poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
WERNER ASPENSTRÖM
Wiersze
DL 1994, nr 10 (93)

Pożary

Płomień chciwie liże czerwonym jęzorem.
Wzmocnijcie czujność wobec osób żarliwych
i wobec nas, pozornie wypalonych!
Zadzwońcie po straż pożarną i ostrzeżcie przed strażakami

i ludźmi nie zatrudnionymi w straży!
Zadzwońcie na policję i ostrzeżcie przed policją
i wszystkimi, którzy policjantami nie są!
Imponująco płoną kondygnacje strychów.
Baraków nie udało się ocalić.
Runęła jedna kopuła i trzy narożne wieże.
Przerażające lecz urokliwe!
„Jak na rosyjskim filmie!” Jak na amerykańskich,
japońskich i europejskich filmach.
Oczy i języki ognia liżą się coraz bliżej i bliżej.
Tak zaczynają się stosunki płciowe.
Ostrzeżcie wszystkich obywateli i wszystkie społeczności
przed wszystkimi społecznościami i wszystkimi obywatelami!
 

Gdyby tu z Polski właśnie teraz była

Gdyby tu z Polski właśnie teraz była,
moglibyśmy pomówić o kamieniach
i ich krewnych.
Niedostępne, narzekałaby pewnie,
nie otwierają, kiedy pukamy!
Nieraz! bym się wtedy sprzeciwiał.
Pierwszy kamień, którym rzucono w Orfeusza,
padł mu do stóp, poruszony jego pieśnią.
A potem?
Głuchy był, tak, to prawda, drugi kamień.
Trzeci?
Zabarwił się krwią.
Ach, te eskalacje!

Zmierzchanie.
Sfinks i brudnica gotują się.
Pawie oczko zawraca zmarznięty do domu z zarośli ostrężyny
do nagrzanej ściany południowej.
Nietoperz budzi się punktualnie.
Borsuk strzepuje z siebie kurz
i wyślizguje się na polowanie na ślimaki.
W mroku zaczynają pachnieć białe kwiaty.

Śmieszność, piętrzyć słowo na słowie w zmierzchające wiersze?
Większa śmieszność — zaniechać?
Największa świetność, gdy stosy słów spadają?

Moglibyśmy ślęczeć nad listami pytań,
gdyby tu z Polski była.
Być człowiekiem, jednak dosyć wielkie?
Móc coś chwytać myślą,
umieć, jak Dürer, przytrzymać zająca
pędzlem?
Lepiej być gołębiarzem, krogulcem, błotniakiem, myszołowem,
chwytać szponem?

Być samotnym, raczej kiepsko?
Lepiej w parze?
Jeszcze lepiej: być wieloma, wieloma, wieloma,
siedzieć ciasno w salach plenarnych,
jeść zupę z kotła?
Lepiej: wymarzyć sobie łyżkę,
od której nasza zupa będzie smaczna?

Nie narodzonemu najlepiej?
Nie narodzonemu wcale nie najlepiej!
Lecz „serce jaskółki, zmiłuj się nad nami”!

Teraz widzę niebieską królową
w gwiazdozbiorze Liry.
W Polsce była długo widoczna.

U sąsiada zapalają lampy.
Zmierzchnica tam pędzi,
łomoce ciężko o szybę okienną,
chce wejść

jak pieśń w kamień,
jak wszystko chce wejść w coś innego
w naszych osobnych krainach.


Z tomu „Ty” („Bo”) 1993, tłum. Leonard Neuger
 

Szczególnie i ogólnie

Przez dłuższą chwilę należę do Horsgatan.
Przez krótszą chwilę ulica należy do mnie.
Z początku jestem uiszczającym pasażerem
na promie do Djurgárden.
Po chwili jestem udzielnym właścicielem promu,
wody i chmury nad Kastellholmen.
Arterie chłodu rozszerzają się.
Nic nie jest tak, jak trzeba.
Ja który szczerze kocham ciepłą kąpiel szmeru
i dzwonienie automatów do gry!
Wkrótce będzie całkowita cisza.
Głos tylko słyszę, który się nie liczy
w wyborach powszechnych — a i ten coś mamrocze,
jakże takiemu zaufać.

z tomu: ,,Ogólnie i szczególnie” („Enskilt och allmänt”)


Elegia (*)

Góry zmieliła na żwir w swoim młynie
żwir zaś na piasek w swym moździerzu,
ta, co przemienia wszystko.
Dla ludzi w owe splatające się lata
było to najmiększe posłanie:
między piniami a morzem.
Jaszczurki, siewki i biegacze piaskowe
mówiły, że istniały,
że istnieją.

Ta bowiem, która wszystko przemienia, wcale nie chce,
by kraina piasku się ostała.
Między palcami ściera go na proch
by wiatr go rozwiał.

Nieomal bezcieleśni, z lotnymi duszami,
siedząc na dwóch przyniesionych ze świata
zmysłów stołkach kuchennych,
próbujemy przypomnieć sobie kolory.
Ile ich było, prócz piaskowego?
Trzy.
Niebieski. Trawiasty.
I ten co krwawi.

* w wersji pierwotnej wiersz opatrzony dedykacją:
„Wisławie Szymborskiej z głębokim szacunkiem i, jeśli wolno, ze szczególnym oddaniem”.
z tomu ,,Ty” („Bo”) 1993.


Język

Nie tylko klasyk stąpając na stopach swych wierszy,
 nie tylko nowoczesny językowykolejeniec...

Nawet nerwy morza, nawet fale piszą wiersze.
Elegijnie albo na cały sztorm opisują wybrzeże,
które mają na widoku i o które się rozbiją.

Pewnie, że istnieją opowieści poza językiem.
Krzemienie, wykrzesujące z siebie słowa.
Piana burząca się w pienie.


z tomu: ,,Szczególnie i ogólnie”, („Enskilt och allmant”), 1991.

tłum. LEONARD NEUGER

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas