajemna serdeczność pozostała niezmącona.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas