poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
THOMAS STEARNS ELIOT
Wiersze
DL 1994, nr 14/15 (97/98)

Tygryszard Drapież, Kot Mężny do Końca

Tygryszard Drapież był to kot niezwykle niebezpieczny;
Grasować zwykł, perfidny typ, na starej barce rzecznej.
„Postrach Tamizy” — czyliż mógł właściwszy mieć przydomek
 Ktoś, kto tak drwił z przykazań, praw i innych Alf i Omeg?

Któż sportretować by go śmiał? Nikt, nawet Łukasz Cranach:
Futro wymięte, z mnóstwem dziur, wypchane na kolanach,
Jednego ucha było brak (przemilczmy ten epizod),
Oko paliło wzrokiem świat, życząc mu klęsk i zgryzot.

Gdziekolwiek nurt Tamizy w dal płynął przez Albion mglisty,
Lud, słysząc ,,Drapież”, nagle bladł, jak po połknięciu glisty,
Wokół kurników system fos rył i umacniał mury,
Roznosząc wieść: „Tygryszard znów grasuje, zbir ponury!”

Biada, kanarku, jeśliś dziób wytknął za klatki progi,
Biada, tchórzliwy pseudo-psie, ratlerku cienkonogi!
Biada tym szczurom, co na ląd z zamorskich statków pełzły,
I kotom, które widząc, zbój w zębach stek przekleństw mełł zły!

Szczególnie kotom obcych ras ślubował uroczyście,
Że zawsze starczy dla nich miejsc na jego czarnej liście;
Zwłaszcza zaś sjamskie gnębił lęk, że będzie z nimi krucho,
Bo właśnie sjamski niegdyś kot wspomniane odgryzł ucho!

Nastała jednak letnia noc, gdy świat w zachwycie zastygł:
Nie odmalowałby tych barw żaden artysta plastyk!
Księżyc lśnił, rytm przybrzeżnych fal miłośnie burtą brzeg tarł
I czuł Tygryszard: serca zew sączy mu w słuch swój nektar.

Sternik Mruczymór, wierny druh, znikł w barze (tym na rogu),
By aż do rana, jak to on, wąsiki maczać w grogu.
Bosman Pazurek również znikł — w zaułków mrok się zapadł:
Ze wszystkich rekreacji form najbardziej lubił napad.

Tygryszard na pokładzie siadł z ponętną swą wybranką,
Niejaką Manuela Wąs, ,,vel” Mańką Lamparcianką;
 Z reszty załogi każdy spał w oparach sennych mrzonek,
Tymczasem — wokół gęstniał rój bezgłośnych sjamskich dżonek!

Tygryszard cały wzrok i słuch skupiał na swojej damie:
Mańka, wsłuchana w jego bas, o męskie wsparta ramię,
Nie przeczuwała, że ją coś niemile wnet zaskoczy —
A w krąg iskrzyły się od gwiazd błękitne sjamskie oczy!

I coraz ciaśniej dżonek krąg zwierał się wokół pary,
Choć w dalszym ciągu żaden kot nie puszczał z mordki pary —
Duet kochanków trwał i wciąż serc dwojga wspólny hymn drżał,
Gdy wokół orientalny wróg zaciskał w łapce kindżał!

Nareszcie kot imieniem Chan dał znak mongolskiej hordzie —
I ruszył do ataku tłum rozlubowany w mordzie!
Znienacka — samurajski wrzask i chińskie fajerwerki!
Z majtków zbudzonych mało kto wdziać zdążył hajdawerki.

Mańka wydała głośny pisk; do rzezi nie przywykła,
Niestety — trzeba nazwać rzecz bez eufemizmów — znikła;
Ktoś taki zawsze niczym kot na cztery łapy spadnie!
Tymczasem nad jej lubym wróg znęcał się dość szkaradnie.

Chociaż waleczny był zeń kot, choć wielki dał mu Bóg spryt,
Nożami błyskający tłum zapędził go na bukszpryt:
Nie było stąd odwrotu, nie! Przebity dzidy grotem,
Z geniusza zbrodni stał się w mig zwyczajnym zdechłym kotem.

Euforia ogarnęła kraj, kiedy się wieść rozniosła:
Tańce na plażach, wielki zjazd Izb Handlu i Rzemiosła,
Śpiewy, wyścigi w workach — tak, kraj był w radosnym szoku;
A jednym z narodowych świąt stał się ten dzień w Bangkoku.
 

Kot Naprzekórek

Życie z kotem Naprzekórkiem nie jest łatwe,
Gdyż wprowadza on w to życie ciągły zamęt:
Dać mu kawior — on by wolał kuropatwę,
Dom mu kupić — on by wolał apartament.
Mysz podsunąć do gonienia — chciałby szczura,
Szczura wskazać.— preferuje znowu mysz;
Nic nie wskórasz u kocura Naprzekóra,
Taka bowiem tego gbura jest natura:
On i tak swego dopnie,
A ty tylko okropnie
Denerwujesz się, wściekasz i źlisz!

Życie z kotem Naprzekórkiem to udręka,
Gdyż co chwilę stwarza on problemów szereg:
Wyjść z nim na dwór — ze znużenia głucho stęka,
Wrócić — robi minę „Chodźmy na spacerek!”.
Dać mu kłębek — „Ja chcę gonić koniec sznura!”,
Dać kanarka w klatce — „Lepszy smak ma czyż!”;
Nic nie wskórasz u kocura Naprzekóra,
Pasmem klęsk jest ta ponura awantura:
On i tak swego dopnie,
A ty tylko okropnie
Denerwujesz się, wściekasz i źlisz!

Żyć z kocurem Naprzekórem wręcz nie można,
Grozi albo rozstrój nerwów, albo chrypka;
Podać karpia — „Tak bym chciał bażanta z rożna!”
Bażant gotów — on, niewinnie: „A gdzie rybka?”.
Może zmoże jakiś pomór tego typka?
Zali zwali z nóg choroba go obłożna?
Nie! Gdy nam się marzy mór i szybka stypka,
Jemu zdrowym każe być przekora zdrożna!
Na nic picie dla kurażu i sam kuraż,
Na nic pochlebstw grubo szytych wątła nić:
Choćby miał u swoich stóp królewski dwór aż,
Nie, z kocurem Naprzekórem nic nie wskórasz:
On i tak swego dopnie,
A ty będziesz okropnie Denerwować się, wściekać i źlić!
 

Koterion Wtrząchał

Koterion Wtrząchał — gotów byłbym przysiąc — wśród kotów
Nie jest kotem najwęższym w obwodzie;
„Jadać w barach — nie lubię!”; za to przy stole w klubie
Czuje się jak gruba ryba w wodzie.
Jest członkiem aż dziesięciu klubów; czasem na zdjęciu
W „Timesie” widać, jak wkracza pogodnie
Do jednego z lokali: czyście w życiu spotkali
Kota, co tak skrojone ma spodnie?
Nie ma takiego! Jakoż Koterion, jako smakosz,
Dandys i kot w sztuce życia obla-
Tany, słynie w Londynie; gdy on głową nam skinie —
Honor większy niż Nagroda Nobla!

Któż mógł prócz Koteriona być przyjętym do grona
(Wykluczają to regulaminy!)
Członków tak „Oksfordczyka” (klub słynący z rumsztyka)
Jak „Kambrydżanina” (leguminy!...)?
Gdy trwa sezon myśliwski, zwykle w klubie „Dwa Liski”
Nad dziczyzną zasiada Koterion,
Albo je „U Gwiazd Sceny” (gdzie niesłychane ceny)
Ich specjalność: homara z mizerią.
Gdy zapragnie sandacza, klub „Sieć” przed nim roztacza
Menu rybne, które aż zatyka;
W klubie „Apetyt” wreszcie, oprócz kiełbasek w cieście,
Pieką też przepysznego indyka.
Klub „Grobowiec”... cóż, prestiż, owszem, lecz faktem jest, iż
Ich miętowy sos do baraniny
To zgroza; więc już deser tylko w klubie „Koneser”
(Melba, bita śmietana, praliny)
I kieliszek koniaku, o niezrównanym smaku,
W klubie „Lejek” — po czym, trawiąc żmudnie,
Smakosz stwierdza: „Się wstanie, zje nieduże śniadanie,
A tu proszę — minęło południe!”

W takim mniej więcej stylu Koterion od lat tylu
Spędza czas w klubach swoich dziewięciu;
Nie będziemy pytali nawet, dlaczego w talii
Nie ma śladu po młodzieńczym wcięciu.
Waży z piętnaście kilo, jeżeli mnie nie mylą
Kalkulacje; zresztą, wszystko jedno;
On sam i tak nam powie, że wyborne ma zdrowie:
„Regularny tryb życia — w tym sedno!”
„Przeżyję wszystkich!”, doda. Co do jednego zgoda:
Wiele jeszcze wiosen niezawodnie
Obwieści Koteriona mina rozpromieniona
I skrojone znakomicie spodnie!


(Książka Th. S. Eliota pt. ,,Koty” ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Literackiego.)
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas