poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MAŁGORZATA RUDA
Jubileusz i awangardowe farsy
DL 1994, nr 11 (94)

Pisanie o teatrze działającym na prowincji jest zawsze zadaniem trudnym. Pisanie o teatrze terenowym obchodzącym jubileusz to zajęcie nie tylko trudne, lecz wręcz karkołomne. Zasłużeni jubilaci lubią wszak komplementy i uznanie. Czas jubileuszu winien być raczej czasem komplementów niż diagnoz. Kłopoty zaczynają się już wówczas, gdy recenzent próbuje eufemistycznie określić sytuację jubilata. Piszemy: teatr w mieście monoteatralnym lub teatr w małym mieście, byleby tylko nie używać obraźliwego określenia teatr prowincjonalny. Nazwijmy więc obchodzący jubileusz czterdziestolecia Bałtycki Teatr Dramatyczny im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie „teatrem dalekim”. Z perspektywy krakowskiej jest to określenie bynajmniej niepoetyckie. Przypomina o realnym trudzie wielogodzinnej podróży na trasie Kraków — Koszalin. Sygnalizuje prostą prawdę, że nawet gdyby na koszalińskiej scenie recenzent zobaczył arcydzieło, małe miałby szansę spowodować gremialny zjazd krakowskich teatromanów do Koszalina. Teatr daleki jest teatrem do pewnego stopnia samotnym, skazanym tylko na własną publiczność. Może ją wychowywać, ale musi ją rozumieć. Grożą mu niewątpliwie dwie choroby: pokusa awangardy za wszelką cenę lub rezygnacja. W tym ostatnim wypadku wybierze los belfra, który od 11 do 13 katuje licealistów teatrem lektur szkolnych, a od święta gra dla wszystkich coś w miarę bulwersującego i lekkiego, broń Boże nie awangardowego. Jakieś „Czego nie widać”, w ostateczności Woody Allena.

W małym tekście recenzenckim nie sposób przypomnieć wszystkich najwybitniejszych twórców koszalińskiego teatru i wszystkich słynnych lub dobrych przedstawień. Pierwszym dyrektorem artystycznym była Irena Górska-Damięcka. Warto też mieć w pamięci dyrekcje Tadeusza Aleksandrowicza, Jana Maciejowskiego, Lecha Komarnickiego, Andrzeja Ziębińskiego, Andrzeja Rozhina, Andrzeja Marii Marczewskiego, Ryszarda Majora. Na koszalińskiej scenie reżyserowali m.in. Jan Maciejewski, Roman Kordziński, Maciej Prus, Ryszard Major. Teatr zdobywał laury na festiwalach: Teatrów Polski Północnej, Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, Festiwalu Sztuk Rosyjskich i Radzieckich. Prezentowano jego spektakle w ramach II Ogólnopolskiego Telewizyjnego Festiwalu Teatrów Dramatycznych i w czasie Warszawskich Spotkań Teatralnych.

O spektaklach koszalińskich pisali m.in. Marta Fik, Marta Piwińska, Andrzej Władysław Kral, Stanisław Hebanowski. Cała Polska mówiła o ,,Kordianie” Maciejowskiego, ,,Janie Macieju Karolu Wścieklicy” i ,,Edwardzie II” Prusa. To były ważne przedstawienia i ciekawy teatr. Kultura po Jałcie dała prowincji prawo do własnego Słowackiego i własnego Majakowskiego. Dała budynki teatralne i roznieciła ambicje. Nie tylko indoktrynowała, także uczciwie budowała wrażliwość teatralną, dawała szansę spotkania ze światem sztuki ludziom, którzy wcześniej do niej nie mieli dostępu. Widownię zapełniały nie tylko szkoły aktywu partyjnego i karne oddziały wojska. Dla równowagi aliści przypomnijmy o tzw. „organizacji widowni” wspomaganej z urzędu przez związki zawodowe, o ścisłej zależności teatru od komitetów, które zgodnie z ideologicznym widzimisię przebierały w dyrektorskich kadrach i rządziły repertuarem. Jubileusz koszalińskiego teatru jest jednym z pierwszych jubileuszów teatrów stworzonych przez PRL. Recenzent obligowany jest więc właściwie do rozwiązania kwadratury koła, opisu zjawiska bardzo niejednoznacznego, wymierzenia sprawiedliwości doktrynie, która pod strzechy sprowadzała nie tylko ,,Pana Tadeusza”, ale i Melpomenę.

Zagrożony dziś ekonomicznie teatr — nie tylko prowincjonalny — wspomina często i z rozrzewnieniem czasy komunistycznej prosperity, zapominając, że były one dość ściśle związane z kłamstwem ideologicznym i estetycznym. Mimo to osiągnięcia teatralne ośrodków regionalnych nie podlegają dyskusji i Koszalin jest tego przykładem bodajże czy nie najbardziej spektakularnym. Dzień dzisiejszy Bałtyckiego Teatru Dramatycznego nie jest aż tak efektowny, mimo że jubileuszowy repertuar, jaki zaproponowali twórcy teatru jest imponujący: ,,Sługa dwóch panów” Goldoniego (reż. J. Skwark), ,,Iwona księżniczka Burgunda” Witolda Gombrowicza (reż. J. Maciejowski), ,,Aktor” Bogusława Schaeffera (reż. i scen. Adam Orzechowski). Kiedyś uznano by tę propozycję repertuarową za podejrzaną ideologicznie, zbyt formalistyczną i intelektualną. Dziś pytamy tylko trywialnie: „czy ludzie to kupią i czy teatr ma dość sił, aby zagrać te właśnie sztuki?” Jeśli dzień dzisiejszy teatru koszalińskiego nie jest tak świetny jak przeszłość, to głównie dlatego, że brak w zespole młodych aktorów.

W wypadku ,,Sługi dwóch panów”, wystawionego w dwóchsetlecie śmierci Goldoniego, zapomina się jednak o trudnościach kadrowych teatru. Dyrektor Józef Skwark stworzył wraz z zespołem przedstawienie znakomite, prościutkie, pełne wdzięku i teatralnej urody. Spektakl ma oszałamiające tempo. Wśród prospektów i kurtynek na pustej scenie królują aktorzy. Rytm ich działaniom dyktuje muzyka Rossiniego. Truffaldino Z. Kułagowskiego jest nieomal tancerzem — jego ręce, nogi, usta, oczy są w nieustannym ruchu, gonitwie, drżeniu. Wykonuje w masce tysiące pas, przegięć, skłonów, skoków, skinień, mrugnięć, a przecież wciąż czujnie słucha swoich partnerów. Ma się wrażenie, że wszystkie jego pomysły wynikające z chęci sprostania karkołomnej posadzie sługi dwóch panów są improwizowane, że sam siebie tymi pomysłami zaskakuje. Zręcznie niezręczny, zabawny do łez, kocha swą Smeraldinę miłością śmieszną i wzruszającą. Małgorzata Urbańska (pamiętam ją ze znakomitego molierowskiego przedstawienia dyplomowego w krakowskiej PWST) jest Smeraldiną, która nie tylko zauroczyła Truffaldina, ale i całą widownię, rzadką u młodych umiejętnością rozmowy z widzem, kokieterią wyrafinowaną i naturalną. Pantalone Romualda Michalewskiego rozpada się ze złości, zrzędliwości i podejrzliwości. Magdalena Ostrouch (Beatrycze), zdziwiona i rozbawiona swym męskim przebraniem, chętnie i z humorem demonstruje pomysłowość i wyższość nad parą nieco stetryczałych, sztywnych kochanków, których nieporadność bawi widownię (Bożena Borek i Piotr Krótki). Taki teatr zmusza do śmiechu, szczerego i radosnego. Zadziwia świeżością i sprawnością. Stara forma commedia dell’arte wciąż jeszcze zachwyca jeśli wypełnia ją żywe aktorstwo.

Specjalnie przygotowana na jubileusz ,,Iwona” Gombrowicza nie jest już przedstawieniem tak jednolitym i udanym aktorsko. Zbyt otwarcie — mimo formalnych wysiłków— stacza się w mieszczańską farsę o strasznych mieszczanach, którzy w niepojęty sposób znaleźli się na dworze. Strzyżone żywopłoty-parawany, spoza których widoczny jest tajemniczy, nieco baśniowy balon, są jedynymi elementami każącymi kojarzyć tragifarsę Gombrowicza z przemocą wyższej, choć zagrożonej niższością czy naturalnością, formy. Jeśli jesteśmy na dworze, to rządzi nim królowa, upiorna pani Dulska i damy, które się „zjuliasiewiczowiły”. Król jest wprawdzie nieco bardziej gadatliwy niż Felicjan Dulski, ale równie głupi i obojętny. Z tonacji mieszczańskiej farsy usiłuje Maciejowski wyrwać zbuntowanego księcia Filipa i jego przyjaciela, plącząc ich w skomplikowane gry-inscenizacje. Iwona Urbańskiej, nie wiem, na ile świadomie, jest jedyną żywą i prawdziwie cierpiącą istotą w tym świecie chamstwa (dwór) i gry (książę, przyjaciel). Jej pogarda dla Boga skazującego na brzydotę i cierpienie, jej ból i upokorzenie stają się tematem jeśli nie całego przedstawienia, to na pewno jego finału. Ta Iwona umiera długo i okrutnie, a książę powtarza gesty męki, nie wiadomo czy je przedrzeźniając, czy cierpiąc rzeczywiście. Nigdy, w żadnej „Iwonie”, nie słyszałam tak wyraźnie końcowego „Klęknij, Filipie”. Finał staje się ponurym, obłudnym obrzędem religijnym. „Klękanie” jest jedyną formą wysoką, jaka pozostaje temu spsiałemu dworowi, może temu światu.

Najoporniejszym materiałem teatralnym okazał się ,,Aktor” Schaeffera. Reżyser i scenograf odwrócił na chwilę teatralną sytuację: widownię posadził na scenie, a aktora (Kazimierz Tałaj) na widowni. Później scena staje się miejscem gry i widownią, miejscem obserwacji. Od widowni prawdziwej odetnie ją kurtyna, stwarzając świat zamknięty. Mamy w nim raz jeszcze myśleć i gadać daremnie o istocie sztuki teatru. Gadanie to niebywale jest nudne, choć absurdalnie śmieszne. „Aktor” Tałaja jest kabotynem, strojącym miny, mądrzącym się i nadymającym. Zewsząd, zamiast dywagacji o życiu i sztuce, wyziera gruba farsa o głupawych artystach i tępawych ludziach, bawiących się do znudzenia wyliczankami, absurd zamieniono w rodzajowość. Tylko dziewczyna Katarzyny Łukaszyńskiej, ta która rozdaje autografy, ma w sobie taką teatralną naturalność, która pozwala grać Schaefferowskie żarty poważniej, jako paradoksy o absurdzie sztuki życia. Schaeffer wymaga takiej sprawności technicznej, wyobraźni i poczucia umowności sztuki jak commedia dell'arte. Inaczej zostaje z niego skecz z „Podwieczorku przy mikrofonie” lub tłusty dowcip.

Trzy przedstawienia, które z powodu jubileuszu Teatru Bałtyckiego oglądałam, są chyba dość zwyczajnym obrazem „teatru dalekiego”, mimo jubileuszowej fety. Kontrowersyjna, choć ciekawa ,,Iwona” i zdecydowanie chybiony ,,Aktor” świadczą o ambicjach zespołu, zaś jego wcale nie tak małe możliwości wyznacza dobry ,,Sługa dwóch panów”, mądrze i twórczo odwołujący się do tradycji. Dwa pierwsze spektakle przerastają chyba siły zespołu i, choć w nierównym stopniu, mają symptomy nowej choroby: chorują „na awangardę oswojoną”, przykrojoną na miarę uczciwej rodzajowej farsy, tak aby się podobała publiczności.

Małgorzata Ruda



Carlo Goldoni, ,,Sługa dwóch panów”, reż. Józef Skwark, scen. Sławomir J. Lewandowski, premiera 23 listopada 1993.



Witold Gombrowicz, ,,Iwona Księżniczka Burgunda”, reż. Jan Maciejowski, scen. Barbara Zawada, premiera 19 lutego 1994.



Bogusław Schaeffer, ,,Aktor”, reż. i scen. Adam Orzechowski, premiera 3 grudnia 1993.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas