poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
STANISŁAW RODZIŃSKI
Carlotta Bologna — malarstwo jako życie
DL 1994, nr 16/17 (99/100)

Każdy, kto regularnie śledzi wystawy malarstwa krakowskiego, dawniej Salony TPSP, dzisiaj zbiorowe pokazy ZPAP — zna i pamięta twórczość Carlotty Bologna.

Ta urodzona w Gandawie Włoszka, która z rozbrajającą szczerością podaje w nocie biograficznej datę swego urodzenia, od wielu dziesięcioleci zżyła się z Polską, a po studiach u Pruszkowskiego i Weissa należy do grona krakowskich malarzy, ceniona, lubiana, uśmiechnięta.

Uśmiechnięta mimo, że Pan Bóg nie szczędzi jej prób, które znosi dzielnie, nie załamując się, malując, malując coraz lepiej, coraz pełniej, z coraz większą siłą i dynamizmem.

Przed wielu laty w swej twórczości realizowała coś, co — omawiając kiedyś to malarstwo — nazwałem prywatną formułą surrealizmu. Dziwne przestrzenie, postaci z komedii dell' arte, albo raczej kukiełkowych teatrzyków z rzymskich zaułków. Maski i tajemnicza architektura, karuzele, ogrody, kolumnady. Jeżeli można mówić, że wtedy odzywały się w tym malarstwie echa włoskiego malarstwa metafizycznego, to równocześnie było w nim zawsze więcej ciepła, mniej intelektualnej gry, czy tej gry pozorów.

Może dlatego, że sztuka Carlotty Bologna zawsze uderzała swą odrębnością a, może dlatego, że była w swej poetyce tak zupełnie samodzielna i niezależna — pozostała w mym przekonaniu niedoceniona.

Okazją zobaczenia sporego wyboru ostatnio namalowanych obrazów była wystawa malarstwa Pani Carlotty w Nowohuckim Centrum Kultury.

Na wystawie znalazło się prawie pięćdziesiąt dzieł. Obrazy, które w oczywisty sposób stanowią kontynuację dotychczasowej pracy malarki, a jednak inne, zdecydowanie odważniej malowane. Nie będzie przesady, gdy te właśnie obrazy — nazwę malarstwem młodzieńczym.

Pojawiły się w malarstwie Carlotty Bologna krajobrazy i martwe natury, nie te, będące pretekstem do poetyckich metafor czy symbolizujących klimatów.

Bologna zaczęła malować krajobrazy poruszona ich zwyczajnym pięknem, zainspirowana rytmem pól, drzew i wiejskich chałup. Zarzucając pewną delikatność czy nawet lęk przed malarską decyzją — Bologna swe krajobrazy maluje jasnymi plamami, odważnie budując płótno, nie bojąc się radykalnych kontrastów.

Takie są krajobrazy z Lanckorony — w mym przekonaniu jedne z najlepszych — jakie Carlotta Bologna namalowała — otwierające jak sądzę zupełnie nowe problemy, nowy rodzaj wizji malarskiej.

Okazuje się jeszcze raz, że malarstwo będące formą życia, nie dodatkiem, nie towarzyską zabawą, ani intelektualnym udawaniem, ujawniło swą siłę i przedziwne działanie.

Bologna całe lata rozwijała swoje stałe motywy, była naiwna i bezpośrednia, poetycka i tajemnicza. Cisnęło się wiele nazw i wiele etykiet, by tę twórczość określić.

To malarstwo w pewnym momencie zostało zagrożone ciężką operacją oczu, potem, kiedy wszystko było na najlepszej drodze — umiera ukochany syn. Wydaje się, że porzuci malowanie. Ale uświadamia sobie, że zmarły syn tak bardzo lubił jej obrazy. To najprostsze przypomnienie — determinuje wszystko to, co teraz maluje Carlotta Bologna.

Porzuciła wszystkie sztuczności i wszystko to, co okazało się niepotrzebne. Pozostało to najważniejsze. Bezpretensjonalne i radosne malarstwo.

A cóż to jest malarstwo radosne?

Czy to radosne rekwizyty, czy tzw. wesołe kolory? Nie. Malarstwo radosne, to malarstwo afirmujące życie i śmierć, słońce i burzę. To malarstwo nie udawane, bez grymasów i wydziwiania. To właśnie przeważnie malarstwo ludzi, którzy przeżyli tyle, że mogą sobie pozwolić na radosne malarstwo.

Powraca znowu odwieczny problem formy i treści. Okazuje się bowiem, że w takim właśnie, dojrzałym, późnym malarstwie wielu artystów (tak też jest i w przypadku obrazów Carlotty Bologna) wszystko staje się jednością, gruba krecha nie jest już konturem, barwy stają się światłem, plamy zieleni przestrzenią.

Warto dożyć takiego momentu, gdy maluje się takie właśnie obrazy. Jeszcze lepiej, gdy zachowując siłę do pracy — zachowuje się też niezwykłą życzliwość do ludzi i pogodę ducha. Wypływającą z umiejętności stworzenia sobie własnego i wypracowanego widzenia świata. Przez radość malowania i ufną wiarę Bogu.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas