poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
VLADIMIR PIŠTALO
Prozy
DL 2000, nr 1 (159)

List o Tesli, królu krasnoludków

Droga Miro,

Tym, co mi się najbardziej spodobało, odkąd moja stopa dotknęła rodzinnej ziemi Edgara Allana Poe, są „Światowe Nowości Tygodnia”. Natknąłem się na nie, podchodząc z preclem i kawą do kasy jednego z filadelfijskich barów. Przy kasie wyłożono gazety. Spośród wielu tytułów wyróżniał się jeden: „Na palestyńskiej pustyni znaleziono czaszkę Goliata!” Na tytułowej stronie bielał ogromny czerep z dziurą od kamienia na samym środku czoła. Był ze mną tubylec, Amerykanin, „człowiek wszystkowiedzący”.

Spytałem go:
- Czy naprawdę w Izraelu odnaleziono czaszkę Goliata?
- Coś ty... Co ci w ogóle strzeliło do głowy?! - odrzekło „źródło autorytetu”. W tej samej chwili dostrzegło wyraz moich oczu i spoważniało: - Żebyś mi, broń Boże, tego nie kupował!

Oglądałem się za „Światowymi Nowościami Tygodnia” niczym dzieciak za balonikiem. Straciłem sympatię dla „źródła autorytetu”, ale dla inkryminowanej gazety – w żadnym razie. Przeciwnie – sympatia moja wręcz wzrosła, gdy z tytułowej strony następnego numeru zabłysło „oficjalne zdjęcie” małżonki amerykańskiego prezydenta, Hillary Clinton, z dziecięciem kosmitów w objęciach.

„Światowe Nowości tygodnia” obwieszczały; serdeczne więzi łączą prezydencką parę z istotami pozaziemskimi! Kosmici wygrali dla Clintona wybory prezydenckie. Niedawno miała, niestety, miejsce awaria statku kosmicznego. Rodzice tego spiczastego malucha zginęli. Dlatego Hillary Clinton postanowiła go zaadoptować i wychować jak własne dziecko. Z tego samego źródła dowiedziałem się później, że niewdzięczni kosmici porzucili Clintonów i zwrócili się ku byłemu kandydatowi na prezydenta, Rossowi Perrotowi. Dowodziła tego fotografia wielkonosego miliardera z Teksasu, w otoczeniu pary istot pozaziemskich.

Ze „Światowych Nowości Tygodnia” dowiedziałem się również, że sybirski aresztant, odsiadujący wyrok stu lat więzienia, został nareszcie wypuszczony na wolność. Bramy ciemnicy otworzyły się przed nim po upływie stulecia, odsiedzianego za zabójstwo dokonane w Moskwie, w roku 1893. Szczerbaty wesołek na fotografii, w futrzanej czapie przekrzywionej na bakier, oświadczył, że obecnie najważniejszą jego troską jest ożenek.

Ktokolwiek odwiedził Amerykę pamięta, że tutejsze muszle klozetowe wypełnione są wodą. Co sądzić o rodzinie, w której muszli klozetowej, właśnie w owej wodzie, zadomowił się duch? Twarz ducha chybocze na jej powierzchni i nawet spuszczając niezliczone ilości wody, nie sposób ją spłukać.

Pozazdrościłem pracownikom redakcji, którzy stukając się w czoło rozmyślają, czym by tu wypełnić kolejny numer. Dostrzegłem w nich rodzaj demiurgów niższego szczebla. Ponownie zwróciłem się do „źródła autorytetu” z następującym pytaniem:
- Jaki gatunek ludzi pracuje w tego rodzaju gazetach?
- Dobrze opłacany gatunek ludzi! - odparło.
Jakże by inaczej. Niełatwo jest czynić cuda regularnie co tydzień. Mojej ulubionej amerykańskiej gazecie można jednak zarzucić niejaką schematyczność: zbyt wiele duchów, poważny nadmiar istot pozaziemskich! Poza tym mankament, który złośliwcy nazwaliby prawdziwym przeznaczeniem dziennikarstwa: uroda tekstu nazbyt często ogranicza się do tytułów i podpisów pod ekskluzywnymi zdjęciami. Teksty mają do powiedzenia niewiele ponad to, co zapowiadają tytuły. Spójrzmy, jakie opowieści snują nam niektóre z owych tytułów. Na przykład:

Kangury-ludożercy spożyły 27 Australijczyków! Gospodyni domowa z Oregonu odnalazła mumię morskiej syreny (plus nader przekonywujące zdjęcie)! Tysiąc pięćset dzieci przemycono do USA w arbuzach! Nowa, supertajna fotografia agencji NASA ukazuje kamienną ludzką głowę z Marsa – dowód na to, że ludzie żyli tam przed 200.000 lat! Chłopiec zabił swą matkę papierowym samolocikiem!

Panią N.N. spotkało nieszczęście przeżycia śmierci klinicznej – i szczęście dotarcia w owej chwili do Raju! I jak myślicie, co sobie z Raju przyniosła? Tuż po przebudzeniu, na szpitalnym łóżku, kobieta prezentuje fotoreporterowi garść pełną złota.

Złoto przedstawia wielką wartość, nieporównywalną jednak z górą diamentów, którą nurkowie odnaleźli u wybrzeży Danii. Nurkowie ci dokonali najprzyjemniejszego odkrycia w swoim życiu.

Nieprzyjemne natomiast jest oglądanie fotografii ludzi, którym wyrastają rogi. Najgorszy los spośród wszystkich rogatych ludzi spotkał pewną dziewczynkę z Południowej Afryki, której rogi wyrastają nawet z rąk i nóg. Wszystkiego razem 45 sztuk rogowych wyrostków!

Wspomniana dziewczynka nadal żyje i kocha życie... w przeciwieństwie do pewnego małodusznego angielskiego miłośnika ptaków, który popełnił samobójstwo, kiedy jego kanarek utonął w kieliszku wina.

Przynajmniej sam wydał na siebie wyrok!

Natomiast nieszczęśni Kolumbijczycy Jorge Perdramo i Rodrigo Salsedo zostali rozstrzelani całych 37 minut przedtem, zanim pluton egzekucyjny zdołał w nich trafić!

Czy to z „Nowości” dowiedziałem się, że tysiące ludzi codziennie piszą listy do Pana Boga i wysyłają je do Jerozolimy? Listy adresowane są: „Pan Bóg, Jerozolima, Izrael”, a podpisywane na przykład „Twój przyjaciel Jimmy”. Wielu nadawców nie przykleja znaczka, ufając że listy dotrą na miejsce za przyczyną boskiej interwencji.

Do tego dziwnego magazynu zabłąka się czasem coś „z życia gwiazd”, ale nie ma tego zbyt wiele. Podstawowym celem pisma - a cóż może być piękniejszego – jest kultywowanie ducha baśni. „Światowe Nowości Tygodnia” są gazetą średniowieczną, wszystko jest w nich możliwe. I to nie w duchu salonowego nadrealizmu, ale z ambicją głoszenia prawdy. Izabelli Allende przypisywane jest oświadczenie, że „północnoamerykański realizm magiczny” znajduje swój wyraz właśnie na łamach tego rodzaju magazynów.

Czyż nie brzmi poetycznie wieść następująca: Najnowsze badania wykazują, że dziewięćdziesiąt procent wszystkich istot pozaziemskich to - krasnoludki! „Światowe Nowości Tygodnia” jako pierwsze odetchnęły z ulgą, kiedy przestępczość w Rzymie spadła o 62 procent, a to dzięki temu, że policja wzmocniła swoje regularne szeregi, rekrutując siedemnastu ludożerców, dzikich Mgurtosów z dorzecza Amazonki! Pośród tego rodzaju informacji pojawił się artykuł o jugosłowiańskim uczonym Nikoli Telsi (nazwisko przytoczono błędnie) - „człowieku, który wymyślił wiek XX”. Wielu potraktuje jako obrazę fakt, iż Tesla, człowiek nieomal sławny, pojawia się w towarzystwie krasnoludków, a także istot z odległych planet. Inni natomiast będą bronić tezy, że Tesla jest czołową postacią amerykańskiego realizmu magicznego, i że powinien nareszcie zająć należne sobie miejsce w szeregu innych istot mitologicznych. Pojawienie się jego krótkiej biografii pośród innych cudów naszego świata nie może być niczym innym, jak tylko dowodem na to, że Bóg jednakowoż odbiera listy wysyłane do Jerozolimy.

Twój Vladimir


Ciepło, zimno


PROLOG

Zdarzyło się, drogi czytelniku, że swoją pierwszą książkę, rozpoczętą jeszcze w czasach gimnazjalnych, zakończyłem słowami:

„Uliczne defilady przygotowują prowincjonalną miejską atmosferę do przyszłych historycznych wydarzeń. Po cyrkowych paradach nadciągają w takt muzyki pobudzającej do płaczu armie sanatoryjnych pacjentowi wojennych inwalidów, popędzane przez niezliczonych uchodźców.

Widok ogłupiałych emigrantów, ubogich, poważnych i ofiarnych, połatane ubrania i bezładnie spiętrzone przedmioty powinny, zgodnie z tradycją... być przeczuciem dymu i prochu, oznaką tylekroć przepowiadanego nieszczęścia. Zdeptane ulice wyczekują niebezpiecznego patosu przyszłych wstrząsających zdarzeń”.

Minęło szesnaście lat. Zagapiony we własne słowa pytam samego siebie: Czy mogłem wiedzieć? Czy to możliwe, że czoła rozmyślały o pokoju, a potylice przez cały ten czas pielęgnowały myśl o wojnie? Opowiadania w pierwszej części tej książki śledzą rozkwit ciągle tego samego zła. Te opowiadania są świadectwem gromadzenia się chmur, wyjazdów przyjaciół z miasta. Mimochodem odnotowują proces przeistaczania się człowieka w totemiczną bestię. „Co dzieje się z tymi, którzy odmawiają rozpoznania w sobie zwierzęcia?” pyta gdzieś Steven Dobbins. I odpowiada: „Zostają pożarci!”

Obrzydliwy jest człowiek. Zepsuty. Zło nie zna granic - szepcze mi przez telefon ukochany głos. - Potrzebne będą całe pokolenia, aby ponownie zaleczyć powietrze rozdarte granatami. I – w zgodzie z bałkańską, samospełniającą się przepowiednią - gdy tylko nasz świat się zabliźni, zostanie na nowo rozdarty.

Daremnie ostrzega nas święty Paweł, że Błąd jest niezbędny, by Prawda została rozpoznana. Nie pocieszają nas teologiczne mądrości, że Zło i Dobro to lewica i prawica Boga. „Czymże są bowiem idee wobec grozy doczesności”, zapytałby Witkiewicz.

*

Zdarzyło się tak, że w drugiej części książki autor potężnie zakołysał się na belgradzkiej huśtawce, zeskoczył i wylądował w Ameryce. Amerykę Federico Fellini nazwał „krainą otwartych przestrzeni i fantastycznych miast, położonych gdzieś na granicy pomiędzy Babilonem a Marsem”. Jest bardzo wielu europejskich intelektualistów, którzy ironiczny stosunek do Ameryki uważają za swój obowiązek. Ten pośpiech, z jakim oznajmiają, że to „ziemia bez duszy” jest mocno podejrzany. Bo może owej duszy brakuje w okularach obserwatorów? Przypomnijmy - to te same okulary, które na płonących Bałkanach nie dostrzegały niczego, prócz sentymentalizmu i sensacji. Dla tych okularów zrozumienie byłoby tym samym, co zintymizowanie. W obu przypadkach - o ileż bardziej zajmujące jest popisywanie się oryginalnością.

*
I nadszedł Koniec Czasu.
I spadła płonąca gwiazda.
I trzecia część wód przemieniła się w krew.

Ciągle mi się wydaje, że „Europa na byku” – to mój rozum na moim sercu, które wierzga podstępnie i znienacka. Boli na każdą myśl o Bośni. Zdarzyło się coś okropnego. Tysiące Charonowych łodzi przewożą umarłych przez niebo. Z trzech moich miast - Sarajewa, Mostaru i Belgradu - dwa zostały unicestwione. Czy to naprawdę zadanie dla pisarza – zgadywać czy ci, którzy je zburzyli, spokojnie umrą we własnych łóżkach? Czy wymieniając przez megafony imiona tych, co zasługują na zapomnienie - nie użyczasz im własnego imienia? I czy takie zło pozostaje bezimienne, nawet wówczas, gdy ty sam nazwiesz je po imieniu?

O sytuacji w trzecim moim mieście najbardziej intymnie, być może, mówi króciutki, końcowy fragment książki, ten, który wyraża tęsknotę za zmartwychwstaniem, otrzeźwieniem z wściekłości, za chwilą, gdy uświęcone „Słowo miłości” ponownie zabrzmi na „Wzgórzu rozmyślań”, bo takie imię Bóg przeznaczył wyniosłej twierdzy Kalemegdanu.

*

Sufiści odnotowują, że Chłód i Ciepło postanowiły się spotkać, aby się wzajemnie łagodzić i wspomagać. Wówczas ludzie poczęli się żalić: w naszych czasach nic nie jest ani zimne, ani gorące, wszystko jest letnie. Słysząc to, Chłód i Ciepło oddaliły się od siebie, aby się już na bardzo długo nie zbliżyć.

W atmosferze, w której dorastałem, rozmaite książki składały się na jedną kulturę. Od Katolicyzmu nie dalej było do Prawosławia, ani nie bliżej do Islamu. Gdy ta sytuacja skończyła się tak tragicznie, najmniej stracili ci, którzy nie czytali niczego. Nie musieli, ani - siłą rzeczy - nie mogli, wyrzec się żadnej formy tolerancji. Narody Księgi wierzą zgodnie, że nie wolno czynić bliźniemu tego, czego nie chcecie, aby wam uczyniono. Hilel powiedział, że to jest istotą żydowskiej Nauki, a cała reszta to tylko komentarze. Prorok Mahomet uważał, że nie ma wiary ten, w którym nie ma życzliwości. Serbsko-bizantyjski klasztorny skryba przekonywał: Ludźmi będąc, łakniecie miłości... Przeklęty, który przeklina, błogosławiony, który błogosławi.

I znów się okazuje, że nie istnieją wieczne zasady, które nie zachwiałyby się, gdy tylko zostaną zastosowane. Moralność, jak się wydaje, jest rzeczą służebną, a demagogia - wieczną. Pozostaje nam tylko zdziwienie, że tak wiele cywilizacyjnych iluzji zależy od niezauważania jednych rzeczy i od udawania, że inne nie przydarzyły się nigdy.

Przełożyła: Maria Dąbrowska-Partyka

 
VLADMIR PIŠTALO, ur. w roku 1960 w Sarajewie, jest autorem kilku
zbiorów opowiadań, eseistą, twórcą Belgradzkiej Manufaktury Snów i jej
Statutu, a także wydawcą trzech sygnowanych przez nią almanachów.
Zaprezentowane teksty pochodzą z tomu „Witraż pamięci”, opublikowanego
w 1994 roku.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas