poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
STANISŁAW FRENKIEL
Chwała Wenecji
DL 1994, nr 16/17 (99/100)

27 października 1994 roku na uroczystym posiedzeniu Senatu krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych — Stanisław Frenkiel otrzymał z rąk rektora ASP prof. Włodzimierza Kunza adres wyróżniający artystę od lat zamieszkującego w Londynie tytułem Honorowego Profesora krakowskiej ASP. Tytuł ten na wniosek Rady Wydziału Malarstwa Senat uczelni przyznał Stanisławowi Frenklowi oraz Andrzejowi Wajdzie. Warto przypomnieć, że tytuły honorowych profesorów ASP odpowiadające tytułowi doktora honoris causa — otrzymali już m.in. Józef Czapski, Jerzy Panek, i prof. Lech Kalinowski.



,,The Glory of Venice” — oto tytuł wystawy w londyńskiej Royal Academy. Wystawa obejmuje malarstwo i rzeźbę wenecką 18 stur lecia. Paradoksem historii jest splendor sztuki w okresie schyłkowym wielkich mocarstw. Bywa również, że potęga polityczna jest przykrywką drętwoty i jałowości kulturalnej. Klasycznym przykładem takiej jałowości była Sparta, która pozostawiła światu tajną policję i sztywne ustawodawstwo. Platon miał podziw dla Sparty, a w gruncie rzeczy nie cierpiał sztuki i przewidział, że nie będzie dla niej miejsca w idealnej „Rzeczypospolitej”. Być może w strukturze społecznej sztuka jest zjawiskiem wywrotowym, ponieważ podważa hierarchię i autorytet władzy. Tym gorzej dla władzy i daj nam Panie Boże dobrą sztukę zamiast kultu jednostek i instytucji!

Wystawa w Royal Academy pokazuje osiągnięcia sztuki weneckiej w ostatnim stuleciu jej długiej historii. Imperium weneckie utraciło potęgę w szesnastym wieku, z chwilą gdy Portugalczycy opłynęli Afrykę i dotarli do Indii. Upadek Bizancjum i wzrost potęgi otomańskiej pozbawiły Wenecję kolonii i zniszczyły jej flotę. Pomimo klęsk miasto utrzymało swój przepych, a urzędy funkcjonowały na zasadach rutyny i ceremoniału. Wenecja przyciągała zamożnych turystów. A można się tam było doskonale bawić: ciągłe obchody i uroczystości w paradnych gondolach, które przepływały wzdłuż Wielkiego Kanału. Dekorowano kościoły malowidłami i marmurowymi rzeźbami. Ale osiemnasty wiek zagubił jakoś zapał religijny poprzednich stuleci, a wielkie malowidła w kościołach imponowały elegancją i olśniewały urodą świętych i aniołów, natomiast nie budziły pobożności. Sztuka wenecka powoli przybierała charakter świecki.

Malowano pejzaże i widoki samego miasta oraz sceny z okolicznych wysepek. Pojawił się realizm rodzajowy, ukazujący codzienne życie Wenecjan, kasyna gry, domy rozpusty, festyny religijne oraz nieustające świętowania. Wenecjanie stroili się w pludry, krynoliny, peruki z harcapami i dziwaczne domina z zamaskowaną twarzą. Od czasu do czasu wyławiano z kanału trupy zasztyletowanych nieszczęśników. Policja polityczna korzystając ze skrzynek na donosy specjalnie wmurowanych w ściany pałaców, aresztowała podejrzanych i chyłkiem odstawiała ich do pokrytych ołowiem więzień. Z tych „Piombi” uciekł sławny awanturnik Casanovą i opisał ucieczkę w pamiętnikach.

Wszystko skończyło się nagle w r. 1797, kiedy Napoleon Bonaparte ustawił działa w Mestre i skierował je na Pałac Dożów. Republika poddała się bez wystrzału a doża abdykował. W układzie pokojowym w Campo Formio Napoleon odstąpił Wenecję Austrii, pod której kuratelą wegetowała z przerwami aż do zjednoczenia Włoch w r. 1866. Sic transit gloria.

Z początkiem 18. wieku czołowym malarzem był Piazzetta, którego barokowe kompozycje zdradzają wpływ Caravaggia i Ribery. Należał do Tenebrystów, czyli mrocznych majstrów baroku. Jak oni, potrafił objawić pół-ukrytą rzeczywistość oślepiającym światłem, jak promieniem słońca przenikającym do piwnicy. Na wystawie jest co najmniej 15 płócien Piazzetty, który doskonale rysował i operował dramatycznym kolorem. Między nimi „Św. Franciszek w ekstazie” i „Junona umieszczająca oczy Argusa w pawim ogonie”, ogromne obrazidło pełne teatralnych gestów i rozlatanych kupidynków. Malował szarmancko, na wielką skalę, czasem knocił w pośpiechu, albo szarżował jak pijany aktor na scenie. Od niego sporo nauczyli się bracia Marco i Sebastiano Ricci. Podróżowali po Europie i dotarli nawet do pochmurnej Anglii, gdzie zapoczątkowali tak zwany wielkopański styl (Grand Manner). Tu właściwie wzięło swój początek malarstwo brytyjskie. Uczniem Riccich był Sir James Thornhill, który malował sceny z życia św. Pawła wewnątrz kopuły katedry św. Pawła w Londynie. Córkę Thornhilla uwiódł młody Hogarth i został jego zięciem. A od Hogartha rozpoczęło się brytyjskie malarstwo. Sebastiano Ricci malował sceny mitologiczne, które przypominają dyplomatyczne przyjęcia. Wiszą też na wystawie pejzaże Marca Ricci, o zachmurzonej scenografii, oraz alegoryczne kompozycje Sebastiana. Są to rzetelne majstersztyki nienagannie malowane i komponowane podług rokokowych kanonów, a równocześnie całkowicie pozbawione uczucia i wyobraźni. Tu i ówdzie pojawia się scena biblijna, ale bracia Ricci malowali każdy temat tak, aby się nim nie należało przejmować. Dopiero następne pokolenie artystów jak Pellegrini i Tiepolo (ojciec i syn) nadali później szkole weneckiej indywidualny styl. Giambattista Tiepolo i jego syn Domenico uprawiali malarstwo dekoracyjne pełne-wyrazu, dramatu i mocnego koloru. Giambattista Tiepolo malował sufity i freski po całej Europie, od Wurzburga po Madryt. Był patetyczny i układał figury w przestrzeni jak śpiewaków w operze, ale malarstwo jego śpiewało subtelnym kolorytem, a zagadkowe kompozycje nie pozbawione były ironii i zamaskowanej satyry. Na wystawie wybija się triumfalny św. Jakub Starszy na białym rumaku zwyciężający Maurów. Tiepolo zmarł na zawał w Madrycie, gdzie dekorował pałac królewski. Musiał go podpatrzyć młody Goya, albo oglądał książki sztychów, bo wczesne prace artystyczne Goi wywodzą się ze schematów kompozycyjnych Tiepola. Domenico Tiepolo żywił również ambicje w kierunku monumentalnych kolubryn, ale (poza niezgrabnym ,,Koniem Trojańskim”) poprzestał na mniejszych płótnach, portretujących realistycznie i alegorycznie życie społeczne Wenecji. Wprowadził do obrazów postacie z ,,commedia dell’arte”, a szczególnie Poliszynela, którego w Wenecji zwano Pulcinella. Pochodzenie tej dziwnej figury tkwi w mrokach nowej komedii attyckiej; szczupły mężczyzna o podwójnym garbie w masce z haczykowatym nosem, odziany w biały płócienny kostium z wysokim stożkowatym kapeluszem jest epitomem antybohatera, psotnika, a równocześnie ojca rodziny i troskliwego męża nie zawsze wiernej małżonki. Jest postacią melancholijną, jak gdyby dalszym kuzynem Dyla Sowizdrzała. Domenico Tiepolo umieścił Poliszynela na ścianach Palazzo Rezzonico i w licznych rysunkach, sztychach i akwarelach.

Pod koniec stulecia charakter sztuki weneckiej zmienił się. Znikły okazje do malowania fresków. Nowych kościołów nie budowano. Upadek hegemonii morskiej i strata kolonii ograniczyły dochody, prócz tego ludność Wenecji malała. Przyjeżdżali turyści z Niemiec, Anglii, Polski i Rosji. Wykupywali, co się dało: meble, rzeźby i nieduże obrazy, które można było załadować na statek i wywieźć za granicę. Artyści również podróżowali. Z tych Antonio Canale i Bernardo Bellotto — obydwaj znani pod pseudonimem Canaletto, specjalizowali się w widokach Wenecji i innych miast, obserwowanych przez niedawno wynalezioną ciemnię optyczną. Camera Obscura składała się z dużej skrzyni z wyciętym otworem. Obraz świata zewnętrznego rzutowany był w formie odwróconego widma na przeciwległą ścianę wnętrza skrzyni. Można go było wówczas precyzyjnie kopiować na papierze lub płótnie. Pozwalało to na pejzaże o doskonałej perspektywie liniowej, które dopiero potem trzeba było porządnie malować. W Polsce najbardziej znany był Bernardo Bellotto, który przebywał w Dreźnie i Warszawie i tam' dokonał żywota. A był to artysta poważny o szczególnej wrażliwości na światło zachodzącego słońca. Na podstawie jego widoków Warszawy odrestaurowano Stare Miasto zniszczone przez Niemców w drugiej wojnie światowej. Bellotto był wiernym obserwatorem życia współczesnego. Na płótnach umieszczał ludzkie postacie: szlachtę, przekupniów, rzemieślników i straganiarzy. Figury te domalowywał podręczny malarz zwany Bamboccio, który specjalizował się w typowych postaciach, jak gdyby statystach dodających scenie realizmu. Malowane z werwą postacie te naznaczone białymi blaskami koszul i masek są dobrym przykładem, jak należy posługiwać się szablonem bez popadania w kicz. Krewnym Canalettów był Francesco Guardi, ostatni pejzażysta Wenecji, który zmarł bodajże w tym samym dniu, kiedy Ludwik XVi wstąpił na szafot. Guardi jest dziwnym pomostem pomiędzy malarstwem dawnym i nowoczesnym. Pejzaże jego oznaczają się nie tylko subtelnym kolorytem, lecz zawierają elementy atmosferyczne i rozproszone, załamane światło, stanowiące jak gdyby przeczucie impresjonizmu. Współczesnym był mu Pietro Longhi, protagonista sztuki rodzajowej ukazującej w małych obrazkach towarzyskie życie Wenecji w ostatnich latach Rzeczypospolitej. Wizyta w menażerii przedstawia nosorożca podziwianego przez zamaskowanych gości. Biedne zwierzę pozbawione zostało groźnego rogu, który jeden ze strażników podnosi, widocznie ofiarując go na sprzedaż. Jak wiadomo róg nosorożca w proszku lub w herbatce uważany jest do dziś za środek przywracający siłę męską. Obrazy są na pozór beztroskie i wesołe. Ale zamaskowane postacie, szczególnie mężczyźni odziani w domino, w białych maskach sprawiają niepokojące wrażenie, ponieważ maska im mniej ma wyrazu — tym bardziej jest groźna. Wenecka biała maska „bauta” po dziś dzień niepokoi gości u mnie w pracowni.

Nie wspomniałem dotąd wybitnej malarki weneckiej imieniem Rosalba Carriera. Była doskonałą portrecistką; malowała olejem i pastelami, m.in. Augusta II i jego syna Augusta III,

który kolekcjonował jej obrazy. Na wystawie jest kilka jej portretów. Jeden przedstawia ascetyczną zakonnicę, a drugi rozbawioną kurtyzanę. W środku między nimi wisi autoportret artystki. Od siedemnastego wieku kobiety zaczynają odgrywać poważną rolę w sztuce europejskiej osiągając w następnym stuleciu pozycję równą mężczyznom w konkurencji twórczej.

Wystawa obfituje w rysunki i akwaforty poważnego kalibru. Piazzetta i Tiepolo, Pellegrini i Guardi rysują kredką i piórkiem miękko i zmysłowo. Dopiero Piranesi z wykształcenia architekt przedstawia fantastyczną architekturę wymyślnych budynków oraz zabytków Rzymu. Do najciekawszych zaliczyć można fikcyjne wnętrza więzień z dźwigniami i łańcuchami. Należą one do sztuki wczesnego romantyzmu: ponurych zamków, upiornych ruin i prześladowanych dziewic, a więc tematyki neogotyku. Antytezą Piranesiego był Antonio Canova, ostatni wenecki rzeźbiarz i główny przedstawiciel neoklasycyzmu. Na wystawie stoją dwie marmurowe rzeźby antycznych bohaterów nienagannie i gładko wykończone. Canova był autorem leżącego portretu Pauliny Borghese, siostry Napoleona, znanej z urody i swobodnych obyczajów. Kiedy Matka Cesarza, Madame Letitia Bonaparte czyniła córce wyrzuty, że pozowała Canovie nago, ta odpowiedziała: „Przecież pokój był doskonale ogrzany...”. Akty Canovy oznaczają się klasycznym spokojem i chłodem.-Mario Praż nazwał je erotycznymi lodówkami. Canova, choć Wenecjanin, właściwie należy do europejskiego neoklasycyzmu.

W następnych latach Wenecja stała się cackiem przemysłu turystycznego i zabawką obcokrajowców, a także tłem i tematem romantycznych powieści. Ale sztuka jej przetrwała i po dziś dzień opromienia Europę.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas