poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSIF BRODSKI
Przypływ

I
W północnej części świata znalazłem schronienie,
gdzie ptaki w locie widzą swe odbicie w łusce
rybiej, ze skał spadając z wielkim ożywieniem
ozdobią powierzchnię sfalowanych luster.

Nie odnajdziesz się, nawet w pokoju zamkniętym.  
W domu pusto, jak wymiótł i nikt cię nie łudzi,
łachmanem chmur od rana okno zasłonięte.
Mało tu ziemi i nie widać ludzi.

Tutaj woda panuje. Nikt w dzień ani w nocy
 palcem nie tknie przestrzeni, ażeby „precz!” krzyknąć.
 Horyzont się nicuje, jak płaszcz, przy pomocy
 fal, które robią to z wprawą niezwykłą.

Od spodni i kufajki na haku odróżnić
siebie trudno — widocznie brak czucia, lub czysta
lampa świeci zbyt słabo. Ręką sięgasz próżni
i cofasz aby powiedzieć „zmartwychwstał”.

II
W północnej części świata znalazłem przytułek
pomiędzy akwilonem wilgotnym a cegłą,
gdzie podkowy fal, będąc na podkucie czułe,
porosną grzywą i dalej pobiegną

bez ustanku tak jakby mózg pragnął pogrążyć
nabrzmiałą perłę w lokach ondulacji trwałej.
Ten, który w ruch je wprawił, wpoić im nie zdążył,
by na cokolwiek uwagę zwracały.

Usta krzywię, bo bzdurzyć nie należy, ani
pleść w kółko albo w kwadrat o zaletach swych:
bardziej jest nieruchomy przypływ, niźli granit,
niż przytulony doń człowiek, niż ty.

A zimny poryw wtłacza z powrotem do pyska
szczekanie psa inaczej od słów. Trudna rada:
przy braku echa przedmiot, który chcesz uzyskać
dwukrotnie zwiększyć jednak ci wypada.

III
Wietrzna część świata dla mnie stała się przystanią.
Ja dla niej zeschłą grudką, ona jest mi tarczą.
Jeżeli przyjdą po mnie, tutaj mnie zastaną,
to tkaniny choć mocne, przeważnie się marszczą.

W tych szerokościach barwy najzwyklejszych drożdży,
gdzie mapa pozbawiona jest sporów granicznych,
coś jak obrus złożony z dużej liczby noży
rozściela się wydając odgłos metaliczny.

Sam zaproszony na tę bezkresną biesiadę
wydam o niej opinię mimo wszystko ciepłą,
bowiem, jak by nie liczyć, więcej dałem radę
wypić z kielicha, niż po brodzie ściekło.

Złych od zwykłych rozpoznasz z dużej odległości,
lecz dokąd się Boreasz w kość jarzmową wprzęga,
póki trwa przepychanka, fala falę złości,
jedna drugą przytłacza, nikt cię tu nie sprzeda.


IV
W północnej części świata cegłę zostawiłem.
Duszy wraz z czasem na wzór papug się udaje
powtarzać wszystko, oprócz ciągłości właściwej,
typowej dla surowych przedmiotów i zajęć.

I tak krając materiał „sukno!” krzyknie krawiec.
Gdy brak igły, nić można sobie rwać i plątać.
Pusty dom jest podobny do jakiegoś prawie
odwróconego w drugą stronę kąta.

Wietrzna część świata stała się dla mnie azylem.
Tutaj nikt ci nie powie „tyś obcy, daleki,
zjeżdżaj stąd!”, a za nocleg wezmą pewnie tyle,
co porozumiewawcze mrugnięcie powieki.

Latarnia dźwięczy nocą na molo niezmiennie,
jak dzwonnik albo blachą śmieciarka obita,
gdy pisma wielkiej wagi idą na stracenie
i już na pewno nikt ich nie przeczyta.

V
Odwrócony do ściany szepnij ,,ja śpię teraz”.
Odzież masz poszarzałą i sam jesteś stary.
Pod powiekami chyba tyle snów nazbierasz,
że „nadrobiłeś” powie ci morze „z nadmiarem”.

Obojętne do jakich liter się odwołać,
własne chrapanie wszędzie człowieka dopada.
Zaplątany w bieliźnie i w ciszy dokoła,
zdejmujesz odzież zawsze ruchem kraba.

Tak śpiewał, kryjąc płetwy pomniejszy niebianin,
bledszy niż odpuszczony grzech, kiedy w ciemności
zlany był lodowatą zupą rybną, zanim
nauczył cię, jak IHS układać z kości.

Tak to się wpada w kleszcze raka i w potrzaski.
Tak, kto w chmurach szybował, zostawia tam ślady,
stopa bieleje, stopnie tak się kładą płasko,
by iść po falach i bez balustrady.


przekład Katarzyna Krzyżewska



DL 1994, nr 16/17 (99/100)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas