poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MAREK MARCZYK
My
DL 1994, nr 12/13 (95/96)


,,Wszystkie przedstawione tu osoby, zdarzenia i sytuacje są całkowitą fikcją i wydarzyły się jedynie w wyobraźni autora”.


2. Była godzina 10, może 10. 30. Tak mniej więcej, nie bądźmy przesadnie dokładni. Szli całą szerokością chodnika obejmując się za szyj i śpiewali:

— I raz, i dwa, i nóżka lewa, nóżka prawa, i raz...

I widać było, że mieli wszystko w dupie, że bawili się świetnie, całą noc, i teraz też świetnie się bawią, i byli wspaniali.

Był rok 1982, miesiąc kwiecień.

4. NZ prowadzi swoją córeczkę za rączkę. Przeszły ulicę na zielonym świetle, teraz idą powoli na plac zabaw.

NZ: umrze na raka płuc (20 klubowych dziennie przez 40 lat) w 57 roku życia. CZ: przedawkuje heroinę, będzie wtedy miała 23 lata.

5. KR, znany poeta, autor m.in. tomiku wierszy Mc więcej siada za biurkiem (wielkim) i pisze wiersz:

,,Pisarze do pióra,

To nie było wcale

takie głupie hasło”.

Potem zacznie się zastanawiać: przenieść „takie” do 2 wersu, czy nie. Może raczej trzeba przenieść „wcale” do 3. A może wyrzucić „hasło”?

7. Siostra Alicja. Przez 25 lat była zakrystianką w kościele pod wezwaniem św. Andrzeja. Widziała, jak zmieniają się proboszczowie, jak dorastają kolejne pokolenia ministrantów. Tak, mogłaby wiele powiedzieć o.

No właśnie, o czym.

O Bogu, o ludziach, o kwiatach na ołtarzu, świecach, technikach dzwonienia na podniesienie.

To wszystko nieważne, obojętne? Na co komu taka wiedza? No, można i tak.

Teraz siostra Alicja klęczy w bocznej nawie, nie modli się, tylko patrzy na złocony ołtarz z późnego baroku. Zostawmy ją.

Zostawimy ją?

O. Michaś L. patrzy na wystawę sklepu z zabawkami. Nigdy nie kupi tego samolotu. Ani w 1977, ani w 1985, ani w 1996, ani w 2003.

9. Stefania L. mieszka w K (taka mała wioska koło K). Jej najdalsza podróż to wyprawa do G (35 km), na pogrzeb siostry.

No i co.
No i nic.

10. W tramwaju linii 14 jedzie 13 osób: 7 mężczyzn, 6 kobiet; 1 złodziej, 1 nauczyciel, 2 ekspedientki, 1 rob. niewykw., 3 uczniów, 1 motorniczy, 1 sprzątaczka, 1 biznesmen, 2 stolarzy; 10 Polaków (w tym 1 żydowskiego pochodzenia, nawet

0 tym nie wie), 2 Rosjan, 1 Ukrainiec; 8 osób o ciemnych włosach, 2 o włosach jasnych, 2 szatynów, 1 osoba łysa; 8 osób ma spodnie, 2 spódnice, 3 sukienki, itd.

A propos tego, który jest z pochodzenia Żydem: Dla „Ciemnogrodu” jest on symbolem wszelkiego zła, jakie można spotkać na naszej planecie, dla „Europejczyków” też wiadomo, symbolem cnót wszelakich. A dla nas, kim jest dla nas.

12. AD. W latach 60-tych był hipisem, w 70-tych został opozycjonistą, w 80-tych konspirował, w 90-tych — cóż, praca w urzędzie wojewódzkim na dość eksponowanym stanowisku. Dwukrotnie kandydował na posła. I nie wiadomo co robiłby dalej, bo zginął w wypadku samochodowym na trasie Częstochowa — Warszawa w 1993.

13. Piątka przyjaciół gra stale w bridża. Spotykają się tak od początku szkoły średniej. Teraz są studentami, no, nie wszyscy, trzej. Jest wrzesień 1980. Sobotni wieczór. Stół, rozłożone karty, otwarte okno pokoju, bo ciepło. Przy każdym z nich butelka wódki.

Jeden wyjedzie do Anglii, drugi (odbywający właśnie służbę wojskową) zostanie za półtora roku powołany do ROMO, trzeci będzie urzędnikiem, czwarty biznesmenem w nomenklaturowej spółce, piąty zwariuje.

Ale teraz siedzą we czwórkę przy stole: W głosi bez atu, P spasował, M odpowiada 2 trefle, J żeby przedłużyć czas namysłu proponuje:

— To może polejemy, Prezesku.

J2 siedzi w kuchni i robi dla wszystkich kanapki.

14. ZD kupił samochód po wypadku. Sam go naprawił i wyremontował. SB dostał małego fiata od rodziców za zdanie matury. KL wyjechała na Zachód i za zarobione tam pieniądze kupiła poloneza. WM też był na Zachodzie, ale samochód po prostu ukradł. KO wyłudził (?) auto od przyszłego teścia. („Dobrze, ożenię się, ale”). Cena nie była zbyt wygórowana. Jego przyszła żona przeszła w dzieciństwie heine. JK dostał talon. Itd.

Zaprawdę, wiele jest dróg, ale wszystkie prowadzą do Rzymu.

15. MK nie był nigdy funkcjonariuszem SB. Nie został więc zweryfikowany i nie stał się funkcjonariuszem UOP. Ale robi nadal to, co umie i lubi. Zabija niepotrzebnych ludzi.

Tak. Polityka to nie żarty. Bezpieczeństwo Państwa to sprawa nadrzędna. Tak było, jest i będzie. Tak musi być.

16. Jola T poznała Romka C w pociągu. Siedzieli całą noc w pustym przedziale. Najpierw spotkały się ich nogi, potem dłonie, usta. I J przekonała się, że coś takiego jak miłość nie tylko może istnieć, że istnieje. I kiedy w rytm wybijany przez rozpędzone koła pociągu R (po uprzednim zamknięciu drzwi i zaciągnięciu firanek) wprowadzał w nią swojego członka (słońce właśnie wschodziło, czerwone plamy na niebie), Jola postanowiła: on.

I rzeczywiście. Pobrali się, mają dwójkę dzieci, jakoś żyją.

18. BZ przestraszył się, przestraszył się naprawdę. Wiele czytał o NKWD, łagrach. Kiedy wprowadzaliśmy (?!) stan wojenny wszystko wskazywało na to, że to wróciło. Łatwo mówić o heroizmie na wiecu czy spotkaniu z kolegami, ale gdy się widzi uzbrojonych po zęby milicjantów i żołnierzy, którzy mogą wszystko, bo nic nie jest im zabronione. Przewieszone przez pierś pistolety maszynowe, kilkadziesiąt tysięcy uwięzionych, przerwana łączność w całym kraju, czternastoletnie dzieci mogą stawać przed trybunałami junty. Tak. Jeśli w dodatku ktoś zna komunę tak, jak B.

Nie ma się więc co dziwić, że BZ zameldował się na miejscowym SB, opowiedział szczerze o swoich, dość zresztą skromnych, kontaktach i antypaństwowych działaniach. Ale zaraz po tym jak wyszedł z Urzędu udał się od razu do swego akademickiego duszpasterza i powtórzył mu wszystko.

Morał: 1. Nie za takie rzeczy dostaje się ordery. 2. Czy tak trudno zrozumieć. 3. ... itd.

21. —Tato...

— Co córeczko.

— Nie podoba mi się nasza siostra.

— Dlaczego?

— Bo na nas krzyczy.

— Na ciebie też?

— Na mnie nie. Ale na innych tak.

Tata — milczy. Bo choć ateista, to jednak. Zresztą miał taką wizję. Ani jednej zakonnicy na ulicach, ani jednego księdza. Wszystkie kościoły zamknięte, nigdzie nie uświadczysz krzyża. Nie dlatego, że zabronili. Po prostu przestało to być potrzebne. Więc choć ateista — siedzi cicho. A dziecko, cóż niech się hartuje.

22. Kierowca w autobusie PKS mówi szeptem do pasażera:

— Jak pan będzie wysiadał, proszę oddać mi bilet. Pasażer daje pieniądze, bierze bilet, siada na swoim miejscu i rozważa dylemat. Gdy będzie wysiadał musi się zdecydować. Jak myślicie, na co się zdecyduje?

Odp.: Odda bilet kierowcy. Tak przynajmniej było w latach 70-tych, 80-tych, 90-tych.

Prośba: Boże, strzeż nas przed czasami, w których pasażer postąpi inaczej.

24. AS nigdy nie należał do partii. To znaczy nie należał do niej ze względów ideowych. W żadnym więc wypadku nie należy o nim mówić komunista. Do PZPR wstąpił, bo:

— chodziło mu o regularne otrzymywanie talonu na samochód

— zapewnienie dzieciom studiów

— awans, a przynajmniej utrzymanie stanowiska.

W 1989 założył wraz z kolegami spółkę: najbardziej dochodowa część zakładu przeszła w ich prywatne ręce. AS prosperuje jakoś. Trudno powiedzieć, ile zarabia (tego nie wie nawet Urząd Skarbowy), bo AS nie chwali się swymi dochodami. Mówi tylko, że jakoś wiąże koniec z końcem. Ale chyba nie jest to zbyt wiele, bo AS regularnie, dwa razy w tygodniu, gra w totolotka.

Wariant a.:

Zajrzeć do duszy AS-a, ciekawe, co by się tam znalazło

Wariant b.:

Co by się stało z Polską, gdyby nie tacy ludzie. Tylko proszę rozważyć ten problem na zimno.

PS. Sakramencko mu zazdroszczę.

25. Pochodziła z małego miasteczka. Uczyła się dobrze, więc poszła na studia — oczywiście do dużego miasta. Liczyła, właściwie marzyła o: poznaniu kogoś bliskiego, kto mógłby się nią zaopiekować, z kim mogłaby porozmawiać, chodzić po ukochanych górach, mieć dzieci. W ciągu czterech lat studiów nie znalazła nikogo takiego. Więc wróciła do rodzinnego domu. Teraz ma 43 lata. Uczy w szkole. Raz w tygodniu kościół, niedzielna msza. Potem 20-minutowy spacer za miasto i powrót do domu. I tyle o niej.

27. Heniek D dużo o tym myślał. Dużo i długo. I doszedł do wniosku, że istnieje tylko Polska. Na zachód i południe od jej granic nie ma nic. Na wschodzie być może są Dzikie Pola, ale to nic pewnego, na północy jest wprawdzie morze, ale za morzem jest także nic. Ludzie, którzy mówią, że byli na Zachodzie — kłamią. Ci, którzy wyjechali na Zachód po prostu ulegają unicestwieniu. Bo w rzeczywistości jest tylko Polska i nic więcej. Fakt ten jest starannie ukrywany: stworzono sztuczne języki, napisano w tych językach masę książek, nakręcono kłamliwe filmy. Ale prawdy nie da się ukryć, wybrańcy ją znają.

Na marginesie: autor niniejszej książeczki podziela poglądy Henryka D w całej rozciągłości. A nawet wie na ten temat jeszcze więcej.

28. Marzył, całe życie marzył o robieniu filmów. Ale był nieśmiały, gdzie mu tam do szkoły filmowej, na pewno są lepsi. Rekompensował to sobie chodząc kilka razy w tygodniu do kina. Gdy oglądał na ekranie film wyobrażał sobie jak on rozegrałby daną scenę, co by wyciął, co dokręcił. I trzeba przyznać jego filmy były zdecydowanie lepsze, niż te, które wyświetlano.

Mijały lata, upływał czas. 37, 38 lat. Znajomi położyli na MA krzyżyk. Ale rodzina czuwała. Chłopak nie może się zmarnować. Ożenili Michasia. I jego marzenie prysło. Urodziło się dziecko, karmienia, pieluszki, nocne kolki, płacze i krzyki. Potem choroba żony. Skończyły się wyprawy do kina. Szlus, koniec, kropka.

Na pocieszenie dodajmy, że nie jest tak całkowicie źle. Miną cztery, może pięć lat. Dziecko podrośnie. I jeśli tylko MA nie przejdzie ochota, znów przynajmniej raz w tygodniu będzie się mógł wybrać do kina i robić te swoje filmy. Będą z pewnością lepsze (mówię to bez żadnej ironii) od tego, co pokazują nam na ekranach. A jeśli poprawi się sytuacja gospodarcza i MA kupi sobie kamerę video. No, no, no. Ale nie wybiegajmy zanadto w przyszłość.

29. — Żonko, kochanie moje.

— Ty skurwysynu, ty bucu, odpierdol się wreszcie ode mnie, bo jak ci przypierdolę, to spadniesz z tego traktora.

JZ dobrze znał swoją żonę. Specjalnie ją tak prowokował. A ona chętnie grała swoją rolę sekutnicy i to w dodatku wulgarnej. A w ogóle Z byli całkiem udanym małżeństwem. Gospodarowali na roli, mieli dwójkę dzieci, powodziło im się nieźle. Lubili się wygłupiać, to wszystko.

31. Andrzej S i jego ojciec. Matki nie ma, odeszła. Andrzej

— uczeń klasy 7. Jego ojciec — milicjant.

Kiedy Andrzejek coś tam zbroił, jego ojciec przykuwał go kajdankami do kaloryfera i lał pałą.

Ale, jak myślicie. Czy nie kupował mu choinki na Boże Narodzenie? Czy nigdy nie dał synowi na paczkę papierosów (A od dawna nie jadł cukierków), czy — powiedzmy wprost — nie kochał swego syna?

33. Pani, przepraszam, druhna, AW pytała na zakończenie obozu wędrownego wszystkich jego uczestników kto, ich zdaniem, powinien dostać nagrodę za wzorowe zachowanie na w/W obozie.

MM powiedział, że jego zdaniem nagrodę powinni otrzymać: AC, BO i on, MM.

AW zatkało, a was?

Ale:

1. Czy nie zasługuje na uznanie fakt, że MM dopiero na końcu wymienił swoje nazwisko?

2. Załóżmy, a jest to prawdą, że MM przeżywał wtedy trudny okres, nie tylko dojrzewanie (13 lat), ale i kłopoty rodzinne, szkolne i potrzebował uznania?

3. Czy naprawdę nie zauważyliście jak często ludzie sami muszą się chwalić, bo nie ma, naprawdę nie ma nikogo, kto zrobiłby to za nich. Nie wierzycie? To spójrzcie na polityków, pisarzy, poetów, naukowców, hydraulików, kierowców, itp.

4. Załóżmy, że MM na długo zapamięta zdumione oczy AW i postanowi, że już nigdy nie zachowa się w ten sposób w analogicznej sytuacji.

5. I, jak myślicie, do czego go to doprowadzi?

6. No, bez przesady, bo jeszcze zrobimy z MM jakiegoś bohatera.

34. Napisy na murach: Rok 1982:

Afganistan walczy. Pedał Malina zgina pingwina.

Rok 1984:

Uwolnić księdza Popiełuszkę.

1989:

Bóg wybacza, Legia nigdy.

1993:

10 minut masturbacji dla zwiększenia satysfakcji.

35. Kiedy odszedł od okienka, w którym wydawano wyniki miał w oczach tylko to jedno słowo: tumor. Reszta słów zniknęła, jak zniknęło jego dzieciństwo, młodość i wiek dojrzały, te wszystkie szczęśliwe, nieszczęśliwe i całkiem zapomniane dni, które przecież przeżył. Bo choć spodziewał się tego słowa, choć był na nie przygotowany, to jednak. Tak. Jednak. 54 lata. I koniec. Zapalił papierosa. Teraz było to naprawdę obojętne, machinalnie skręcił w lewo. Co teraz, co teraz.

36. SL kładąc się do łóżka żegna się i mówi głośno: W imię Ojca, i Syna, i Ducha Św., Amen.

BT zasypiając mówi kurwa mać.

Różnica, jak myślę, wynika z różnicy wieku. SL miała lat 67, BT 27. Zresztą, BT prawie zawsze mówi kurwa mać.

37. W życiu JP wszystko układało się nie tak. Swoją żonę poznał przy elektryfikacji wsi, w której miał potem zamieszkać. Miała wszystkie wady: była kłótliwa, skąpa, brzydka i głupia. Przez ostatnie 10 lat ani raz nie odezwała się do niego dobrym słowem. Synowie pożenili się i odeszli. Jeden się rozpił i żona wyrzuciła go z domu, drugi przejechał motocyklem sąsiada, siedział teraz w więzieniu. Ale nie to było najgorsze. JP nie takie rzeczy potrafił znieść. Najgorsze było to, że sąsiedzi po kolei odmawiali mu poręczenia pożyczki, którą chciał zaciągnąć w banku na budowę wodociągu. Nie chodziło mu o pieniądze, których zresztą potrzebował. Chodziło mu o ten brak zaufania, ten brak elementarnej ludzkiej wdzięczności za tamten czas, gdy w 63 roku przyjechał wraz z kolegami do tej zabitej dechami wsi, by założyć im światło. Jak wtedy oni na nich patrzyli, jak kłaniali się w pas, jak gospodarze podsuwali im swe córki, jak, gdy wreszcie zapaliło się światło, nie gasili tego światła przez całą noc, bo nie wierzyli, że już tylko wystarczy przekręcić kontakt, by żarówka znów się zapaliła. A teraz tego wszystkiego nie ma. Jakby nigdy nie było.

JP idzie w stronę lasu, w którym się powiesi, nie widzi go nikt.

38. KS nauczyła się jednego. Trzeba mieć wszystko w dupie. Było to dość wulgarne i proste jak na absolwentkę filozofii i historii sztuki odkrycie, ale czego się nie robi, żeby przeżyć.

Szczęśliwe dzieciństwo, choć bez ojca, zabawy z siostrą, dwie księżniczki. Szkoła, najpierw podstawowa, potem średnia. I zawsze na pierwszym miejscu, najlepsza uczennica, najładniejsza dziewczyna w klasie. Matura i pierwszy poważny konflikt z matką. Co ci po filozofii, co ci po historii sztuki. Z czego będziesz żyła. Idź na medycynę, lekarz zawsze będzie potrzebny. Matka K była dentystką.

Ale ona wiedziała lepiej. Praca, najlepiej na uczelni, ale może być jakakolwiek inna, nie potrzeba mi tak wiele, zawsze jakoś się utrzymam, pieniądze to nie wszystko, liczy się satysfakcja. No i skończyła studia, oba kierunki, ale nie dostała pracy na uczelni. Zaangażowała się bowiem w „Solidarność”. W stanie wojennym, jak na ironię, zaproponowano jej pracę w muzeum Ruchu Robotniczego, ale odmówiła.

Tułała się po bibliotekach, choć matka namawiała ją, by wróciła do rodzinnego C, by zamieszkały razem w wybudowanym właśnie przez matkę domu. Ale ona wolała radzić sobie sama.

Mijały lata. Samotność, beznadzieja, bieda. I ta jedna nadzieja — „Solidarność”. 1989. Wybory. Znów bieganie od komitetu do komitetu, ulotki. Zwycięstwo, tak, teraz będzie inaczej. Ale wszystko pozostało jak przedtem. Ta sama pensyjka, ta sama biblioteka, ten sam pokój w rozwalającej się od lat kamienicy.

Tymczasem rozgorzała wojna na górze. K popierała oczywiście bohaterów. TM, JK, AM. Ale, czy trzeba o tym mówić, ethos nie wiedział nic o swej wiernej partyzantce, no bo i skąd miałby wiedzieć.

A tu gospodarka rynkowa, liberalizm, Balcerowicz, nagły skok cen. A pensja — lepiej nie mówić. Dobrze, że w ogóle jest. Bo tak, na dobrą sprawę, na cholerę komu te biblioteki. I rzeczywiście. Rok 92, likwidacja placówki. Nierentowność. Zasiłek dla bezrobotnych, po roku koniec zasiłku.

KS nie wróci do matki. Jest na to zbyt dumna. I choć mówi, że trzeba mieć wszystko w dupie, w najbliższych wyborach będzie głosować na liberałów.

41. W tramwaju i w autobusie

Lato 82

Do tramwaju wchodzą dwaj oficerowie: podpułkownik i major. GJ ustępuje im miejsca:

— Generałowie powinni siedzieć.

Anna C robi miejsce starszemu mężczyźnie. Tamten wylewnie dziękuje. Anna patrzy na niego, w klapę marynarki wpięta odznaka ORMO. Gdyby ją zauważyła.

47-letnia matka i 17-letnia córka. Wszystkie miejsca zajęte. Wchodzi starsza kobieta.

— Nie wstawaj — mówi głośno matka. — Tobie nikt nie ustąpi.

Zawstydzona dziewczyna siedzi nieruchomo. Na jej policzkach rumieniec wstydu.

BH nie ustępował nikomu miejsca, bo się po prostu wstydził. ZC ustępowała do czasu, kiedy zaszła w ciążę. Potem jej przeszło. Zbigniew G ustępował tylko kobietom z małymi dziećmi. Elżbieta Z nigdy nie siada, nawet gdy tramwaj jest całkowicie pusty. Itd.

Test:

ED siedzi przy oknie. Widzi jak do zatłoczonego autobusu wsiada wiejska kobiecina z koszykiem na plecach. Jak myślicie, ustąpi czy nie.

A swoją drogą: ciekawe co musiała przeżyć tamta matka, która zabroniła córce ustępowania miejsca.

43. Jedną dziewczynkę trzymał na rękach, druga mocno trzymała się jego ręki i co chwilę pytała co się dzieje. Gdy tyraliera ZOMO ruszyła i ludzie zaczęli uciekać powiedziała nieśmiało;

— A może byśmy tak tatusiu zaśpiewali „Jeszcze Polska nie zginęła”.

45. Odp. na pytanie testu: ED ustąpiła miejsca tamtej babci. I co, świeci słoneczko?

47. Siedzą przy płonącym ognisku. Jest już ciemno, wydmuchiwane przez wiatr iskry wydobywają się z ognia i lecą aż do gwiazd. Unosi się dym i pachnie piekąca się kiełbasa, flaszka krąży z rąk do rąk. Można pić śmiało, jest jeszcze druga i trzecia.

N i M siedzą przytuleni do siebie, ona ukryła twarz na jego piersi, on jedną ręką podtrzymuje jej głowę, drugą wolno obraca nabitą na patyk kiełbasę. Patrzy w płomień i jest mu dobrze.

C i E właśnie się całują, C obejmuje pośladki E, to jego pierwsza dziewczyna, pierwszy raz trzyma rękę tam. A więc to tak wygląda życie. Trzeba chcieć i możliwe jest wszystko.

K i W rozmawiają o poezji. On jest zwolennikiem Wojaczka, ona Stachury. Imponuje im, że tamci popełnili samobójstwo. Oni też mogliby oddać swe życie, nawet bez powodu, tylko po to, by przekonać się co jest tam, po drugiej stronie. Jeśli tam w ogóle coś jest.

Z ogniska lecą iskry, w oddali jeszcze ciemniejszy niż noc las.

49. Trzymali go w celi, w której siedzieli recydywiści z dużymi wyrokami. Pierwszy raz został zgwałcony, gdy nie chciał oddać swetra, który żona przysłała mu na gwiazdkę. Poskarżył się. Naczelnik powiedział, że przeniesie go pod inną celę, jeśli.

Zgodził się. Tamten dotrzymał słowa, przeniesiono go do innej celi. Miał tam rozpracowywać AT, a konkretnie dowiedzieć się, kto był jego wspólnikiem w napadzie na pocztę. Zadanie było trudne, prawie niewykonalne. AT z nikim się nie przyjaźnił i w ogóle odzywał się rzadko. A jednak. Po miesiącach upokorzeń, bicia, poniżenia, kilkakrotnym lizaniu członków „współtowarzyszy”, kilkakrotnym zanurzaniu głowy w gównie i szczynach — dowiedział się, a właściwie wywnioskował z jednej mętnej wypowiedzi T, że jego wspólnikiem mógł być RD, były pracownik tamtej poczty.

Zwolniono go warunkowo. Wrócił do domu. I wtedy się dowiedział, że AT zbiegł z więzienia. Teraz nie śpi po nocach, obawia się nie tyle o siebie, co o swoje dzieci. Ma ich trójkę.

52. Irek wyspecjalizował się we włamaniach do kiosków Ruchu. Zaczął jeszcze jako dzieciak. Robi to oczywiście dla pieniędzy, ale odczuwa też przy tym przyjemność, ten dreszczyk emocji, gdy metalowe sztaby odskakują z hukiem, który w środku nocy zawsze wydaje się niesamowicie głośny i gdy potem wpycha do torby co cenniejsze przedmioty, to bicie serca, ta gotowość całego organizmu do obrony, skoku lub ucieczki. I ten powrót do domu, zawsze bocznymi uliczkami, zawsze z uczuciem lęku, czy jeszcze się uda, czy już. Tak, dla tego warto żyć.

53. A D? D łapie złodziei. I też lubi swój fach.

55. Siedzieli w kinie i oglądali film. Przez dwie godziny byli w innym świecie. To już coś.

57. Ich stałą siedzibą są krzaki rosnące między wąską uliczką a starymi, jeszcze „przedblokowymi” domami. Co robią? Trochę kradną, trocjię żebrzą, dużo, bardzo dużo piją. Są na ty z patrolującymi teren osiedla policjantami (z psami funkcjonariuszy właściwie też), czują się więc bezkarni, ale nie przesadzają z tą swoją bezkarnością, to znaczy nie robią nic takiego, co mogłoby ich narazić na grubsze nieprzyjemności ze strony tzw. prawa. Zdobyć trochę grosza na flaszkę, sklep i apteka, (salicyl!) są w pobliżu, zapalić papierosa, pogadać, to wszystko.

A co jakiś czas na drzewie pojawiają się nekrologi. WD, lat 35, MP lat 28, JD 30, osierocił, osierociła, pogrążona w bólu rodzina.

58. ST. Już wiecie? Hutnik, kawaler, miłośnik zechcyka, gracz w totolotka, czytelnik „Czasu”, sympatyk KPN, pochodzenia chłopskiego, itd.

Co określa go najbardziej, kim jest.

Kiedy jest najbardziej sobą, czy gdy zamyka i wygrywa za 3, czy gdy czeka na kolejne losowanie, może wtedy, gdy pracuje lub po pracy żartuje z kolegami w szatni, albo wtedy, gdy jedzie na wieś odwiedzić starego i schorowanego ojca. Które wspomnienia są mu najbliższe: pierwsza komunia w wiejskim kościele, dupa starszej o kilka lat koleżanki widziana w lesie, gdy byli razem na grzybach, ona trochę lubiła się rozbierać, wojsko, gdy był kotem, czy też już później, gdy sam ścigał, czy gdy przez 3 dni i 3 noce wracał do cywila. Demonstracje stanu wojennego, te pochody spod kombinatu, okrzyki, „reżim precz”, „Ja-ru-zel-ski — będziesz wisiał”. O czym myśli ST siedząc na schodach i popijając piwo wprost z butelki.

Zresztą, kogo to obchodzi.

59. Przyjechali do R po węgiel, który tam zgromadziła Spółdzielnia. Czas? Schyłek komuny, rok 1979. Naładowali, na oko, dwie i pół tony, wpisali do faktury, znów na oko, tona pięćset, i odjechali. Tonę tego węgla rozwieźli do 3 sklepów spółdzielni, resztę, półtorej tony, sprzedali znajomym po nieco niższej niż oficjalna cenie. Zyskiem podzielili się równo. I żaden z nich nigdy nie uważał się za złodzieja.

No, mieli usprawiedliwienie:

— wszyscy kradną

— sekretarze, prezesi, ci to się nachapali, wystarczy popatrzeć na ich wille, samochody

— niskie zarobki, jak wyżyć za te trzy i pół tysiąca

— itd

Zresztą:

Pół roku później wszyscy trzej będą na krakowskich Błoniach w czasie mszy odprawianej przez papieża nie tylko słuchać słów: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”, ale i szczerze w to wierzyć. I zrobią wszystko, by odnowić oblicze tej ziemi. A będzie klęczał pod drzewem i ślubował ani krzty rumu więcej, B, że przestanie bić swoją ślubną, C stanie się już za rok szefem zakładowej „Solidarności”.

60. Profesor DM, psycholog, lubił dobierać do swego zespołu średnio lub nawet mało zdolnych studentów. Zawistnicy szeptali po kątach, że profesor boi się, żeby nie trafił się ktoś zdolniejszy od niego. Ale któż nie ma zawistników. DM chciał udowodnić, że naukowcem, nawet wybitnym, może zostać każdy. No, może nie tylko to chciał udowodnić DM. Ale kto z nas nie chciałby zostać takim małym Panem Bogiem.

61. 7-letni KD zgubił swój „Płomyczek”. Znalazł pod ławką inny, więc teraz wkłada go pod sweter i z drżącym sercem wychodzi z klasy. I zastanawia się: jest to kradzież czy nie.

62. RZ i JT, licealiści, już niewątpliwie kradli. Wchodzili do księgarni i zgarniali co ciekawsze pozycje.

Jeden z nich wylądował w Kanadzie, drugi pozostał na swoim osiedlu, mieszka ciągle jeszcze z rodzicami.

63. BZ. Przejechała własne dziecko wycofując z garażu samochód.

68. JM miał 85 lat i dla niego czas zatrzymał się jakieś 10,15 lat temu. Gdy opuszczał swój dom co niedzielę, by odwiedzić mieszkających w okolicy bliższych i dalszych krewnych — zatrzymywał jadące szosą samochody i dawał kierowcom (w 1987 r.!) 5 zł za podwiezienie.

A kierowcy? Ano cóż. Zwykle się zatrzymywali, jedni brali, drudzy nie brali. Tak to jest.

69. — Dzieci, ubierajcie się. Jest już późno.

— Nie — odpowiedź jest chóralna i, czy trzeba dodawać, wystarczająco głośna, by obudzić śpiących jeszcze sąsiadów. Co tu robić.

— Dzieci, kto się ubierze, dostanie czekoladkę.

— Hurrra!

W i E ubierają się. Ale W jest starsza, E młodszy. W jest już gotowa i tata daje jej obiecany przysmak. Bek, a potem niesamowity wrzask i ryk E.

— Ja tes chce cekolatki. Ja tes.

Tata, cóż najpierw siada w swoim pokoju (taktyka przeczekania), wreszcie usiłuje przemówić E do rozsądku (propaganda), wreszcie pomaga mu włożyć rajtki i spodenki (interwencjonizm). Zapłakany E dostaje także swą porcję.

Opowieść tę autor pragnie zadedykować wszystkim politykom, jacy kiedykolwiek byli, są lub (niestety) będą na tym świecie.

70. Sebastian B siedzi na murku i nie mając nic lepszego do roboty patrzy na spacerujące gołębie. Świeci słońce, jest przyjemnie, końcówka lata. Najbardziej podoba mu się sposób, w jaki gołębie traktują schody. Po prostu schodzą. Skacząc ze stopnia na stopień, schodzą, zwyczajnie schodzą, od czasu do czasu tylko pomagając sobie skrzydłami. Nadęte, pewne siebie, syte.

Nie powiemy nic więcej o Sebastianie. Ani o tym gdzie siedzi (tylko ten murek), kim jest, co go otacza. Niech zostanie tylko to.

72. W pracy nie tylko się pracuje, także rozmawia.

— Mówiłem panu — mówi TH — żeby pan poszedł do szefa i przyniósł to oświadczenie.

— Nie — odpowiada WR — mnie wtedy nie było, byłem na chorobowym, mógł pan najwyżej mówić o tym TJ.

Chwila milczenia, dwie sprzeczne ze sobą prawdy, dwa przeciwstawne stanowiska, brak, ewidentny brak jakiejkolwiek manipulacji, złej woli.

TH nagle się uśmiecha, podnosi głowę znad biurka i mówi:

— Widzi pan. I jak tu pisać historię.

73. LP grał w totolotka i masz. Wygrał. Trafił szóstkę. 2,5 mld zł. Ludzie to mają szczęście.

No, nie wszyscy. Mam wymieniać tych, którzy nie wygrali?

76. — Wie pan, kiedy zarabiałem 1000 złotych marzyłem o tym, żeby zarabiać 2. Kiedy zarabiałem 2 — myślałem o 10, kiedy 10, o 100, kiedy 100, o 1000000. Dziś zarabiam 2200000 i wolę już nie myśleć o miliardzie.

Z rozmowy, w knajpie, prowadzonej przez dwu średnio zabzdryngolonych facetów, całkiem młodego i starszego. Mówił, oczywiście, ten starszy.

77. BP. W każdą sobotę i niedzielę chodziła na dyskoteki. Po prostu lubiła tańczyć. Ale miała i inny cel, że tak powiem — strategiczny. Poszukiwała męża. I znalazła. Ma czterech chłopców, dom, samochód i czasem jeszcze chodzi na dyskoteki, choć już naprawdę b. rzadko.

78. GR. Chodzi na spacery. Z książkami. Zwykle do parku. Tam siada w pełnym słońcu, ściąga buty i kładzie bose stopy na ławce. Opala nogi.

1. Czy osiągnie swój cel?

2. Jakie książki czyta?

Dla ułatwienia: nogi ma całkiem niezłe. Ale to może zarówno przyciągać jak i odstręczać (jeśli weźmie się pod uwagę chłopców nieśmiałych, ten charakterystyczny typ intelektualisty).

79. Waldek J został malarzem. Malarzem pokojowym. Dobrze zarabia i teraz, jak mawia, wszystko dookoła pierdoli.

Ale nie to jest ważne. Dla nas ciekawsze jest to, że Waldemar jest całkowitym abstynentem. W tym fachu to absolutna rzadkość. Nawet kiedy kupuje lody — uważa by nie były alkoholizowane.

80. Ma 86 lat. Ze swego mieszkania wychodzi rzadko, ale wychodzi, musi wychodzić, zakupy. Do domu od lat nie

wpuszcza już nikogo. Tylu teraz bandytów i złodziei. Zresztą. W ogóle nastąpił całkowity upadek obyczajów. Dziewczyny noszą teraz kiecki tak krótkie, że widać im tyłki, te obcisłe getry, czy jak tam się to nazywa, całują się z chłopakami na ulicy, raz widziała nawet taką jedną, która całkiem już nie miała wstydu, chłopak kopnął ją, a ona rzuciła mu się na szyję. HZ cały czas słucha radia. Wolnej Europy. Słuchała jej za komuny, słucha i teraz. Zresztą, czy teraz nie ma komuny. Nastawia radio na cały regulator i słucha. Pomimo wszystko chce wiedzieć, co się dzieje na świecie.

83. Stół. Lampa nad stołem. Po jednej stronie stołu BT, po drugiej TB. Na środku stołu — pała. TB ma ręce skute kajdankami.

BT bierze pałę do ręki.

— Powiesz skurwysynu kto tam jeszcze był, czy nie. TB milczy. Jak długo.

84. JC zapoznaje się właśnie z jednostką. Z jednostką wojskową. Dokonuje pomiaru długości korytarzy za pomocą zapałki.

To nic. Za 13 miesięcy, 2 tygodnie i 3 dni to on będzie wydawał rozkazy:

— Wojsko na pojazd, wojsko z pojazdu (chodzi o prycze), łapać fale (telewizyjne, kocami), itp.

87. Decyzja należała do niego, JB. To on był głową rodziny. Kiedy A, jego córka, powiedziała mu, że wpadła (tak to określiła), J poczuł się tak, jakby ktoś wbił mu nóż w serce. Już widział uśmieszki sąsiadów, kolegów z pracy. I słyszał te ironiczne uwagi o pannie z dzieckiem, kurwie, swej 17-letniej córce. Ale nie zgodził się na skrobankę. Był katolikiem, nie mógł.

Dziś chodzi z wnukiem na spacery.

88. A JK wyskrobała. IDW także, i KL. W ogóle w Polsce (wg różnych danych) przeprowadza się rocznie od 150 do 300 tys. zabiegów aborcyjnych. Rocznie. A jednak nie łapiemy za kamienie. Na co czekamy.

89. — Przekażcie sobie znak pokoju.

A ludzie, jak ludzie. Uśmiechają się niepewnie, ściskają sobie ręce, coś tam mruczą pod nosem, gapią się na ściany, udają, że nie słyszą. Naprawdę, nie ma się czemu dziwić. Doświadczenia, doświadczenia osobiste. Zresztą: jak długo baranek będzie leżał obok lwa. Trzeba żyć, trzeba jeść. Nie każdy może jeść trawę, zresztą, czy trawa też.

91. W czasach komuny psioczył na komunę, w czasach „Solidarności” — na „Solidarność”

Wieczny anarchista, rewolucjonista? A może zmienia poglądy, chorągiewka na wieży? „Siedemdziesiąt pięć lat liczył M, starzec dziarski” itd.

A propos zmiany poglądów. Jeśli się je ma, można je zmieniać lub się ich trzymać. Tylko co powiedzielibyśmy o człowieku, który z rana mówi „Dobry wieczór”?

92. Paulina S. Naczelnik gminy. Za komuny, schyłkowej komuny. Poglądy — trzeźwa realistka. Dochody — adekwatne do zajmowanego niegdyś stanowiska. Dom, 2 samochody, obecnie jeszcze hurtownia—na wszystko ma papiery. Zresztą, gdyby ją przycisnąć. Kiedyś powiedziała:

— Kiedyś kradło się cegły, dziś się kradnie cegielnie. I doprawdy trudno odmówić racji jej rozumowaniu.

94. ZZ strasznie przeżywał 2 rzeczy: samotność i bezsens swego istnienia. I poważnie myślał, żeby z tym skończyć, definitywnie, raz na zawsze.

Ale zrezygnował z tego zamiaru, nie, spróbuję żyć, dokąd się da. Tylko jak udowodnić sobie, że następujące po sobie dni czymś się różnią, że nie są tym samym dniem.

Z znalazł proste rozwiązanie: zapuścił sobie brodę. Codziennie patrzył jak rośnie, a więc, jednak, żyję.

95. Agnieszka G nie mogła zastosować tej metody, z tej prostej przyczyny, że była kobietą. Poradziła sobie inaczej. Zaczęła robić na drutach.

Wymienić tych, którzy sobie nie poradzili?

96. Poznał ją w liceum. Była jego pierwszą miłością i wydawało się mu, że on też nie jest jej obojętny. Ale wtedy byli za młodzi. Zresztą ona zmieniła szkołę i przestali się widywać.

Spotkali się na studiach, zupełnie przypadkowo. Zaprosiła go do siebie, zaczęła się rozmowa. On myślał tylko o jednym, ale nie wiedział jak zacząć, nie miał doświadczenia, więc gdy to ona pierwsza zanurzyła ręce w jego włosy.

— Wyjdziesz za mnie — zapytał, gdy było po wszystkim.

— Nie mogę — odpowiedziała i po chwili milczenia dodała — Jestem w ciąży.

97. Najpierw był klej, potem kompot. Przypalał sobie ręce papierosami, chodził do kościoła, był na odwyku. Monar. I nic.

A przecież miał to wszystko, co inni: wodę, powietrze, dach nad głową. Ale to nie wszystkim wystarcza.

98. Jego dzień codzienny: pobudka o 4.30, dojazd, autobusem, do kopalni, 60 km, przodek, powrót do domu o 21.30.

Ale widocznie mu to odpowiada, bo przecież, gdyby chciał, mógłby sobie inaczej ułożyć plan dnia.

99. Henryk J był lekarzem i postanowił, że nigdy nie weźmie łapówki.

I rzeczywiście, nie wziął. A ponieważ zarabiał mało—znalazł sobie dodatkową pracę.

Celina O też była lekarką. Łapówki brała, ale tylko od tych, którzy mogli dać.

Wiesław D brał od wszystkich.

Cóż, każdy orze jak może.

100. Stanisława A dorabia do emerytury sprzedając kwiaty. Za komuny ścigała ją milicja, za „Solidarności” Straż Miejska. Ale SA jest uparta. Wciąż przychodzi na plac, kolegiów nie płaci, a swoich prześladowców nieodmiennie wyzywa od gestapowców.

Marek Marczyk
(fragment większej całości)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas