poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
STANISŁAW FRENKIEL
Belgijska awangarda ,,fin de siècle'u”
DL 1994, nr 18/19 (101/102)


Niewiele się o tym wie na szerokim świecie, bo Belgowie... „naród to mały tyle co zatrzyma przechodzącego podeszwa olbrzyma...” — jak pisał Ujejski o Ateńczykach. A i Belgowie, choć Belgia zyskała niepodległość w r. 1830, naród to stary o bogatej przeszłości, sięgającej czasów starożytnych. Wystawa w londyńskiej Royal Academy upewnia nas, że sztuka flamandzka nigdy nie zaginęła i osiągnęła rozkwit pod koniec 19. stulecia wraz z poezją, dramatem i nowoczesną architekturą. Belgia stanowiła niegdyś część Cesarskich Niderlandów, ale reformacja podzieliła Niderlandy na protestancką Holandię i katolicką Flandrię, której ludność posługuje się w części językiem flamandzkim (nie różniącym się od holenderskiego), a reszta mówi po francusku. Po uzyskaniu niepodległości Belgia stała się krajem wielce uprzemysłowionym, a nawet mini-mocarstwem na skutek kolonizacji dorzecza Kongo w Afryce. Pod koniec ubiegłego stulecia była cudownym połączeniem tradycji rolniczej, ciężkiego przemysłu i kultury wielkomiejskiej, składała się z miast: Brukseli, Antwerpii, Gandawy i kilku innych konurbacji mieszczańskich. Nasuwa się podobieństwo z Polską, ale jedynie z Małopolską i jej wielokulturową liberalną tradycją.

Mimo powszechnie przyjętych legend o „wysokim” rodowodzie sztuki, sztuka europejska jest produktem kultury miejskiej, kultury oświeconego warsztatu. Sztuka ludowa i wszelkie prymitywy są zazwyczaj rykoszetem kultury wielkomiejskiej, bo ani szlachta, ani proletariat ani nawet sentymentalnie uwielbiana wieś nigdy nie osiągnęły poziomu sztuki wolnej od zawsze dławiącego instytucjonalnego patronatu. Tak więc mieszczańska Belgia pod egidą nowo ustanowionej monarchii potraktowała poważnie mecenat artystyczny, a że naród to dumny, o wysokich aspiracjach — belgijscy artyści gotowi byli do podkreślenia swej niezależności i do rywalizacji ze sztuką Francji, Niemiec i Anglii.

Belgowie zajęli się własną kulturą wywodzącą się ze zmysłowej tradycji flamandzkiej suto zastawionych stołów, pachnących martwych natur i pyzatej miłości na sianie. Różniło się to od ponurej sztuki niemieckiej i formalnie powściągliwej sztuki francuskiej. Ale Belgowie czerpali bez zastrzeżeń od jednych i drugich, zachowując specyficzny antypurytański humor i duchowe napięcie katolicyzmu pod obstrzałem zdrowego rozsądku. Tradycja ta rozpościera się od ekstatycznych uniesień aż po prozę pokazów jarmarcznych i rozchełstanych dożynek. Jest to tradycja nader poważna, czasem rubaszna a czasem wzniosła.

Wiatach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku powstało w Brukseli „Stowarzyszenie Dwudziestu” („Les XX”). Pod względem ideologii była to reakcja przeciw tradycji europejskiego realizmu, przeciw sztuce zjawisk powszednich, na rzecz sztuki lirycznej i przepojonej poezją. Sztuka taka sprowadzała się do metafory i do symboliki formalnej, w której formy widzialne, prócz niezależnych wartości plastycznych były również wyrazem życia wewnętrznego człowieka zgodnie z końcowym wersetem Fausta:

„...Alles vergangliche ist nur ein Gleichniss das Lfnzurgangliche hier wird Ereigniss. Das Unberschreibliche hier wird getan Das Ewig Weibliche zieht uns hinan...”

Symbolizm jest nam sztuką nieobcą, choć nieco zbanalizowaną przez Malczewskiego i Vlastimila Hofmana. Niemniej był to zupełnie nowy i niezależny kierunek w sztuce zachodniej, który odkrył też nowe wymiary doznań estetycznych w malarstwie, rzeźbie, poezji, w dramacie i architekturze — od Pirenejów po Kaukaz.

W r. 1883 dwie grupy artystów z Antwerpii i Brukseli rzuciły wyzwanie realizmowi ówczesnej akademii. „Als Ik Kan” (tak jak potrafię) w Antwerpii pod przewodem Henryka Van de Velde i Karola Mertensa głosiło nawrót do malarskiego podejścia do pejzażu. W Brukseli „Les XX” zaliczało do swych członków Fernanda Khnopffa, Jamesa Ensora i Theo van Ruysselberghe. Malarze tego ugrupowania podkreślali bogactwo nowej tematyki: pejzażu, portretu, kompozycji figuralnej i wizerunków z dziedziny snów, halucynacji i życia miłosnego. Religijna tematyka, śmierć, kobieta; uroda aniołów i dzieci; krajobrazy życia wewnętrznego i uśpione namiętności przypominają nam, iż Zygmunt Freud prócz tego, że był pionierem nowoczesnej psychoterapii, był jako pisarz epigonem symbolizmu.

Na wystawie obraz Ensora: szkielety grzejące się przy żelaznym piecyku, posługuje się karnawałową groteską uzyskując niepokojący efekt. Istnieje popularny mit kojarzący ekspresjonizm ze sztuką niemiecką. W rzeczywistości początki i korzenie ekspresjonizmu tkwią w sztuce flamandzkiej: w maszkarach i pantomimach średniowiecznych, w pijackich mordach Breughla i Boscha, a pierwszym ekspresjonistą europejskim pozostaje James Ensor. Na wystawie prócz szkieletów jest kilka pejzaży i martwych natur Ensora, o kolorycie tak dojmującym, że temat jest sprawą obojętną; ekspresja leży w kontrastach pierzastych barokowych obłoków i cichej flamandzkiej ziemi.

Doroczne wystawy „Les XX” w latach 1884-1893 ściągały również obcych artystów z Anglii i Francji. Uczestniczyli w nich m.in. Seurat, Gauguin, Cézanne, Toulouse-Lautrec, Redon, Whistler, Sargent oraz Walter Crane. Wernisażom towarzyszyły koncerty nowoczesnej muzyki: Wagnera, Debussy'ego, Francka oraz recytacje nowej poezji Verhaerena, Maeterlincka, Stefana Mallarme.

„Les XX” nie chcąc wsiąknąć w akademicką rutynę rozwiązało się z inicjatywy energicznego sekretarza Octave Maus'a i przemieniło się w nową organizację „La libre Esthétique” („wolna estetyka”), która przetrwała do wybuchu pierwszej wojny światowej w r. 1914. Niektórzy artyści podejmowali tematykę społeczną. Należą tu duże płótna Leona Frederica ,,Stypa” i Van Leemputtena ,,Wydawanie chleba we wsi”. Nie są to obrazy podobne do realistycznych płócien w Rosji czy w Niemczech, ponieważ ożywia je wyrazistość twarzy i postaci oraz zupełna nieobecność szablonu. Pozwolę sobie tu na dygresję: w 1964 roku przyjechał do Londynu ówczesny protagonista realizmu socjalistycznego z Warszawy, Aleksander Kobzdej, sławny autor obrazu ,,Podaj cegłę”. Odwiedzili nas w Londynie wraz z Nachtem-Samborskim. Kobzdej już od dawna porzucił realizm i nawrócił się na abstrakcję. Mówiono, że od Października maluje cegłę. Kobzdej był miły i interesujący w rozmowie. W pewnym momencie ktoś z miejscowych chcąc Kobzdejowi okazać grzeczność powiedział: „Właściwie nie ma teoretycznej przeszkody, aby w zakresie realizmu powstała dobra sztuka nowoczesna...” Kozbdej odpowiedział: „Realizm to ślepa uliczka. Wiem, bo naprawdę próbowałem...” Myślę, że Kobzdej się mylił. Sztuka realistyczna ma nieograniczone możliwości, pod warunkiem, że nie będzie pod kuratelą. Nieszczęściem socjalistycznego realizmu była kuratela partyjna. Podobna sytuacja nastąpiła we Włoszech pod koniec szesnastego stulecia, kiedy surowe wytyczne Soboru Trydenckiego w sztuce kościelnej sprawiły, że mierni malarze garnęli się pod bezpieczne skrzydła prawomyślności, a oryginalni twórcy trzymali się tematyki świeckiej. Pod koniec następnego stulecia sztuka kościelna zamieniła się w przemysł dewocjonalny. Belgijscy realiści po prostu dobrze malowali i nie kierowali się taką czy inną doktryną.

Tradycja naturalizmu skłaniała artystów do rozwiązywania zagadnień koloru i analizy światła w malarstwie. Ukazały się różne wersje post-impresjonizmu, neo-impresjonizmu oszałamiające odważnym kolorem. Emil Claus namalował ,,Lato”, a Georges Lemmen ukazał cętkowaną wizję ,,Nadbrzeża Tamizy”. Najdziwniejszym pozostał Fernand Khnopff malujący poetyckie wariacje na temat kobiety, śmierci i snów. Wszystko to było suto zaprawione secesją, która powoli ogarniała świat rymowanymi krzywiznami esów-floresów, bladolicych nimf, nenufarów i płaczących wierzb. Belgowie postawili swoją sztukę na nogi i uczestniczyli w pełni w dalszym rozwoju sztuki nowoczesnej dwudziestego stulecia mimo dwóch inwazji, okupacji i utraty kolonii.

Wystawa w Royal Academy jest doskonałą imprezą artystyczną, która nie tylko dostarcza nowych podniet zblazowanym londyńczykom, ale poucza nas, że istnieją źródła natchnienia poza Paryżem, Nowym Jorkiem i Mediolanem.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas