poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANTONI SZOSKA
O „Rzucie kostką” i „Forcie Sztuki”
DL 1994, nr 18/19 (101/102)

Z końcem ub. roku (grudzień 94) miały miejsce w Krakowie interesujące wystawy współczesnej sztuki. Jedna z nich to ,,Rzut kostką. Wystawa nowej rzeźby”, druga to kolejna już edycja „Fortu Sztuki”. W kontekście pokazanych tam dzieł wspomniany koniec roku niczym beckettowska ,,końcówka” posiada swój głębszy sens. Uwidaczniały one coś co można by nazwać upadkiem monarchii sensu rozpadającego się na wiele zróżnicowanych mikroświatów artystycznych, będących często na granicy prywatności. Niewątpliwie przyczyniało się to do zaistnienia niełatwej, w każdym razie, komunizacji artystycznej. Jedynie nawykowa miłość do artystów, marzenie o szaleństwach talentu, a także nieco zagubiona w swoich poszukiwaniach ciekawość sztuki u większości odbiorców pozwalały na kontakt z owymi artystycznymi mikroświatami. Kontakt ten cechuje jednocześnie wpisana weń ulotność, chwilowość, niepowtarzalność jego czasu i miejsca. I mimo tego, że artysta może wcześniej czynić wiele skomplikowanych zabiegów, by do takiego kontaktu doszło, to jednak ma on świadomość tworzenia raczej śladów niż jakiegoś dzieła, które mogłoby przetrwać przez pokolenia.

Nie bez znaczenia, a wręcz symptomatyczne dla współczesnej wyobraźni artystycznej były dwie imprezy towarzyszące wystawom. W ramach ,,Rzutu kostką” były to tzw. ,,Wieczory czasoprzestrzeni — Mistyka. Technika. Sztuka”, zaś w ramach ,,Fortu Sztuki” luźne spotkanie dyskusyjne na temat ekstremum w sztuce zorganizowane przez Łukasza Guzka. Ich tematyka mówi sama za siebie. Ponieważ do dyskusji o ekstremum w sztuce powrócimy w dalszej partii tekstu, słów kilka o ,,Wieczorach...” W ich ramach odbyły się performance'y Władysława Kazimierczaka, Juliana Jończyka, Dariusza Gorczycy, a także autora niniejszego tekstu. Ukazały one na różne sposoby związek pomiędzy fizyczną obecnością artysty (jako ciała w przestrzeni, zgodnie z założeniami wystawy) a jego dziełem, dla którego cechą charakterystyczną było użycie technicznych mediów, tj. neonu (Jończyk), taśmy magnetofonowej (Szoska), slajdów (Kazimierczak) czy skonstruowanych przez siebie maszyn (Gorczyca). Zdarzenia te pozwalały na parę chwil kontemplować wspomnianą już ulotność dzieła sztuki, jak również kreowały szczególne prywatno-artystyczne miejsca wyobraźni.

W gruncie rzeczy obie wystawy nie były jakimś przeglądem aktualnych tendencji w sztuce, który miałby reprezentacyjny charakter. Ukazywały one bardziej ryzyko indywidualnych poszukiwań twórczych często jakby jeszcze nie gotowych, nierzadko też posługujących się modnymi cytatami opatrzonymi w katalogach współczesnej sztuki. Tak czy inaczej jednak wychodzących jakby z założeń strategii ryzyka, właśnie owego rzutu kostką, który a nuż przyniesie to jedno jedyne dzieło jak niegdyś w przypadku pisuaru Duchampa. Innego przykładu takiego dzieła dostarczył prof. Mieczysław Porębski, który swą obecnością zaszczycił dyskusję o ekstremum w sztuce. Przedstawiając swoje wyobrażenie o muzeum sztuki XXI w. naszkicował jego obraz ukazujący amfiladę pustych, przestronnych sal ekspozycyjnych, na końcu których, jak stwierdził, być może znajdzie się coś z Duchampa, być może z Beuysa, ale na pewno znajdzie się tam deska Kantora.

Owa deska to nikomu niepotrzebny przedmiot choć nasycony ludzką obecnością, podniesiony z rumowiska na zapleczu domu Pugetów w Krakowie i użyty jako rekwizyt w „Powrocie Odysa” w latach 40. Podniesiona do rangi sztuki symbolizuje ona zdaniem profesora moment przejścia, manifestuje dramatyczny gest niepowtarzalnej i unikalnej obecności artysty w czasach, gdy przestał obowiązywać już monumentalny etos-gwarant ładu świata legitymizujący zarazem to, co wyżej określiliśmy jako „monarchię sensu”. Etos zastąpiony został przez ów gest patosu, w ramach którego artysta uzyskuje swój jedynie możliwy kontakt z rzeczywistością poprzez jej szczegół, ale także fragment, ślad, ruinę... Dodajmy jeszcze, że ów gest patosu w równym stopniu nacechowany jest tyleż samo nadzieją, co i świadomością możliwej katastrofy.

Na obu wystawach znalazłoby się kilku, nazwijmy, ,,pretendentów deski”. Jednego z nich upatrywałbym w geście Jończyka, który na wystawie w B.W.A. zaanektował jako fakt artystyczny częściowe zniszczenie przez przypadek swej starannie przygotowanej instalacji neonowej pt. ,,Schody”.

Z kolei użyty przez szereg artystów w ,,Forcie Sztuki” dźwięk na zasadzie czy to detektora ruchu powodującego dźwięk (Bernard Bernatzik), czy to przerywacza dźwięku dającego mechaniczne, dziwne efekty (Tassilo Blittersdorff) czy wreszcie nagrane na taśmie magnetofonowej odgłosy np. roześmianych i rozbawionych kąpiących się dziewcząt (Iwona i Michał Urbanowie), sapiących odgłosów o infernalnym brzmieniu (Artur Tajber) posiadał w sobie również coś z owego momentalnego dotknięcia chwili i przestrzeni w związku z zawsze towarzyszącym mu, tym jedynym, niemal fetyszystycznym obiektem. Pojawiał się on jakby na chwilę, w swej ulotności podobny owym tajemniczym odgłosem uaktywniającym przestrzeń wokół. Stąd też wiele było owej przestrzeni na obu wystawach. Czasami wręcz odnosiło się wrażenie, że jest zbyt pusto. Trochę tak jak w fantazji prof. Porębskiego na temat muzeum XXI wieku.

Antoni Szoska

Materiały z obu wystaw dostępne w katalogu Rzut kostką oraz w przygotowywanej publikacji „Fortu Sztuki 1994”.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas