poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
SVETISLAV BASARA
De bello civili
DL 2000, nr 1 (159)

ROZDZIAŁ 10

Ściśle rzecz biorąc, moje przestępstwo miało charakter polityczny. Ale ze względu na demokratyczny ‘imidż’ i światową opinię publiczną, władze zorganizowały zabójstwo pewnej trzeciorzędnej aktorki, abym mógł zostać rozstrzelany jako wspólnik odrażającego mordercy. Było dla mnie rzeczą zupełnie oczywistą, że w całej tej nagonce maczali palce strukturaliści, krytycy i postmoderniści. Wykorzystując porę smuty, czas wojny domowej, zdecydowali posłużyć się krwiożerczą naturą reżimu, aby nareszcie ukręcić mi głowę; aby ostatecznie pomścić wszystkie obelgi, którymi hojnie obrzucałem ich na łamach kolorowych czasopism w kraju i na świecie.

Strukturalizm, o ile się nie mylę, pojawił się w tutejszych okolicach pod koniec lat siedemdziesiątych. Początkowo był on jedynie intelektualną modą, aby następnie wywołać serię wielce dziwacznych, a niebezpiecznych zdarzeń. W tamtym czasie nie było nieomal czasopisma, które nie wydałoby kilku tematycznych numerów, poświęconych owemu ruchowi. Znamienici i mniej znamienici strukturaliści nawiedzali Belgrad, wygłaszali natchnione referaty, przesiadywali w knajpach, zapraszali do luksusowych pokoi hotelowych studentki komparatystyki oraz produkowali małych strukturalistów. Do tamtej pory bytowaliśmy sobie w przytulnym zaciszu. Władca jeszcze żył i twardo podtrzymywał swoje postanowienie, aby nie umrzeć nigdy; czas płynął w jednym kierunku; odnotowywano stały wzrost spożycia wędzonych produktów mięsnych; przyrost naturalny był zadowalający, a bunt na „Bounty” już dawno utopiono we krwi.

Potem jednak sprawy, początkowo z wolna, poczęły się obracać na gorsze. Syndrom pekiński. Subwersja dekonstrukcji, niekończący się bełkot o dekodowaniu, spowodowały pierwsze głębinowe anomalia tektoniczne w obrębie – na tych terenach zawsze niestabilnej – podświadomości zbiorowej. Ich najbardziej złowieszczym sygnałem była choroba Władcy. Trzeba uczciwie przyznać: z zachodnimi nowinkami walczył nader zdecydowanie, ze śmiercią prowadził pertraktacje prawdziwie długotrwałe. Nie przeczuwając nawet, że cały ten zamęt sprokurowali mu strukturaliści, obficie korzystający z hojnych stypendiów jego rządu, składał swą przemijalność na karb wewnętrznych i zewnętrznych wrogów, finansowo wspieranych przez siły międzynarodowej reakcji. Władca był bowiem strukturalistą, choć mu się o tym nawet nie śniło. Późniejsze badania dr R. Hamsuna z uniwersytetu w Uppsali nie pozostawiają co do tego najmniejszych wątpliwości. Wg doktora Hamsuna, Władca był zdekodowany do tego stopnia, że już około roku 1950 przestał być istotą ludzką, a stał się znakiem. Ten sam autor twierdzi również, iż Władca - gdyby nie wmieszali się w to wszystko dekonstrukcjoniści – nie umarłby wcale.

Istnieje szereg niejasności w obrazie wydarzeń tamtego okresu. Przede wszystkim – imię Władcy, TITO, stanowi po prostu anagram (ulubiona formuła kapłanów czarnej magii) imienia egipskiego bóstwa TOTH oraz niemieckiego słowa TOT – martwy. Przekładając to na język bardziej zrozumiały, Władca stanowił antycypację mnóstwa gwałtownych śmierci, które przyniesie późniejsza wojna.(1) Ponieważ ci, którzy nieodwołalnie zgubili swoje dusze, „żyją” jeszcze przez jakiś czas, nie trafiają bowiem do piekieł, lecz skazani są na zupełną nicość, J. B. Tito przebywał jeszcze na tej ziemi przez okrągłych trzydzieści lat, spędzając ten czas na polowaniach, łowieniu ryb, przejażdżkach, dymisjonowaniu najbliższych współpracowników, otwieraniu fabryk i autostrad, piciu whisky oraz wina pół na pół zmieszanego z wodą, a także na pozostałych czynnościach, wątpliwościach, ciężarach i przywilejach, stanowiących powinność głowy państwa.

Drugim istotnym rysem oddania, jakie władca żywił dla strukturalizmu, był język jakim się posługiwał. Dziwna mieszanina, zrozumiała i niepojęta zarazem, za pomocą której potrafił przemawiać godzinami, nie mówiąc przy tym niczego, była – wg dr Hamsuna – zdeformowanym slangiem owego prajęzyka, którym posługiwali się budowniczowie wieży Babel. Tym językiem, powiada dalej doktor, przemawiać będziemy wszyscy tuż przed końcem świata. Zostawmy jednak na stronie lingwistykę i eschatologię. Kraj, nad którym panował Władca, dostał się pod okupację dekonstrukcjonistów. I to nie dla jakichś materialnych korzyści, lecz celem pełnego unicestwienia. Po to, aby stać się przedmiotem eksperymentu, którego rezultaty pozwoliłyby opracować metodę zniszczenia całej reszty świata. Czyż nie świadczy o tym, wszechstronnie zinterpretowana, absurdalna pseudoheraldyka godła owego kraju: sześć pochodni symbolizujących ogień szóstego kręgu piekieł, w którym gorzeć będzie przeważająca liczba jego obywateli, a także umieszczona na nim wstęga z datą 29.11.1943, zawierająca w sobie dwie najbardziej złowróżbne cyfry (zob.: Chevalier, „Słownik symboli”)?

Znamienna jest również i ta okoliczność, że Władca umarł w Lublanie, stolicy tej republiki, która zadała coup de grâce ostatecznie już zdekonstruowanemu państwu. W rzeczy samej „umarł” to nazbyt mocne słowo. Zniknął, rozpłynął się, wyparował, a na łożu śmierci pozostała jedynie plama, co postawiło w nader nieprzyjemnej sytuacji generałów, kamerdynerów i rozmaitych innych członków najprzeróżniejszych gremiów. Przede wszystkim dlatego, że zjawisko to kłóciło się z ich marksistowskim światopoglądem, ponadto – w związku z brakiem technicznych możliwości zabalsamowania i wystawienia czegokolwiek we wspaniałym mauzoleum, które - w najgłębszej tajemnicy - zaprojektował architekt B. Bogdanović. Problem rozwiązano w ten sposób, że w trumnie znalazła się woskowa figura, wierna podobizna Władcy, wykonana w atelier słynnego muzeum M-me Tussaud.

Na zewnętrznych ścianach grobowca Władcy nie umieszczono żadnych znaków. Wewnątrz jednak, jak pisze dr Hamsun, wyryto w marmurze symbol, na którego temat nie posiada on żadnych informacji, a który wygląda ot tak:

[patrz Dekada papierowa]


Przełożyła: Maria Dąbrowska-Partyka


(1) Titę widziałem tylko raz. Było to w roku 1967, w Užicu, gdy przejeżdżał jego ulicami, by otworzyć Zakłady Chemiczne „Bajina Bašta”. Mignął mi przez moment w oknie swojego samochodu. Był koloru brązowego i stawał się coraz bardziej podobny do niezliczonej ilości swoich posągów i biustów, rozrzuconych po całej Jugosławii. W roku 1992 spróbowałem, metodą kabalistyczną, tchnąć życie w jego spiżowy pomnik ukryty za budynkiem muzeum w Užicu. Bez rezultatu.


SVETISLAV BASARA, powieściopisarz, nowelista i eseista, ur. w miejscowości Bajina Bašta, w roku 1953, jest autorem kilkunastu książek. W roku 1993 został pierwszym laureatem nagrody przyznawanej przez Fundację Bortslava Pekicia. Prezentowany fragment pochodzi z powieści „De bello civili”, wydanej w Belgradzie w 1995 roku.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas