poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z WŁADYSŁAWEM BARTOSZEWSKIM ambasadorem RP w Wiedniu rozmawia Jakub Ekier
Neutralność przy dźwiękach walca
DL 1994, nr 16/17 (99/100)

Polskiemu turyście zwiedzającemu Wiedeń Austria kojarzy się zwykle z Mozartem, cesarzem Franciszkiem Józefem, walcami Straussa i Gustawem Klimtem...



To dotyczy elit; cieszyłbym się, gdyby taki obraz Austrii był typowy dla ogółu polskich turystów. Nie wszyscy z nich mają bowiem skojarzenia historyczno-kulturalne. Polscy turyści przyjeżdżają do Austrii również po to, by rozwijać uzdolnienia handlowe. Jednak wśród tak zwanych turystów kwalifikowanych, chcących zwiedzić kraj, poznać jego krajobraz czy historię, chcących w nim wypocząć, uprawiać sporty zimowe — w tej grupie ludzi rzeczywiście skojarzenia historyczne istnieją. Oczywiście nie są one jednakowo silne u ludzi z różnych części Polski i z różnych pokoleń. Mieszkańcy Polski południowej mieli w pokoleniu ojców albo dziadów państwowe, organizacyjne, polityczne czy kulturowe odniesienia do Austrii — inaczej zaś o tych tradycjach myślą Polacy pochodzący z innych ziem. Jeśli mają wykształcenie maturalne albo wyższe, wiedzą o Austrii niemało; jeśli takiego wykształcenia nie posiadają, Austria jest dla nich krajem, o którym wiedzą inaczej niż ludzie starsi lub mający akademickie wykształcenie.



Austria z wielkim pietyzmem kultywuje swoją kulturę i przeszłość. Czy ta kultura jest tylko pamiątką zakonserwowaną dla turystów, czy żyje w świadomości Austriaków?



Myślę, że żyje w bardzo dużym stopniu. To trochę tak jak z Grekami, którzy niezmiernie chlubią się tym, że są spadkobiercami Grecji po wielu dziesiątkach pokoleń. Tyle że Austriacy dziedziczą swoją kulturę ledwie po dwóch, trzech pokoleniach — imperium Habsburgów rozpadło się w 1918 roku. Dla wielu żyjących nie jest to jeszcze czas odległy. Mamy i w Polsce niemało ludzi, którzy przed 1918 rokiem zaczynali szkołę w Galicji jako poddani cesarza Austrii. Austriacy czasami wzdychają, że gdyby Karol Wojtyła urodził się w tych samych Wadowicach nie w maju 1920 roku, ale dwa i pół roku wcześniej, byłby Austriakiem narodowości polskiej (to autentyczna wypowiedź!); jego ojciec był nawet zawodowym wojskowym monarchii Habsburgów. Austriacy w ogóle patrzą dobrotliwie i raczej beztrosko na wspólną przeszłość swoją, Polaków, Czechów, Słowaków i Węgrów. Polacy świadomi historycznie patrzą na nią z pewnym dystansem. Uznają co prawda różnicę traktowania Polaków w dawnym zaborze austriackim, szczególnie od lat 70. poprzedniego stulecia do wybuchu I wojny światowej, w stosunku do zaboru rosyjskiego i prusko-niemieckiego — ale zdają sobie sprawę, że jednak był to zabór. W czasach komunistycznej władzy można było w Polsce południowej niejednokrotnie usłyszeć: „a, za cesarza to było inaczej”. To, że Austriacy żywią kult przeszłości, wynika trochę z tradycji. Na każdym jarmarku znajdzie pan różne pamiątki (kubki, plakietki, breloczki), a w niemal każdym kiosku pocztówki z wizerunkiem ostatniego cesarza i cesarzowej. Jeżeli przez pokolenia produkuje się coś w milionach egzemplarzy, zapada to w świadomości ludzi jako część ich współczesności. Akceptujemy oczywiście odniesienia do Mozarta czy innych wielkich kompozytorów austriackich. Możemy z przymrużeniem oka patrzeć na Beethovenhaus w Wiedniu, bo jak wiadomo Beethoven pochodził z Bonn. Ale, jak powiadają niekiedy autoironicznie niektórzy Austriacy, „Hitler był właściwie Niemcem, a Beethoven Austriakiem”. Austriacy bowiem chętnie akomodują wszystko, co najlepsze, a równie chętnie odrzucają wszystko, co złe, kłopotliwe i nieprzyjemne. Mają psychikę delikatniejszą, miększą i cieplejszą w porównaniu na przykład z Prusakami, którzy biorą na siebie odium rzeczy niepopularnych, ale dążą do celów twardo i konsekwentnie. To chyba sprawia, że Austriacy są nam psychologicznie bliżsi od wielu innych nacji. I jeszcze jeden niebagatelny aspekt: ta historia i kultura są przecież na ogromną skalę obiektem dla turystów. Wszystkie trasy turystyczne w Wiedniu zawierają odwiedziny Hofburgu jak u nas Wawelu w Krakowie; odwiedziny Schönbrunnu jak Wilanowa w Warszawie; to jest ogromny przemysł turystyczny. W głównych historycznych punktach Wiednia zobaczyć można codziennie setki autobusów. Turystyka zagraniczna do miejsc związanych z historią imperium należy więc do austriackiej codzienności — kulturowej i gospodarczej. Obok bowiem zwiedzania tak pięknych części Austrii jak kraj salzburski, Tyrol, Karyntia, pewne części Styrii, źródłem permanentnego dochodu z turystyki są te kluczowe historyczne miejsca związane ze świetnością okresu habsburskiego; a turystyka jest w Austrii jednym z najpoważniejszych źródeł dochodu narodowego.



Wspomniał Pan o odrzucaniu przez Austriaków przykrych prawd o sobie. Spotyka się często pogląd, że Austria znacznie mniej gruntownie niż Niemcy rozliczyła się z faszystowską przeszłością



To i pogląd, i fakt historyczny. Mogę mówić o tym nie tyle jako dyplomata, ile jako historyk. Polska perspektywa, która każe traktować wszystkie kraje podbite przez Hitlera na równi jako ofiary, nie jest typowa dla dawniejszej generacji Austriaków. Anschluss Austrii w marcu 1938 roku był niewątpliwie aktem politycznego gwałtu. Choć jednak do 38 roku znaczna większość Austriaków odrzucała hitleryzm albo się go lękała, jednak koncepcja Austrii niemieckiej, zjednoczenia z Niemcami, dominowała w wielu austriackich ruchach politycznych łącznie z socjalistycznym. Austriacy w ogromnej większości uważali wtedy — inaczej niż dziś, trzeba to powiedzieć z naciskiem — że Austria po krachu imperium sama nie będzie zdolna do historycznego bytowania. Nie oznaczało to chęci łączenia się z Niemcami hitlerowskimi; chodziło jeszcze o demokratyczną Republikę Weimarską. Myślenie o kulturowej wspólnocie niemieckiej Austrii z Niemcami było wyrazem sui generis troski patriotycznej. Natomiast Anschluss trzeba traktować inaczej niż okupację Polski i krajów zachodnich czy późniejsze podboje na terenie ZSRR. Kilkadziesiąt tysięcy Austriaków trafiło wprawdzie do obozów koncentracyjnych, austriackich Żydów dotknęło prześladowanie, a później — jeśli nie emigrowali — stopniowa eksterminacja fizyczna. Równocześnie jednak Austria w całej rzeszy niemieckiej miała największy procentowy udział członków partii hitlerowskiej. Była też kolebką wielu hitlerowców ze szczytów państwa niemieckiego. Może byli złymi Austriakami — ale byli Austriakami niezaprzeczalnie, tak jak Feliks Dzierżyński był Polakiem. Nie tylko Hitler z Braunau nad Innem, ale Ernst Kaltenbrunner, Szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, i Odilo Globocnik, pierwszy organizator masowej zagłady Żydów na terenie Polski w 1942 r., byli Austriakami, podobnie jak wielu wysokich urzędników administracji hitlerowskiej w Polsce, np. gubernator Okręgu Galicja (Distrikt Galizien) we Lwowie, Gustaw Otto Wachter. Ale rodzimi Austriacy w imieniu Hiltera uciskali też Austriaków w samej Austrii. Nie należy zapominać, że sławne obozy jak Mauthausen czy Gusen założono w Austrii, że wśród ich pierwszych więźniów byli liczni Austriacy oporni wobec systemu; różni Austriacy, nie tylko Żydzi, ale i komuniści, socjaliści, austriaccy konserwatywni patrioci; koniec końców sam kanclerz Schuschnigg, przedostatni kanclerz Austrii, trafił na szereg lat do obozów koncentracyjnych. Jednak do dziś bynajmniej nie wszyscy Austriacy uważają służbę w Wehrmachcie za rzecz wstydliwą czy tragiczne zrządzenie historii. Istnieją w Austrii związki byłych żołnierzy Wehrmachtu, nawet SS, które celebrują różne rocznice — nie jako żałobne, lecz jako chwalebne. W niektórych częściach Austrii tablice opiewają bohaterskie czyny Austriaków w wojnie agresywnej. Nie jest to oczywiście stanowisko rządu ani żadnej sprawdzalnej części społeczeństwa — ale to zjawisko istnieje, procentowo dużo silniejsze niż w Republice Federalnej Niemiec. Kanclerz Austrii, Franz Vranitzky, bardzo umiarkowany socjaldemokrata, publicznie wypowiada się na rzecz intensywnego obrachunku ze złą przeszłością, m.in. w swym ważnym oświadczeniu na temat narodowego socjalizmu wygłoszonym w parlamencie w Wiedniu 8 lipca 1991 r., a także w trakcie swej wizyty w państwie Izrael w 1993 r. Nie rozpracowano bowiem należycie tej przeszłości i nie przekazywano pełnej prawdy o latach 1938—1945 ani w szkołach, ani w piśmiennictwie; w austriackiej demokracji spychano ją prawie tak jak w autorytarnej NRD, choć z odmiennych powodów. Nie można więc mieć za złe setkom tysięcy młodszych Austriaków, że niezmiernie mało o tym wiedzą. Oczywiście są tu bojownicy, dawni więźniowie kacetów jak zasłużony oświęcimiak Herman Langbein, czy też szlachetni fanatycy jak Simon Wiesenthal z Buczacza, który jako obywatel Austrii walczy o pełną prawdę o eksterminacji Żydów i nie tylko Żydów. Z drugiej strony w Austrii nie było na dobrą sprawę procesów zbrodniarzy hitlerowskich; jeśli się odbywały, to w Niemczech. Nie było też tak konsekwentnego oczyszczania społeczeństwa, bo i okupacja Austrii była dużo łagodniejsza od okupacji Niemiec. Miało to: początek w tzw. deklaracji moskiewskiej z 1 października 1943 roku, gdzie uznano Austrię za ofiarę wojny, wyrażając jednak pewną rezerwę i oczekując, że Austria czynem potwierdzi, że była ofiarą, nie współsprawcą. Pojęcia ofiary i współsprawcy bardzo się tutaj mieszały, nieraz w obrębie miejscowości i rodzin. To nie mogło pozostać bez śladu.



Wspomniał Pan o powojennej okupacji Austrii, która przesądziła o statusie tego kraju. Jak ten status wpłynął na Austrię współczesną?



Ze względów politycznych Austrię traktowano po wojnie inaczej niż okupowane Niemcy. W okupowanych Niemczech zachodnich, w Trizonii, Amerykanie, Anglicy i Francuzi bardzo twardo narzucili narodowi niemieckiemu demokrację. Austrii niczego nie narzucano, ale jawna okupacja z podziałem na strefę sowiecką, amerykańską, angielską i francuską trwała nawet dłużej niż w Niemczech. Austria miała wprawdzie już od 1945 r., a nie dopiero od 1949 r. częściową suwerenność, ale jak wszystko w Austrii nie do końca jasną. Od 45 roku miała rząd — ale pod nadzorem mocarstw okupacyjnych, miała parlament — ale i wojska okupacyjne. Wiedeń był podzielony na cztery strefy, tak jak Berlin. W 55 roku natomiast Austrii udało się, na podstawie układu państwowego z 15 maja, uzyskać wycofanie wojsk radzieckich — pełne i właściwie bezwarunkowe, za cenę statusu wieczystej neutralności. Wycofanie wojsk sowieckich w środku Europy w 1955 roku można uważać za jeden z cudów polityki XX stulecia — poza Austriakami nie osiągnął tego — jak wiadomo nikt. Austriacy potrafili wyciągnąć z przyjętego statusu neutralności wnioski pozytywne dla wszystkich, także dla samych siebie. Między innymi prowadzili nieograniczony handel ze Wschodem i Zachodem, również towarami, których przepływ ze wschodu na zachód i odwrotnie był w latach zimnej wojny znacznie ograniczony. Wielkie zagłębie przemysłowe Linzu produkowało głównie dla Związku Sowieckiego, który stał się bardzo ważnym odbiorcą przemysłowym Górnej Austrii. Równocześnie Austria pozostawała w idealnych stosunkach z Republiką Federalną Niemiec i Szwajcarią; z Czechosłowacją i Węgrami w stosunkach na tyle dobrych, na ile to było możliwe; w dość dobrych z Jugosławią. -Były spory z Włochami o południowy Tyrol, w pewnych latach narastające do terroryzmu — zostały jednak przezwyciężone i stosunki z Włochami rozwinęły się też bardzo dobrze. Austria była zatem małym, siedmio- i półmilionowym krajem w centrum Europy (obecnie dochodzi do ośmiu milionów), na który wszyscy chuchali, żeby tylko był neutralny. Ponieważ zaś wszystko odbywało się, można powiedzieć, przy dźwiękach walca, przy skłonności do bagatelizacji trudnych problemów, z wdziękiem (szczególnie wiedeńskim), z otwartością wobec cudzoziemców, wśród pięknej przyrody Tyrolu i kraju salzburskiego, Austria urosła do rangi małego raju w skłóconej zimną wojną Europie. Tutaj spotykał się Chruszczow z Kennedym, tutaj odbywały się liczne konferencje międzynarodowe, m.in. rozbrojeniowe. Austria wyrosła więc do roli jednego z centrów polityki międzynarodowej i korzystała na tym również gospodarczo; zainstalowało się tutaj wiele poważnych organizacji, m.in. Międzynarodowa Agencja Atomowa, czynna w Wiedniu od dziesiątków lat. Sytuacja przybrała paradoksalny obrót: gwałt na Austrii dokonany w 38 roku, kilkaset tysięcy ofiar wojny — to dużo jak na siedmiomilionowy kraj, ale mniej więcej tyle samo było w Austrii członków NSDAP, osobliwość, jeśli przyjąć, że był to kraj okupowany. Wszystko to stworzyło osobliwy melanż; melanż nie jako gatunek kawy w austriackich kawiarniach, ale w rozumieniu dosłownym — mieszaninę osobliwą substancjalnie i smakowo.



Współczesna Austria sprawia wrażenie kraju o stabilnym, harmonijnym systemie politycznym, gdzie władze sprawują praktycznie dwie partie. Czy stosunki w Austrii w tej chwili, układ sił, określiłby Pan jako rajski?



Stosunki w demokracji nie są nigdy rajskie. Kartką wyborczą w jeden dzień obalić można wszelkie wyobrażenia. Pierwsi stają się; niekiedy ostatnimi, ostatni pierwszymi. W stabilnych demokracjach europejskich oczywiście skala niespodzianek — może poza Włochami—jest ograniczona. Jednak i w Austrii niespodzianki się zdarzają. Dążąc do spokoju Austriacy wyciągnęli z tego praktyczne wnioski. Już od szeregu lat rządzeni są przez koalicję dwóch przeciwstawnych partii: głównej partii na lewo od centrum, socjaldemokratycznej SPO, i partii ludowej OVP, która jest odpowiednikiem centrum zbliżonego do chadecji. Te dwie partie w proporcji mniej więcej 60 do 40% na rzecz socjaldemokratycznej współrządzą w Austrii nader harmonijnie — choć na co dzień nie brak oczywiście intryg i napięć politycznych, uprawnionych w grze demokratycznych interesów. W parlamencie reprezentowana jest też Partia Wolnościowa FPO, w przeciwieństwie do innych partii liberalnych w Europie opanowana pośrednio w dużej mierze przez elementy posthitlerowskie poprzedniej generacji, obecnie zaś przez ludzi myślących niemieckonarodowo albo dość prawicowe Jej przywódca, pan Jörg Haider, jest człowiekiem bardzo niejednoznacznej politycznie konduity (używając określeń jakie ambasadorowi przystoją) i ma powszechnie opinię utalentowanego populisty. Jego partia uzyskała w wyborach do parlamentu w 1990 r. około 17% głosów. W wyborach terytorialnych (w krajach związkowych) odbytych w roku 1993 uzyskała w Dolnej Austrii 12%, w Tyrolu 16%, ale w Salzburgu ponad 19%, a w Karyntii nawet 33% głosów. W lutym 1993 nastąpił jednak w tej partii rozłam: jej faktyczne liberalne i nie-nacjonalistyczne skrzydło, na czele z bardzo popularną posłanką Heide Schmidt, która kandydując w wyborach bezpośrednich na prezydenta republiki uzyskała wiosną 1992 r. ponad 16% głosów, oderwało się od FPO i utworzyło nową partię pod nazwą Forum Liberalne. Owo Forum jest mocno popierane przez Międzynarodówkę Partii Liberalnych, a szczególnie przez niemiecką FDP, ale jego dalsze szansę wyborcze w Austrii nie są łatwe do oceny.

Istnieją również w parlamencie Zieloni, którzy w ostatnich wyborach uzyskali 4,8% głosów. Są też w Austrii partie, które do parlamentu nie wchodzą — łącznie z komunistyczną partią Austrii. Partie prawicowo-ekstremistyczne są właściwie zakazane, podobnie jak w Niemczech. Nie odgrywają też roli; ale nie brak myślenia prawicowo-ekstremistycznego w obrębie istniejących partii, a szczególnie w FPO. W obu partiach rządowej koalicji są też i zwolennicy przejścia do opozycji wobec drugiej dużej partii; są w ÖVP zwolennicy koalicji z małą partią Haidera — ale zdarzało się to w niedawnej przeszłości i w partii socjalistycznej. W przeszłości koalicję socjalistyczno-liberalną zorganizował bardzo tutaj ceniony, nieżyjący już kanclerz Bruno Kreisky. Paradoks: Kreisky, jak wiadomo pochodzenia żydowskiego, osłaniał wtedy wielu byłych esesmanów, hitlerowców i byłych prawicowców w imię austriackiej racji stanu. Obecnie partia socjaldemokratyczna SPO z Franzem Vranitzkym na czele kategorycznie odrzuca możliwość współpracy politycznej z partią Haidera — FPO. Ostatnie wybory odbyły się 10 października 1990 roku, nowe odbędą się 9 października 1994 r. Trudno uprzedzić ich wynik, są jednak podstawy, aby przyjąć, że nie nastąpi w Austrii żadne polityczne trzęsienie ziemi.



Mówiliśmy już o potocznej świadomości Austriaków i jej politycznej reprezentacji. Jaka jest rola intelektualistów w kształtowaniu oblicza współczesnej Austrii i austriackiego poczucia tożsamości?



Trzeba tu rozróżnić tradycję, odbiór masowy i fakty współczesne. Kultura i historia odgrywała ogromną rolę w samoświadomości Austriaków; z powodów, o których wspomniałem wcześniej, ale także dlatego, że Austriacy są przywiązani do swoich osiągnięć w muzyce, teatrze, operze, operetce. Tradycję tę kultywuje się z dużym powodzeniem. Złośliwi twierdzą, co prawda, że coraz więcej śpiewaków opery wiedeńskiej i reżyserów sławnego Burgtheater to ludzie z importu — ale przecież do wszystkich wielkich filharmonii i teatrów świata napływają artyści z innych krajów. Z drugiej strony obserwujemy też od lat ogromny odpływ ludzi sztuki i nauki z Austrii do Niemiec. Najwybitniejszy współczesny pisarz austriacki Peter Handke żyje w Niemczech. Wielu wybitnych publicystów austriackich pracuje dla mediów niemieckich. Wynika to również ze wspólnoty językowej, z odbioru niemieckiej telewizji kablowej albo satelitarnej w Austrii, z nacisku ogromnego niemieckiego rynku prasowego. Istnienie potężnych niemieckich uniwersytetów, instytutów badawczych z dziedzin nauk przyrodniczych, technicznych i ekonomicznych również rzutuje na życie intelektualne Austrii. Nie znaczy to oczywiście, że uniwersytety w Wiedniu, Grazu, Salzburgu czy Innsbrucku nie mają znacznych osiągnięć. Jednak, np. wybitny przedstawiciel życia duchowego Austrii, prof. Wolfgang Kraus — wielki przyjaciel Polski, założyciel i b. długoletni prezes Austriackiego Towarzystwa Literackiego — widzi malejącą rolę intelektualistów w życiu Austrii. Austrią, podobnie jak większością krajów europejskich, nie rządzą pięknoduchy— może i Bogu dzięki. Są wyjątki: za intelektualistę uchodzi powszechnie wicekanclerz Austrii, dr Erhard Busek. A czy minister komunikacji albo opieki społecznej musi być intelektualistą? Może miałby wtedy za wiele skrupułów, aby dobrze wykonywać swoje zadania.



Ponieważ w Europie zaszły wielkie polityczne zmiany, można się spodziewać, że Austria coraz bardziej odgrywać będzie rolę centrum Europy Środkowej w wielorakim sensie. Czy ten wzrost roli Austrii już jest dostrzegalny?



To zasadne pytanie; odpowiadam na nie twierdząco. Austria odgrywała i odgrywa niewspółmierną do swojej wielkości statystycznej rolę w Europie. Uważam to za dobre. Nie wolno zapominać, że neutralna Austria była pierwszym miejscem masowego exodusu Węgrów w 56 i Czechów w 68 roku, wykazała znaczną życzliwość wobec dziesiątków tysięcy emigrantów z Polski, w latach 1981—1982, a w lecie 89 roku otwarcie granicy austriacko-węgierskiej i ucieczka Niemców NRD-owskich z Węgier przez Austrię do RFN była jednym z sygnałów nowych czasów. Austria jako mały kraj miała wtedy wszelkie powody, żeby liczyć się z potężnym partnerem radzieckim. Jeżeli ktoś się boi, a mimo to działa — to tym większa jego zasługa. Budowanie nowego ładu w Europie, wysiłki dla natychmiastowego podjęcia stosunków z wyzwalającymi się krajami, wizyta kanclerza Vranitzk'yego w Warszawie już w lipcu 1990 r., i w ogóle obecne wizyty czołowych polityków austriackich, także obecnej głowy państwa dr Tomasza Klestila w krajach postkomunistycznych, określających się na nowo — są wyraźnymi sygnałami czynnej roli Austrii w bliższej nam części Europy. Przypomnieć też warto, że gdy — począwszy od listopada 1989 — kształtować się zaczęło porozumienie państw, dziś nazywane Inicjatywą Środkowo-Europejską (obejmujące teraz 10 państw) — Austriacy właśnie odegrali pozytywną rolę, m.in. w naszym przystąpieniu do tej Inicjatywy (wtedy jeszcze nazywanej Pentagonale-Hexagonale). Austriacy patrzą również z czynną sympatią na próby porozumienia się i współpracę Polski, Węgier, Słowacji i Czech w tzw. Grupie Wyszehradzkiej. W różnych agendach ONZ, w których są zadomowieni, popierają w wielu sprawach kraje dawnego bloku wschodniego.



Sukcesem „myśli europejskiej” było na pewno niedawne referendum, w którym większość Austriaków opowiedziała się za przyłączeniem kraju do Unii Europejskiej. Czy pytanie „tak czy nie dla Unii” znaczyło w Austrii to samo co znaczy w krajach dawnej RWPG?



Dwie trzecie głosów (66%) dorosłych obywateli kraju „za Europą”, dodajmy przy budzącej zazdrość 80% frekwencji wyborczej — świadczy z pewnością bardzo dodatnio nie tylko o wysokiej kulturze politycznej Austriaków, ale i o ich rozsądku politycznym. Austria spodziewa się należeć do UE już w styczniu 1995 roku. W następnej kadencji (po rozszerzeniu Unii z dotychczas dwunastu do szesnastu państw — o Austrię, i zapewne Finlandię, Szwecję i Norwegię) politycy austriaccy widzą w Unii państwa dawnego bloku wschodniego: Polskę, Węgry, Słowację, Czechy. Są, podobnie jak obecna polityka RFN, dobrze do tej myśli usposobieni. Sądzę, że możemy spodziewać się w sumie pozytywnego dla Polski wyniku przystąpienia Austrii do Unii. To wszystko jest zasługą kanclerza Vranitzk'yego, ministra spraw zagranicznych Aloisa Mocka i wicekanclerza, dr Erharda Busska; należy im się wdzięczność Polaków, za ich kroki zmierzające do odtworzenia więzów wolnych narodów i od samych Austriaków; gdyby Austria poszła w polityce na prawo, ku bardziej nieobliczalnym decyzjom — czego się w tej chwili nie obawiam — odbiłoby się to oczywiście ujemnie na jej roli europejskiego współmediatora. W Europie nie lubi się skrajności. Myślę jednak, że obecny układ w Europie, a więc i w Austrii, utrzyma się jeszcze długo — z powodzeniem dla integracji.



Austria graniczy z dawną Jugosławią, a wojny na Bałkanach rozpoczęły się trzy lata temu, latem 1991 r., tuż przy granicy austriackiej, w Słowenii. Czy w sprawie wojny w dawnej Jugosławii Austria przemawia własnym, słyszalnym głosem?



Tak, Minister spraw zagranicznych Austrii zaangażował się w bardzo daleko idącym stopniu na rzecz prób politycznego rozwiązania konfliktu. Przyniosło to Austrii duże uznanie w Słowenii, Chorwacji, Bośni-Hercegowinie i spowodowało ostre zarzuty Belgradu wobec polityki Austrii. Należy pamiętać, że problematyka regionu byłej Jugosławii wiąże się w tradycji i opinii austriackiej w niemałym stopniu z trudnymi i skomplikowanymi wydarzeniami historycznymi, które towarzyszyły wybuchowi pierwszej wojny światowej w 1914 roku. Zainteresowanie opinii publicznej w Austrii przebiegiem, wydarzeń na Bałkanach jest bardzo znaczne. Jest to chyba jedyny kraj w Europie, w którym codzienne wiadomości telewizyjne i radiowe z terenu objętego kryzysem występują na czołowych miejscach. Ok. 70 — 80 000 uchodźców z terenu objętego walkami znalazło w Austrii schronienie i pierwszą pomoc. Zaś wymiar pomocy charytatywnej (środki odżywcze, medykamenty, odzież) Austrii dla terenu dotkniętego wojną jest prawdziwie imponujący. Wielka akcja społeczna pod hasłem „Sąsiad w potrzebie” dała w wyniku pomoc wyrażającą się wysłaniem ponad 2 000 wielkich ciężarówek (tzw. tirów) z darów stymulowanych przez kościelny „Caritas”, telewizję i wielkie dzienniki — która efektywnie dotarła z Austrii do ludzi dotkniętych nieszczęściem w Chorwacji i Bośni-Hercegowinie. Dostrzegana jest wyraźnie w austriackich środowiskach opiniotwórczych rola posła Tadeusza Mazowieckiego, który uzyskał tu opinię nie tylko sprawozdawcy, ale zasłużonego i wiarygodnego eksperta Narodów Zjednoczonych na terenie kryzysu bałkańskiego. Każda okazja jego pobytu w Wiedniu w przejeździe na południe jest wykorzystywana przez tutejsze media.



Mówiliśmy o tym, jaki jest obraz Austrii w oczach Polaków. Jaki jest wizerunek Polaka wśród Austriaków — obraz obiegowy, obraz w mediach i w kręgach polityczno-intelektualnych?



Obraz obiegowy wydałby się nam raczej karykaturalny. Austriacy są bowiem w ogromnej większości społeczeństwem chłopsko-drobnomieszczańskim, a takie społeczeństwa kształtują sobie obraz obcych w bardzo praktycznych kontaktach. Mają więc obraz bogatych turystów angielskich, amerykańskich i niemieckich, obraz studentów, którzy przyjeżdżają z Zachodu. Polacy zaś to w ich oczach ofensywni, hałaśliwi handlujący. To niesprawiedliwy obraz — ale nikt nie powiedział, że obraz musi być sprawiedliwy. Elity intelektualne, artystyczne i klienci tych elit doceniają polskich muzyków, orkiestry, zespoły pieśni i tańca. Szersze środowiska cenią urok polskiego plakatu i plastyki; oczywiście mniej ludzi ceni literaturę, przyswajaną zresztą głównie przez wydawnictwa niemieckie. Ale na przykład „Residenz Verlag” w Salzburgu wydał tomik poezji naszej znakomitej poetki Ewy Lipskiej. Tylko, że to nie czytelnicy Ewy Lipskiej kształtują obraz Polski w Austrii. Z wyjątkiem jednak nieżyczliwego Polsce, brukowego pisma „Neue Kronen Zeitung” media austriackie są wobec Polski dość życzliwe, albo bardzo życzliwe. Krytyczne lub negatywne oceny Kościoła w Polsce albo Papieża polskiej narodowości w mediach bardziej lewicowych nie są austriacką niespodzianką. Oczywiście na całym świecie dziennikarze wybijają sensacje; i jeśli zdarzą się takie w Polsce, spodziewać się ich można nie tylko w „Le Monde”, ale i w mediach austriackich.

Rozwijają się stosunki Austriackiej Akademii Nauk z Polską Akademią Nauk i z Polską Akademią Umiejętności. Stacją PAN w Wiedniu kieruje zasłużony badacz stosunków kulturalnych polsko-austriackich prof. dr Roman Taborski. Sprawdzone wyniki przynoszą długoletnie robocze kontakty w pracy nad polskim i austriackim słownikiem biograficznym; jest dobra współpraca bibliotek, muzeów, w wystawiennictwie, na wysokim szczeblu naukowym. Rozwija się również wymiana studentów, w Polsce pracuje już wielu austriackich nauczycieli języka niemieckiego. Mamy w Krakowie katedrę germanistyki, która specjalizuje się w problematyce austriackiej. Uznawane osiągnięcia w tej dziedzinie ma prof. Stefan Kaszyński z Poznania i jego ośrodek; profesora Kaszyńskiego wyróżniono przed dwoma laty Nagrodą Herdera, przyznawaną przez grono jurorów związanych z Uniwersytetem Wiedeńskim.

Równolegle z Instytutem Polskim w Wiedniu pracuje w Warszawie (i to już prawie od trzydziestu lat) Instytut Kultury Austriackiej. Nader rozległą działalność kulturalną, wysoko ocenianą w Polsce południowej, rozwija też Konsulat Generalny w Krakowie z nieocenionym entuzjastą współpracy kulturalnej między Polską a Austrią, dr Emilem Brixem na czele.



Na koniec nieco bardziej osobiste pytanie: co w okresie Pana dotychczasowej pracy jako ambasadora w Wiedniu potwierdziło Pańską wcześniejszą wizję Austrii, a co było dla pana zaskoczeniem?



Może Pana rozczaruję — ale nie jestem niczym zaskoczony. Od 1963 roku byłem w Austrii kilkanaście razy. Interesuję się od lat najnowszą historią Austrii, jako jednym z elementów najnowszej historii Europy. Niemal nic, co austriackie, nie było mi więc zupełnie obce. Zająwszy we wrześniu 1990 roku stanowisko przedstawiciela RP w Austrii doznawałem tylko przyjemności. Austriacy wysoko cenią tytuły. A kiedy tytuł ambasadora związany jest z kimś, kogo wielu ludzi z elit tego kraju znało, a niekiedy nawet lubiło, to przyjemność utrzymywania dalszych stosunków z reprezentantem wolnej i odnawiającej się Rzeczypospolitej Polskiej bywa ostentacyjnie podkreślana ze strony austriackiej.

Pewną przewrotnością mojego życia i w ogóle najnowszej historii Europy wydaje się fakt, że ja, który jako potencjalny szkodnik niejednokrotnie nie dostawałem pozwolenia na wyjazd z Polski na Zachód, m.in. do Austrii, jestem w tej chwili najwyższym reprezentantem Rzeczypospolitej Polskiej wobec państwa i narodu austriackiego. Staram się wypełniać to zadanie z rozsądkiem i wyczuciem. I jeszcze odwrócę pytanie: gdybym nie znał Austrii tak dobrze, jak ją znam, i gdybym nie miał dobrego stosunku do tego narodu, nie przyjąłbym zaproponowanej mi przed czterema laty godności ambasadora RP w Austrii.

Bardzo Panu dziękuję za rozmowę.


rozmawiał Jakub Ekier

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas